Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antypolonizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antypolonizm. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 lutego 2020

Birkenau Church czyli historia Polski między Avi Weissem a Sadiq Khanem


Obchody 75 rocznicy wkroczenia Armii Czerwonej mimo aż dwóch imprez odbywających się w atmosferze skandalu,  nie znalazły takiego  zainteresowania w mediach światowych, na jakie liczyli organizatorzy.

Media europejskie zajmowały się Brexitem, media polskojęzyczne senatorem Grodzkim i kastą sędziowską a media  amerykańskie   zajmowały się wyłącznie impeachmentem Prezydenta Donalda Trumpa.

Która to impreza przechodzi do historii jako „Schumer –Schiff –sham –show” (szumer-szif-szam-szoł) czyli „Schumera i Schiffa kłamliwa szopka”. Finał miał miejsce w zeszłym tygodniu, który został określony „najlepszym tygodniem w kadencji  Donalda Trumpa”. Prezydent Donald Trump  pokonał demokratów „an allen fronten” , przechodząc do kontrataku w sobotę, kiedy to na jego polecenie został wyrzucony z posady  Dyrektora ds. Europejskich w Narodowej Radzie Bezpieczeństwa Białego Domu   płk Aleksander Siemionowicz  Vindman urodzony w  1975 r. w ZSRR,  który 29 października 2019 r. zeznawał przeciwko Trumpowi przed Kongresem w sprawie rozmowy telefonicznej z prezydentem Zelenskim.

Płk  Aleksander Vindman, podobnie jak jego brat bliźniak płk  Jewgienij Siemionowicz  Vindman    wojskowy prawnik z JAG  czyli   Judge  Advocate  General's  Corps, United States  Army ,   zostali przywiezieni  do USA z ZSRR  w 1978  wraz ze starszym bratem Leonidem, obecnie finansistą, przez ojca i  babcię ze strony matki (zmarłej) panią Kalmanowicz – jako tzw. uchodźcy żydowscy w ramach masowej  emigracji   Żydów sowieckich z ZSRR do Izraela.

 Warto wiedzieć, że jednym  z  jednego z najgorętszych  lobbystów  na rzecz  prawa wyjazdu  Żydów sowieckich z ZSRR był w USA jeszcze w latach 60-tych  student żydowski  Avraham   Haim  Yosef ( Avi) haCohen  Weiss  znany dzisiaj  jako rabin Avi Weiss z Nowego Jorku.

To ten sam , który „uwolnił” na początku lat 90-tych tzw. Stefę  Muzeum KL Auschwitz  od klasztoru  Sióstr Karmelitanek Bosych pw. Świętych Obcowania. Erygowanego w 1985 r.

 I który w tym samym czasie próbował uwolnić  z amerykańskiego więzienia  Jonathana Pollarda obywatela USA skazanego na dożywocie na rzecz Izraela.

To mu się  jednak nie udało.  Występując   jako „osobisty rabin” Pollarda , urządzał  różne happeningi  przed bramą więzienia, w którym odbywał karę Pollard, ale sprawę załatwiły „najwyższe czynniki” USA i Izraela a nie Avi Weiss i to dopiero w roku 2015. Kiedy Pollard odsiedział 30 lat rząd Izraela i lobbyści żydowscy z najwyższej półki  uzgodnili z prezydentem Obamą  prawo łaski z nadzorem elektronicznym i zakazem  pracy na komputerach pracodawcy. Izrael ze swej strony dał  swemu skarbowi Pollardowi  mieszkanie w Nowym Yorku, ubezpieczenie zdrowotne oraz miesięczne „stypendium”.

„Uwolnianie Żydów z ZSRR” przez Aviego   Weissa  trwało od wczesnych lat  60-tych  i zakończyło  się operacją „Most”. W tym czasie Avi Weiss współpracował z żoną dysydenta Nathana Sharanskiego i nawet bywał w ZSRR i krajach sąsiednich ,robił happeningi przed ambasadami  ZSRR  i wszędzie go było pełno. Aż przyszły lata 90-te i nie było problemu z wyjazdem z dawnego ZSRR. Pozostało  jeszcze napisanie wspomnień, co też uczynił.  Żydom z „Małej Odessy” Avi Weiss nie był  w latach  90-tych  potrzebny i nie wiadomo, czy go nawet dzisiaj  kojarzą.

A byli i tacy, co nie wyjechali  z ZSRR , jak Wienia Kantor na przykład, tylko   tłukli miliardy na dawnym państwowym majątku ZSRR. Tym to już zupełnie aktywista  i zadymiarz   Weiss nie był potrzebny.

Po wygnaniu  sióstr  karmelitanek  z  okolic  KL Auschwitz  Poświęcił się więc   on  wówczas  sprawom religijnym w USA. W 1999 powołał do życia „nowoczesną ortodoksyjną  jesziwę” pod nazwą Yeshivat  Chovevei  Torah  Rabbinical  School (YCT) w Riverdale Bronx, w 2009 założył „Maharat” –jesziwę „open ortodox” dla kobiet.

W tym samym roku wraz z rabinem  Danielem Sperberem  ,profesorem Talmudu na Uniwersytecie Bar Ilan   rabbi Weiss  „wyświęcił” panią Sarę Hurwitz „na rabinkę” lub cos w tym podobie.  Córka profesora Sperbera Abigail   jest założycielką organizacji Bat Kol „ortodoksyjnych izraelskich Żydówek lesbijek” . Sam  Avi  Weiss w wypowiedziach dla mediów  nie popierał  małżeństw jednopłciowych, jednakże  ludzi z tych związków, których miał w  swoich „instytutach”  określał jako bardzo pozytywnych.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Najpierw krytycznie wypowiedział się konserwatywny  rabin Steven Pruzanski z Rabinicznej Rady Ameryki  a  w listopadzie 2015 r. potępiła tzw.”Open Ortodoxy” –Konferencja Rabinów Europejskich, ostrzegając  uczestników tego ruchu, że albo się poprawią, albo „poniosą konsekwencje”.

Jednocześnie  reprezentująca  rabinów  ortodoksyjnych Agudath Israel of America  wydała oświadczenie, że Open Orthodoxy, Yeshivat Maharat, Yeshivat Chovevei Torah i organizacje afiliowane należą do tych ruchów w historii Żydów, które odrzucały fundamentalne dogmaty Judaizmu .Akurat  we  wszystkich  działał   lub  je   zakładał   rabbi  Weiss.

I było pozamiatane. Rabbi Avi Weiss zrezygnował z zasiadania w Rady Rabinicznej  Ameryki. Czy raczej został do tego zmuszony. I nie jest już „jednym z najbardziej wpływowych rabinów wg rankingu Newsweek”,

Wtedy, czyli w 2015 r.   Avi Weiss sobie przypomniał, jak krwawiło jego serce, kiedy widział niebo nad KL Auschwitz bezczeszczone widokiem katolickiego krzyża z kościoła pw. Matki  Bożej  Królowej  Polski  w Brzezince.

Wieś Brzezinka w 1939 została na mocy decyzji niemieckiego okupanta włączona do III Rzeszy.  W roku 1940  w związku z utworzeniem przez Niemców tzw.  Interessengebiet des Konzen-trationslager Auschwitz czyli „strefy interesów  obozu koncentracyjnego” wies Brzezinka, istniejąca od  co najmniej XVI w. została przeznaczona do likwidacji.

W  strefie o powierzchni   40 km² w kwietniu 1941 r. ludność wsi Brzezinka, Pławy, Harmęże, Babice, Budy ,Rajsko, Broszowice została w kwietniu 1941 r. wysiedlona a jej majątek w całości zarekwirowany. 

Jak pisze  pan Marek Rawecki  w opracowaniu  „Strefa Auschwitz Birkenau” wydanym w 2003 r. przez Wydawnictwo Politechniki  Śląskiej  na str. 15 :”…  SS wyburzyła na Zasolu 123 domy, a w Brzezince 524 gospodarstwa. Materiał rozbiórkowy wykorzystano pod rozbudowę KL Auschwitz, szczególnie zaś jego drugiej części - KL Auschwitz II - Birkenau w Brzezince. Po wysiedlonej ludności wiejskiej przejęto grunty i zagrody z pełnym inwentarzem tworząc wyspecjalizowane gospodarstwa rolno-hodowlane SS korzystające z siły roboczej więźniów…”.

Pozostało 6 budynków, remiza, dom gromadzki .Inwentarz żywy czyli krowy, konie, świnie Niemcy sobie zabrali a psy i koty wystrzelali. Wysiedleni rolnicy tułali się po Generalnym Gubernatorstwie a część wylądowała na robotach przymusowych. Podobno niektórzy w kamieniołomach.

Łącznie ze „strefy” Niemcy wysiedlili 17.000 mieszkańców.

Po wojnie ci co przeżyli,  powrócili do zupełnej pustyni. W obozowych barakach rozpoznawali  materiały pozyskane z ich rozebranych domów.

 Na terenach dawnego obozu rządziła Armia Czerwona i NKWD rozbierając urządzenia przemysłowe, baraki  i pracowicie zbierając  pozostawione „kwity”. No i prowadząc obóz znowu dla „polskiego elementu”.

Powołana polska administracja  z braku jakichkolwiek materiałów budowlanych przydzielała  wieśniakom  materiały budowlane  z rozebranych baraków. Żeby mieli jakiś dach nad głową.  

 Kilkuset hektarów gruntów zabranych im przez Niemców nie mieli odzyskać nigdy. Poszły pod muzeum. Odszkodowania za utracone grunty rolne w kwotach rzędu ceny paczki papierosów za metr władze PRL  zaczęły po ciężkich bojach wypłacać  nie wcześniej niż w latach 60-tych. Na odbudowę infrastruktury nie otrzymali żadnego dofinansowania rządowego. 

Powstanie strefy wokół muzeum   i ciągłe zmiany jej granic, podobnie jak nagłe odzyskanie pamięci przez pewne środowiska żydowskie w latach 70-tych i pojawienie się „marszów żywych” połączone z blokowaniem dróg i całych kwartałów  spowodowało, że mieszkańcy wsi Brzezinka  okrutnie doświadczeni przez wojnę ,poczuli się jak „element niepożądany” .

No a od roku 2005 zaczął się pojawiać na okrągłe rocznice wyzwolenia obozu „słynny rabin Weiss” przed kościołem  Matki Bożej  Królowej Polski  w Brzezince i urządzać happeningi „z krwawiącym sercem” tym razem w roli Przewodniczącego organizacji AMCHA –Coalition for Jewish Concerns ,co to ją miał założyć w 1992 r.
 Jedyny konkretny ślad, jaki można znaleźć na temat tej organizacji to link to Online Archives of California, gdzie pod numerem 97017 mają się znajdować 3 pudełka kwitów tj. korespondencji etc, dot. Jonathana Pollarda i stosunków żydowsko- palestyńskich. W sprawie dostępu należy kontaktować się z Hoover Institution.

No więc facet reprezentujący  wirtualną organizację, która istnieje  głównie w jego  głowie,  w 2005 r. pojawił się pod kościołem w Brzezince w towarzystwie rabina Davida Kalba , który występując jako wiceprezes organizacji  AMCHA –Coalition for the Jewish Conderns oświadczył m.in. , że :”… w czasie wojny funkcjonowała w tym budynku komendantura SS, "skąd wychodziły rozkazy o likwidacji ludzi…".

Był rok 2005 i w Muzeum KL Auschwitz Kierownikiem  Działu Historyczno Badawczego był  dr Franciszek Piper, pracujący w muzeum od roku 1964. I on powiedział wówczas co następuje :”… budynek jeszcze w grudniu 1944 roku był w budowie i komendantura SS nigdy w nim nie działała…”.

Uzupełnił tę  informację  w roku 2015  dyrektor Centrum Badań  Muzeum KL Auschwitz  dr Piotr Setkiewicz :”… Gdy do obozu wkroczyła Armia Czerwona, budynek był w stanie surowym, nawet bez dachu. Dokończono go po wojnie, przez lata magazyny miała w nim Gminna Spółdzielnia „Samopomoc Chłopska”. Dopiero potem zdecydowano o zamienieniu go w kościół …”.

Te oświadczenia  nie skłoniły  rabina Weissa i jego kolegów do zaprzestania ataków na kościół Matki Bożej Królowej Polski w Brzezince.

W roku 2015 r. rabbi Weiss „zwrócił się z apelem” do samego Papieża Franciszka , o czym zawiadomiła  następująco Gazeta Wyborcza w artykule z 31 stycznia 2015 r. pt.” Rabin z USA wzywa papieża do zamknięcia kościoła w Birkenau”  :”…Na łamach amerykańskiego dziennika "Washington Post" napisał, że już wcześniej papież dowiódł, iż jest "wspaniałym przyjacielem wspólnoty żydowskiej". W jego kompetencjach jest nakłonienie wspólnoty kościelnej do zamknięcia świątyni.  Chodzi o kościół pw. Najświętszej Marii Panny Królowej Polski, położony przy obozowych drutach Birkenau. Za zgodą władz miejscowi katolicy przebudowali w 1982 r. na świątynię budynek, w którym w czasie II wojny światowej planowano umieścić obozową komendanturę SS. Jednak grudniu 1944 wciąż był on w  budowie, której ostatecznie nie dokończono, gdyż zbliżał się front i Niemcy skupili się na zacieraniu śladów zbrodni…’.
Mniej uważny czytelnik może nie zauważyć ,że znana z rzetelności dziennikarskiej gazownia  kościół Matki Bożej Królowej Polski  nazwała kościołem pw. Najświętszej Marii Panny Królowej Polski.

 GW  napisała też, że kościół jest „położony przy obozowych drutach Birkenau”.
A nie jest. Kościół ten jest oddzielony od  drutów obozu przebiegającą tam ulicą Ofiar Faszyzmu. Leży w obrębie gruntów wsi Brzezinka.   Ale jak to sugestywnie brzmi : „położony przy obozowych drutach”.

Minęły dwa długie lata i tym razem znana z rzetelności  Katolicka Agencja Informacyjna na swojej stronie internetowej w dniu 29 stycznia  2017 r. podała wiadomość  pod  tytułem ”Rabin Avi Weiss wzywa papieża do zamknięcia kościoła w Auschwitz-Birkenau” następującej treści:”… nowojorski rabin Avi Weiss, po raz kolejny zaapelował do Franciszka o zamknięcie kościoła na terenie byłego hitlerowskiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. „Kościół musi stamtąd zniknąć. A papież ma władzę do wydania takiej decyzji” – napisał Weiss na łamach dziennika „New York Times” z 26 stycznia br.

I dalej:”… Chodzi tu o kościół pw. Najświętszej Marii Panny Królowej Polski, położony przy obozowych drutach Birkenau. Za zgodą władz miejscowi katolicy przebudowali w 1982 r. na świątynię budynek, w którym w czasie II wojny światowej planowano umieścić obozową komendanturę SS. Jednak w grudniu 1944 budowa wciąż trwała i ostatecznie jej nie dokończono, gdyż zbliżał się front, Niemcy zaś skupili się na zacieraniu śladów swych zbrodni …”. I Jeszcze d

Gdybym była złośliwa, to bym napisała, że KAI   zerżnęła ten kawałek  z artykułu z  GW z 2015 r. wraz z błędną nazwą kościoła i błędnym określeniem jego położenia. Ale  nie wiem kto od kogo ostatecznie zrzynał, bo w 2015 gazownia zamieściła przy tytule artykułu dopisek „KAI”.


Jak tam było ,tak tam było,  ale nadszedł rok 2020 i 75 rocznica wyzwolenia KL Auschwitz, która  miała być organizowana  w Jerozolimie  na cześć  przybycia Władymira Władymirowicza Putina. Miał tam być wytarzany w pierzu i smole  pan Prezydent RP  Andrzej  Duda na oczach całego świata. Ale wyczuł, że coś jest  nie halo i to roku wyborczym i heroicznie nie pojechał.

I wtedy, jak przypuszczam, bo dowodów nie mam, więc jest to teoria spiskowa,  ktoś   podrzucił pomysł, żeby na „konkurencyjnych obchodach” w KL Auschwitz" urządzić  happening ale „taki bardziej obrzydliwy”. I posłać sprawdzonego aktywistę czyli oczywiście rabbiego Weissa zasłużonego dla sprawy „soviet Jewry”, Pollarda i likwidacji klasztoru karmelitanek.

Ten zapalił się do projektu,  żeby nie powiedzieć –popadł w ekstazę.  I żeby impreza była naprawdę full wypas,  przed pojawieniem się na obchodach w Polsce   opublikował 27 stycznia 2020 r. w gazecie The Algemeiner Journal  w Nowym Jorku   „An Open Letter to the People of Poland” czyli „List Otwarty do Ludu Polskiego”. Z tym, że  w gazecie jest tylko wersja anglojęzyczna, co budzi pewne wątpliwości, czy ten list to tak na serio.

List zaczyna się od wyrażenia pokojowych uczuć, po czym przechodzi do  stwierdzenia , iż  „the Birkenau Church” „…okupuje budynek, który był siedzibą komendanta Birkenau” (the Birkenau commandant’s headquarters). Czyli tym razem nie „koszary SS”.
Za to jest położony wg rabbiego Weissa „within the perimeter of the Birkenau killing center” czyli “ w obrębie ośrodka mordowania Birkenau” – jak wg niego pokazują  to zdjęcia lotnicze.

Więc oświadczenia ekspertów Muzeum KL Auschwitz  dr Pipera i dr Setkiwicza , że do końca 1944 r. był to obiekt w stanie surowym, a więc nie był to obiekt w użytkowaniu administracji  obozowej – dla supereksperta Weissa nie miały  znaczenia.

Poza tym nazywa   on  kościół pw. Matki Bożej Królowej Polski  w Brzezince  – „Birkenau Church”.  

Co jest bezprawne i obraźliwe. Nazwa „Birkenau” w odniesieniu do polskiej wsi Brzezinka używana była wyłącznie przez okupanta niemieckiego w czasie jego pobytu na tym terenie w okresie 1939 –styczeń 1945. Z polskiego punktu widzenia była nielegalna jak inne niemieckie nazwy np. ulic. I wszelkie ślady tych niemieckich nazw zostały natychmiast usunięte. Używanie w odniesieniu do wsi Brzezinka w roku 2020 czyli w 75 lat po wojnie  niemieckiej nazwy okupacyjnej  jest  szczytem obrazy.

Kościoły i bazyliki rzymsko katolickie mają swoje nazwy własne, o czym wiedzą nawet w USA. Np. St.Peter Basilika w Rzymie
. Kościół w Brzezince dla rabina Weissa to „Mother of God Queen of Poland Church in Brzezinka.  Zapewne gdyby to wymówił, to dostałby drgawek.

 Co do pierwotnego  przeznaczenia  budynku , w którym jest kościół  , rabina Weissa - Jego młody asystent rabin Ezra Seligsohn lat 29 chyba tego „listu  otwartego” nie doczytał i poniosła go wyobraźnia.

W artykule Yaakova Schwartza  z 30 stycznia  2020 w Times of Israel   powiedział:”… “Jesteśmy tu aby zaprotestować przeciwko temu kościołowi  w tej lokalizacji. Ten budynek był przedtem kwaterą dowództwa SS  w czasie  Holocaustu. Są relacje ,że kobiety były tu gwałcone i molestowane w tym budynku. A w 1980 r. to zostało przekształcone w kościół. Uważamy to za ogromne naruszenie/nadużycie”.
 
 Czterech poważnych  amerykańskich rabinów  dla potrzeb  jednego happeningu  nie jest w stanie facetów   uzgodnić  wspólnej wersji  tego , co mają mówić na temat  przeszłości  obiektu, który chcą kontestować. Za to potrafią wtargnąć do kościoła ,kiedy wierni się modlą i ich zaczepiać prze wyjściu, podobnie jak księdza. A wszystko pod okiem kamer.

Jest jeszcze sprawa „pogwałcenia Konwencji UNESCO dot. ochrony   światowego dziedzictwa kulturalnego i naturalnego z 1972 r.

Konwencja mówi, iż państwa do niej przystępujące,  same  dokonują inwentaryzacji nieruchomości , które uważają za „światowe dziedzictwo” i same proponują  w jakich granicach się te obiekty zamykają. Obiekt wpisany na listę UNESCO to teren będący w zarządzie Muzeum KL Auschwitz.  

 To nie jest cały dawny obóz koncentracyjny, który nawiasem miał zagraniczne filie ale  tylko jego mała część określona w granicach uzgodnionych  między  przedstawicielami  Muzeum i organizacjami byłych  Więźniów KL Auschwitz  -  a władzami polskimi.

Kluczowym słowem dla określenia  zasięgu obiektu  i jego granic jest słowo „site” czyli : miejsce, teren, usytuowanie. Obiekt na ul. Ofiar Faszyzmu 11 w Brzezince jest POZA „site” czyli nie podlega konwencji. Jest położony w  strefie, ale jej zasięg był zmieniany kilkukrotnie , zawsze ze szkodą mieszkańców Brzezinki odczuwających skutki wojny do dzisiaj.

I sprawa najważniejsza: co wolno katolikom na terenie byłego obozu koncentracyjnego KL  Auschwitz.

Wg aktualnie obowiązujących szacunków w KL Auschwitz zginęło ok.1,2 mln Żydów, co uważam za liczbę zaniżoną, ale niech będzie. To byli europejscy Żydzi i  jeśli  przyjmie się tylko 2%  Żydów chrześcijan, to daje to szacunkowo 24 tysiące.

W KL Auschwitz zginęło też co najmniej 23 tysiące Romów i Sinti, którzy w zdecydowanej większości  byli katolikami, rzadziej protestantami. Do tego dodajmy Polaków, których było co najmniej 150 tysięcy. To daje szacunkową najniższą  liczbę katolików zamordowanych w KL Auschwitz  rzędu 200 tysięcy!

Cmentarz 200 tysięcy katolików ma być pozbawiony kościoła czy kaplicy, bo ci, co sobie przypomnieli  o Żydowskich Ofiarach II WW w latach 70-tych chcą zawłaszczyć pamięć o II WW?  

Drugą ciekawą osobą   na obchodach 75 rocznicy wyzwolenia obozu KL Auschwitz był  pan burmistrz Londynu Sadiq Khan.

Jest to  muzułmanin z korzeniami z  Pakistanu czy jeszcze dalej – z  miasta  Lucknow , które do dzisiaj istnieje w pamięci Brytyjczyków i  mieszkańców dawnych Indii Brytyjskich z powodu powstania z 1857 r.

Pan Sadiq  Aman Khan urodził się w 2 lata po przyjeździe rodziców z Pakistanu do Londynu i jako bystry a wymowny chłopaczek ukończył prawo na Uniwersytecie Północnego Londynu i zaczął karierę w kancelarii   Christian  Fisher, broniącej  praw człowieka. W realiach ostatnich lat była to obrona praw demonstrantów , mniejszości rasowych przeciwko opresji np. na uniwersytetach i  terrorystów oczywiście. Właściciele czy inaczej partnerzy to państwo  Michael i Louise Fisher. 

Zwłaszcza pani Louise Fisher jest znana  jako gorąca obrończyni praw człowieka.  Współpraca z młodym panem Khanem rozwijała się tak obiecująco, że w roku 1997 w wieku lat 27 został partnerem w tej kancelarii. Kancelaria zmieniła nazwę na Christian Fisher a pan Khan bronił głównie terrorystów w kraju, na czym podobno zarobił 2 mln funtów ale nie wiem czy do roku 2010 ,czy w roku 2010.

W latach 90-tych  rozpoczął karierę  polityczną u laburzystów, początkowo na szczeblu lokalnym. Po szczeblach kariery politycznej wspinał się błyskawicznie: w 2005 wybrany w wyborach powszechnych do parlamentu ,po przejściowych problemach z Tony Blairem, który „napadł na Irak” został doceniony przez Gordona Browna i dostał się do ścisłego kierownictwa partii. Dostał się też do egzekutywy Towarzystwa Fabianów i, co znacznie ciekawsze organizował kampanię dla Eda Millibanda na szefa partii.

 TEGO Eda Millibanda, co ma brata Davida Millibanda byłego ministra spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii. I miał tatusia Ralpha Millibanda, teoretyka komunizmu, co w roku 1963/64 jeździł do Moskwy, gdzie mu wydawali książkę i gdzie spotkał swoją  ciocię stryjeczną Sofię Miliband. To ta ciocia utrzymywała uporczywie, że dziadek Eda i ojciec Ralpha – naprawdę był żołnierzem Armii Czerwonej w 1920 r. w wojnie z  Polską.

Wracając do Sadiqa Khana, to w 2009 publicznie skrytykował Papieża Benedykta XVI  za „rehabilitację biskupa Wiliamsona za uwagi o Holocauście a kiedy  został burmistrzem Londynu w 2016 r. to najpierw wziął udział w upamiętnieniu Holocaustu na stadionie rugby w północnym Londynie. 

 Idzie mu świetnie poza tym, że Prezydent Donald Trump nazwał go na Twitterze :”national disgrace”(hańba narodowa) „stone cold loser”( pozbawiony emocji  cienias), co odnotował The Guardian . I jeszcze ,że „stracił kontrolę nad ulicami Londynu”.

No więc taka to kolorowa postać została zaproszona   przez pana Dyrektora Muzeum KL Auschwitz Piotra  Cywińskiego na obchody 75 rocznicy wyzwolenia. Celem jej, jak się okazało było  odsłonięcie  wspólnie z panem Dyrektorem Muzeum - „tablicy darczyńców”. Na której za marne 300 tysięcy funtów miasto Londyn znalazło się wśród dobrodziejów KL Auschwitz. To znaczy Muzeum oczywiście.

 Drugim  celem  był  wywiad, którego  pan burmistrz  Sadiq Khan  udzielił swojemu ulubionemu dziennikarzowi w Londynie stojąc na głównej, prawie pustej  alei obozu KL Auschwitz.

Powiedział  m.in. co następuje (od 2:00 minuty):”…  w  Europie i na świecie ludzie rewidują historię i ludzie przepisują historię.Tak naprawdę PREZYDENT TEGO KRAJU, POLSKI, DUDA PRÓBUJE  PRZEPISAĆ HISTORIĘ NA NOWO. Uchwalił on przepis, który po pierwsze stanowi , że jest przestępstwem kryminalnym powiązywanie Polski z Holocaustem ale z powodu światowych głosów protestu, został on zmieniony na przestępstwo cywilne. Więc w zasadzie jeśli powiążesz Polskę z Holocaustem to łamiesz prawo. (…)

3:15 pytanie  dziennikarza: ”…być może  to dziwne pytanie, ale historyk Guy Walters zasugerował dzisiaj rano , że winniśmy pamiętać, że Holocaust był nie tylko niemiecką zbrodnią. Niezależnie od położenia geograficznego obozów pamiętamy ,że  inne narody i ludy chętnie pomagały lub nie zrobiły nic…

3:39 Sadiq Khan: ”…Oczywiście i dlatego musimy być bardzo ostrożni w sprawie pisania historii na nowo, w sprawie rewidowania historii i dlatego winniśmy być świadomi w Europie, że są kraje jak Polska , jak Litwa, jak Węgry ,które przepisują historię aby wymazać ich własną w niej odpowiedzialność…”.
I to wszystko poszło w świat i można tego posłuchać na Youtube.

Pragnę z tego miejsca pogratulować tym, co mianowali pana Piotra Cywińskiego na kolejną kadencję na posadę Dyrektora Muzeum KL Auschwitz , mimo, iż stracił on kontrolę nawet nad główną bramą w obozie, nie mówiąc o obronie polskiej historii i polskiej racji stanu. Tak jak burmistrz Sadiq Khan nad ulicami Londynu.

P.S. Co do serca rabina Weissa , krwawiącego  z powodu  katolików modlących się w kościółku pw. Matki Bożej Królowej Polski,  to warto zauważyć ,że brak było oznak krwawienia tegoż, kiedy delegacja Światowej Ligi Muzułmańskiej  pod przewodnictwem wielce szanownego  dr Mohammada  bin Abdula  Karima  Al-Issy w trakcie wizyty w Muzeum KL Auschwitz w dniu 23 stycznia 2020 r. po zwiedzeniu ekspozycji , złożeniu wieńca  i  zapaleniu zniczy -  rozwinęła niebieskie dywaniki czy też kocyki pod pomnikiem w Birkenau i w pozycji leżącej odprawiła  muzułmańskie modły. 

https://en.wikipedia.org/wiki/Avi_Weiss
https://ekai.pl/rabin-avi-weiss-wzywa-papieza-do-zamkniecia-kosciola-w-auschwitz-birkenau/
https://www.timesofisrael.com/church-in-former-auschwitz-ss-headquarters-is-desecration-say-activist-rabbis/
https://www.youtube.com/watch?v=1IyXb_7He-g&t=290s
https://www.lifegate.com/people/news/who-is-sadiq-khan
https://en.wikipedia.org/wiki/International_Rescue_Committee

http://auschwitz.org/muzeum/aktualnosci/sekretarz-generalny-swiatowej-ligi-muzulmanskiej-w-miejscu-pamieci-auschwitz,2112.html



czwartek, 7 listopada 2019

Recenzja „Dalej jest noc” czyli IPN kontra historyk Grabowski i inni eksperci.


Awantura  o recenzje  napisane  przez historyków z IPN   na   temat   warsztatu historycznego i  uczciwości naukowej  l  związanych z Centrum Badań nad Zagładą Żydów z Instytutu  Filozofii  i Socjologii  Polskiej Akademii Nauk -   autorów pracy pt.   „Dalej  jest.  Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski”  przetoczyła się w lutym –marcu  2019 r. i  szczęśliwie dla autorów produktu została    przykryta  w mediach  przez takie ważne wydarzenia jak wystąpienie Jażdżewskiego na UW, awaria   czyszczalni  ścieków „Czajka”  czy wreszcie kampanią wyborczą.  

Główny  sponsor  dzieła „Dalej jest noc” czyli  pobożny minister Gowin, odetchnął z ulgą i  wybiera poduszki, na których położy się w drzwiach swego wysokiego i dobrze płatnego urzędu  w celu obrony nauczania  przedmiotu o nazwie „gender” na polskich państwowych uniwersytetach.

A tymczasem  odpowiedzi na zarzuty postawione w głównej recenzji  czyli w opracowaniu „Korekta  obrazu? Refleksje  źródłoznawcze wokół książki „Dalej jest noc . Losy  Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski”, t.1-2 red. Barbara Engelking, Jan Grabowski, Warszawa 2018  -  pozostały na poziomie ogólnikowych  wykrętów, braku odpowiedzi (profesor Szurek) lub sprowadziły się do  ataku personalnego   na  IPN jako instytucję  państwową i na autora recenzji  dr Tomasza Domańskiego z kieleckiego IPN.

Kwintesencją tej metody przez atak   był  wpis  w języku angielskim  Jana Zbigniewa Grabowskiego z dnia 26 lutego 2019 r.   na Facebooku,   który  podał też Tysol na swojej stronie internetowej, również w wersji angielskiej: „…Nasza  książka “Noc bez końca” stała się obecnie obiektem  brutalnego/złośliwego/nikczemnego  ataku  zaaranżowanego  przez nacjonalistów  z Polskiego Instytutu Pamięci Narodowej (IPN) – państwowej instytucji z  nielimitowanymi środkami publicznymi do dyspozycji.  W  uzgodniony i zaplanowany  sposób Instytut opublikował  serię  nieszczerych  i oszczerczych   omówień  naszej pracy. Autor głównego omówienia/recenzji opublikowanego ( w kilku językach )przez IPN , pewien / jakiś dr. Domanski nie ma pozycji, nie ma wiarygodności  i nie ma widocznego  doświadczenia na polu studiów o Holocauście”.

To  protekcjonalne, niegrzeczne czy raczej bezczelne  nazwanie dr Tomasza Domańskiego „jakimś dr Domanskim” przypomniało mi  stalinowskie i polskojęzyczne gazety, które w podobnym stylu   pisały i piszą  o św. Janie Pawle II (   papież Wojtyła)  czy o Prymasie  kardynale Stefanie Wyszyńskim   ( Wyszyński) .  

Co  ciekawe,  pan  Jan  Grabowski  doktor  habilitowany nie zaatakował personalnie w tym  gorącym wpisie  Facebooku doktora   Piotra  Gontarczyka  za jego   artykuł   pt. „Między nauką a mistyfikacją, czyli o naturze piśmiennictwa prof. Jana Grabowskiego na podstawie casusu wsi Wrotnów i Międzyleś powiatu węgrowskiego” zamieszczony w Glaukopisie nr 36 (str. 313-323).  A jest  to bardzo ciekawe 10 stron na temat „historycznych technik badawczych  i prezentacyjnych” pana doktora habilitowanego Jana Grabowskiego.

Bo rozumiem, że milczenie na temat trzech innych recenzji  książki  „Dalej jest  noc”  tj. Tomasza Roguskiego  Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski, red. Barbara Engelking i Jan Grabowski” zamieszczony w Glaukopisie nr 36 (str. 335-356), Romana Gieronia „Próby przetrwania zagłady w powiecie bocheńskim. Refleksje po lekturze artykułu Dagmary Swałtek-Niewińskiej” – zamieszczony w „Zeszytach Historycznych WiN-u” nr 47/2018 str. 95-108 i  Dawida Golika Nowatorska noc. Kilka uwag na marginesie artykułu Karoliny Panz,  zamieszczone w  „Zeszytach  Historycznych  WiN-u” nr 47/2018, s. 109-134  - nie zasługiwały nawet na słowo komentarza.

Do  wpisu na  Facebooku   z  dnia  26 lutego 2019 r.  dr habilitowanego Jana Grabowskiego  warto   dodać  jego  oświadczenie zamieszczone  na stronie  internetowej   Centrum Badań nad Zagładą Żydów  Instytutu  Filozofii  i Socjologii PAN  (bez daty)   pt. „Odpowiedź na recenzję Tomasza Domańskiego pt. Korekta obrazu? Refleksje  źródłoznawcze wokół książki „Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski” , t.1-2, red. Barbara Engelking, Jan Grabowki , Warszawa 2018” („Polish – Jewish Studies” IPN, Warszawa 2019)  w serii odpowiedzi na recenzję dr Domańskiego pt. „Nieudana „Korekta Obrazu” Odpowiedzi redaktorów tomów oraz autorów poszczególnych rozdziałów na broszurę autorstwa dr. Tomasza Domańskiego pt . Korekta obrazu? Refleksje źródłoznawcze wokół  książki „Dalej jest   noc”.

Otóż w tym oświadczeniu  dr. hab.  Jana Grabowskiego  zwraca uwagę oskarżenie  dr Tomasza Domańskiego  o  praktyki jak następuje:”… Wśród wielu innych źródeł informacji, na które powołuje się dr Domański, można też natrafić na prace niejakiego Marka Paula. Problem w tym – o czym wie każdy badacz obeznany z historiografią Holokaustu – że Mark Paul nie istnieje. Jest to pseudonim autora (lub autorów) broszur wypełnionych antysemickimi kliszami i stereotypami, które od lat są dostępne w internecie. Niestety, dr Domański najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy z tego, że powoływanie się na antysemickie broszury w recenzji naukowej pracy poświęconej historii Zagłady nie wystawia ani jemu, ani zatrudniającej go instytucji najlepszego świadectwa….”.

Mocna rzecz. Z tym, że w recenzji  dr Tomasza Domańskiego  na 72 stronach znaleźć można 212 odnośników do źródeł, ale żadne z nich nie jest pracą  jakiegoś Marka Paula.  

 Są za to odnośniki do zeznań świadków z procesów, zeznań ocalonych Żydów,  tekstów uzasadnień wyroków sądowych i generalnie akt sądowych.  

 Co tak przestraszyło  pana dr habilitowanego  Jana  Grabowskiego  w tekście  dr  Tomasza Domańskiego, że mu przypisał korzystanie do recenzji  z prac  jakiegoś   Marka Paula.  Kiedy chodziło tylko i źródła, na których oparte są teksty zespołu: Jan Grabowski, Barbara Engelking, Jean Charles Szurek,  Anna Zapalec, Karolina Panz, Alina Skibińska , Dagmara Swałtek –Niewińska, Tomasz  Frydel.

W tych okolicznościach przyrody nie powinien zdziwić  wniosek  zawarty na końcu  cytowanej wyżej  odpowiedzi  Jana Grabowskiego :”…  Kończąc: Recenzja dr. Domańskiego ma jednak pewną wartość – gdy już na porządku dziennym stanie sprawa przyszłości IPN, tekst ten powinien się znaleźć wśród materiałów dowodowych przemawiających za likwidacją tej instytucji….”.

Wobec takich wniosków  nie pozostaje nic   innego  jak zaprezentować  kilka bardzo konkretnych i mocno osadzonych w źródłach ustaleń  dr Tomasza Domańskiego. Co ja mówię  - „pewnego dr Domańskiego”. A może „jakiegoś dr Domańskiego”.

A więc przejdźmy do „meritumu”.  Na początek uwaga, że dla pełnej jasności  technik naukowych zespołu    prof. Engelking i dr hab. Grabowskiego  nie będziemy się skupiać  na kwestach takich , jak wskazany we Wstępie  do recenzji  rozdźwięk między  stanem faktycznym a deklaracją autorów, iż  korzystali w swojej pracy  wszelkich możliwych źródeł i to w różnych językach.

 Tymczasem na stronie 27 dr Domański pisze:”… Autorzy podkreślają wykorzystanie źródeł wytworzonych w wielu językach z archiwów: „polskich, izraelskich, amerykańskich, niemieckich, ukraińskich, białoruskich i rosyjskich” (t. 1, s. 19–20). Jak zapewniają, uwzględniono relacje i wspomnienia ocalałych, dokumentację wytworzoną przez Polskie Państwo Podziemne, dokumentację władz okupacyjnych, dokumentację Żydowskiej Samopomocy Społecznej, wojenną i powojenną  dokumentację sądową oraz różnego rodzaju normatywy itp.. Inna rzecz, że redaktorzy nie wspominają we Wstępie o wykorzystaniu dokumentów żydowskiej administracji niektórych gett (Rad Starszych – Judenratów), jak na przykład z Krakowa oraz Lwowa, o czym łatwo się przekonać, sięgając chociażby do bibliografii (t. 2, s. 658).(…)
Nawet w odniesieniu do dystryktu krakowskiego, którego dotyczy niemal połowa omawianej pracy, nie uwzględniono znacznej ilości materiałów dostępnych w Polsce w Archiwum IPN oraz w Archiwum Narodowym w Krakowie. Nie wykorzystano nawet szeregu relacji zgromadzonych w Archiwum Żydowskiego Instytutu (…). Anna Zapalec, która część opracowania swojego „powiatu” poświęciła okupacji sowieckiej z lat 1939–1941, pominęła relacje Polaków wywiezionych w głąb ZSRR, którzy następnie trafili do armii generała Władysława Andersa (obecnie zdeponowane w Instytucie Hoovera na Uniwersytecie Stanforda w USA). 
Nie wykorzystano zupełnie materiałów z Biblioteki Zakładu Narodowego im. Ossolińskich z licznego zbioru rękopisów, nie podano, czy kwerenda była tam w ogóle prowadzona. W przypadku powiatu biłgorajskiego nie sięgnięto do szeregu materiałów z zasobu Archiwum Państwowego w Lublinie. Braki źródłowe dotyczą również spraw detalicznych, tylko pozornie o marginalnym znaczeniu…”.

Dzięki  takiemu „całościowemu” podejściu do źródeł  pan dr hab. Jan Grabowski :”… mógł  autorytatywnie  zapewniać  czytelnika ,  że np. ksiądz kanonik Kazimierz Czarkowski z Węgrowa jest jedynym świadkiem, który opisuje zajęcie tego miasta w 1939 r. przez wojska sowieckie i powitanie ich przez ludność żydowską (t. 1, s. 396–397). Tymczasem informacje o okolicznościach wkroczenia wojsk sowieckich i wydarzeniach z tym związanych w tym regionie, a także w samym Węgrowie, pojawiają się w co najmniej trzech innych relacjach – Jadwigi Górskiej (Gołdy Ryby), Wiesława Piórkowskiego i Marka Gajewskiego znajdujących się w zbiorach Yad Vashem oraz Archiwum Historii Mówionej…”.

Do innych ciekawostek metodologicznych można zaliczyć  zwyczaj  tzw. ekstrapolacji  czyli przypisywania  określonych zachowań  czy cech całej  społeczności na podstawie   jednego, dwóch przypadków. 

Przytrafiło  się to m.in. panu profesorowi Jean –Charlesowi Szurkowi, jak możemy  przeczytać na str. 30 recenzji dr Domańskiego:”…  dokonał generalnej oceny postawy sołtysów wobec zarządzeń chwytania i doprowadzania Żydów na posterunki policji: „Niektórzy – pisał – wprowadzali niemieckie rozkazy w życie z gorliwością. Liczne procesy wszczęte na podstawie dekretu PKWN z 31 sierpnia 1944 r. obrazują częste przypadki podporządkowania się sołtysów »Judenjagd«,
Kontynuację podobnego sposobu postępowania odnajdujemy we fragmencie tekstu, w którym nierzadko podporządkowania aktywnego i interesownego. Inni wydawali się niewzruszeni we wprowadzaniu w życie reguł okupanta”(…) Bowiem Szurek pisząc o „licznych procesach” i „częstych przypadkach” jako dowód omówił w rozdziale (t. 1, s. 606–611) dwa procesy z dekretu sierpniowego. Kreśląc generalną tezę o podporządkowaniu się sołtysów Judenjagd, autor nie przedstawił żadnych wyliczeń czy danych statystycznych: ani liczby przeanalizowanych procesów („sierpniówek”), ani zapadłych wyroków. Nawet nie kusi się o odpowiedź na pytanie, jaką liczbę sołtysów postawiono przed powojennymi sądami w stosunku do ogólnej liczby sołtysów w omawianym przez niego powiecie. Nie interesuje go poziom samodzielności sołtysów w tych działaniach i kontekst sytuacyjny…”.

Podobnie ta metoda wnioskowania  spodobała się pani Karolinie Panz, która :’W kwestii udziału chłopów w egzekwowaniu niemieckich zarządzeń antyżydowskich w powiecie nowotarskim na podstawie dwóch relacji Karolina Panz wyciąga wnioski generalne. Konstatuje: „Z dostępnych mi źródeł wyraźnie wynika, że jesienią 1942 r. na obszarze Kreis Neumarkt kluczową rolę w metodycznym wyłapywaniu ofiar w górskich lasach odegrały 31 zorganizowane dwunastoosobowe straże chłopskie i podszywające się pod nie nieformalne bandy, tworzone przez znających się młodych wyrostków” (t. 2, s. 290). Zapomniała, że lasy przeczesywali także funkcjonariusze niemieckich formacji mundurowych: policji „granatowej” i Forstschutzkommando (Straży Leśnej). 

 Innym razem napisała: „Ukrywających się w lasach i stodołach Żydów z Podhala denuncjowali i chwytali zazwyczaj polscy chłopi i policjanci granatowi”. Tak jakby granatowa policja nie była jedną ze zbrojnych służb pod kontrolą niemiecką, często bezwzględnie egzekwujących niemieckie nakazy wobec ludności (t. 2, s. 317–318)69.
 Nie pisze też, jak ma się świadomość istnienia wspomnianych przez nią konfidentów, obserwujących postawy ludności wobec niemieckich zarządzeń, do zachowań chłopów obawiających się represji….”. (str 30-31 recenzji).

Maksymalną kreatywność w wykorzystania   źródeł dla przypisania Polakom udziału w eksterminacji Żydów wykazała  pani Anna Zapalec autorka opisująca tzw. „powiat” złoczowski.    

Wg niej  np.  :”… Wyjątkowo negatywną rolę [w Holokauście] odegrali też policjanci (byli wśród nich także Polacy) służący w Złoczowie w Policji Kryminalnej [Krimminalpolizei], z których część prawdopodobnie przyjęła volkslistę” (podkr. – TD)(…)

Sama przyznaje: „Niestety podczas kwerendy, poza protokołami przesłuchań podczas śledztw prowadzonych po wojnie, nie odnalazłam żadnej innej szczegółowej dokumentacji kancelaryjnej Kripo w Złoczowie, która dokładniej przybliżałaby tę sprawę (t. 1, s. 743). Jedyne, co odnalazła, to informacje o aktywności Niemca (!) Otto Zikmunda. W takiej sytuacji budzi co najmniej zdziwienie, że autorka, choć nie wymieniła nawet jednego konkretnego przypadku negatywnej postawy funkcjonariuszy Kripo ze Złoczowa innej narodowości niż niemiecka, czuje się upoważniona do jednoznacznych sądów.  
W sytuacji braku źródeł bądź ich nieznajomości nie wystarczy jedynie analogia z innymi terenami GG (t. 1, s. 743), by ogłaszać tak jednoznaczne i „precyzyjne” konstatacje na temat „przebadanego” obszaru. Takie metody przy mimo wszystko pobocznej sprawie każą zachować tym większy dystans w przypadku innych „ustaleń badawczych”. (str. 31 recenzji).

Innym ciekawym  „zjawiskiem naukowym”  jest   pomniejszanie udziału Niemców w zbrodniach na Żydach.  Nawet, jeśli  to związane jest  z  manipulowaniem przy źródłach.

I tak  kolejno:

- dr hab. Jan Grabowski  w opisie najścia na gospodarstwo Ratyńskich   we wsi Ziomaki w powiecie węgrowskim pisze co następuje: „…23 sierpnia 1943 r. w gospodarstwie Wiktora Ratyńskiego nie pojawili się żandarmi, ani Wehrmacht, lecz komendant posterunku PP w Grębkowie Czesław Kurkowski w towarzystwie jeszcze jednego granatowego policjanta” [podkr. – TD] (t. 1, s. 493). Grabowski dodaje, że policjanci „uzbrojeni” byli w donos…”.  Jednakże  jak pisze  dr Domański :”… ”.  

Tymczasem w oryginale tego zeznania Ratyński mówi jednoznacznie o przyjeździe właśnie żandarmów z policją. Ten fragment Grabowski najwyraźniej świadomie pomija. Ratyński zeznał: „Do mego zabudowania we wsi Ziomaki gm. Wyszków przyszło 9 osób narodowości żydowskiej, którzy się przechowywali w moim zabudowaniu. W dniu 23 sierpnia 1943 r. do mego zabudowania przyjechali żandarmi wraz z policją z posterunku Grębków na czele z komendantem Kurkowskim z kartką w ręku napisane mieli ile osób znajduje się i gdzie są przechowywani mnie w tym czasie w domu nie było byłem na polu bo pojechałem moczyć len” [podkr. – TD] (t. 1, s. 493). 
Trudno uznać to za rzetelny stosunek do źródła. Nie wiadomo, dlaczego potem Grabowski dodaje informację o późniejszym przyjeździe żandarmów („Wkrótce potem do Ratyńskiego zajechali niemieccy żandarmi. Ani Kurkowski, ani żandarmi nie mieli jednak ochoty wchodzić do obory i tam szukać Żydów” (t. 1, s. 493)….”.  ( str. 35  recenzji )    

-  pani  Dagmara  Swałtek Niewińska  w sprawie   okoliczności wysiedleń Żydów z Bochni i Wieliczki i działań  granatowego policjanta  Bronisława Filipowskiego :”… definitywnie stwierdziła, że Filipowski zastrzelił w Zabierzowie nieznanego z nazwiska żydowskiego mężczyznę oraz zasugerowała, że jego zeznania złożone podczas powojennego procesu, jakoby uczestnicząc w akcjach wysiedleńczych w Bochni i Wieliczce, nie strzelał do Żydów, były „mało wiarygodne”(…) Sąd Okręgowy w Krakowie sprawcą postrzelenia i bezpośrednio zabójstwa uznał żandarma Zeissa – „Niemca, kata/bandytę” (który miał zastrzelić także policjanta Dziubę za niewykonanie rozkazu), nie zaś Filipowskiego . Z tekstu książki nie dowiadujemy się, w oparciu o jakie materiały autorka uznała, że to faktycznie Filipowski zastrzelił Żyda w Zabierzowie. Przywołała tylko omówione wyżej akta procesowe…”.


-  dr  hab. Dariusz  Libionka pisze  o sytuacji Żydów w Proszowicach powiat miechowski po wejściu Niemców  w 1939 r.  na podstawie relacji   Żyda Meira Goldsteina :’… Nasi ‘kochani Polacy’« – relacjonował po wojnie Meir Goldstein – wskazywali miejsca, gdzie potajemnie modlili się Żydzi, powyciągali Żydów w tałesach na rynek i kazali im zamiatać ulice. Niemcy to filmowali, gdy »nasi goje dokuczali Żydom okropnie«” (t. 2, s. 48) 

 Tymczasem  tekst  relacji  Meira Goldsteina brzmi:”… Wojna wybuchła przed żydowskim Nowym Rokiem, przed Rosz Haszana. I my nie modliliśmy się więcej w bóźnicy tylko w prywatnych mieszkaniach, położonych w podwórkach. I wtedy przyszli nasi »kochani Polacy«, […] – i pokazywali Niemcom, gdzie się modlimy, a Niemcy, powynajdywali i powyciągali Żydów w tałesach i powyprowadzali Żydów na Rynek i na Targowisko, tak zwane i tam kazali im zamiatać ulice. I robili zdjęcia i śmiali się – nasi »goje« i dokuczali Żydom okropnie. Chcę powiedzieć, że Polacy pokazywali, że się cieszą z tego, że dokucza się Żydom. Byli wprawdzie też tacy, którzy przynieśli trochę wody i dali się napić ale na ogół drażnili się oni z Żydami”…”.  (str  37-39  recenzji ),

- prof. Jean Charles  Szurek  opisuje  wysiedlenie Żydów z Adamowa w październiku  1942 r.  na podstawie relacji  Rubina  Rosenberga z 1945 r. :’ Rubin Rosenberg z Adamowa, mający w 1945 r. 17 lat, opowiada: »Żydów wydawali też Polacy. Pomagali oni w walce z Żydami po lasach. Była to akcja likwidacyjna«” (t. 1, s. 610). (…) „z jednej strony polscy chłopi byli niebezpieczni we wspólnym działaniu przeciwko Żydom, z drugiej zaś stanowili równie duże zagrożenie indywidualnie […]” (t. 1, s. 610) . 

Tymczasem relacja  Rubina Rosenberga ma treść następującą: „…20 października 1942 r. było wysiedlenie [z Adamowa]. Wszyscy uciekli do lasu by walczyć z Niemcami. Nawet milicja żydowska uciekła. W mieście znaleziono wtedy 30-tu. Pierwszego dnia Ukraińcy i żandarmeria otoczyli miasto. Wypędzili ludzi na rynek. Strzelali za byle co. Judenrat miał wskazywać schrony, ale uciekł do lasu. Dwóch Żydów, którzy nie pracowali w Judenracie dobrowolnie zgłosiło się do wydawania schronów. Tych Ukraińcy potem też zabili. Żydów wydawali też Polacy. Pomagali oni w walce z Żydami po lasach. Była to akcja likwidacyjna. (Pierwsza akcja przed tym, gdy pewna kobieta polska przypadkiem wznieciła pożar, który ogarnął cały Adamów, Polacy mieli podejrzenie na Żydów – partyzantów) [wszystkie podkr. – TD]”  ( str. 42-43 recenzji).  

Poza  pomniejszaniem  udziału Niemców  w prześladowaniu Żydów  autorzy  niejednokrotnie dopuszczali  się  również pomniejszania udziału  policji żydowskiej i Judenratów  ale za to mogli  do sprawców „dopisać  Polaka”.

I tak  „granatowego „ dopisał” pan dr Libionka  w przypadku  nękania  małżeństwa Kisielów, którzy we wsi Karczowice gmina Kozłów  ukrywali Żydów w okresie listopad 1942 –styczeń 1945. Oto jego relacja wg recenzji dr Tomasza  Domańskiego :”… Żandarmeria i granatowi dwukrotnie przeprowadzali rewizję, ale niczego nie znaleźli [podkr. – TD]...”.  

 Tymczasem relacja pana Kisiela jest następująca:”… Najbliższy posterunek policji polskiej i niemieckiej był w Kozłowie. Niemniej były u mnie rewizje. Szukali u mnie dwa razy bardzo dokładnie policjanci niemieccy, ale niczego nie znaleźli [podkr. – TD]…”.(Str. 46 recenzji)

Z  kolei  pani Dagmara Swałtek Niewińska  specyficznie opisuje  akcję wykrywania i otwierania bunkrów  ukrywających się Żydów w getcie w Bochni we wrześniu 1943 r. twórczo wykorzystując akta sprawy Samuela Fritscha   z policji żydowskiej.  Jak relacjonowała  :”…Grupy poszukujące ukrytych Żydów składały się z kilku osób, zwykle policjanta niemieckiego, kilku policjantów polskich oraz często osoby zatrudnionej do wyważania drzwi. Tę ostatnią funkcję pełnił pod przymusem m.in. rusznikarz Karol Goss w czasie trzeciej akcji likwidacyjnej we wrześniu 1943 r. Swoją najbliższą rodzinę stracił w pierwszej akcji. W trakcie ostatniej akcji otworzył na rozkaz Niemców 30–40 bunkrów” (t. 2, s. 563–564).)

Dr Tomasz Domański zwraca uwagę, że  :’… Tymczasem w zeznaniach Goss mówił jedynie: „Otwierałem bunkry, może 30 lub 40”161 i wskazał osoby, które jego zdaniem zdradziły miejsca ukrycia się Żydów. Byli to dwaj odemani: Kalfus i Zucker..”  A więc byli to jedynie dwaj policjanci żydowscy.

Jak wynika z akt sprawy  Samuela Fritscha, który został w 1947 r. skazany na 7 lat:”… Sąd zwrócił uwagę na pozytywną rolę oskarżonego w wielu sytuacjach, niemniej był bardzo krytyczny przy ocenie konkretnych działań we wrześniu 1943 r. Rozkaz do wykrywania bunkrów wydali oczywiście Niemcy, natomiast bezpośrednio realizacją niemieckich zarządzeń zajmowali się odemani. Oni bowiem byli lepiej zorientowani w sposobach ukrywania się i budowy skrytek. Ich działania np. w przypadku bunkra Schanzerów polegały m.in. na zrywaniu podłóg. Siekierami wyrąbali wejście. Oddali wówczas w ręce niemieckich oprawców pięć osób z rodziny Schanzerów. Z kolei tylko w przypadku bunkra Weinfeldów „żydowscy policjanci” ujawnili około 45 osób. W tych działaniach, jak stwierdzał sąd, „udział brali wyłącznie członkowie żydowskiej policji porządkowej”…”.  (str 59 recenzji) .

Pani Dagmara  Swałtek Niewińska korzystała z akt, których sygnaturę podała w swoim opracowaniu, ale  napisała to, co napisała. Że do getta w Bochni aby otwierać ukryte bunkry żydowskie wchodziła policja granatowa.

W  dziele „Dalej jest noc” zasadniczo też, jeśli to było możliwe , unikano  dostrzegania udziału Judenratów w eksterminacji Żydów.

I tak np. dr hab. Dariusz Libionka w opisie wysiedlenia  Żydów z Wolbromia pisze  co następuje: :”…W nocy miasteczko [Wolbrom] zostało otoczone przez cztery oddziału Baudienstu, policję granatową i strażaków. Nikt nie spał »bo już wcześniej mówiono o wysiedleniu i cały tydzień siedziało się na walizkach«” (t. 2, s. 81…”.

A tymczasem   relacja Henryka Harsteina, z której twórczo skorzystał dr hab. Libionka zaczyna się  od : „…Dnia 5 września nad ranem Judenrat kazał ludziom zebrać się w Rynku. Nikt nie spał poprzedniej nocy, bo już mówiono o wysiedleniu i cały tydzień siedziało się na walizkach…”. (str. 60-61 recenzji).

Podobnie   wykasowała udział Judenratu z życia uciekinierki żydowskiej Mari Cukier z getta ze Złoczowa pani Anna Zapalec.  Pisze ona co następuje:”… Takim miejscem, gdzie skłaniano się do pomocy na rzecz Żydów, był szpital miejski. Tam właśnie pomoc otrzymała Maria Cukier, mieszkanka Zborowa, która wyskoczyła z wagonu deportacyjnego w pobliżu Złoczowa, a w czasie skoku została postrzelona. Zraniona dotarła do Złoczowa i opatrzono ją dopiero w miejskim szpitalu” (t. 1, s. 741..”
Natomiast  pełna relacja   ucieczki i szukania schronienia Marii Cukier  brzmi następująco: „…Około 10 km za Złoczowem, wyskoczyłam w biegu z pociągu. Niemiec z jednego z następnych wagonów, strzelił do mnie z rewolweru i zranił w prawy bok. Kula utkwiła niezbyt głęboko pod skórą. Doczołgałam się spowrotem do Złoczowa. Tu spotkałam Żydów noszących opaski. Dwaj Żydzi pomogli mi dostać się do Judenratu. Prezes Judenratu odmówił pomocy lekarskiej, gdyż nie miałam pieniędzy (torba z pieniędzmi została w pociągu). Uważał, że mój złoty łańcuszek nie pokryje kosztów zabiegu. Wyszłam rozgoryczona i usiadłam na chodniku. Dwie nieznajome Polki zaniosły mnie do szpitala. W szpitalu przeprowadzono operację – leżałam tam trzy tygodnie [podkr. – TD]…”.

Jak widać,  ustalenia  dr Tomasza Domańskiego nie dotyczą  wyłącznie kwestii metodologicznych jak sprawa „powiatów” i reprezentatywności  „próbki badawczej”, o czym pisał we  Wstępie czy  spraw „kontekstowych” jak zupełny brak Kościoła Katolickiego  w udzielaniu pomocy Żydom po likwidacji gett.

Tu chodzi o prostackie i na dużą skalę manipulowanie źródłami  i relacjami świadków.
W tej kwestii całkowity hard core odkrył  w książce „Dalej jest noc”  pan dr  Piotr Gontarczyk i opisał to w recenzji  w Glaukopisie nr 36  na stronach 313-323.   Chodzi  o sprawę   rolników  Stanisława Łopińskiego i Dionizego Ładosza ze wsi Wrotnów niedaleko Treblinki, których  dr hab. Jan  Grabowski opisuje  następująco :”… Dla  Żydów uciekających z Treblinki wieś Wrotnów, o której pisałem wcześniej, była miejscem niebezpiecznym. Poza wartami chłopskimi i polską policją na uciekinierów czyhali „woluntariusze” , którzy polowaniem na Żydów zajmowali się prawie zawodowo . Ładosz i Łopiński, obaj gospodarze z Wrotnowa, w 1942 r. zasłużyli się w oczach Niemców mordem dokonanym na zbiegłym jeńcu (lub też, jak wówczas mówiono, „niewolniku”) sowieckim…”. ( str 314-315 Glaukopis).  

Podstawą do takich i innych opinii na temat Ładosza i Łopińskiego miały być  akta  z  archiwum dawnego Sądu Wojewódzkiego dla Województwa Warszwskiego     sygnatura GK 318/427 [dalej: AIPN GK, 318/427.
 
Pan dr Piotr  Gontarczyk pisze:”… Przede wszystkim jednak trzeba stwierdzić, że wiele szczegółowo opisywanych przez autora elementów sprawy – „polowanie na Żydów”, starosta Gramss wyprawiający Łopińskiego i Ładosza zaopatrzonych w „żelazny list” i karabiny do ochrony wioski „przed bandytami i Żydami”, to, że chodzili oni „za Żydami i Ruskimi”, a przede wszystkim całe to rabowanie, mordowanie i denuncjowanie Żydów „pod wodzą Ładosza i Łopińskiego” – nie znajduje wiarygodnego potwierdzenia w aktach wykorzystanej przez autora sprawy. (…)Przywoła-nie źródła mającego potwierdzać zasadność tych słów wygląda następująco: AIPN GK 318/427, zeznanie Jana Kosowskiego, 9 VI 1950 r., k. 281–28316.

Kłopot polega na tym, że najwcześniejszą datą znajdującą się w tych aktach jest rok 1952 (a nie 1950), sprawa ma tylko 238 kart (nie ma więc kart 281–283), a przede wszystkim żaden Jan Kosowski nie pojawia się w sprawie. Po dłuższych poszukiwaniach udało się ustalić, że taki dokument znajduje się w zupełniej innej sprawie, dotyczącej samoobrony chłopskiej ze wsi Międzyleś. Protokół przesłuchania Jana Kosowskiego z 9 czerwca 1950 r. liczy jedną stronę i nie daje żadnych podstaw do pisania o „wolontariuszach, którzy polo-waniem zajmowali się prawie zawodowo”…”.

Czyli  dr hab. Jan Grabowski całą swoją filipikę przeciwko  dwóm rolnikom z Wrotnowa jako „wolontariuszom Holocaustu” z  bronią daną przez Niemców w garści, żeby „polować na Żydów” – opiera na NIEISTNIEJĄCYCH stronach istniejących akt i na zeznaniu z 1952 r. przyczepionych do akt sprawy  z 1950 r.

Wszystkie te historie o wycieraniu   gumką z zeznań świadków  a to Niemców a to policji żydowskiej czy Judenratów  w procesie eksterminacji Żydów a dopisywaniu, jeśli „zabrakło” jako uczestników – polskich granatowych policjantów albo Baudienstu  są więcej niż żałosne i zawstydzające każdego człowieka , który liczy na uczciwość w nauce.  Natomiast powoływanie się na nieistniejące strony akt sprawy i zeznanie rzekomego świadka z jeszcze innej sprawy i to dwa lata późniejszej to już zupełna katastrofa wymagająca  jakichś postępowań dyscyplinarnych  i zakończenia kariery naukowej tych ludzi na  polskich uczelniach.  Co będzie tym łatwiejsze, że panowie  Jan Grabowski , Jean Charles  Szurek i  Tomasz  Frydel  to naukowcy z jakichś zagranicznych uczelni. Chyba z Ottawy w Kanadzie.
Mając na względzie arogancję   a wręcz bezczelność   zwłaszcza   „przywódcy duchowego”    dr hab. Jana Grabowskiego  w sprawie postawionych jemu i jego zespołowi zarzutów,  wszystkim autorom recenzji należą się szczególne podziękowania za wysiłek  włożony w ujawnienie  tych  „usterek”, za które  inni naukowcy  skończyliby swoje kariery nagle i w niesławie.

http://www.holocaustresearch.pl/index.php?show=555