Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna propagandowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna propagandowa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 grudnia 2018

Goebbels, OKO. press, TVN24 i katolicy czyli Niemcy 1937 i Polska 2018.


200 lat temu, w Wigilię Bożego Narodzenia w 1818 r. po raz pierwszy wykonana została kolęda w języku niemieckim  „Cicha noc”, która szturmem zdobyła serca wiernych Kościoła Katolickiego. Ale nie tylko, bo śpiewali ją pod Stalingradem także  żołnierze Wehrmachtu nieznanego wyznania.  Kolęda  nie była niemiecka tylko austriacka i zagrano ją w czasie pasterki w Obersdorf  bei Salzburg. 
Ale siła perswazji czyli inaczej reklamy zrobiła swoje i dzisiaj przypisywana jest Niemcom.
Atmosfera  Wigilii 1938 r. w Niemczech  

 120 lat później  była nie tak idylliczna, chociaż zapewne kolęda „Cicha noc” została na pasterce we wszystkich kościołach  niemieckich – zaśpiewana.

A wszystko dlatego, że  Papież Kościoła Rzymsko Katolickiego Pius XI kilka miesięcy wcześniej  ośmielił się stanąć na drodze  postępu wdrażanego żelazną ręką  towarzysza kanclerza III Rzeszy Niemieckiej Adolfa Hitlera i jego wiernego speca od propagandy  dr Josefa  Goebbelsa.

Kamieniem obrazy  było ogłoszenie  przez Papieża Piusa XI w Watykanie  w 14 marca 1837 r.  i niezwłoczne odczytanie w niemieckich kościołach  w Niedzielę Palmową 21 marca 1937 r. Encykliki  „Mit brennender Sorge” ( Z palącą troską).

W wielkim skrócie można powiedzieć, iż Papież Pius XI  zawarł w niej nie tylko „zażalenie” na łamanie postanowień konkordatu, ale też bezpośrednio skrytykował  ideę wyższości rasy i państwa jako bałwochwalstwo oraz wzywa do tego, aby  przepisy prawa stanowionego  były zgodne w naturalnym prawem Bożym. Zaznacza również prawa rodziców do wychowywania swoich dzieci w duchu wiary, którą sami wyznają.

Ale  okazało się, że odczytanie tego dokumentu niemieckim katolikom było dla niemieckich ówczesnych władz jak  wybuch granatu w twarz.

Papież OŚMIELIŁ SIĘ  pouczać w sprawach moralności i prawa  Hitlera i jego całe nazistowskie otoczenie  akurat wtedy, kiedy oni już POCZULI MOC.

 Płynęli cichutko na fali od czasu Traktatu z Rapallo z 1923 r, z Rosją Sowiecką ale „nurt niemieckiej rzeki” przyspieszył mocno np. od  czasu gdy np. pan Ford z USA wykupił w 1929 r. 80% udziałów w firmie Opel i dzięki przyjaznej postawie burmistrza Kolonii otworzył tam w maju 1931 r. fabrykę samochodów Forda o zdolności docelowej 125 tysięcy sztuk na rok. I tak:
1)      7 marca 1936 r. wojska niemieckie wkroczyły do Nadrenii, łamiąc postanowienia wersalskie,
2)      w dniach 1-16 sierpnia 1936 r. odbyły się w Berlinie Igrzyska Olimpijskie, będące gigantycznym przedsięwzięciem propagandowym nazistów, zakończonym pełnym sukcesem,
3)      20 sierpnie 1936 r. wprowadzono w Niemczech dwuletnią powszechną służbę wojskową,
4)      25 października 1936 r. Hitler zawarł z Mussolinim, największym antyklerykałem włoskim traktat o przyjaźni Niemiec i Włoch,
5)      28 października 1936 r. dokonał się pierwszy oblot bombowca Dorniera Do19,
6)      8 grudnia 1936 r. zwodowany został pancernik „Gneisenau”,  
7)      21 grudnia 1936 r. dokonano pierwszego oblotu samolotu wojskowego Junkers Ju 88,
8)      30 stycznia 1937 r.  Hitler ogłosił wycofanie podpisu Niemiec pod Traktatem Wersalskim.

W obliczu takiej mocy pouczenia jakiegoś „klechy z Watykanu”, który nie ma żadnych dywizji, jak zauważył  przytomnie największy sojusznik kanclerza Hitlera do 22 czerwca 1941 r. towarzysz Stalin – musiały się spotkać z adekwatną odpowiedzią.  I się spotkały.

W dniu 28 maja 1937 r. , kiedy akurat  założone zostało słynne  państwowe niemieckie przedsiębiorstwo  Volkswagen, do narodu  niemieckiego przemówił sam minister propagandy III Rzeszy dr Josef Goebbels. Ale nie w sprawie samochodów dla każdego Niemca.

 
Powiedział  natomiast minister propagandy III Rzeszy,  co następuje : „… Są przypadki molestowania seksualnego, które wychodzą na światło dzienne każdego dnia w przypadku znaczniej ilości kleru katolickiego. Niestety, nie jest to kwestia przypadków indywidualnych, ale zbiorowy (kolektywny) moralny kryzys, który być może historia kultury ludzkiej nigdy nie znała w tak przerażającym i  wprawiającym w moralną konfuzję – wymiarze. Liczni księża i świeccy przyznali się.  Nie ma wątpliwości, że tysiące przypadków, które zwróciły uwagę wymiaru sprawiedliwości stanowią jedynie niewielką część całej prawdy, jeśli się uwzględni że wielu molestujących było objętych ochroną i ukrywanych przez hierarchię….”.


Na tym jednym przemówieniu się nie skończyło. Był to fragment większej kampanii, o czym pisze m.in. w swojej książce „Historia Homoseksualizmu w Europie. Tom II: Berlin, Londyn, Paryż;1919-1939” na stronach 231-233 w tomie II „The end of a Dream: The German Model Blows up” pani Florence Tamagne .

W dniu 30 maja 1937 r. dr Josef Goebbels wystąpił w Berlinie w Deutschland Halle przed publicznością w liczbie 25 tysięcy i  rozwinął temat poruszony w dniu 28 maja. Powiedział m.in. :”… Przerażający i ohydny fenomen moralnej dekadencji, dla którego nie można znaleźć odpowiednika w całej historii ludzkości (…) Przestępcze zboczenia katolickiego kleru zagrażają fizycznemu i moralnemu zdrowiu naszych młodych ludzi.  Oświadczam przed narodem niemieckim, że ta plaga będzie radykalnie wypleniona i, jeśli Kościół jest zbyt słaby, Państwo zrobi to…”.
Jak dodała od siebie pani Florence Tamagne, :”… Przemówienie było przerywane wielokrotnie przez tłum krzyczący:”… Powiesić ich! Zniszczyć ich!...”.

 Goebbels wg książki Petera Longericha „Goebbels. Biography” na stronie 333 miał zanotować, że Hitler dyktował mu fragmenty przemówień w wojnie przeciwko klerowi odnośnie procesów o molestowanie seksualne.

Zanim doszło do moralnych uniesień dr Goebbelsa i 25 tysięcy nazistowskich aktywistów w Hali Niemiec w Berlinie, nagonka na katolicki kler w Niemczech rozwijała się wg wytycznych 
Memorandum trzyosobowego zespołu Gestapo z dnia 8 kwietnia 1937 r.

W samych landach nadreńskich błyskawicznie zostało wszczętych prawie tysiąc śledztw sądowych przeciwko braciom zakonnym. Jak pisze wspomniana pani Tamagne, zgodnie z planem nagonki, każdy szczegół każdego śledztwa był podawany do publicznej wiadomości aby podtrzymywać powszechne oburzenie a artykuły propagandowe oparte na twierdzeniach naukowych były publikowane.

Ogółem 100 tysięcy egzemplarzy broszury pt. „Musisz poznać ich i ich uczynki” było w dystrybucji a  niejaki Burghard Assmuss napisał dzieło pt.” Życie zakonne. Ujawnienie Rozpusty w Klasztorach, które III Rzesza błyskawicznie wydała w 1937 r.  Było ono pełne oszczerstw na temat życia zakonników.


Ze wspomnianego tysiąca śledztw sądowych ok. 300 okazało się „ślepymi zaułkami”, 150 zakonników zostało uprzedzonych i zdołało zbiec a 150 posiadało immunitety.


Wg francuskiego dziennika Le Temps z 16 maja 1937 r. oskarżenia zostały złożone lub  były w przygotowaniu wobec: Franciszkanom w Waltbraitbach, Aleksjanom z Neuss i z Kolonii- Lindentahl, Zakonom Kapucynów i Benedyktynów, Braciom Miłosierdzia z Monabou.

Z powodu zapewne pośpiechu oraz „skali zadania”  dochodziło do nieoczekiwanych przez Gestapo sytuacji na salach rozpraw.

W przypadku zakonników ze wsi Waldbraitbach w Palatynacie, opiekujących się upośledzonymi w  lokalnym szpitalu, Gestapo wybrało na świadka oskarżenia  jednego z podopiecznych opóźnionych w rozwoju.  Kiedy  prokurator polecił świadkowi, aby rozejrzał się po sali i wskazał sądowi  człowieka, który go zwabił i próbował namówić do robienia rzeczy nieprzyzwoitych, świadek się rozejrzał i wskazał pana Przewodniczącego Sądu.  Sprawa została oddalona.

Jak napisał na str. 133 książki pt. The Pink Triangle. The Nazi War against Homosexuals” New York, Holz& Cie, 1986 ( Różowy Trójkąt. Wojna nazistowska przeciwko homoseksualistom) :”… Sąd w Paderborn uniewinnił katolickiego opata Sommera, który był oskarżony o nieprzyzwoitość. Świadkowie odwoływali swoje zeznania podczas rozprawy przed sądem. Prokurator żądał 9 miesięcy więzienia. W Münster, Westfalia, opat Deitmaring, ksiądz z Hoetmaer, oskarżony o nieprzyzwoitość, również został uniewinniony z braku dowodów. W tej sprawie prokurator żądał 3 do 5 lat więzienia…”.

Na stronie 233 „Historii Homoseksualizmu w Europie. Tom II. Berlin, Londyn, Paryż 1919-1939” pani Tamagne  podsumowuje antykatolicką kampanię  Goebbelsa i Hitlera  następująco: „… Antykatolicka kampania była prowadzona do roku 1941. Do roku 1936 wszystkie młodzieżowe organizacje katolickie zostały zakazane. Zakonnicy zostali wyrzucenie z ponad 35 klasztorów. W 1941 r. Goebbels  zamknął wszystkie katolickie magazyny i gazety. Między 1937 a 1945, ponad 4000 księży zmarło w obozach koncentracyjnych od tortur, chorób i głodu…”.


Czego pani Tamagne nie pisze, to to,  że w liczbie „ponad 4 tysięcy  księży katolickich zmarłych w niemieckich obozach koncentracyjnych” – 85% byli to polscy księża, którym Goebbels nie stawiał zarzutów „molestowania seksualnego”. Wystarczyło, że byli „POLSKIMI  księżmi”.

Na tej samej stronie pisze ona, że :”…Kampania antykatolicka  Hitlera,  Goebbelsa i niemieckich prokuratorów oraz sędziów w sprawach o rzekome przestępstwa seksualne katolickich księży i zakonników – nie zakończyła się oczekiwanym sukcesem:  z około 20 tysięcy niemieckich księży – skazanych zostało 57. Spośród „zwykłego duchowieństwa” w liczbie ok.4 tysięcy – tylko 7 zostało skazanych.  W końcu na ok. 3 tysięcy braci zakonnych – skazanych zostało 170, głównie franciszkanów. Między 1933 a 1943 mniej niż 0,5% z 22,4 mln niemieckich katolików odeszło z Kościoła…”.

Wracając do niezwykle ‘wyrazistych” przemówień Ministra Propagandy III Rzeszy i bliskiego współpracownika Hitlera, to te mowy coś nam przypominają. Nie tylko nam zresztą.
 

Pewien bloger amerykański, który też cytował na swoim blogu fragmenty tych przemówień zwrócił uwagę na fakt, że gdyby nie wiedział, że to mowy Goebbelsa, przypisywałby je gazecie New York Times.
 

Ten bloger to brat Gordon J. MacRae a notka z 12 maja 2010 r. nosiła tytuł „Katolicki skandal i Trzecia Rzesza: Wzrost i spadek Moralnej Paniki”.

Termin „MORALNA PANIKA” został ukuty w latach 70-tych XX w. przez socjologów aby zdefiniować zjawisko „sztucznie wywoływanego alarmu społecznego  poprzez wyolbrzymianie faktów (amplifikacja), przesadzanie w podawaniu liczb oraz wielokrotne „odkrywanie” tego, co opinia publiczna  już znała  wcześniej . Mamy zatem do czynienia z sytuacją, gdy  zjawisko o znikomych rozmiarach zostaje  wyolbrzymione do poziomu „problemu społecznego”.

I te cechy „moralnej paniki” spełniała w 100% antykatolicka kampania podjęta w 1937 r. przez Josefa Goebbelsa przeciwko księżom i zakonnikom katolickim w III Rzeszy.

Pisał o tym zagadnieniu Massimo Introvigne w artykule pt.”Goebbels i operacja „księża pedofile” w dniu 16 kwietnia 2010 r. w L’Avvenire”, oficjalnej gazecie biskupów włoskich.
Massimo Introvigne zwrócił uwagę, że o szykującej się „operacji” przeciwko Kościołowi Katolickiemu informował m.in. świeckiego aktywistę katolickiego w Bawarii Josefa Müllera (po wojnie minister sprawiedliwości Bawarii) – dyskretnie, ówczesny szef kontrwywiadu wojskowego Wilhelm Canaris.

Temat bowiem wywołali sami biskupi niemieccy, a  konkretnie  błogosławiony Klemens August von Galen biskup Münster, który w dniu 2 lipca 1936 r. na wszystkich Mszach  świętych wyrażał „ból i smutek” z powodu  „wstrętnych zbrodni” w związku z wydarzeniami w Waldbreitbach.  Biskupi zaś opublikowali 20 sierpnia 1936 r. list pasterski, w którym „potępili tych odpowiedzialnych” i „podkreślili chęć współpracy Kościoła z trybunałami państwowymi”.

Ale państwo Hitlera i Goebbelsa było, jakie było i Minister Propagandy Rzeszy i dzięki publicznemu „samooskarżaniu” katolickiego episkopatu Niemiec w  indywidualnych przypadkach -  z pieśnią na ustach rozpoczął akcję „paniki moralnej” przeciwko całej Instytucji Kościoła.

Ktoś pomyślałby, że naziści to ostatni ludzie skłonni do molestowania seksualnego nieletnich. A tymczasem w artykule pana George’a Winstona z dnia 27 kwietnia 2018 r.  opublikowanym na portalu
www.warhistoryonline.com dowiadujemy się, że poza tym, iż w mieście Bielefeld otworzona została wystawa pod tytułem „Ciemna strona Hitlerjugend” (albo podobnie), na której udostępnione zostały materiały pokazujące nieoczekiwane skutki uczestniczenia chłopców i dziewcząt niemieckich w nazistowskich zjazdach w Norymberdze np. w roku 1936.

 Jednym z tych skutków imprezy typu „mix-gender” , jak nazywa to autor było ok. 900 nieplanowanych ciąż wśród niemieckich nastolatek w wieku poniżej lat 18 – po słynnym Zjeździe w Norymberdze w 1937 r. nie 9 czy 90 ale 900. Kto molestował czy wręcz gwałcił te dziewczęta? No chyba nie katoliccy księża czy zakonnicy właśnie stający przed licznymi trybunałami z oskarżenia o molestowanie seksualne nieletnich podopiecznych.

No i słynna reżyser zaangażowana Leni Riefenstahl nic nie nakręciła na ten drażliwy temat.

Ale i nasze media zaangażowane, z Der Onet i Gazetą Wyborczą na czele – milczą jak zaklęte na ten temat. Podobnie jak na temat tego, że słynny Oskar Dirlewanger od 1923 r. w NSDAP i doktor nauk a także bojówkarz SA – stracił doktorat i 2 lata z życiorysu w 1934-1936  - za gwałt na 13-letniej członkini Bund Deutscher Mädel (BMD) a w czasie okupacji jako członek SS od 1940 r. u Odilo Globocnika w Lublinie miał problemy nie tylko z powodu żydowskiej kochanki ale też z powodu specyficznego „hobby” polegającego na wstrzykiwaniu 14-letnim Żydówkom jakiejś trucizny i przyglądanie się jak umierają.


A 27 kwietnia  2016 r. Julian Robinson w Daily Mail online napisał artykuł  pod bardzo znamiennym tytułem: „ Ofiary  pedofilskiej sekty prowadzonej przez jednookiego niemieckiego nazistę i torturowani/molestowani codziennie dziecięcy niewolnicy przez 30 lat w Chile mają nadzieję na sprawiedliwość”. Chodziło o  słynną „kolonię Dignidad” założoną w 1961 r. w Parral w Chile przez Niemca i nazistę Paula Schaeffera oraz grupę jego niemieckich nazistowskich koleżków.

No ale o tym mogą pisać Brytyjczycy a minister Steinmayer musi grzecznie potakiwać,  że to „nie była jasna karta w historii Niemiec” a w III RP – w temacie „pedofilii” jest „monokultura”: podejrzani czyli winni są – wyłącznie –księża katoliccy. Ewentualnie zakonnicy. Albo biskup.

Kampania  antykatolicka w Polsce  roku 2018 ma wiele a może wszystkie cechy „paniki moralnej” wywołanej przez Goebbelsa Ministra Propagandy III Rzeszy w roku 1937-1941.

Od kilku lat takie media polskojęzyczne jak Der Onet, TVN, TVN24, gazownia – regularnie i często powracają do „proboszcza z Tylawy” albo „biskupa z Dominikany”.  Liczby „kleru katolickiego molestującego dziewczynki i chłopców” są rozdymane a rzekome naukowe „autorytety”, jak niejaki Lew Starowicz,  robią zaocznie analizy psychologiczne nieznanym sobie księżom czy zakonnikom.  

Niejaki Hartmann z Uniwersytetu Jagiellońskiego w wywiadach krzyczy o „7% pedofilskich księży katolickich” ale źródeł tej liczby  oczywiście – nie podaje.  To jest wymysł.

Der Onet, TVN24 „podrzucają” różne „pomysły” zupełnie świeżo uaktywnionym „organizacjom pozarządowym”, jak np. konieczność „zadośćuczynienia finansowego ofiarom księży pedofili” – przez polski Kościół Katolicki jako instytucję, która „jest odpowiedzialna”.

Ciekawe, że nikt dotychczas nie rzucił pomysłu, żeby ścigać finansowo firmy np. z branży budowlanej, jak np. Mostostal, Budimex czy lokalne „przedsiębiorstwa budownictwa przemysłowego” – bo w więzieniach z prawomocnymi wyrokami za pedofilię siedziało lub siedzi kilkudziesięciu „budowlańców”.

 No i firmy Kulczyka podobno budowały autostrady, to może niech płacą za "drogowców".

Zleceniodawcy czyli: Open Society, Sigrid Rausig Trust czy Fundacja im. Stefana Batorego – nie „podrzucili pomysłu” ?

Bo trzeba Państwu wiedzieć, że ostatnio na czoło peletonu ścigającego w III RP „polskich księży pedofili” wysunęła się fundacja  i/lub  portal OKO.Press sponsorowana w wysokości łącznej ponad 1 mln zł r wg swojego sprawozdania finansowego za rok 2017 przez wyżej wymienione podmioty.


Portal OKO.press jest „tytułem prasowym  zarejestrowanym w rejestrze dzienników i czasopism, prowadzony przez Sąd Okręgowy w Warszawie  pod numerem Pr 19832. 

Wydawcą tego „medialnego przedsięwzięcia” jest Fundacja Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO”, zarejestrowana 10 marca 2016 r.  przez najlepszych specjalistów od kontrolowania moralności Polaków a Kościoła Katolickiego w szczególności: Helenę Łuczywo  (córkę towarzysza Ferdynanda Chabera, który od 1929 r. był członkiem KPP a w okresie 1939-1941 „we władzach okupacyjnych sowieckich we Lwowie”, zaś tuż po wojnie w II Departamencie Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Centralnym Biurze Kontroli Prasy a potem w Komitecie Centralnym PZPR przez całe lata – zastępca kierownika Wydziału Propagandy i zastępca kierownika Wydziału Prasy i Wydawnictw do emerytury w 1967 r.), Seweryna Blumsztajna (którego przedstawiać nie trzeba), Jacka Rakowskiego, Jana Ordyńskiego i Piotra Pacewicza „filara Gazety Wyborczej”.

Nawiasem Helena Łuczywo i Seweryn Blumsztajn nadal występują w KRS jako wspólnicy firmy Agora Holding Spółka z o.o. KRS 0000035128 zarejestrowanej w 2001 r. a ponadto Helena Łuczywo jest w organie nadzorczym Fundacji im. Stefana Batorego (wraz z Henrykiem Woźniakowskim i Agnieszką Holland), w organie nadzoru Fundacji Nagrody Literackiej NIKE - KRS0000096461 (wraz z Michnikiem) i w organie nadzoru Fundacji „Centrum im. Profesora Bronisława Geremka” KRS 0000319089 (wraz z m.in. Różą Marią Barbarą Grafin Von Thun und Hohenstein).


W Radzie Fundacji OKO.press  zasiada m.in. znana i kochana pani prof.  Monika Płatek a wraz z nią takie autorytety  broniące nas przed złowrogim Kościołem Katolickim jak: prof. Marcin Król, Jarosław Kurski, Jerzy Baczyński oraz Jacek Kucharczyk.


Prezesem tego interesu jest Piotr Pacewicz a zadania, jakie sobie postawili oficjalnie założyciele to: „ochrona i pomnażanie dorobku Rzeczypospolitej Polskiej jako demokratycznego państwa 
 prawnego, strzeżenie zasad demokracji oraz wolności i praw człowieka i obywatela”

Czym się to całe OKO.press zajmuje z  najwyższym zaangażowaniem pokazują widać kiedy się wrzuci do gugla "OKO press pedofilia księży", jakieś 10 artykułów z ostatnich miesięcy i dwa spore  2 artykuły z grudnia 2018. A rok 2018 jeszcze się nie skończył.

Wczoraj czyli 19 grudnia 2018 r. niejaki Artur Nowak popełnił dzieło pt. „Polski Episkopat boi się spotkania z ofiarami pedofilii. Ale Watykan każe!”.

Na  pierwszy rzut powiało grozą, skoro to sam „Watykan każe” ale już w pierwszym zdaniu jest info, że to jacyś „organizatorzy Komitet Organizacyjny zaplanowanej na luty narady wszystkich episkopatów o pedofilii w Kościele zaapelował, by ich przewodniczący spotkali się wcześniej z ofiarami nadużyć. Polscy hierarchowie dotychczas nigdy tego nie zrobili, a list z postulatami Fundacji "Nie lękajcie się" od 8 miesięcy pozostaje bez odpowiedzi. Teraz prymas Polak powinien w końcu odpisać..”.
A jaka jest  „lista postulatów fundacji Nie lękajcie się”?  A proszę bardzo:
„…Ofiary żądają:
  1. Utworzenia komisji złożonej z pokrzywdzonych, fachowców (psychologów, prawników) pod patronatem osoby godnej zaufania. Komisja pracowałaby nad sprawami związanymi z prewencją oraz ustaleniem liczby pokrzywdzonych i sprawców.
  2. Przyznania odszkodowań.
  3. Wglądu w akta procesów kanonicznych.
  4. Usunięcia z wytycznych Episkopatu punktu 14., według którego całą odpowiedzialność karną oraz cywilną przestępstwa seksualne wobec nieletnich ponosi sprawca jako osoba fizyczna.
Realizacja tych postulatów to kwestia czasu. Na całym świecie powstały raporty, dotyczące nadużyć, a wiele kościołów lokalnych wykupiło polisy, które mają je ubezpieczyć od odpowiedzialności za szkody wyrządzone przez pedofilów w sutannach. Polskich biskupów też to czeka….”.
I dodam od siebie : żeby Adrian Zandberg z Blumsztajnem mogli zbierać na tacę w katolickich kościołach w Polsce. I żeby Nadredaktor  mógł zasiadać w konfesjonałach.

Państwo rozumieją: powtórka z amerykańskiej rozrywki: „komisja pokrzywdzonych 40 lat temu ministrantów, plus fachowcy czyli np.  Lew Starowicz z Jankiem Hartmanem plus sędzia Tuleya pod patronatem „osoby godnej zaufania”. No to tylko może być Nadredaktor. 

A żeby temat nie „ostygł” to 6 grudnia 2018 r. niejaki Sebastian Klauziński, który udzielał się w Newsweeku i udzielał wywiadów dla Die Welt, popełnił artykuł pt. „Prałat Jankowski, czyli ksiądz pedofil modelowy”.  No bomba.  Wyroku nie ma, ale jest „fakt prasowy”, na podstawie którego zapewne sąd ma zasądzić „odszkodowanie”.

No to na zakończenie coś z działań telewizji TVN24: na stronie internetowej Ministerstwa Sprawiedliwości zostało zamieszczone oświadczenie następującej treści:”… Nieprawdziwe informacje telewizji TVN24”:
Ministerstwo Sprawiedliwości oświadcza, że telewizja TVN24 w programie „Czarno na białym” wyemitowała 1 października 2018 roku reportaż o Rejestrze Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym (rejestr pedofilów), w którym zawarte są nieprawdziwe informacje i manipulacje. Mimo wielokrotnych publicznych wyjaśnień, sprostowań i komunikatów Ministerstwa Sprawiedliwości telewizja TVN24 powiela kłamstwa, jakoby w rejestrze pedofilów celowo ukryto czy pominięto księży.
W reportażu „Czarno na białym” wypowiada się m.in. Pani Poseł Joanna Scheuring-Wielgus, która twierdzi, że „faktem jest, iż ominięto albo specjalnie ukryto księży (w rejestrze) pedofilów”. To nieprawda. Umieszczenie w rejestrze, zarówno w części jawnej, jak i niejawnej, zależy tylko i wyłącznie od kwalifikacji czynu sprawcy dokonanej przez sąd i zawartej w wyroku.
Nieprawdą jest, że rejestr stworzono w taki sposób, by nie trafiali tam księża pedofile. Rejestr funkcjonuje w sposób automatyczny – trafiają tam skazani na podstawie wyroków sądów, konkretnych artykułów i paragrafów Kodeksu karnego, zgodnie ze ściśle określonymi przepisami ustawy z 13 maja 2016 r. o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym, na mocy której wprowadzony został Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Nie miała i nie ma tu żadnego znaczenia profesja skazanego czy przynależność do jakiejś grupy społecznej.
Jeśli Pani Poseł Joanna Scheuring-Wielgus publicznie nie wycofa swoich nieprawdziwych stwierdzeń, Minister Sprawiedliwości podejmie wobec niej odpowiednie kroki prawne….”.

Jak państwo widzą,  otacza nas dzisiaj w III RP rzeczywistość medialna, w której wynajęci  przez  nieznane instytucje i nieznane osoby czy nawet państwa -  gryzipiórki   oraz aspirujący politycy z „niszy nisz” - do znudzenia tłuką w głowy  ciemnemu ludowi w Polsce, że jego najgorszym wrogiem są „księża pedofile” i że jedyna rzeczywistość, jaka istnieje, to „zły Kościół Katolicki” i „jeszcze gorszy polski Kościół Katolicki”.

A  artystycznie „oprawia” tę politgramotę rodem z Wydziału Propagandy KC PZPR i MBP i nie bójmy się tego słowa „mów dr Goebbelsa” – artysta Smarzowski z filmem „Kler”, w którym jest zawarta stara mądrość, że „diabeł się ubrał w ornat i ogonem na Mszę dzwoni”.



https://opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/pius_xi/encykliki/mit_brennender_sorge_14031937.html
https://books.google.pl/books?id=KM8mOzDVAf4C&pg=PA225&lpg=PA225&dq=hitlerjugend+paedophiles&source=bl&ots=J1CbGIODBm&sig=X-J7Jv3AtL8W2g_q4gmMIp6J6kY&hl=pl&sa=X&ved=2ahUKEwixk8m_5JffAhXow4sKHSC1CrcQ6AEwD3oECAIQAQ#v=onepage&q=hitlerjugend paedophiles&f=false
https://books.google.pl/books?id=dbSBBAAAQBAJ&pg=PT350&lpg=PT350&dq=goebbels++catholic+priests+paedophiles&source=bl&ots=_t2RHOtJyy&sig=R5J219VejCB9EljjraIwNVIanfg&hl=pl&sa=X&ved=2ahUKEwjWnuKJ4pffAhVloosKHWEgBlIQ6AEwCXoECAIQAQ#v=onepage&q=goebbels%20%20catholic%20priests%20paedophiles&f=false
https://www.warhistoryonline.com/war-articles/bielefeld-museum-nazi-youth.html
https://rejestr.io/krs/35128/agora-holding

wtorek, 20 czerwca 2017

Oliver Stone, Putin, Femen i Ogniem i Mieczem czyli „Ukraina w Ogniu 2.0”.



Z czym kojarzy się miasto Płoskirów? Wielbiciele Henryka Sienkiewicza wiedzą, że w II tomie „Ogniem i Mieczem” pan Zagłoba wysłany przez pana Wołodyjowskiego po konie dla ekipy wiozącej Helenę Kurcewiczównę – zobaczył na rynku w Płoskirowie Bohuna – i uciekł. Zagłoba, Wołodyjowski  i Helena Kurcewiczówna oraz  Rzędzian jechali „ode Kahamlika” (dzisiaj na wschodnim brzegu Dniepru) przez Latyczów i Płoskirów na Lwów.
Tę podróż opisał Henryk Sienkiewicz bardzo dokładnie a bardzo niedokładnie sfilmował pan Hoffman reżyser i absolwent Wszechrosyjskiego Państwowego Instytutu Kinematografii w Moskwie rocznik 1955. 
Film „Ogniem i mieczem” nie miał dystrybucji na Zachodzie ale jednak jacyś ważni ludzie jednak go oglądali.
Oto do swojego kolejnego filmu ,tym razem telewizyjnego dokumentu pt. „Ukraine on fire” (Ukraina w Ogniu) krótkie sceny historyczne z  „Ogniem i mieczem” wykorzystał światowej sławy reżyser filmów „zaangażowanych politycznie” – pan Oliver Stone, syn pani Jaqueline Goddet  „Francuzki katoliczki niepraktykującej” oraz pana Luisa Silversteina – Stone’a „niepraktykującego Żyda”, weteran wojny wietnamskiej i laureat kilku Oscarów  oraz przyjaciel takich osobowości politycznych jak Hugo Chavez.
 Oliver Stone, twórca takich kultowych filmów jak „Wall Street” z Michalem Douglasem (1987)  czy „Platoon” (1986) z Wilemem Dafoe i Charlie Sheenem zajmuje się ostatnio kręceniem dokumentalnych filmów telewizyjnych, poruszających tzw. tematy krytyczne wobec szeroko pojętej  polityki amerykańskiej w XX w. i współcześnie, zwłaszcza w Ameryce Południowej i na Karaibach. Ze szczególnym uwzględnieniem pojawienia się takich zjawisk politycznych jak komunistyczni przywódcy w tych państwach i ich koncepcje i praktyka polityczna.
Od  roku 2012  jego zainteresowania skierowały się na Europę Centralną i Wschodnią. Początek był skromny: Oliver Stone był odpytywany w filmie dokumentalnym Borysa Małagurskiego pt. „The Weight of Chains 2” (Ciężar łańcuchów 2), poświęconym przemianom gospodarczym dokonanym wedle recepty Hayeka, von Misesa i Chicago Boys w państwach powstałych po zdemolowanej Jugosławii.  Pan Magurski w swoim filmie zwrócił szczególną uwagę na finansowaną przez amerykańską NGO pod nazwą National Endowment for Democracy – serbską organizację pozarządową o nazwie Otpor!  I jej rolę w obaleniu prezydenta Miloszewicza.
Nie jest wykluczone, że dzieło pana Magurskiego z roku 2014 spodobało się panu Stone  i po zakończeniu filmu pt. „Mi Amigo Hugo” (pośmiertnie laurka dla Hugo Chaveza) pojechał on do Moskwy i  przeprowadził wielogodzinne  wywiady z Wiktorem Janukowyczem – ex-prezydentem Ukrainy i Władimirem  Putinem – prezydentem Rosji  na temat wydarzeń na Majdanie 2 i generalnie o Ukrainie. Sytuacja była bardzo rozwojowa i film był kręcony całe 2 lata. Pod tytułem „Ukraine on Fire” (Ukraina w Ogniu) został zaprezentowany w roku 2016.
I się porobiło. Reżyserem filmu  był urodzony w 1968 r. koło Dniepropietrowska w ZSRR pan Oleg Łopatonok, specjalista od „odmładzania” technicznego  starych sowieckich filmów, obecnie działający w USA a scenariusz napisała  pani Vanessa Dean.  Oliver Stone był producentem tego filmu i przeprowadził wywiady z dwoma najważniejszymi politykami zaangażowanymi w konflikt na Ukrainie  Film trwa 95 minut 46 sekund, z czego niewielka ale bardzo znacząca część to tzw. tło historyczne, które dotyka Polaków bezpośrednio.
Film nie był pokazywany i omawiany w Polsce. Natomiast w 2015 r., kiedy od dawna Oliver Stone udzielał wywiadów na temat kręcenia filmu o Majdanie, Telewizja Republika wyprodukowała film  pod tytułem „Ukraina w Ogniu. Życie na linii frontu” jako reportaż panów Wojciecha Muchy i Marcina Fąfary z ich podróży po okolicach Ługańska w tzw. strefie przyfrontowej.
„Ukraina w ogniu” Olivera Stone’a  ma znacznie większe ambicje niż prosty reportaż filmowy lecz przedstawia sytuację na Ukrainie na tle dawnej i XX-wicznej historii regionu oraz skupia się na roli niektórych prominentnych polityków demokratycznych USA a ambasady USA w Kijowie w szczególności  oraz na nazistowskich korzeniach Prawego Sektora.
Film ten ma dla nas dwie wiadomości: złą i dobrą.
Zła jest taka, że światowej sławy reżyser i producent Oliver Stone wykorzystując migawki  z fabularnego filmu „Ogniem i Mieczem” Jerzego Hoffmana nie wspomina ani słowem o tym, że znaczna część obecnej Ukrainy przez wieki była legalną częścią Rzeczpospolitej. W 2:56 minucie filmu dowiadujemy się, że historycznie była to „pograniczna strefa, w której Wschód spotyka się z Zachodem”, a jest to wizualizowane postaciami Mongołów i Turków a w minucie 3:02 mamy obraz współczesnej flagi Ukrainy z informacją, że „…to jest flaga Ukrainy. Kolor niebieski symbolizuje niebo a  żółty pola pszeniczne…” i zaraz potem fragment filmu, na którym pszenica jest koszona przez osobników w sowieckich mundurach z II WW. Koszą też zresztą babeczki, czyli to historia z kołchozami w  tle.
Potem mamy brytyjskich  żołnierzy z wojny krymskiej, przemawiającego Hitlera i znamienne słowa narratora :”..Ukraina to nagroda (łup), którą wielu chciało zyskać i wiele krwi zostało przelanej ..”. W 3:18 minucie filmu już pikują samoloty z krzyżami na skrzydłach i bombardują a żołnierze Wehrmachtu wędrują na tle płonącej drewnianej wioski. To trochę krępujące, ale wielki reżyser, korzystający jak widać bez ograniczeń z rosyjskich/sowieckich archiwów filmowych z II WW – pokazuje sceny z pacyfikacji białoruskiej wioski aby przedstawić „cierpienia ludu ukraińskiego”. Te zdjęcia były przez lata publikowane we wszystkich filmach dokumentalnych o operacji „Barbarossa” i II WW na froncie wschodnim, więc trudno się pomylić.
Najlepsza jest jednak 3:25 minuta filmu, w której zaprezentowana jest absolutnie kuriozalna „mapa historyczna Europy” mająca pokazać „schemat politycznego zniewalania Ukrainy”. Oto mamy „Polish –Lithuanian Commonwealth” z zachodnią granicą na Odrze i Nysie w roku 1609 a graniczący  na wschodzie (bardzo daleko na wschodzie) z „Russian Empire”, na południowym zachodzie z „Austrian Empire” z datą 1609 a na Odrze regularnie to nasze „Polisz-Lituenian Komonwels” graniczy z „French Empire” ale z nieznanych przyczyn z datą -1812(!!!).  Dołem lecą zarysy granicy Rumunii, Bułgarii – bez podania nazwy a zaznaczona na jasno- i ciemnozielono Ukraina i to „..przez Ukrainę przebiegała droga z zachodnich państw, kiedy one próbowały podbić Wschód w I i II wojnie światowej…”.
Do tego trzy czerwone strzałki z zachodu na wschód wychodzące , a jakże, z „French Empire” (1812), „Polish-Lithuanian Commonwealth”(1609) i „Austrian Empire” –z bliżej nieznanych powodów w roku 1809.  Ta poglądowa lekcja historyczna trwa całe 5 sekund i pokazuje rzeczy, których nie wymyśliłby najbardziej pijany nauczyciel historii w  żartach dla uczniów  szkoły podstawowej.
W 3:40 minucie znowu mamy obrazy  z pacyfikowanej wsi białoruskiej z informacją, że „za każdym razem  ludność ukraińska bardzo cierpiała..”. Obraz ten kłóci się radykalnie z późniejszymi kronikami z czasów IIWW z 1941 r. i witania „niemieckich wyzwolicieli przez ukraińskich patriotów”. Dobrze ubrani i odżywieni, wyluzowani i entuzjastyczni.
Na mapie pana Stone’a nie ma, jak łatwo zauważyć ani „German Empire”, ani „Prussian Empire” ani nawet „Germany”, więc  w zasadzie nie wiadomo, jak dochodzi do tak ważnych dla Ukrainy wydarzeń jak pakt niemiecko-austriacko-ukraiński w Brześciu Litewskim pod koniec I WW.
A co do moralności w polityce to reżyser Stone w 4:01 minucie rzuca takie przemyślenie na temat sytuacji „bytu Ukraina” w połowie XVII w.: „…Otoczonej potężnymi sąsiadami Ukrainie do przeżycia potrzebne było wiele chytrości i zdolności zmiany pozycji..”  W tym kontekście w minucie 4:15 filmu pada ważne stwierdzenie z dziedziny prawa państwowego, albowiem reżyser Stone informuje widzów , iż „…w połowie XVII wieku ukraiński lider Bogdan Chmielnicki zerwał pokojowe porozumienie z Polską i wstąpił w sojusz ze znacznie silniejszą Rosją…”  Czyli Ukraina  jako państwo odrębne od Rzeczpospolitej istniała już od dawna, tylko my tego nie zauważyliśmy, podobnie jak Henryk Sienkiewicz.
Wszystkie te porażające treści są „dokumentowane” fragmentem filmu pana Jerzego Hoffmana „Ogniem i Mieczem” (4:08-4:25 min)  zaczynając od półnagich Zaporożców walących w wielkie bębny, Sicz Zaporoską maszerującą w ataku pod Zbarażem (bez pokazywania Zbaraża) a kończąc na Bohdanie Chmielnickim na koniu. Zabrakło reżyserowi taśmy aby pokazać polską husarię czy polskich senatorów nie mówiąc o Królu Rzeczpospolitej, do której ziemie „pana Chmielnickiego, lidera Ukrainy” – należały wtedy wedle praw ludzkich i Boskich.
No ale. Pan Oliver Stone interesuje się w swoich filmach głównie ludzką krzywdą i rolą, jaką w zadawaniu krzywdy ludziom pełni CIA z USA albo inna jakaś diaboliczna agenda amerykańska. Ten film nie różni się od innych i mamy w nim bardzo szczegółowe śledztwo dziennikarskie na temat „spisku wokół Majdanu”.
Więc nie mogło w nim zabraknąć i pani Victorii Nuland i ambasadora USA pana Pyatta w Kijowie i ich niecnych spisków. Jest opowieść o próbie zamordowania prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza i jego ucieczce z kraju z pomocą pana prezydenta Putina oraz bardzo szczegółowy wykład na temat tzw. organizacji pozarządowych, szkolonych schematycznie przez amerykańskie służby „do robienia przewrotów”.  Pokazywane jest podobieństwo symboliki, plakaty, rytualne zachowania protestujących – w różnych „kwiatowych rewolucjach”. Np. zaciśnięta pięść albo skaczący manifestanci krzyczący np. „kto nie skacze, ten Moskal”. To mi od razu przypomniało pana Giertycha.

Aby ostatecznie moralnie przygwoździć ówczesne władze USA ( m.in. wiceprezydenta Bidena i senatora McCaina, zamieszanych w sprawy Majdanu), reżyser Stone wykorzystał obficie zachowane w Moskwie albo gdzieś indziej kroniki filmowe z lat II WW. I pokazał obecną fascynację „ukraińskich demokratów” Stepanem Banderą na tle kronik filmowych pokazujących nie tylko serdeczne powitanie Wehrmachtu chlebem i solą przez „ukraińskich patriotów” ale też pogrom Żydów we Lwowie w 1941 oraz masakrę kilkudziesięciu tysięcy Żydów w święto Jom Kippur 29 września 1941 r. w Babim Jarze przez niemieckie Sonderkommando 4a z udziałem znacznie liczniejszej policji ukraińskiej. Pada liczba ponad 36 tysięcy ofiar.
Wywleczona została sprawa 80.000 ukraińskich ochotników do  dywizji SS (Hałyczyna, Roland) .
I dla nas najważniejsze: reżyser amerykański Oliver Stone rzucił oskarżenie wobec organizacji OUN UPA poparte bardzo drastycznymi zdjęciami z epoki – dokonania przez nią masakry na ludności polskiej na Wołyniu w roku 1943 i 1944 pod okiem władz niemieckich. Podobnie jak w przypadku masakry w Babim Jarze – liczna polskich Ofiar jest podana i wynosić ma ok. 36 tysięcy. Zdjęcia z odrąbanymi rękami (po obojczyk) i wyrąbanymi oczyma – kobiet , małych zmasakrowanych dzieci – są po prostu przerażające a reżyser Stone dodaje do tego mszę polową grecko –katolicką dla ukraińskich żołnierzy niemieckich służb pomocniczych, która jest bezczeszczona oznakami swastyk wokół ołtarza.
To jest ta jedyna dobra dla nas  wiadomość w związku z filmem  „Ukraine on Fire”. Że Polacy zaistnieli w historii Ukrainy choćby jako ofiary zbrodni OUN UPA, co było faktem, obecnie skrzętnie bagatelizowanym.
Podsumowanie filmu to wywody na temat historycznej przynależności Krymu (do Rosji) i publiczne wystąpienie prezydenta Poroszenki do swojej administracji/parlamentu ukraińskiego w sprawie zaprzestania płacenia emerytur i rent WSZYSTKIM mieszkańcom terenów Doniecka i Ługańska zajętych przez separatystów z rosyjskimi konwojami „z pomocą humanitarną” w tle.
W USA i na Taorminie taki film musiał wywołać silne emocje i wywołał. Tygodnik Newsweek nazwał ten film „orgią faktów alternatywnych” a pan prezydent Putin wyraźnie zadowolony z efektu poświęcił swój bezcenny czas i udzielił łącznie aż 20 godzin wywiadu osobistego panu reżyserowi Oliverowi Stone’owi , dzięki czemu mógł on nakręcić  kolejny serial dokumentalny z najwyższej półki politycznej pt. „The Putin Interviews” (Wywiady Władimira Putina). Całe 4 odcinki czyli około 4 godzin dialogów Olivera Stone i Władimira Putina. Premiera była kilka dni temu i już wybuchł skandal.
Pan Stone  wywiadem –rzeką z Władymirem Władymirowiczem   rozgrzał amerykańskie elity demokratyczne – do czerwoności. Cała kampania prezydencka w USA odbywała się pod hasłem „anty-putinowska Clinton przeciwko pro-putinowskiemu Trumpowi”. W grze są sankcje gospodarcze i inne poważne kwestie, jak pozycja Niemiec i Francji w UE.
Wracając do filmu „Ukraine on Fire”.  W tym filmie ani razu nie wspomina się o Rzeczpospolitej, o polskiej obecności na tych ziemiach od wieków. Oto owoce traktatów ryskich i „polityki jagiellońskiej” III RP. To gorzki śmiech historii, że z „fikcyjnego  niebytu” jakim były polskie Kresy dzisiaj tysiące Ukraińców wieją do „Polszy prokljatoj” i lobbują za szybkim przyznaniem polskiego obywatelstwa.
Polskie Kresy I Rzeczpospolitej dzisiaj w narracji politycznej i historycznej III RP występują jako „fikcyjny niebyt”. Czyli elity polityczne i ludzie odpowiedzialni za edukację udają, że tych Kresów nie było i nie ma. Więc co robić z miastem Płoskirów i miastem Latyczów, leżących „w stepie szerokim” gdzieś wedle rzeki Dniepr?
Bohdan Chmielinicki „był” a hetman Stanisław Lanckoroński, właściciel i obrońca Płoskirowa – „nie był”? Klemens Potocki, który sprowadził i osiedlił po wyzwoleniu Płoskirowa od Turków w XVIII – włościan Mazurów dla zagospodarowania ruin i zgliszcz – też „nie był”? „Nie było i nie ma” mazurskich wsi wokół Płoskirowa i parafii katolickich? A na wcale nie fikcyjnej stronie internetowej http://www.parafiaszaroweczka.eu/ polecam w szczególności galerię zdjęć: http://www.parafiaszaroweczka.eu/galerie/zakonczenie-misji#1
Polska rzymsko-katolicka parafia we wsi Szaróweczka na obrzeżach miasta Płoskirowa, dzisiaj Chmielnicki. To tę parafię i tych Potomków Obywateli Rzeczpospolitej Traktat Ryski skazał na niewyobrażalne prześladowania i cierpienia. A dzisiaj nadal są „fikcyjnym niebytem”, czyli, jak pisał Mackiewicz „nie wolno głośno mówić”.
Co zrobić z miastem Latyczów, przez które pan Zagłoba i pan Wołodyjowski mieli wieźć Helenę Kurcewiczownę do Lwowa?  Miasto królewskie lokowane w 1453 r. czyli za Kazimierza IV Jagiellończyka , drugie co wielkości po Kamieńcu Podolskim. Odbywały się w nim sądy grodzkie i ziemskie. Jan Potocki starosta kamieniecki wybudował tam zamek obronny otoczony fosą i murami z własnych funduszy. Sejm RP zatwierdził w 1598 r. zwrot „w ratach” kosztów budowy na kwotę 12. 000 złotych przez 50 lat. W 1606 wybudowany został również klasztor obronny dominikanów,  w którym znajdował się cudami słynący obraz Matki Boskiej Latyczkowskiej.  Obraz ten został podarowany dominikanom przez Papieża Klemensa XVIII w. wraz z błogosławieństwem o powodzenie misji. Obraz ten jak rzadko który dzielił losy Polaków. Już w 1647 r.  w obawie „liderem ukraińskim” Bohdanem Chmielnickim i jego wojskami  dominikanie wywieźli do Lwowa, gdzie pozostawał aż do roku 1772. Potem wędrował tu i tam aby  6  sierpnia 1946 r. doznać wraz z siostrami służkami – wygnania i znaleźć schronienie w Lublinie, gdzie pozostaje do dzisiaj. Ostatnio w kościele pw. Matki Boskiej Różańcowej.

Miasto Płoskirów (od 1954 r. nazwa:  Chmielnickij) przypomniało mi się podczas oglądania filmu „Ukraine on Fire”, kiedy podawane były informacje o instalowaniu tzw. organizacji pozarządowych i ich roli w przewrocie demokratycznym, że się tak wyrażę. W związku  z osobą Wiktora Janukowycza, znienawidzonego „za korupcję” byłego prezydenta Ukrainy, obecnie „na uchodźtwie”. I w związku ze słynną w swoim czasie organizacją pozarządową FEMEN, założoną 10 kwietnia 2008 r. przez trzy ukraińskie studentki w Kijowie, z czego aż 2 pochodziły z miasta Chmielnicki czyli z Płoskirowa. Były to panie Oksana Szaszko oraz Aleksandra Szewczenko. Założycielek FEMENU było 5, czyli ekipa z Płoskirowa stanowiła 40% .
Liderką grupy była pani Anna Hucoł urodzona w Murmańsku ZSRR w 1984 r. , która zanim postanowiła pomagać ludzkości poprzez prezentowanie nagiego biustu pracowała jako asystentka piosenkarki pop o pseudonimie Tina Karol, urodzonej w 1985 r. na Magadanie jako Tatiana Grygoriewna Lieberman. Jej ojciec Grigorij Lieberman wywodził się z okolic Czerniowiec a zdolna córka początkowo występowała jako chórzystka i solistka zespołu Ukraińskich Sił Zbrojnych a doszła nawet do występu na Eurowizji w 2006 r.
Pokazywanie przez FEMEN  nagich biustów i wianuszków z polnych kwiatów, mające być zapewne symbolem niewinności i bezbronności okazuje się zwodnicze w świetle faktów. I nie chodzi o powszechnie znane i opisane przez media europejskie ataki i bezczeszczenie ołtarza w katedrze Notre Dame czy kościoła Madeleine w Paryżu albo niszczenie Szopki Betlejemskiej w Watykanie.
W pewnym momencie panie zaczęły się „wypowiadać politycznie” i w zasadzie wyjaśniły się przyczyny tego, że ktoś musiał finansować te panie, bo one  zajmowały się swoją działalnością „na pełny etat”.
W mediach głównego nurtu nie było praktycznie informacji o tym, że panie z FEMEN tak się rozgrzały w czasie II Majdanu po stronie „właściwej strony”, że na dobry początek urządziły w Paryżu performans polegający na publicznym nasikaniu na duży portret Wiktora Janukowycza. To chyba jakaś ukraińska tradycja, bo podobno na głowy  polskich żołnierzy –jeńców wojennych zakopywanych żywcem,  rozgrzane wieśniaczki ukraińskie – sikały. Tak przynajmniej można przeczytać w „Czarnej Księdze Komunizmu”.
Dwa inne „incydenty” były raczej wstrząsające dla wizerunku Majdanu II  i zapewne zakończyły żywot polityczny FEMEN. Oto jedna z wcześniejszych frontmenek grupy pani Inna Szewczenko, urodzona w 1990 w Chersoniu córka oficera Armii Ukraińskiej w sierpniu 2012 r. dokonała przy pomocy piły elektrycznej ścięcia drewnianego krzyża katolickiego umieszonego w centrum Kijowa przy tzw. Pałacu Październikowym , dla upamiętnienia tysięcy ofiar NKWD mordowanych w tych kazamatach w okresie 1917-1941. Pomagały jej koleżanki, m.in. jedna ciągnęła za sznur, żeby krzyż powalić.
Pani Inna musiał się salwować ucieczką do Paryża, gdzie otrzymała natychmiast – azyl polityczny i już we wrześniu 2012 r. na drugą nóżkę – ścięła publicznie krzyż katolicki w Holandii na jakimś festiwalu organizacji pozarządowych czy muzycznych.
Jej miejsce zajęła pani Eugenia Krayzman, która miała bardzo mocne wejście 2 maja 2014 r. w Odessie, gdzie sfotografowała się dwukrotnie a zdjęcia wrzuciła do Internetu. Jedno zdjęcie przedstawia blondynkę w niebieskiej sukience na spacerze nadmorskim w Odessie a drugie przedstawia panią Krayzman Eugenię w dżinsach i t-shircie białym z logo FEMEN oraz w kurtce skórzanej z rączką prawą zaciśniętą w pięść – na tle tłumu ludzi przed Domem Związków Zawodowych i na tle jakichś płomieni. A 2 maja w Odessie miała masakra przeciwników Majdanu, którzy urządzili jakiś marsz ulicami Odessy.  Na temat 2 maja 2014 r. w Odessie  docent wiki pisze: ”…Wieczorem ukraińscy nacjonaliści i bojownicy Prawego Sektora obrzucali koktajlami Mołotowa budynek związków zawodowych, w którym zabarykadowali się aktywiści Antymajdanu, kontratakowani uprzednio przez kibiców. Spowodowało to wybuch pożaru. W trakcie walk i pożaru zginęło łącznie 48 osób, w tym 40 aktywistów…”.
Zdjęcie panny Eugenii Krayzman z Odessy z 2 maja 2014 r. sprzed Domu Związków Zawodowych pojawiło się na jej koncie na twitterze z następującym jej osobistym komentarzem :”…Odessa wpieriod!, Ukraina –wpieriod!!! My- jedinaja strana! Putin- idi na h….j!...”. ( Odessa, naprzód!, Ukraino –naprzód!, My jedno państwo, Putin coś tam, coś tam).
To zdjęcie zrobiło furorę na portalach niemieckich, francuskich i nawet włoskich ale chyba nie w takim sensie, jakiego oczekiwała pani Krayzman i jej patroni polityczni. Inne panie z FEMEN też zresztą były  widziane w towarzystwie aktywistów Prawego Sektora. Zrobiło się nieprzyjemnie.
Za kilka dni FEMEN był już w Kanadzie na Narodowym Marszu dla Życia z udziałem Prymasa Kanady i Arcybiskupa Quebec Geralda Kardynała Lacroix ISPX. Damy z gołymi cyckami rzuciły się do pulpitu, przy którym stał Prymas czy raczej na samego Prymasa. Zrobiło się istne pandemonium, bowiem na Marszu były całe rodziny, niejednokrotnie  z małymi dziećmi. Matki zasłaniały dzieciom oczy, małe dzieci płakały a wszystko filmowała telewizja, która , jak zauważył gorzko organizator Marszu – miała zapis cenzorski na pokazywanie Narodowego Marszu dla Życia. Tym razem Kanadyjczycy dowiedzieli się, że w Kanadzie organizowany jest Marsz dla Życia Nienarodzonych. Dzięki gołym cyckom z Ukrainy.
I nagle wszystko ucichło. W mediach nie ma FEMEN i Pussy Riot.  Ktoś wyłączył prąd i zgasił światło. Wśród finansujących przedsięwzięcie wymieniało się niemieckiego didżeja, kompozytora i producenta muzyki lżejszej  niemieckiej czyli cięższej jak techno czy disco germano – niejakiego DJ Hell prywatnie banalny Helmuta Geiera oraz pani Beate Schober , urzędującej  na Ukrainie od lat. Występuje też „amerykański inwestor” na Ukrainie pan Jed Sunden, który zainwestował w media i stał się w dosłownie w kilka lat właścicielem mega-holdingu informacyjno-medialnego KP Media, które opylił ostatnio za jakieś 20 mln USD. Biorąc pod uwagę, że z USA przyjechał z podszewką w kieszeniach marynarki, to całkiem niezły wynik. Pan Sunden jest członkiem gminy żydowskiej w Kijowie lub w Dniepropietrowsku i znajomym rabina Bleicha (główny rabin Ukrainy) oraz bliźniaka Kliczko (mera Kijowa).  I ukraińskim celebrytą.
Jak widać, na Ukrainie różne szatany działają. Jedni chcą pamiętać Mykołę Lebiedzia, zabójcę ministra Pierackiego i pomysłodawcę masakry Wołyńskiej Polaków a inni chcą pamiętać Mykołę Lebiedzia jako współpracownika wywiadu amerykańskiego po wojnie, obywatela USA, który mógł się śmiać w oczy prokuratorom ścigającym zbrodniarzy wojennych w sprawach zbrodni na Polakach. Bo jakoby był becennym nabytkiem dla CIA i od 1947 r. organizował przerzuty agentów ukraińskich na tereny ZSRR i podległe. Jakoby, bo znikali bez wieści.
I pan Oliver Stone najbardziej się wnerwia o tego Mykolę Lebiedzia i jego zatrudnienie przez CIA. Czemu dał wyraz w filmie „Ukraine on Fire”.
A pan minister Gowin chce dawać szybko obywatelstwo polskie Ukraińcom. Może niech zacznie od dziewcząt z FEMEN, marniejących na emigracji w Paryżu i Pradze oraz dla potomków Mykoły Lebiedzia.  Jak szaleć, to szaleć.  A ziemię ukraińską będą dalej zgodnie uprawiać:  koncern Monsanto i mazurskie chłopy z Szaróweczki koło Płoskirowa. Oni obywatelstwa polskiego szybko nie zobaczą.
PS. Pomódlmy się do Matki Boskiej Latyczowskiej o godny pochówek wszystkich Polaków zamordowanych na Kresach.
https://en.wikipedia.org/wiki/The_Weight_of_Chains_2

http://www.parafiaszaroweczka.eu/
https://forumemjot.wordpress.com/2015/01/26/upa-i-cia-upa-cia-co-laczy-upa-z-cia-doskonale-opracowaniepolecam/