piątek, 16 marca 2018

Polska i RPA czyli Muzeum Polin, „Zabij Bura”, biali farmerzy i Janusz Waluś.


W III RP  żaden zbrodniarz stalinowski nie został skazany a niektórym nawet wysyła się do dzisiaj emerytury do ciepłych krajów. Bo niektórzy wyjechali do ciepłych krajów już to w roku 1956, już to po roku 1968. Nie wszyscy ale wielu „sławnych i zasłużonych dla MBP”.  Są to powszechnie znane fakty.

Podobnie jak powszechnie znany stał się fakt, iż kilka dni temu w Muzeum Polin zgromadziło się eleganckie towarzystwo mądrych i szlachetnych, którzy delektowali się złotymi myślami pana profesora Michała Bilewicza, szczęśliwego beneficjenta państwowego grantu w wysokości podobno 2 mln zł – na temat „mowy nienawiści”. A konkretnie – „mowy nienawiści Polaków i Polek”. W tym przypadku podobno bardziej „Polek”, bo jako „mowa nienawiści” zostały przytoczone jakieś wypowiedzi dwóch pań: pani prof. Pawłowicz i pani dr Ogórek.

To oczywiście nie jest jakiś wyjątek. Z występami gościnnymi pojawił się znowu nieoceniony „najlepszy historyk wśród socjologów” i „ofiara polskiej mowy nienawiści” czyli pan Jan Tomasz Gross i objawił światu w ślad za „ustaleniami psycholog Engelking”, że Polacy w czasie okupacji niemieckiej zabili większą ilość Żydów niż Niemców. A już szczególnie aktywna była „polska policja” i „polska straż pożarna”.

Stało się niejako „polską świecką tradycją” po roku 1944 r. – że żadne oszczerstwo rzucone przeciwko Polakom – nie zostanie ukarane a oszczercy mogą nawet liczyć na dyskretne dofinansowania z różnych rządowych „funduszy”, „specjalnych funduszy” i „ specjalnych programów”.

Rodzi to poczucie bezsilności i złość, bowiem powszechna jest też świadomość, że nikt się za Polakami nie ujmie. A już w szczególności tzw. instytucje państwowe.  Ludzie się wściekają, wypisują różne rzeczy w Internecie a pan prof. Michał Bilewicz i pan minister Brudziński mają dowód czarno na białym, że „w Polsce narasta nienawiść i antysemityzm”. A może i „faszyzm”.

Ta „wiedza” idzie w świat i polski dziennikarz i pisarz  Rafał Ziemkiewicz nie zostaje wpuszczony do Wielkiej Brytanii, światowej stolicy wolności wypowiedzi i prawdy. Jako „skrajny prawicowiec”. 

A może i „antysemita i faszysta”. Nie znam szczegółów.

W ogólnym natłoku informacji nie dotarła do polskich mediów informacja, że  również kilka dni temu pani Lauren Southern (Kandyjka) lat 22 i pani Brittany Pettibone (Amerykanka), dwie dziennikarki niszowych gazet i portali  - zostały w Calais Francja wysadzone z autobusu do Wielkiej Brytanii, zatrzymane przez służby imigracyjne na całą noc w jakimś areszcie, przesłuchane w nieprzyjemnym stylu i powiadomione, że jako „skrajnie prawicowe” i „chrześcijanki” – nie mają prawa wstępu do Wielkiej Brytanii, dokąd udawały się na zaproszenie jakiegoś „brytyjskiego skrajnego prawicowca”.

Obie panie, tyleż piękne co bystre, po uwolnieniu powiadomiły o całej sytuacji opinię publiczną przez  Internet. Dzieląc się przy okazji refleksją, iż w czasie, gdy one były zamknięte w prowizorycznej ciupie w Calais, do Wielkiej Brytanii wjechało kilkuset islamistów.  Ale nie o „islamistów” chodzi w tej sprawie.

Okazuje się, iż pani Lauren Southern specjalizuje się w kręceniu reportaży na temat warunków życia białych farmerów, głównie Burów w RPA pod rządami Afrykańskiego Kongresu Narodowego.

Te warunki życia  dla białych farmerów  RPA od roku 1994 r. czyli od zniesienia apartheidu  stawały się coraz trudniejsze nie tylko z powodu problemów z otrzymaniem pożyczki z Banku Rolnego, w którym próbowała w miarę rozsądnie rządzić aktywistka komunistyczna pani Helena Dolny, wdowa po szefie Komunistycznej Partii RPA Joe Slovo, urodzonym w 1926 r. w żydowskiej rodzinie na Litwie koło jakichś Myszykiszek
 Ale przede wszystkim z powodu narastającego zorganizowanego terroru paramilitarnych bojówek związanych z ANC – wobec farmerów Burów.  To NIE były napady rabunkowe. Rabunek mienia dokonywał się niejako przy okazji. Prawdziwym celem było mordowanie, torturowanie i gwałty. Czyli wysyłanie sygnału: zbierajcie się stąd.

A miało być tak miło. Przynajmniej kiedy pan Nelson Mandela brał Nagrodę Nobla wspólnie z panem Wilemem de Klerk.

Zjawisko przemocy wobec białych farmerów w RPA dorobiło się nawet hasła u docenta wiki. Wg danych oficjalnych  policji RPA w okresie 1996 -2016 bojówki paramilitarne dokonały łącznie 11.424 napadów, w których zostało zamordowanych niejednokrotnie ze szczególnym okrucieństwem 1609. mężczyzn, kobiet i dzieci. Najniższa liczba napadów zarejestrowanych wyniosła 443 w roku 1996/1997 a najwyższa – w latach 2001-2003 z liczbami odpowiednio: 1069 i 933.   
 
Natomiast szacunki dokonane przez niezależne organizacje i media (Tshego's (Short G / Sterling) liczba morderstw była znacznie wyższa i jest szacowana na 3.158-3.811 ofiar.
Policja RPA – nie interweniowała.  

 O klimacie wokół tego zjawiska najwięcej mówi fakt, iż pan Jacob Zuma, w latach 1999-2009 Wiceprezydent RPA a w okresie 9 maja 2009 – 14 lutego 2018 r. – Prezydent RPA – w dniu 8 stycznia 2012 r. w Bloemfontein na zjeździe ANC publicznie zaśpiewał pieśń „Kill the Boer” (Zabij Bura) a chórek tworzyły mu dwie damy, prawdopodobnie małżonki (pan Zuma z narodu Zulu jest poligamistą i ma 4-5 żon oraz 20 dzieci) oraz umundurowany oddział bojówkarzy.

 Pieśń tę  publicznie też śpiewał  były szef młodzieżówki ANC a obecnie lider partii Ruch Bojowników o Wolność Gospodarczą ( Economic Freedom Fighters) – taki Janek Krasicki Afrykańskiego Kongresu Narodowego, zdeklarowany komunista – pan Julius Malema.  Typowe dziecko ulicy w wieku 8 lat „wspomagał ANC” – zrywając plakaty wyborcze partii przeciwnych. Dzisiaj to człowiek jeżdżący luksusową bryką, mieszkający w luksusowej dzielnicy i noszący się bardzo elegancko.

Pieśń  w wykonaniu autorskim prezydenta Jacoba Zumy brzmiała następująco (w przekładzie na polski z angielskiego) :”… Władza – dla nas – chodźmy my wszyscy zwycięzcy – Będziemy do nich strzelać –z karabinu maszynowego – oni będą uciekać – Będziemy do nich strzelać – z karabinu maszynowego  - Jesteś Burem ( białym człowiekiem ) -  uderzymy w  nich – a wy będziecie uciekać – Zastrzel Bura – będziemy  w nich uderzać – a wy będziecie uciekać – Będziemy do nich strzelać – z karabinu maszynowego – a oni będą uciekać – Będziemy do nich strzelać – a oni będą uciekać – Zastrzel Bura (…) Rada Ministrów (The Cabinet)  będzie do nich strzelała – z karabinu maszynowego – rząd będzie do nich strzelał – z karabinu maszynowego – Zastrzel Bura – Będziemy w nich uderzać – a oni będą uciekać…”.

Chyba nie muszę pytać czy to mowa nienawiści, czy to jest piosenka rasistowska i czy to nie jest przypadkiem nawoływanie do ludobójstwa.  

W każdym razie chyba pan profesor Michał Bilewicz nie zaprezentował performance’u pana prezydenta Jacoba Zumy w Muzeum Polin na konferencji o „mowie nienawiści Magdaleny Ogórek i Krystyny Pawłowicz”. Może uznał, że to taka „metafora” ta pieśń. Tak przynajmniej twierdzili oficjele ANC kiedy nagranie zostało hitem youtube’a i wywołało skandal. Umiarkowany oczywiście.

Jednakże  Minister Spraw Wewnętrznych Australii pan Peter Dutton nie uznał owych statystyk mordów  na farmerach Burach (i innych statystyk z RPA, o których nieco poniżej) za „metaforę” bowiem właśnie kilka dni temu publicznie zaproponował, aby białych farmerów z RPA – traktować jako UCHODŹCÓW.  

Oświadczenie to zbiegło się w czasie z informacją agencji Bloomberg i innych mediów o tym, że Parlament RPA a w szczególności południowoafrykańscy ustawodawcy przychylają się do idei wywłaszczenia białych farmerów – bez odszkodowań. Tamtejszy Parlamentarny Komitet Kontroli Konstytucyjnej przekaże informację o sposobie zmiany art. 25 tamtejszej Konstytucji do 30 sierpnia br.
 
Obecny Prezydent RPA urzędujący od 15 lutego 2018 r. a od grudnia 2017 r. przewodniczący partii rządzącej Afrykańskiego Kongresu Narodowego  pan Cyril Ramaphosa, były związkowiec i biznesman  oraz szczęśliwy szwagier najbogatszego czarnego obywatela RPA pana Patrice Motsepe i sam jeden z najbogatszych obywateli – potwierdził wolę „przyspieszenia reformy rolnej” polegającej na wywłaszczeniu białych farmerów bez odszkodowań, ale oczywiście jako człowiek szlachetny dodał, iż :”…it would only be done in a responsible manner that didn’t harm the economy, agricultural production or food security…” ( to powinno być wykonane w sposób odpowiedzialny, który nie spowoduje szkód w ekonomii, produkcji rolniczej lub zabezpieczeniu w żywność…”.
 
Czyli będą zabierać ziemię Burom. Na której pracowali od XVIII wieku.  Jedyne źródło utrzymania. A luksusowy komuch Julius Malema wygaduje, że zabrali tę ziemię czarnym w latach 30-tych XX w.

No ale chyba te pomysły nie spotykają się z  negatywną oceną wielkich mocarstw, skoro rząd RPA otrzymał od USA wg pana redaktora Tuckera Carlsona z Fox News – pomoc bezpośrednią w wysokości 350 mln USD.

A wszystko to dzieje się w momencie, gdy w niedalekim Zimbabwe lud ostatecznie podziękował za wieloletnie „reformy” pana Roberta Mugabe, wśród których najsłynniejsze było wypędzenie białych farmerów i próba oddania farm w ręce weteranów wojskowych, którzy wynieśli pana Mugabe do władzy. Skończyło się hiperinflacją, ogólną biedą i  bezrobociem nawet na wsi.
 
Następca pana Mugabe – nowy prezydent Zimbabwe, urzędujący od 24 listopada 2017 r. pan Emerson Mnangagwa – jako jedną z pierwszych decyzji – ogłosił wolę wypłacenia rekompensat za 4000 znacjonalizowanych farm białym właścicielom i zaprosił  ich do powrotu na swoje farmy. Pierwszy biały farmer powrócił na swoje gospodarstwo w grudniu 2017 r. i co ciekawe, spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem dawnych pracowników rolnych.

Tymczasem los  białych farmerów RPA  , którzy dzisiaj obrabiają ok. 72 % gruntów rolnych i są żywicielami wielkich miast i centrów górniczych – po skonfiskowaniu im gospodarstw chyba pana prezydenta Cyrila Ramaphosy – specjalnie nie obchodzi. Zapewne zatem operacja ta odbywa się „za wiedzą i zgodą” wielkich tego świata, bowiem pan Ramaphosa , który w swoim czasie zasiadał w radach doradczych koncernu Coca Cola i koncernu Unilever – był też w swoim czasie we władzach instytucji międzynarodowej o nazwie Commonwealth Business Council, podległej organizacji o nazwie Commonwealth of Nations, na której czele stoi Królowa Elżbieta II.

Wg The CIA World Report w populacji RPA wynoszącej  54.841.532 osoby , obywatele określani jako Afrykanie stanowią 80,2% tj. 43.841.532, biali różnych narodowości stanowią 8,4% czyli około 4,6 mln a w tej liczbie  Burowie – wg różnych szacunków od  ok. 59% (2,7 mln) a pesymistycznych – 32 % (1,5 mln).  W całej populacji RPA stanowią zaledwie co najwyżej 4,9%. 
 
Ale Burowie dominują w produkcji żywności RPA – na sprzedaż wewnętrzną i na eksport. Prowadzą bowiem duże, dobrze zorganizowane gospodarstwa towarowe.  Dają też miejsca pracy, których jest w RPA coraz mniej.
 
Produkują,  mimo, że są zwierzyną łowną a ich farmy przypominają dzisiaj warowne strażnice z grubymi kratami w oknach, drzwiach zewnętrznych i wewnętrznych. Ale jakie to ma znaczenie, jeśli trzeba wsiąść na traktor i wyjechać w pole a dzieci muszą pojechać do szkoły.

Biali pracownicy z miast już dawno wyemigrowali a ci nieszczęśnicy, którzy pozostali, często lądują w organizowanych przez białą ludność wiejską – obozowiskach w rodzaju naszych pól campingowych. Są to niemal wyłącznie kobiety i dzieci, którym państwo i organizacje charytatywne odmawiają pomocy. Dlatego, że są białe. Część z nich jest ofiarami przemocy, została zgwałcona i straciła męża, ojca – zamordowanego w jednym z  „rajdów nieznanych sprawców na farmy”.

Tak przynajmniej mówią w reportażach kręconych przez panią Lauren Southern, której Wielka Brytania nie wpuściła.  Być może dlatego, że obrazy są znacznie bardziej przemawiające do wyobraźni a są one straszne.

Chociaż suche  liczby charakteryzujące obecny styl życia w Republice Południowej Afryki też budzą grozę.

Wg wiarygodnych statystyk – w RPA żyje obecnie 7,1  mln osób chorych na HIV/AIDS. Daje to jej pierwsze miejsce na świecie.  Prawie co piąty „uwolniony z apartheidu” jest „uwięziony” przez śmiertelną chorobę.
 
Sytuacja jest tak poważna, że firma Anglo American Corporation, powiązana z De Beers firma wydobywająca m.in. diamenty, złoto, rudy żelaza, boksyty, uran czy węgiel – zdecydowała się robić badania lekarskie górnikom na okoliczność zarażenia HIV i funduje im pakiety lekarstw powstrzymujących rozwój choroby.

Do tego dochodzi ok. 50% bezrobocia w grupie wiekowej 15-24 oraz najwyższe na świecie wskaźniki tak groźnych przestępstw jak morderstwa i gwałty.

Dziennie zabija się w RPA 51 osób a gwałt na kobiecie w RPA dokonywany jest co 26 sekund a policja pociesza, że jednak jest lepiej, bo tylko co 36 sekund. Dzieci są gwałcone co 24 minuty, nie wyłączając niemowląt.  
 
Od lat liczba gwałtów (zarejestrowanych przez policję) sięga 48 tysięcy rocznie. Gwałcone są kobiety białe i czarne – bez różnicy. Gwałceni są mężczyźni a co najstraszniejsze – 41% gwałtów ogółem dokonywana jest na dzieciach a tym 15% na dzieciach w wieku poniżej lat 9. W 2000 r. policja zanotowała 21.538 gwałtów lub usiłowań gwałtów na osobach poniżej 18 roku  życia.

Wg badań prowadzonych przez różne agencje rządowe i naukowe – ilość mężczyzn, którzy zgwałcili kobietę nie będącą ich żoną/narzeczoną wynosi 15% a w niektórych regionach sięga 37%.

Zaczyna królować  styl myślenia gangów i np. dzieci szkolne już nie uważają gwałtu czy molestowania seksualnego za przestępstwa a tzw. gang rape staje się częścią stylu życia.

Jeśli chodzi o tzw. przemoc w rodzinie, o której uwielbiają godzinami debatować panie nowoczesne w TVN, oskarżając „katolicką kulturę patriarchalną”, to w RPA  wg statystyk – co 6 godzin zabijana jest jakaś kobieta przez swojego męża lub tzw. narzeczonego.  O gwałtach na żonie/narzeczonej nawet się już nie wspomina.  Tendencja jest rosnąca, albowiem np. w roku 1994/1995 zanotowano 44 tysiące gwałtów a w roku 2004/2005 – już 55 tysięcy i dało wskaźnik 114 na 100.000 osób. Pierwsze miejsce na świecie.

Dla porównania: Szwecja czyli „europejska stolica gwałtu” – to 65,3 na 100.000 i 6-te miejsce   , USA – 27,3 na 100.000 i 14-te miejsce, Izrael – 17,6 i 26-te miejsce a Polska 4,1 na 100.000 i miejsce 69, co też nie jest powodem do chwały, bo Węgry mają wskaźnik 2,5 na 100.000 i miejsce 84, podobnie jak Słowacja.

Jeśli chodzi o mordy, to wg statystyk obejmujących państwa z ludnością powyżej 35 mln – RPA zajmuje również pierwsze miejsce ze wskaźnikiem na poziomie 31 na 100.000 obywateli.
Towarzyszy tym zjawiskom masowa emigracja białych obywateli RPA, głównie do Australii, Nowej Zelandii czy do Kanady.  Efektem jest rosnący brak specjalistów i znikanie małych i średnich firm oraz kapitału.
 
Specjaliści wyliczyli, że od roku 1994 wyemigrowało z RPA ok. 1,6 mln specjalistów, niekoniecznie tylko białych ale za to z wiedzą i kapitałem. Podobno wyjazd każdego z tych przedsiębiorców i specjalistów spowodował likwidację  100-200   miejsc pracy co się przekłada na zniknięcie ok. 3-5 milionów miejsc pracy w realnej gospodarce ale też w administracji gospodarczej.

A zaczęło się niewinnie. W ramach „likwidacji nierówności w biznesie” rządy ANC opracowały wielowątkową „akcję afirmatywną”, w ramach której firmy RPA miały obowiązek „posiadać czarnego członka zarządu” i/albo – udziałowca.  Cała ta operacja została nazwana programem Black Economic Empowerment czyli Ekonomiczne Równouprawnienie Czarnych. Na skalę masową zaczęło się to w 2001 r.  Ale szlaki przecierali ludzie związani z liderami ANC czyli Afrykańskiego Kongresu Narodowego.

Takim sposobem do miliardów doszedł szwagier przyszłego  pana prezydenta RPA  Cyrila Ramaphosa kolegi pana Nelsona Mandeli  – pan Patrice Motsepe.

Okazuje się,  że w roku 1997 czyli w 3 lata po zniesieniu apartheidu, akurat kiedy ceny złota poszły w dół,  ten syn sklepikarza przykopalnianego  znalazł gdzieś zaskórniaki w wysokości 7,7  mln USD , bo akurat firma białych ludzi Anglogold strasznie chciała sprzedać parę szybów w kopaniach złota po cenach mocno zbonifikowanych.
 Przypadkiem też firma ta jest spółką córką giganta górniczego – Anglo American Group, założonej w 1917 r. przez sir Ernesta Oppenheimera z niejaką pomocą ( 1 mln funtów)  JP Morgana. Było to akurat wtedy, kiedy Brytyjczycy ostatecznie wyrwali Południową Afrykę z rąk Burów czyli Afrykanerów. A w 1929 r. dołączył do pakietu udziały w legendarnej firmie De Beers, która była przez ponad wiek największym światowym wydobywcą diamentów w Południowej Afryce.

Po latach Anglo American Group stała się globalnym producentem miedzi, złota, niklu, platyny, węgla i temuż podobnież z wielomiliardowymi obrotami a w tle ze śledztwami ONZ w sprawie „handlu krwawymi diamentami” np. z Namibii.
 
A  w „czasach obalania apartheidu” przytomnie „postawiła na nowe talenty” a jednym z nich był pan Patrice Motsepe ( szwagier  pana Ramaphosyi ), który  zarejestrował sobie firmę o nazwie African Rainbow Minerals i stał się szczęśliwym posiadaczem 6 szybów wydobywczych w kopalni/kopalniach złota. Aby już w 1999 został współudziałowcem nowej firmy Green and Partners Investments, w której wg docenta wiki jako inny udziałowiec wyskakuje sam pan Nicky Oppenheimer, wnuczek sir Ernesta Oppenheimera – drugi najbogatszy „Afrykańczyk” z De Beers i Anglo American.

Mijały lata i kilkuset a może i kilka tysięcy patriotów ludów Zulu i Bantu z  Afrykańskiego Kongresu Narodowego  zostało przez wielkie koncerny, zazwyczaj z siedzibą w Londynie, dopuszczone do dużej kasy w ramach „akcji afirmatywnej” a i Hindusom coś skapnęło, co widać, słychać i czuć w okolicach rodziny Gupta, mocno zaprzyjaźnionej z naszym ulubieńcem panem prezydentem Jacobem Zuma.

A skoro bogactwa starczyło tylko dla starszyzny Zulu i Bantu a dla innych Ludów – nie, a bieda, korupcja i terror bojówek – narastały, to trzeba było znaleźć „czarnego luda”. A ten już „czekał gotowy”: byli to Burowie, już raz a nawet 3 razy porządnie „grillowani” przez szlachetnych brytyjskich generałów, jak tylko pokazały się te diamenty wedle Johanesburga.

Oni i tak mieli czarny pijar robiony przez dekady w anglosaskich gazetkach wysokonakładowych a i Hollywood pośpieszył z pomocą. I tym sposobem zalewaliśmy się łzami nad losem Steve’a Bico działacza przeciwko apartheidowi, którego zniszczyli bardzo źli biali. Film reżyserował Brytyjczyk słynny sir Richard Attenborough a zagrali Kevin Klein i Denzel Washington. Do tego doszła w 1980 r. kultowa piosenka Petera Gabriela “Bico”.  

I tak dochodzimy do kwestii, która mnie męczy do przedwczoraj: jakie są podobieństwa i różnice pomiędzy RPA i III RP.   Wiele spraw działo się równolegle: przemiany, układy gabinetowe, doradcy, festiwale medialne. A następnie wielkie „przekształcenia gospodarcze”, w wyniku których miliony szarych ludzi w obu tych krajach straciło pracę, miliony wyemigrowało a generalnie większość straciła   szansę na lepsze życie i stabilizację a notorycznie wmawiano im, że „się niesamowicie polepsza, bo popatrzcie państwo na tę demokrację, prywatne jachty Kulczyka , Range Rovery dziatwy nowobogackiej. I prywatne jezioro jednego satyryka na Mazurach. 

Obłowiły się mega koncerny a tutejsza administracja żyje i działa jakby żywcem przeniesiona z kolonialnej Afryki.

Jeśli  ktoś więc musiał zostać obsadzony w roli „czarnego luda” i  - wypada na nas – „Polaków katolików”. Jest roszczenie na 65-300 mld USD w dodatku w naturze, więc może nam się przytrafić los Burów. A nie byłby to pierwszy raz, bo mamy za sobą wyrzucanie z ziemi – ziemian i bogatych chłopów i w roku 1939 za  Bugiem i od 1944 w całej Ojczyźnie naszej.  Wtedy nie obyło się bez mordów i rzezi ale teraz chyba myśli się nad czymś subtelniejszym. Ale kto to może wiedzieć.

No i został  jeszcze ten „najczarniejszy lud” w tej historii czyli pechowiec Janusz Waluś, który będąc w RPA imigrantem z Polski i zawziętym antykomunistą wmieszał się do nie swojego konfliktu. 

Wstąpił do jakiejś partii białych i został wystawiony do wykonania politycznego zamachu na samego szefa partii komunistycznej RPA – Chrisa Haniego, ładnych parę lat szkolonego w ZSRR. Może i agenta sowieckiego.  A oni jak wiadomo zupełnie nie tykali się broni i nie mordowali.  Tak więc Janusz Waluś kropnął Chrisa Haniego i dostał karę śmierci zamienioną na dożywocie. Po odsiedzeniu 30 lat  chciałby przenieść się do odbywania kary do polskiego więzienia.

No ale jesteśmy w III RP, gdzie nawet Rodziny polskich Więźniów KL Auschwitz są – traktowani jak „element II kategorii” na terenie Państwowego Muzeum”.
 
Więc Polak Janusz Waluś „morderca” jest monitorowany tak dokładnie przez siły postępu i szlachetności, że próba (prawdziwa a może prowokacja) zbierania kasy na pomoc dla niego  już stała się w III RP obiektem nagonki a minister rozkłada ręce, bo „on też by nie pozwolił, ale nie może”.

Apartheid był systemem niemoralnym ale w określonych realiach – okrutnym lecz rozsądnym i zabezpieczającym minimalne interesy „obu stron” – systemem zarządzania.  Narody afrykańskie z Północy waliły do RPA – drzwiami i oknami.  Obecnie zaś RPA staje się coraz bardziej państwem upadłym, czyli paradoksalnie – to Janusz Waluś miał rację. Tylko nie była to jego sprawa. Może wierzył w ideę „walki o wolność naszą i waszą”.
 
Nie wiadomo, czy przypadnie nam los Burów, choć wielu kręci się ostro koło tego.  Ale kiedy słyszę, jak gromadka cwaniaków z okolic Muzeum Polin za podatki „polskich antysemitów” usiłuje zamknąć nam wszystkim usta wytrychem „mowa nienawiści  Magdaleny Ogórek” czy innej posłanki Pawłowicz a przemilcza grzecznie – przebój pana prezydenta Zumy „Kill the Boer” – to mi się zajady robią ze
śmiechu.


https://pl.wikipedia.org/wiki/Zimbabwe

sobota, 24 lutego 2018

Girlsband KL Auschwitz, afera Fani Fenelon, Arthur Miller czyli Kosiński 2.0.



Dla mnie historia ta  zaczęła się kilka dni temu, kiedy w Internecie wysłuchałam przeglądu prasy pani redaktor Rybińskiej.  W tym przeglądzie prasy została podana informacja, że w dzienniku Haaretz z 19 lutego tego roku ukazał się artykuł pani Danuski v Goski pt. „How Poles Are More Villified as „Bestial” Brute Jew Killers Than German Nazis” (“Jak Polacy są bardziej szkalowani jako „Bestialscy” brutalni mordercy Żydów niż sami niemieccy naziści”).

W  artykule pani Danuska Goska zacytowała kilka określeń użytych  w odniesieniu do Polaków przez niejaką Fanię Fenelon w jej wspomnieniach z Auschwitz: zachowanie Polek jako „bestialskie”, „szczególnie szkodliwe” a je same jako „monstra”, „niewolniczki”, „świnie”, „kurwiszony” i „prawdziwe krowy”.

A któż to jest Fania Fenelon? Bo jakoś cicho o niej w polskojęzycznych mediach i chyba w samym Muzeum KL Auschwitz Birkenau.
Otóż jest to pani, której wspomnienia z KL Auschwitz pomógł przenieść na scenę a potem i napisał scenariusz filmowy  sam Arthur Miller dramaturg amerykański i niezbyt sympatyczny mąż Marylin Monroe.
 
Na  podstawie tego scenariusza w roku 1980 został nakręcony film telewizyjny, w którym główną rolę zagrała sama Vanessa Redgrave.

Czas więc chyba poznać „życie i dzieło” osoby, której zawdzięczamy określenia ze słownika nazistowskiego zarezerwowanego dla Żydów, a o której nikt nie naucza np. w Muzeum KL Auschwitz Birkenau.

Fania Fenelon urodziła się w 1908 r. w Paryżu jako Fanny/Fania Goldstein, córka Julesa Goldsteina i Marii Dawidowny z domu Bernstein, obojga imigrantów żydowskich z Rosji z miasta Rostów nad Donem.  Miała jeszcze dwóch braci, z których jeden został utalentowanym naukowcem w USA w dziedzinie elektrotechniki lub czegoś podobnego. Ojciec wg jednej wersji „pracował w przemyśle drewnianym” a wg innej był „inżynierem przy produkcji kauczuku. Poza tym o rodzicach nie wiadomo nic poza datą śmierci w roku 1971. Prawdopodobnie.

Panna Fania Goldstein miała „uczęszczać” do Konserwatorium Paryskiego i nawet otrzymać pierwszą nagrodę w grze na fortepianie. Podobno jej nauczycielką była Germaine Martinelli, która była znaną śpiewaczką samoukiem – mezzosopranem.
Fania studiowała w tym Konserwatorium Paryskim a jednocześnie „nocami śpiewała w barach”.   

Czyżby rodzicom się nie powiodło finansowo? I miała wyjść za mąż  za „szwajcarskiego lekkoatletę” Silvio Perla, biegającego na 5000 m. Czyli długodystansowiec. Małżeństwo jednak podobno nie było długodystansowe i się rozpadło zanim wybuchła wojna. Ale anulowane zostało PO wojnie. Przy czym są to tylko słowa pani Fani Fenelon.

Kiedy Niemcy, sorry, naziści zajęli Francję w 1940 r. Fania Goldstein „wspomagała Francuski Ruch Oporu”, co miało polegać m.in. na tym (jak wspominała później w enerdowskiej telewizji ), że śpiewała dla niemieckich żołnierzy w klubach nocnych i kiedy „druga koleżanka zajmowała się żołnierzem” to „Fania fotografowała potajemnie dokumenty”. Jak tam było, tak tam było, Fania Goldstein Perla dotrwała w Paryżu do końca 1943 r. i wtedy szczęście się odwróciło.

Została aresztowana i oczywiście była torturowana przez Gestapo, po czym w styczniu 1944 r. wysłana transportem do KL Auschwitz.
 
W tym transporcie wg pani Fani, zakolegowała się z inną więźniarką i „podzieliły się żywnością”, w skład której wchodził m.in. pasztet, szampan i różne delikatesy. Jak widać w paryskim więzieniu lepiej żywili niż na Pawiaku. No ale.
 
Pani Fania pojawiła się w KL Auschwitz 23 stycznia 1944 r. Zgodnie z obowiązującą procedurą została wpisana na listę wraz z opisem różnych umiejętności, w tym gry na fortepianie i śpiewu.
I takim sposobem została przesłuchana przez ówczesną dyrygentkę żeńskiej orkiestry w KL Auschwitz panią Almę Rosé i zakwalifikowana do tej orkiestry.

Orkiestry złożone z więźniów w niemieckich obozach koncentracyjnych były stosunkowo liczne, bowiem Niemcy i Austriacy znani są z upodobania do muzyki i śpiewu. Ale trzeba pamiętać, że obozy koncentracyjne były „kontrolowane” przez np. Międzynarodowy Czerwony Krzyż i orkiestra dobrze odżywionych więźniów była znakomitą przykrywką dla tego, co się w tych obozach naprawdę działo.

Między władzami obozów panowała nawet pewnego rodzaju rywalizacja w dziedzinie „orkiestr złożonych z więźniów”. Dzięki której to rywalizacji ambitna SS- Aufseherin Maria Mandl /Mandel – komendantka obozu kobiecego w KL Auschwitz – Birkenau  i podobozów od 7 października 1942 r., córka ziemi austriackiej urodzona w 1912 r. w Muezkirchen już w kwietniu 1943 r. powołała do życia żeńską orkiestrę w KL Auschwitz. Wbrew pozorom nie było to takie łatwe, bowiem średni czas życia więźnia wynosił ok. 3 miesięcy albo i mniej a   muzycy nie przeważali w transportach.

Tak czy owak, pierwsza orkiestra doszła do zaledwie 20 kobiet w czerwcu 1943r i składała się  praktycznie z samych Polek, którymi kierowała i dyrygowała nauczycielka muzyki z Tarnowa pani Zofia Czajkowska, Więźniarka nr.6783, która w warunkach pełnej improwizacji musiała zdobyć instrumenty i sama nauczyć się dyrygowania. Pomysł wypalił i sama komendantka Mandl zarządziła dostarczanie z tzw. Kanady  instrumentów przywożonych w transportach a dziewczęta grały ze słuchu. Orkiestra zaczęła się powiększać i na próby, które trwały po kilkanaście godzin i pojawiło się stanowisko „kopistek nut”.

W początkowej fazie nikt nie udawał, że orkiestra ma jakieś „artystyczne cele”. Repertuar był polsko-austriacko-niemiecki, głównie tańce ludowe, walce,  marsze i uwertury to  austriackich operetek.

Orkiestra szybko się rozrastała a jesienią 1943 r. doszło do zmiany na stanowisku szefowej. Do KL Auschwitz została przywieziona profesjonalistka najwyższej klasy światowej: pani Alma Rosé, córka słynnego wieloletniego dyrygenta Wiedeńskich Filharmoników Arnolda Rosé (Rosenbluma) i siostrzenica samego Gustava Mahlera.

Ta wielce utalentowana osoba w wieku lat 26 założyła własną orkiestrę kobiecą pod nazwą Die Wiener Walzermädeln (Wiedeńskie Dziewczęta grające walce). Orkiestra odniosła sukces odbywając turnee po Austrii, Niemczech, Czechosłowacji i Polsce.
 
Alma Rose została w sierpniu 1943 r. dyrygentką orkiestry żeńskiej a Zofia Czajkowska – blokową i tłumaczką w kontaktach Almy Rosé z więźniarkami, które nie znały niemieckiego.
Orkiestra liczyła 45 -47 członkiń grających na skrzypcach, mandolinach, akordeonach  plus 3 kopistki nut.  Warunki życia członkiń orkiestry były o niebo lepsze niż w innych komandach, ale praca była ciężka: próby po kilkanaście godzin, koncerty dla SS, granie rano i wieczorem kiedy inne komanda wychodziły do pracy i wracały.  Ale niemal wszystkie więźniarki przeżyły wojnę  za wyjątkiem kilku.

Natomiast  Alma Rosé zmarła nagle w tajemniczych okolicznościach 5 kwietnia 1944 r. wg jednej wersji z powodu zatrucia jedzeniem z paczki a wg innej wersji w wyniku – otrucia.
 
Alma Rosé była wielką dumą komendantki  Mandl, więc nie dość, że Alma miała trumnę, to na niej nawet jakieś kwiaty, w tym lilie. Podobno nawet SS się wzruszyło.

Orkiestra przeżyła Almę a nową dyrygentką została Rosjanka Sonia Winogradowna. I tak zostało do stycznia 1945 r. kiedy więźniarki polskie, rosyjskie i chyba czeskie – przewieziono do Ravensbruck a niemieckie i austriackie i belgijskie i francuskie– do Bergen- Belsen.

Jeśli chodzi o Fanię Goldstein- Perla, to została ona, jak pamiętamy przywieziona do KL Auschwitz 23 stycznia 1944 r. i z innymi została wywieziona do Bergen Belsen, skąd została wyzwolona przez Amerykanów. W orkiestrze była zaliczona do grupy „śpiewaczek” oraz wg niemieckiego docenta wiki – również kopiowała nuty. Czyli stała na dole hierarchii w bloku.

Za to jej wspomnienia pełne są opowieści o jej rzekomych rozmowach z Almą Rose, która miała jej się zwierzać ze swoich dylematów moralnych. Jak również wspomnień o tym, jak Fania prostowała moralnie błądzące koleżanki, zwłaszcza jedną taką Clarę, która zostać miała kapo. Warto w tym momencie zwrócić uwagę na fakt, że Fania Fenelon przybyła do obozu 23 stycznia a 5 maja Alma Rosé już nie żyła. Czyli 3 miesiące znajomości  i już wielka komitywa.  

Wg listy członkiń kobiecej orkiestry w KL Auschwitz Birkenau w orkiestrze tej było 12-14 Polek oraz 8-10 polskich Żydówek, czyli spora reprezentacja. Druga duża grupa to Żydówki niemieckie i austriackie. W znakomitej większości były to młode dziewczęta z klasy średniej posiadające jakieś więcej niż przeciętne umiejętności gry na instrumentach.
 
W przeciwieństwie do męskiej orkiestry w KL Auschwitz, po orkiestrze żeńskiej – nie zachowały się żadne archiwa. Prawdę odtwarzano na podstawie wspomnień spisywanych przez więźniarki długo po wojnie.

Członkinie orkiestry po wojnie nie wspominały publicznie o swoim traumatycznym doświadczeniu z KL Auschwitz ale też się nie ukrywały. I nie pisały wspomnień. A w każdym razie nie drukowały.
Do momentu, kiedy w roku 1976  na rynku francuskim pojawiła się książka wydawnictwa Stock pod tytułem „Sursis pour l’orchestre” („Odroczenie dla orkiestry) jako „świadectwo Fani Fenelon spisane przez Marcelle Routier”. A po niej  w roku 1980 w języku angielskim pod tytułem „Playing for Time” (Gra na czas).
 
Książkę tę przeczytały inne członkinie orkiestry oraz rodziny członkiń orkiestry. Między innymi znana i bardzo szanowana pani Anita Lasker Wallfisch, która w wieku lat 18 jako Anita Lasker wraz z siostrą Renatą ( niemieckie Żydówki z Breslau) oraz Żydówka niemiecka Ester Loevy Bejarano.  

I się porobiło.

Z tym, że wcześniej nie było z opowieściami  pani Fani o jej życiu  lepiej, ale nikt nie zwracał na to uwagi. Nawet dzisiaj nikt nie grzebie w jej powojennym życiorysie tak, jak on na to zasługuje.

Ostatni raz, kiedy można być pewnym co do tego, co robiła Fania Goldstein Perla po wojnie to wywiad dla BBC udzielony w 1945 r. tuż po wyzwoleniu obozu Bergen Belsen. Wywiadu dla BBC udzieliła wówczas również Anita Lasker, jej koleżanka z orkiestry.
 
Druga rzecz to przyjęcie pseudonimu „Fenelon”, które to nazwisko  należało do wielkiego francuskiego rodu arystokratycznego w ogólności a do arcybiskupa Kościoła Rzymsko Katolickiego księcia François de Salignac de La Mothe-Fénelon – w szczególności.

A potem jest ładnych parę lat mgławicy. Pani Fania miała nadal śpiewać w kabaretach, bez większych sukcesów. Ale nie ma żadnych adresów ani nazw klubów czy kabaretów.

A potem zaczynają się schody. Wg angielskiego docenta wiki Fania Fenelon miała w roku 1966 w towarzystwie swojego „compagnon” czyli przyjaciela a może kochanka  słynnego barytona ostro komunizującego Afroamerykanina Aubrey’a Pankey- wyjechać na stałe do NRD czyli Niemiec komunistycznych.
 
Problem w tym, że w życiorysie Aubrey’a Pankey u angielskiego docenta wiki jest informacja, że Aubrey Pankey, słynny baryton przyjechał z panią Fanią Fenelon na stałe do NRD w roku 1956. Całe 10 lat różnicy w dwóch życiorysach „bliskich przyjaciół”. W dodatku nie wiadomo, co towarzysz baryton  Aubrey Pankey robił między rokiem 1953 a rokiem 1956, kiedy miał się zjawić jako uchodźca w NRD. 

A kto to był Aubrey Pankey? Aubery Pankey urodził się w 1908 r. w Pittsburgu w rodzinie Afroamerykanów i  miał to szczęście, że nie tylko śpiewał w chórach kościelnych ale też studiował w Wiener Konserwatorium w latach 30-tych i stał się słynnym śpiewakiem zarówno w USA jak i w Europie. W latach 30-tych  mieszkał we Francji, gdzie nawet miał się ożenić z jakąś Francuzką i robił ładną karierę artystyczną i majątek. Do USA powrócił w 1939 r.

W roku 1944 r. zorganizował ( czytaj: sfinansował) National Negro Congress i stawał się aktywny w tzw. postępowych środowiskach zarówno murzyńskich jak i komunizujących. Najlepiej określa chyba jego ówczesny stan umysłu to, że wystąpił w 1945 r. w Carnegie Square Garden na „Lenin  Memorial Meeting”. Wziął też udział  w Światowym Kongresie Intelektualistów w Obronie Pokoju w sierpniu 1948 r. we Wrocławiu PRL i który ostro finansował wiele tego rodzaju przedsięwzięć.

Ożenił się wiosną 1945 r. z amerykańską rozwódką z Południa panią Kathryn Wheaterly, jak podkreśla amerykańska prasa – białą. Była ona o rok od niego starsza i była jego agentką.
 
Po czym przenieśli się do Paryża, gdzie zaczęli mocno udzielać się towarzysko w najwyższych sferach a baryton dodatkowo wpadał do ambasady polskiej i węgierskiej.

No i jak podała gazeta Courier z Pittsburga USA z dnia 8 sierpnia 1953 r. a konkretnie jej korespondent Ollie Henderson, baryton Aubrey Pankey otrzymał od władz francuskich polecenie opuszczenia Francji w ciągu kilku dni. W tym celu odwiedzili go dwaj funkcjonariusze Wydziału Spraw Wewnętrznych. Podobno w związku z poparciem dla Rosenbergów.
 
W tym czasie małżonka pani Kay Pankey Weatherley była zatrudniona w siedzibie UNESCO w Paryżu i jak to mówią  „prędzej by śmierci się spodziewała” niż ekspulsji, co niekoniecznie w tych słowach oznajmiła korespondentowi Couriera z Pittsburga.
 
Wizy wjazdowej odmówiła też Wielka Brytania.  Państwo Pankey chyba się tułali trochę po świecie, m.in. w ChRL z jakimś tournee, ale nie wiadomo, co robił Aubrey Pankey, domniemany kochanek Fani Fenelon przez całe 3 lata. No i ta żona.

No ale. Ostatecznie w 1956 r. Aubrey Pankey wylądował we wschodnim Berlinie i otrzymał możliwość śpiewania w operze oraz wykładów w Wyższej Szkole Muzycznej.
Jak podaje w  książce pt. „German and African Americans: Two Centuries of Exchange”  na stronie 190 pan Aribert Schroeder pani Kathryn Pankey pracowała od roku 1959 jako tłumaczka w wydawnictwie NRD – Seven Seas Publishers (oddział wydawnictwa Volk und Welt) aby zostać w roku 1967 “Leitende Lektorin”.

Wydawnictwo to zajmowało się interesami pewnego pisarza, scenarzysty filmowego i komunisty towarzysza Alberta Maltza, który miał poważne problemy z Komisją McCarthy;ego i który bywał w Warszawie u takiego jednego, co mieszkał w hotelu Bristol a Maxim Lieber mu było.

Z jednej strony dowiadujemy się, że w owym czasie w Bristolu przemieszkiwała całkiem spora gromadka amerykańskich komunistów a z drugiej, że jakoby w 1959 r. Albert Maltz miał proponować Fani Fenelon – spisanie jej wspomnień z KL Auschwitz. Ale gdzie? Może w NRD. A może w Paryżu?

Jedyny znak, że Fania Fenelon miała coś wspólnego z Aubreyem Pankey to fakt, iż ona też przebywała jakiś czas w NRD i nauczała w Wyższej Szkole Teatralnej im. Hansa Otto – ale w Lipsku. Od 1966. I miała wrócić do Paryża w 1971 r. ze względu na śmierć rodziców.
 
A tak się przypadkiem złożyło, że w nocy z 8 na 9 maja 1971 r. Aubrey Pankey zginął  w wypadku samochodowym w Berlinie Wschodnim w wieku lat 65.

Więc pani Fania wróciła z tego NRD do Paryża i w latach 1973-1975 pisała wraz ze swoją pomocnicą panią Marcelle Routier, autorką m.in. biografii Edith Piaf w formie broszury na 180 stron i kilku broszurowych powieści – wspomnienia z KL Auschwitz, które zostały wydane w roku 1976 pod tytułem „Sursis pour l’Orchestre”.

Książkę przetłumaczono na język angielski i w 1979 r. a pan dramaturg Arthur Miller wraz z asystentami wystrugał scenariusz do filmu telewizyjnego, który wyreżyserował Daniel Mann i Joseph Sargent. Producentka Linda Yellen stoczyła prawdziwą wojnę z panią Fanią, która upatrzyła sobie do odegrania głównej roli czyli siebie – Lizę Minelli. A tymczasem wybrano do roli  Brytyjkę Vanessę Redgrave.  Fania Fenelon miała dwa zarzuty: że Vanessa Redgrave miała 180 cm wzrostu a pani Fania chyba mniej niż 160 i w dodatku Vanessa Redgrave popierała publicznie OWP (Organizacja Wyzwolenia Palestyny).
 
Yellen postawiła na swoim a pani Fania szalała w telewizjach amerykańskich, gdzie w wywiadach wyrażała swój gorący sprzeciw wobec tej obsady. Ciekawe, że film otrzymał nominację do Złotego Globu i kilka nagród Emmy.

I dzięki tym wydarzeniom osłupiałe żyjące jeszcze Członkinie orkiestry żeńskiej KL Auschwitz Birkenau – mogły dowiedzieć się, jak sobie pani Fania wyobrażała całe to swoje męczeństwo i ich niedostatki moralne.
 
Lata trwało, zanim żyjące jeszcze byłe Więźniarki z muzycznego komanda skontaktowały się osobiście lub korespondencyjnie, m.in. z Polkami (m.in. Helena Dunicz – Niwińska) i spróbowały pod kierunkiem Anity Lasker Wallfisch zorganizować jakąś kampanię przeciwko kłamstwom zawartym w książce „Playing for Time”.
 
Jak oceniają, nic to nie dało. Ich głosy: wywiady, własne wspomnienia wydawane w latach 90-tych – ginęły wobec siły promocji, którą zorganizowano dziełu pani Fani  Fenelon.
Ona zresztą nie mogła się już cieszyć sukcesem, bowiem zmarła w roku 1983.

W końcu sprawą zajęła się, zapewne na prośbę Rodzin Więźniarek i żyjących jeszcze Więźniarek – pani dr Susan Eischeid. Zrobiła gruntowne badania archiwalne i wysłuchała relacji 17 jeszcze żyjących Więźniarek.  Jeździła i wypełniała kwestionariusze w Niemczech, Czechach, Polsce, Rumunii, Francji i Bułgarii.
 
I tak powstała książeczka pt. „The Truth about Fania Fenelon and the Women’s Orchestra of Auschwitz Birkenau (Prawda o Fani Fenelon i Orkiestrze Kobiecej Auschwitz Birkenau) wydana przez Palgrave Macmillan 25 czerwca 2016 r.


Z omówień tej książki wiadomo, że Autorka wspólnym wysiłkiem z Więźniarkami rozprawiła się z większością kłamstw  i konfabulacji stanowiących zawartość książki Fani Fenelon.


Ocenia się, że poza opisem tzw. zwykłego życia obozowego czyli: głodu, strachu i samej rutyny – cała reszta jest kłamstwem.  W szczególności:


- nieprawdą jest to co pisze Fania Fenelon o Almie Rose, że miała być złym muzykiem, kobietą okrutną, że biła więźniarki i że zabierała im jedzenie z paczek. Że krzyczała na nie w trakcie prób i  policzkowała je,


- nieprawdą są portrety niemal wszystkich więźniarek w orkiestry, które Fenelon opisywała wyłącznie w negatywnym świetle,


- nieprawdą jest, że jedna z członkiń orkiestry spała z SS-manami a nawet mordowała inne więźniarki; chodzi prawdopodobnie o Claire/Clarę Monis, która miała zostać kapo a która w orkiestrze

- nieprawdą są wyjątkowo odrażające charakterystyki Więźniarek Polek, które miały się zachowywać w obozie jak zwierzęta,


- nie były prawdą związki lesbijskie między więźniarkami w orkiestrze czy inne dwuznaczne erotyczne zachowania.


Książka dr Susan Eischeid wydana w 2016 r. nie została przetłumaczona na język polski, podobnie jak wspomnienia Więźniarki  Pani Heleny Dunicz Niewińskiej wydane przez Muzeum Auschwitz Birkenau – z 2013 r. nie zostały przetłumaczone na język angielski.

Jedna rzecz zwróciła moją uwagę w tej historii. Te fejkowe „wspomnienia” pełne podobno błędów rzeczowych co do dat i faktów powstały w latach 1973-1975 a wydane zostały w 1976. Czyli w jakieś 10 lat po wydaniu w USA „Malowanego Ptaka” Jerzego Kosińskiego. W latach 70-tych szczęśliwy ten artysta pławił się w blasku sławy i tarzał w pieniądzach.
 
Czy zatem można mieć pretensję do chudego dramaturga Arthura Millera, że postanowił „iść ścieżką kariery” i wykorzystać brednie kobiety, która może zwariowała w KL Auschwitz ze strachu a może była to cwana gapa gotowa na wszystko dla kasy.

A może miała „oficera prowadzącego” i to tam powstała idea spisania wspomnień, które były bardzo łaskawe dla SS a wyjątkowo wredne dla współwięźniarek.

Z pewnością pan Arthur Miller nie  był stratny na tych wypocinach, które w tajemniczy sposób powtarzały Kosińskiego pomysł na „rozerotyzowanie Holocaustu” tym razem nie wśród katolickich ciemnych wieśniaków a wśród sterroryzowanych kobiet walczących o życie w piekle stworzonym przez niemieckich nadludzi w eleganckich uniformach Hugo Bossa.

Cała ta historia ma jeszcze jeden wymiar. Więźniarki KL Auschwitz grające w orkiestrze żeńskiej nie uczyniły nic złego. Zostały wybrane do orkiestry i udało im się, choć nie wszystkim,  jakoś przeżyć, chociaż do końca żyły z traumą, poważnymi problemami zdrowotnymi i życiowymi.

I po raz drugi zostały zranione, tym razem przez amerykański „system edukacji o Holocauście”, który zupełnie nie zareagował na informacje o tym kłamstwie. Yad Washem i Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie NIE zareagowały na informację, że wspomnienia Fani Fenelon rażąco odbiegają od prawdy i od tego, co mówią i piszą pozostałe żyjące Więźniarki. Jeszcze w 2014 była grana w Izraelu sztuka „Plaing for Time”. A w Wielkiej Brytanii – w 2015 r.

Gdyby Kosiński nie sprowadzał kochanek do domu swojej bogatej żony multimilionerki i nie prowadzał jej syna do klubów sado-maso, być może do dzisiaj nikt nie ruszyłby i Kosińskiego.
 
Bo kłamstwa Fani  Fenelon na razie są podstawą nauczania o Holocauście. A rodzina Więźniarki pomawianej przez nią o spanie z SS-manami – żyje do dzisiaj. I ze łzami w oczach dziękuje dr Susan Eischeid za jej wkład w obalanie wulgarnego kłamstwa, które uchodzić ma za prawdę.

A co na to wszystko Państwowe Muzeum KL Auschwitz Birkenau? A nic.
PS. Jedna wiadomość o sprawiedliwości, której stało się zadość to ta, że Maria Mandl ksywa „Bestia”  została skazana 22 grudnia 1947 r. na karę śmierci i w dniu 24 stycznia 1948 r. o wschodzie słońca (7:09) powieszona w więzieniu Montelupich w Krakowie.