czwartek, 4 maja 2017

Emmanuel Macron, Jacek Chwedoruk, Rotszyldowie i Escobar.



Pogoda uniemożliwia wiosenne prace na działce, jasnowidze przepowiadają koniec świata najpóźniej 13 maja a jakby było mało nieszczęść, z dalekiego Paryża prawie pewny kandydat na prezydenta Francji atakuje Prezesa, porównując go do samego Putina, chociaż Prezes nie poluje na niedźwiedzie, nie ujeżdża tygrysów ani nie ściga nikogo aż do wychodka.
Najprawdopodobniej pan Macron został błędnie poinformowany co do sytuacji w Polsce przez swojego kumpla od „wspomagania dziennika Le Monde” w roku 2010 , słynnego biznesmena i publicysty zasadniczo francuskiego pana Alaina Minca, którego tatko nazywał się Józef Minkowski, był dentystą i członkiem Komunistycznej Partii Polski w Brześciu Litewskim. Przed drugą wojną światową oczywiście. I może dlatego stan wiedzy kandydata Marcona względem Polski i Prezesa – jest taki mglisty.
Cokolwiek wie lub czego nie wie  przyszły ( być może) Prezydent Francji, jego życiorys jest tak fascynujący  i tak szokująco przypominający niektóre kariery w III RP, że aż szkoda taką wiedzę trzymać pod korcem.

Okazuje się, że pan Emmanuel Macron, urodzony w 1977 r.  jako syn lekarza neurologa  pana Jeana Michela Macron  i  doradczyni w dziedzinie ubezpieczeń pani Françoise Noguès, zasadniczo „niewierzących” już w wiośnie swego życia lat 12  okazał się oryginalny, bowiem zażyczył sobie chrztu.
Był rok 1989 a Światowe Dni Młodzieży w Paryżu miały się odbyć w 1997.  Ale chyba ten chrzest „się nie przyjął”,  bowiem już w wieku lat 15 zakochał się w matce swej koleżanki z klasy tak poważnie, że zaczął snuć plany matrymonialne wobec pani lat 39 i matki trojga dzieci.
Ale to są sprawy prywatne a miłość jest ślepa, więc zostawmy małżonkę pana Macrona, przyszłą Pierwszą Damę Francji w spokoju. Bowiem i bez miłości i żony starszej o 24 lata kariera pana Macrona zasługuje na uwagę. 
Jak to w życiu bywa, poza wykształceniem, urodą i inteligencją, trzeba jeszcze mieć szczęście. A tego panu Macronowi od wczesnych lat nigdy nie brakowało. Kiedy uczniowska miłość syna okazała się bardziej niż ostentacyjna, zdruzgotani rodzice wcale nie oskarżyli nauczycielki o molestowanie seksualne czy inne „niedozwolone przez prawo zachowania” tylko wysłali chłopaka do szkoły do Paryża, żeby mu „miłość wyparowała z głowy”.
A tam czekał wielki świat, który chyba do marzenia młodego Emmanuela nawet postanowił poprzeć. Mimo początkowych trudności.
Kiedy młodzieniec ukończył katolickie (mimo wszystko) luksusowe Liceum Ludwika XIV i nawet w 1994 czyli w wieku lat 17 został krajowym laureatem konkursu matur,   aż dwa razy oblał egzaminy wstępne do Ecole Normale Superiere (ENA) – wyższej szkoły kształcącej pracowników najwyższej administracji państwowej i gospodarczej.  Musiał się więc zadowolić studiami w zakresie nauk politycznych na Uniwersytecie Paris Nanterre. A jak już biedak dostał się jakoś do tej ENA i studiował w Strasburgu w latach 2002 -2004,  to się okazało, że ostateczna klasyfikacja absolwentów została anulowana z powodu jakiegoś „zażalenia”.  Ogólnie docent wiki trochę narzeka na pewne „dwuznaczności co do przebiegu studiów na ENA” pana Macrona.  Ale ostatecznie człowiek jakiś papier ma, chociaż kiedy zaczął opowiadać o swoich doświadczeniach na zajęciach z filozofii prawa wedle Hegla u profesora Etienne’a Balibara, to ten „nie mógł sobie przypomnieć tego epizodu”. Publicznie. Ale profesorowie znani są z roztargnienia.
Jak się  kandydat Macron  dostał na ENA za trzecim razem nie wiemy, ale skoro był to rok 2002, to kandydat Macron miał wtedy lat 25 i oznacza to, że na swej drodze życia właśnie spotkał multimilionera, pana Henri Hermanda, który co prawda wychował się w domku biednego szewca i miał tylko maturę, ale  walczył w Resistance i wybudował mnóstwo supermarketów we Francji i w Europie , dzięki czemu doszedł do majątku rzędu 220 mln Euro.
Starszy pan tak polubił obiecującego młodzieńca, że nie tylko pożyczył mu 550 tysięcy Euro na apartmą w Paryżu, nie tylko był jego drużbą na ślubie z panią Brigitte w roku 2007 ale nawet udzielił mu swoich biur w Paryżu na siedzibę partii „En Marche” (Naprzód!), założoną dla potrzeb kampanii prezydenckiej.
Ogólnie pan Macron miał straszne szczęście do ludzi, bo jak ukończył ENA, to zaraz zapragnął go zatrudnić jako „Inspektora ds. Kontroli Podatkowej przy Ministerstwie Finansów” sam szef Inspecion Generale de Finances pan Jean –Pierre Jouyet. Pan Macron pracował tam w latach 2004 -2008, po drodze żeniąc się z Brigitte i kupując im obojgu  gniazdko za pinionżki pana Hernande’a .
Oraz wstępując do Partii Socjalistycznej w 2006 r. gdzie jego nowy szef pan Jouyet przedstawił go panu Francois Hollande I Sekretarzowi Partii  i pani Segolene Royal, ówczesnej partnerce pana Hollanda, oczekującej bliskiego ślubu z ojcem swoich czworga dzieci. Swymi marzeniami podzieliła się z mediami, jakże lekkomyślnie.

W pracy „inspektora podatkowego” jego niezwykłe zdolności zostały docenione i już w sierpniu 2007 r. został „sprawozdawcą pomocniczym” (cokolwiek to znaczy) w  słynnej na całą Francję „Komisji Attali”, której lider pan Jacques Attali to biznesman, publicysta i reformator gospodarczy.  Też słynny.
Szczęście dalej młodego nie opuszczało i musiał się w tej „Komisji Attali” nieźle wybić, bo  kiedy szef banku inwestycyjnego Rothschild & Cie pan François Henrot poszukiwał młodego, dynamicznego pracownika , to pan Jacques Attali i jego kumpel Serge Weinberg od razu mu doradzili zatrudnienie pana Emmanuela Macron.
Od tej chwili życie słało mu się różami pod nogi, bowiem kiedy w 2012 r. w banku Rothschild & Cie otrzymano zadanie przejęcia  przez Nestle od Pfizera segmentu produkującego odżywki dla dzieci , to się okazało, że parę lat wcześniej młody pan Macron poznał w Komisji Attali szefa Nestle pana Petera Brabecka, to go zrobili doradcą w transakcji o wartości ponad  9 mld Euro. A ponieważ od roku 2008 do roku 2012 chłopak u tych Rothschildów „zaawansował” i był „dodatkowo na procencie”, to z jednej transakcji miał urobku ponad milion Euro.
Łącznie za okres do czasu „opuszczenia Rothschildów” i zajęcia stanowiska szefa sekretariatu Prezydenta Francji pana Hollande w maju 2012, pan Macron wykazał dochody w wysokości ok. 2 miliony Euro brutto a łączne dochody za okres 2009-2013 – 2, 8 mln Euro brutto. Miał wtedy 35 lat.
Co prawda po drodze rozczarował nieco  jako przedstawiciel firmy Rothschildów pracowników upadającej gazety Le Monde , namawiając się z przedstawicielem konkurencyjnej firmy , która chciała kupić udziały większościowe Le Monde’a – panem Alainem Mincem, doradcą i publicystą z korzeniami ze strony tatusia Józefa Minkowskiego w Brześciu Litewskim i KPP, ale kogo obchodzą pracownicy upadających gazet.
Czym się zajmował pan Emmanuel Macron jako Szef Sekretariatu Prezydenta Francji pana  François Hollande’a od maja 2012 do czerwca 2014 r. tego się nie dowiemy, ale pamiętając doniesienia medialne o potajemnych rajdach na skuterze pana Prezydenta Francji do różnych ówczesnych dam jego serca, należy się domyślać, że głównie zajmował się wymyślaniem , gdzie pan Prezydent MÓGŁ SIĘ znajdować alternatywnie w taki sposób, że nie mógł się spotkać ani rozmawiać.
W uznaniu zasług młody milioner – biurokrata otrzymał 24 sierpnia 2014 r. posadę ministra ekonomii, przemysłu i „cyfryzacji”   u innego socjalisty lewaka z bankami w tle. Tym razem bank należał do dziadka Magi Vallsa  i nazywał się Banque Pons i Valls , w Hiszpanii zresztą. Ponieważ pan premier Manuel  Carlos Valls Galfetti  wnuczek dziadka z bankiem urodził się we Francji w roku 1962 r. jako dziecko pana Xaviera Vallsa, malarza z Katalonii i syna bankiera oraz pani Luisangela Galfetti zasadniczo Szwajcarki w roku 1980 otrzymał obywatelstwo francuskie.  Jak to dziecko bankiera jego tatuś malarz Xavier balował głównie w towarzystwie takich postaci jak Vladimir Yankelevitch, wielki filozof francuski rodem z Odessy czy Alejo Carpenter – pisarz kubański, szef radia kubańskiego od czasu, gdy Fidel przejął władzę a od 1970 r. i  attache kulturalny Kuby w Paryżu, więc dziecko wychowywało się we właściwej ideologicznie atmosferze a z drugiej strony „na dobrym adresie”.
W sierpniu 2014 r. pan premier Valls zatrudnił pana Macrona na stanowisko ministra ekonomii, przemysłu i cyfryzacji a w lutym 2015 r. już miał na stole „pakiet reform” pod nazwą „loi Macron” (prawo Macrona), które socjaliści przepchnęli przez parlament francuski na podstawie art.49.3 konstytucji czyli „bez głosowania w szczególnych okolicznościach” . Były to głównie zmiany dotyczące pracy w niedzielę, wymiaru czasu pracy oraz płac w przemyśle.  Tzw. wolnorynkowe.  Na drugą nóżkę  pan Macron majstrował przy państwowych pakietach akcji w takich firmach jak np. Renault.
A w sierpniu 2015 r. ogłosił, że opuszcza Partię Socjalistyczną i staje się bezpartyjny.
W  kwietniu 2016 r. zaryzykował spokojne życie młodego milionera u boku atrakcyjnej małżonki i założył  „liberalną i postępową” partię „En Marche!” (Wpieriod!).  I nawet  otrzymał  od swojego drużby pana Henry Hermanda – w biurze jego firmy w Paryżu „wolne metraże” na siedzibę nowej partii.  Pan Henry Hermand , który od lat finansował think thank Partii Socjalistycznej pod nazwą Terra Nova, okazał się „liberalnym i postępowym multimilionerem”. I pomyśleć, że to ten sam człowiek,  który w roku 1967 kupił las od Elie de Rotschilda a obecnie zatrudniał 100.000 pracowników.
 Jakkolwiek pana Macrona spotkała wielka strata, bowiem w listopadzie zmarł jego drużba w wieku lat 92, to jednak inni szlachetni ludzie udzielili mu poparcia tak silnego, że lud Francji chyba nie ma wyboru i wręcz musi bronić ojczyzny przez Marine Le Pen, wielbicielką Putina.
Wśród indywidualności , które udzielają poparcia kandydatowi są m.in. sam pan Barack Obama, pani kanclerz Angela Merkel, jest nasz pieszczoch Jean Claude Juncker. A żeby było jeszcze ciekawiej, szef Wielkiego Meczetu Paryża wezwał wszystkich muzułmanów do głosowania na Macrona.
To w zasadzie wystarczy za sam program. I wyjaśnia, dlaczego pan Macron podpiera swoją kampanię atakami na polską politykę antyimigracyjną. Dzięki temu nie musi tłumaczyć, w jakich okolicznościach przyrody multimilioner daje pożyczkę 550 tysięcy Euro jednemu z tysięcy ambitnych młodzieńców wstępujących do biurokracji francuskiej, podatkowej zresztą.
I w ten sposób dochodzimy do „naszego człowieka Rotszyldów” pana Jacka Chwedoruka, człowieka, którego kariera pokazuje, że firma Rothschilad stawia na osobowości niebanalne  i żądne przygód.
Firma Rothschildów posiada od grudnia  2001 r.  firmę zarejestrowaną na ul. Emilii Plater 53 przy Rondzie ONZ – pod nazwą Rotschild Polska sp. z o.o , której prezesem od 12 października 2007 r.  jest pan Jacek Chwedoruk, ur.1962 r.
W odróżnieniu od pana Macrona, który z uwagi na służbę publiczną i obyczaj francuski – ujawnił tatusia i mamusię, rodziców pana Jacka Chwedoruka nie znamy.  Chwedoruków jest sporo na Białorusi i Ukrainie a nawet paru w Międzyrzecu Podlaskim, z których jeden, ur. 1954 studiował w Szkole Milicyjnej w Legionowie, więc nie będziemy snuć spiskowych teorii dziejów.
 Pan Jacek Chwedoruk ukończył Wydział Handlu Zagranicznego SGPiS w roku 1985 lub 1986 i otrzymał pracę w niemieckim Dresdner Bank „w Niemczech” a następnie wywiało go aż do Ameryki Południowej, gdzie został wykładowcą na „ Universidad EAFIT oraz w Banco Cafetero w Kolumbii” jak podaje jego biograf.
  A co to jest Universidad EAFIT? To jest prywatna szkoła wyższa o nazwie Escuela de Administracion, Finanzas e Instituto Tecnologico” (Szkoła Administracji, Finansów i Instytut Technologiczny) założona w 1961 r.  w słynnym mieście Medellin w pięknej Kolumbii przez grupę przedsiębiorców miejscowych a wśród nich m.in. Gabriel Angel Escobar.
Z Kolumbią Polska utrzymywała stosunki dyplomatyczne przez IIWW i jeszcze kilka lat po wojnie jako Rząd na Uchodźctwie ale potem już długo była przerwa. Kraj to piękny, który za 25 mln USD odciął sobie kawałek terytorium i oddał USA na przekopanie kanału zwanego dzisiaj Kanałem Panamskim.

Poza tym warto może zwrócić uwagę na fakt, iż w latach 40-tych XX w. były tam jakieś „rewolucje” a od lat 60-tych  działały co najmniej trzy paramilitarne organizacje „marksistowsko-leninowskie” prowadzące regularną guerillę czyli wojnę partyzancką na serio aż do lat 90-tych.  
 Pierwszy to  FARC (Fuerzas Armadas Revolucionarias de Colombia – Zbrojne Rewolucyjne Odziały Kolumbii), którego jednym z przywódców był tow. Alfonso Cano, ur. 1948, założyciel Kolumbijskiej Partii Komunistycznej, wypuszczony z więzienia w ramach amnestii przez prezydenta Belisario Betancura, już w 1983 r. poszedł z uzbrojonymi kumplami w góry robić guerillę. Odpowiadał w partii za finanse. Od roku 2011 zastępuje go  w tych górach wykształcony na Uniwersytecie im Lumumby w Moskwie  ur. 1959 tow. Timoleón Jiménez dla przyjaciół „Timochenco” a naprawdę w  życiu Rodrigo Londoño Echevarri. Obecnie najprawdopodobniej operuje na granicy z Wenezuelą a środki czerpie z handlu narkotykami. Pod bronią ma co najmniej 15 tysięcy „partyzantów”.
Inne organizacje jak  FLN (Ejercito de Liberacion Nacional – Armia Wyzwolenia Narodowego) czy M-19  czyli Movimiento 19 de Abril (Ruch 19 Kwietnia), którego szefem był z kolei Antonio Navarro Wolff, inżynier po Uniwersytecie w Valle i następnie stypendysta Fundacji Rockefellera oraz British Council (Kursa podyplomowe w Wielkiej Brytanii). W latach 70-tych latał po górach z koleżkami z bronią a rząd urządzał na niego obławy a źli ludzie nawet mówili, że to całe M-19 jest finansowane bezpośrednio przez Pablo Escobara z pięknego miasta Medellin, który interes narkotykowy dopiero rozwijał w latach 80-tych. Tow. Wolff poszedł po rozum do głowy i wyszedł z podziemia aby wejść do legalnej polityki a nawet wystąpił w filmie dokumentalnym pt. „Escobar The Drug Lord” (Escobar Baron Narkotykowy). W każdym razie do połowy lat 80-tych organizacja miała prawie 2000 ludzi „w polu” i była druga po FARC.
W takich oto okolicznościach przyrody gdzieś w roku 1986 albo 1987 pan Jacek Chwedoruk z komunistycznej Polski czy raczej z Dresdner Banku w Niemczech wylądował w pięknym Medellin, gdzie znajduje się główna siedziba uniwersytetu, na którym wykładał i siedziba Banco Cafetero, gdzie pracował.  Co widział i czego nie widział pan Jacek Chwedoruk w pięknej Kolumbii raczej się nie dowiemy. Może nawet mijał różnych rewolucjonistów na ulicy. A nawet zobaczył Pablo Escobara w pancernej limuzynie.
Ale w 1988 r. zagrała trąbka do boju o demokrację w Polsce i na dany znak zaczęli zjeżdżać z wygnania i pan śp. Jan Kulczyk (z Niemiec)  i przyszły Specbankier Wojciech Kostrzewa (z Niemiec) i pan Jan Wejchert ( z Irlandii) oraz z dalekiej Kolumbii i kwitnącego Escobara – pan Jacek Chwedoruk.
Wiemy, co robili trzej pierwsi panowie a o zajęciach pana Jacka Chwedoruka wspomina pan Jacek Kwaśniewski. Otóż pan Jacek Chwedoruk w roku 1990 otrzymał posadę w Ministerstwie Finansów, którą błyskawicznie zamieniono mu na stanowisko Dyrektora Departamentu w Ministerstwie Przekształceń Własnościowych. Zasadniczo  „koordynował prywatyzację pierwszych polskich przedsiębiorstw”. Ale nie sam. Jak wspomina pan Jacek Kwaśniewski, szczęśliwy uczestnik tamtych wydarzeń,
Departamentu w Ministerstwie Przekształceń Własnościowych. Koordynował prywatyzację pierwszych polskich przedsiębiorstw, w tym przygotowanie oferty publicznej „pierwszej piątki”.
Ale nie sam. Jak wspomina pan Jacek Kwaśniewski , szczęśliwy uczestnik tamtych wydarzeń w opracowaniu pt. „Początki polskiej prywatyzacji 1989-1991: profesjonalizm kontra polityka” :”…Krzysztof miał klarowną wizję jak prywatyzacja ma wyglądać, jak należy zorganizować rynek  kapitałowy. Potrafił znaleźć do realizacji tej wizji odpowiednich wykonawców, którzy mieli  bardzo silną i idealistyczną motywację. Trudno wymienić wszystkich, więc wspomnę tylko dwie osoby: potężnego rozmiarowo, bardzo kompetentnego i sympatycznego Jacka Chwedoruka - szefa prywatyzacji kapitałowej i Alberta Radziwiłła (1931-2010) - świetnego strażnika naszej kasy. Osobno należy wymienić Henryka Sterniczuka – przyjaciela Lisa, który będąc profesorem w Kanadzie, przyjechał do Polski i odpowiadał u nas w Biurze za kontakty zagraniczne i szkolenia specjalistów. Miał na to pieniądze z fundacji George’a Sorosa, której celem była edukacja ekonomiczna krajów postkomunistycznych. Henryk był jej współpracownikiem. …”.

Kiedy idealiści zakończyli swoją misję i opadł kurz, z polskiego przemysłu zostały ruiny i zgliszcza ale za to syn księcia Alberta Radziwiłła z Zegrza – pan Maciej Radziwiłł  na ten przykład od roku 1993 był zatrudniony w Creditanstalt Securities SA , w latach 1994-1995 był wiceprezesem Credit Suisse First Boston Polska a  w latach 1986-1988 w Union Bank of Switzerland a potem poszedł na swoje. Brat książę Konstanty zajmuje się naszym zdrowiem narodowym.

A pan prof. Henryk Sterniczuk z dalekiej Kanady udziela się podobno w przemianach demokratycznych  i gospodarczych na Ukrainie ale podtrzymuje przyjaźń ze starych dobrych czasów i zasiada wraz z panem Jackiem Chwedorukiem z Rothschild Polska Sp z o.o.  w Radzie Fundatorów Fundacji Polski Instytut Dyrektorów z siedzibą na ul. Zielnej 37 w Warszawie (KRS nr 0000341704) a wraz z nim m.in. pani Henia Bochniarz, pan Wiesław Rozłucki czy pan Jacek Socha oraz inne szlachetne osoby, którym zawdzięczamy, to co widać.  
I kiedy się tak siedzi w biurach przy Rondzie ONZ to można zatęsknić czasem za młodymi latami w uroczym Medellin w Kolumbii, gdzie można było spotkać jak nie rewolucjonistę Timochenko z uniwersytetu Lumumby to przynajmniej tego całego Escobara. Wszystko jedno, czy fundatora uniwersytetu, czy narko-miliardera.
Reasumując należy stwierdzić, że baronowie Rothschild mają wyjątkowo dobrą rękę do wyszukiwania i promowania prawdziwie wyrazistych życiorysów i osobowości.  Mają Francuzi Emmanuela Macrona ale my też nie wypadliśmy sroce spod ogona.  Może jeszcze pan Jacek Chwedoruk wystartuje na prezydenta. Jak nie Polski to chociaż Ukrainy. 



czwartek, 20 kwietnia 2017

„Kresowiak” Rotfeld i jego Eberhardt czyli stalinięta i akcja „Wisła”.



Podsmażam na masełku kaczuszkę, jak to po Świętach Wielkiej Nocy  ale spokój konsumpcji nie jest mi dany, bowiem okazuje się, że słynny „ruski agent” ks. Isakowicz Zaleski podważa najnowsze a zarazem najsłuszniejsze  ustalenia „trustu mózgów” pod nazwą Ośrodek Studiów Wschodnich zlokalizowanego w okolicach MSZ za jakieś 9 mln zł rocznie. I ma pretensje do samego pana dyrektora owegoż OSW, że rozesłał złote myśli swoich mózgowców do różnych instytucji państwowych RP , w tym do wojewodów. Opracowanie nosi tytuł „Siedemdziesiąta rocznica akcji „Wisła” – zarys problemu dla Polski”.  
 
No i czego czepił się ks. Isakowicz Zalewski, znowu lejąc wodę na młyn ruskiego czekisty? Ano czepił się takich drobiazgów jak praktycznie –nowa doktryna państwowa w odniesieniu do operacji wojskowej PRL dokonanej w okresie kwietnia –lipca 1947 r. a polegającej na wysiedleniu z obszaru Bieszczad i wschodniego Beskidu ok. 100 tysięcy Ukraińców i Łemków na przyłączone do Polski Pomorze Zachodnie oraz osiedlenie ich w rozproszeniu. Operację poprzedziło 3 lata nieudanych prób spacyfikowania przez Wojsko Polskie - zbrojnych oddziałów OUN UPA, które mordowały Polaków i terroryzowały miejscowych Ukraińców , kiedy AK już dawno się rozwiązała.  Tak przynajmniej uczono mnie w szkole i opowiadano w domu, ale jak się okazuje,  zupełnie niesłusznie.
 
Oto bowiem Ośrodek Studiów Wschodnich pod światłą dyrekcją pana dr Adama Eberhardta ustalił  i podał do powszechnej wiadomości, że ta cała operacja „Wisła” była : „..czystkę etniczną, stanowiącą zbrodnię przeciwko ludzkości".
A jeden rozdział opracowania traktuje o „…oczekiwanych działaniach  organizacji kresowiackich i neoendeckich..”.  Przy okazji okazało się, że OSW ma ambicje w zakresie słowotwórstwa. Słowo „kresowiacki” przejdzie do historii jako forma najwyższej pogardy i lekceważenia wobec Obywateli Polskich – zamieszkujących 51% terytorium II RP a w czasie II WW ofiar masowych wywózek do gułagów i ofiar czystki etnicznej  dokonywanej przez niemieckich okupantów i ich „wychowanków” z  OUN UPA.

 Ale szybki rzut oka na życiorys naukowy i zawodowy szanownego pana dyrektora Eberhardta
pozwala zrozumieć te nowe rewolucyjne treści.
Pan Adam Eberhardt w przeciwieństwie do charyzmatycznego założyciela Ośrodka Studiów Wschodnich śp. Marka Karpa , nie próbował w swojej krótkiej lecz pełnej awansów karierze zawodowej – wychodzić „przed szereg”. A jego życiorys jest dyskretnie niekonkretny co do dat. Jedyną pewną jest data urodzenia – rok 1975 ale poza tym „standardowo” czyli „bez ojca i matki”. Ukończył „kiedyś tam” studia magisterskie w Instytucie Studiów Międzynarodowych UW a w 2008 r. uzyskał stopień doktora nauk humanistycznych. Poza tym wiadomo, że w sierpniu  2015 r. pan Eberhardt został odznaczony przez pana Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski  za wybitne osiągnięcia w pracy zawodowej i działalności społecznej”.

 Identyczne odznaczenie otrzymał wówczas ówczesny szef OSW pan Olaf Osica a także 34 inne osoby w tym pani Róża Rzeplińska, pan Zbigniew Niemczycki, pani Maria Dmochowska i pan Piotr Fronczewski.
A ostatnia znana data to rok 2016 - mianowanie na dyrektora Ośrodka Studiów Wschodnich.
Natomiast przebieg kariery zawodowej i działalności politycznej należy odtwarzać metodą badań archeologicznych, przekopując się przez zasoby Internetu.  Kariera zawodowa pana Eberhardta sprowadza się do trzech posad stałych i kilku „fuch na boku”: w nieznanej kolejności i czasie pan dyrektor Eberhardt pracował:  jako korespondent PAP w Moskwie, jako „ekspert i kierownik biura” w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych oraz „od kiedyś tam” jako analityk w Ośrodku Studiów Wschodnich aby zaawansować w roku 2008 na wicedyrektora OSW a w 2016 na dyrektora.
Państwowy Instytut Spraw Międzynarodowych sięga korzeniami jeszcze roku 1947, kiedy jego dyrektorem był tow. Pułkownik Marian Muszkat (Maus Mendel Muskat) ,przedwojenny prawnik i wojenny sowiecki politruk i wielbiciel doktryn prawnych samego Andrieja Wyszynskiego generalnego prokuratora ZSRR. Ostatnio dyrektorem tego podmiotu jest pan dr. Sławomir Dębski, nie tak dawno dyrektor podmiotu o nazwie Centrum Polsko Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia.  Oraz członek Polsko-Rosyjskiej Grupy do Spraw Trudnych. To o tyle ciekawe, że młody pan dyrektor Eberhardt też jest członkiem tej  „Polsko Rosyjskiej Grupy”. A tutaj prostą drogą dochodzimy do giganta polityki zagranicznej III RP czyli do samego prof. Adama Daniela Rotfelda, szefa tej Grupy od roku 2002 do co najmniej 2012.

Albowiem wiele wskazuje na to, że pan dr Adam Eberhardt cieszy się sympatią i opieką (naukową?) profesora Adama Daniela Rotfelda  już od ładnych paru lat.
I tak na przykład w roku 2006 obaj panowie spotkali się  w Lublinie w. na konferencji pt. „Aktualność przesłania paryskiej »Kultury« w dzisiejszej Europie” w ramach obchodów Roku Giedroycia. Konferencja zorganizowana została przez Instytut Europy Środkowo Wschodniej była podzielona na trzy bloki. W pierwszym dniu poświęconym historii „Kultury” referaty wygłosili m.in.: Bohdan Osadczuk, Adam Michnik, Krzysztof Pomian, Natalia Gorbaniewska i znany bojownik o wolność i demokrację pan Basil Kersky.
W drugim dniu poświęconym przemianom Europy Środkowo Wschodniej po roku 1990 wystąpienia mieli m.in.: Timothy Snyder, Zdzisław Najder, Adam Daniel Rotfeld, Jacek Cichocki, Bogumiła Berdychowska i Mykoła Riabczuk.
A trzeciego dnia oddano się przemyśleniom na temat przyszłości zarówno „Kultury” jak i Mitteleuropy. I tym bloku mieli swoje wystąpienia m.in.: Andrzej Ananicz, Mykoła Riabczuk, Paweł Kowal, Zbig Pełczyński oraz pan Adam Eberhardt.
Ten zestaw nazwisk będzie się powtarzał w takiej czy innej konfiguracji w sprawach dotyczących polityki wschodniej.

Przy okazji konferencji odbyły się promocje książek Timothy Snydera i Adama Daniela Rotfelda. A skoro jesteśmy przy książkach, to  w 2008 r. pan Adam Eberhardt wydał książkę pt.:” Gra pozorów. Stosunki rosyjsko-białoruskie 1991-2008” i został zaszczycony bardzo pochlebną recenzją przez samego profesora Adama Daniela Rotfelda byłego ministra spraw zagranicznych. Recenzja jest następującej treści: „…Monografia Adama Eberhardta jest dziełem pionierskim. Nie ma w Polsce ani w literaturze światowej tak kompetentnej i dogłębnej analizy stosunków między Rosją a Białorusią. Autor poddał krytycznej analizie relacje polityczne, gospodarcze i wojskowe między obu krajami. Praca dra Eberhardta to niezastąpione kompendium wiedzy o Białorusi, jej społeczeństwie i elitach….”.  Który doktorant nie chciałby mieć takiej opinii.

W lipcu 2009 r. TVP podała do wiadomości, że  zdejmuje z programu TVP Info cykl programowy „Studio Wschód” i że wróci do tego cyklu we wrześniu ale w ograniczonej wersji budżetowej bez możliwości finansowania łączenia się ze studiami zagranicznymi.
I natychmiast grupa osobowości  politycznych zmobilizowała się i wystosowała Apel do władz TVP z żądaniem przywrócenia Studia Wschód w niezmienionej wersji programowej. Pod apelem podpisali się m.in.: Adam Rotfeld – Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, Jadwiga Staniszkis –Polska Akademia Nauk, Eugeniusz Smolar – Centrum Stosunków Międzynarodowych, Paweł Kowal – Parlament Europejski, Krzysztof Bobiński – Fundacja Unia & Polska, Jan Piekło – Fundacja …..PAUCI, Adam Eberhardt – Ośrodek Studiów Wschodnich, Sławomir Dębski – Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, Stanisław Ciosek – Stowarzyszenie Wspierania Współpracy Gospodarczej ze Wschodem, Marcin Wojciechowski – Gazeta Wyborcza.

W 2009 r. nazwiska obu panów pojawiły się w numerze 2/2009 kwartalnika o nazwie „Nowa Europa Wschodnia” wydawanego przez Fundację Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego , nr KRS 0000013264, z siedzibą we Wrocławiu na Placu Biskupa Nankiera 17. Wg sprawozdania fundacji za rok 2009 zajmowała się ona tak ciekawymi sprawami, jak goszczenie (wielokrotne) pracowników ukraińskich służb granicznych, we współpracy z Fundacją im. Batorego szkolenie samorządowców ukraińskich pt. „samorząd bliżej obywatela” , niezliczone wizyty „profesjonalistów ukraińskich” np. z przemysłu węglowego , wycieczki dla młodzieży etc.
W numerze 2/2009 „Nowej Europy Wschodniej” mamy wypowiedzi na temat  „Od Giedroycia do Partnerstwa Wschodniego. Dwadzieścia lat polskiej polityki wschodniej 1989-2009” takich wybitnych ekspertów jak: Zdzisław Najder, Jan Piekło, Bartłomiej Sienkiewicz, Maria Przełomiec, Aleksander Smolar, Adam Daniel Rotfeld, Adam Eberhardt, Sławomir Dębski czy Marcin Wojciechowski.

Krótka przerwa na rok 2010 a w 2011 r. już mamy 9-11 maja 2011 r. konferencję na temat: „Polska –Rosja w kontekście bezpieczeństwa transatlantyckiego”. Słowo wstępne wygłosił Adam Daniel Rotfeld a wśród panelistów znaleźli się tacy wybitni znawcy tematu jak: prof. Roman Kuźniar, ambasador  Jerzy Bahr, Krzysztof Bobiński, Adam Eberhardt, Janusz Onyszkiewicz a na ostatnim panelu to już było „gęsto”: dr Aleksander Smolar, dr Paweł Świeboda, dr Olaf Osica, prof. Adam Rotfeld.
To się już robi trochę nudne a mamy jeszcze rok 2012. A tutaj na jedną nóżkę wyjazd do Łucka , gdzie odbyło się „wyjazdowe posiedzenie Polsko Ukraińskiego Forum Partnerstwa- już trzecie, bo poprzednie miały miejsce w Kijowie i Warszawie.  W trzydniowym programie wzięli udział m.in. przewodniczący Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego Janusz Onyszkiewicz (politolog podobno, a mnie się wydawało, że –matematyk), wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich Adam Eberhardt, dyrektor Fundacji Współpracy Polsko Ukraińskiej PAUCI Jan Piekło i prezes Polskiej Fundacji Solidarności Międzynarodowej Krzysztof Stanowski.
Tutaj zabrakło pana Adama Rotfelda, ale został przypomniany pan prezydent Aleksander Kwaśniewski i jego historyczne wystąpienie w roku 2002 „w temacie operacji Wisła”. Ujęto tę kwestię w sprawozdaniu następująco: „… Dziesięć lat minęło od tej pory, gdy ówczesny Prezydent Polski Aleksander Kwaśniewski wystosował list do Ukraińców-ofiar Akcji „Wisła”. Został on pierwszym polskim politykiem najwyższego szczebla, który potępił publicznie akcję karalną i nazwał ją „symbolem wszystkich niegodziwości wyrządzonych przez ówczesne władze komunistyczne ludności ukraińskiej w Polsce…”.

Natomiast cały rok 2012 poświęcony był comiesięcznym debatom „w najlepszym towarzystwie” na temat „ Przyszłość Europy. Polska perspektywa” pod światłym patronatem pana prezydenta Bronisława Komorowskiego. I na przykład taka „debata czwarta” to dyskusja na temat  „Polityka sąsiedztwa Unii Europejskiej” odbyła się 26 czerwca 2012 r. z udziałem m.in. prowadzenie Roman Kuźniar, głos otwierający: Tadeusz Mazowiecki, dyskusja: Adam Eberhardt, Konstanty Gebert, Jerzy Osiatyński, Jan Piekło, Maria Przełomiec, Marcin Święcicki a podsumowanie: pan Prezydent Bronisław Komorowski.  Debata piąta musiała też być fascynująca: odbyła się 10 października 2012 r. na temat „Perspektywy globalnej roli Unii Europejskiej” a udział w niej wzięli : Roman Kuźniar, Tadeusz Mazowiecki jako otwierający i jako paneliści m.in. Aleksander Smolar, Paweł Świeboda. Natomiast wśród dyskutantów warto zwrócić uwagę na Adama Rotfelda, Bogdana Klicha i Ryszarda Petru. Tak, tak. Rychu Petru już był „brany pod uwagę”.

Jeśli jeszcze do tej pory ktoś nie zrozumiał, dlaczego Ośrodek Studiów Wschodnich był w stanie opublikować dzieło mówiące o Operacji „Wisła” jako o „czystce etnicznej” i „zagrożeniach ze strony neo-endeków”, warto może dorzucić informację, iż jakoś tak  w polityce zatrudnienia OSW zdarzało się , iż np. późniejszy ambasador RP w Rosji (2010-2014) pan Wojciech Zajączkowski kiedy pracował w latach 1991-1997 w OSW to jednocześnie w latach 1993-1998 pełnił funkcję Dyrektora Forum Europy Środkowo Wschodniej w Fundacji im. Batorego w Warszawie. A pan Jacek Cichocki pracownik OSW w latach 1992-2008, w tym w latach 2004-2007 dyrektor OSW – w latach 1995-1997 równolegle z pracą w OSW pracował na stanowisku asystenta programowego w Fundacji im. Batorego w Warszawie. Pan Jacek Cichocki 18 listopada 2011 r. został powołany przez Bronisława Komorowskiego na stanowisko ministra spraw wewnętrznych. I mógł spotykać się z ukraińskimi pogranicznikami i organizacjami pozarządowymi np. z panem Tymą.
Pan dr Olaf Osica , który był dyrektorem OSW w latach 2011-2016 jest nie tylko absolwentem Instytutu Stosunków Międzynarodowych na UW ale też był stypendystą GFPS – Stowarzyszenia Naukowo-Kulturalnego w Europie Środkowej i Wschodniej – finansowanego przez Fundację Współpracy Polsko Niemieckiej pod patronatem Władysława Bartoszewskiego i Gesine Schwann. Wśród „absolwentów” znajdują się też m.in. Róża Gräfin von Thun und Hohenstein de domo Woźniakowska, Adam Krzemiński (Polityka , Die Zeit), Sławomir Sierakowski, Gabrielle Lesser (Tageszeitung).
Z kolei pan Jacek Borkowicz pracownik OSW w latach 1991-1993  i 2005-2007 w okresie 1990-1991 był dziennikarzem i korespondentem w Wilnie Gazety Wyborczej a w latach 1994-1995 w Fundacji Polsko Niemieckie Pojednanie. Współpracuje z miesięcznikiem „Więź”. Jego kolega  z wypraw w góry Wojciech Górecki pracownik OSW od roku 1993 do chwili obecnej ,w latach 1995-1999 współpracował z kwartalnikiem „Nigdy Więcej” zajmującym się programowo „zwalczaniem polskiego antysemityzmu, ksenofobii, rasizmu i nacjonalistycznego pojmowania świata” a „promowaniem wielokulturowości”.
A więc mieliśmy/mamy do czynienia z sytuacją, gdy tzw. analitycy polityczni „pracujący dla rządu” jednocześnie stale  lub dorywczo pozostawali w duchowym oczywiście kontakcie z organizacjami George’a Sorosa lub rządu niemieckiego. Którzy w kwestii Ukrainy i Polski mają własne  interesy polityczne.

A teraz w OSW rządzi do spółki z panem Osicą pan Adam Eberhardt – pupil pana profesora Adama Rotfelda.
A kim jest pan profesor Rotfeld?  Życiorys pana profesora Rotfelda można odtworzyć jako tako od 13 roku jego życia.  Bowiem dopiero w wieku lat 13 został przywieziony do Polski z ZSRR w 1951 r. oficjalnie jako „polski sierota o nazwisku Rotfeld a może Czerwiński”. Mieli go wyszukać w ZSRR i przywieźć do PRL ludzie z ambasady PRL w Moskwie. Brak natomiast danych o tym, kim byli ci ludzie.
Oficjalny życiorys pana profesora Adama Rotfelda opublikowany w wersji polskiej, rosyjskiej i angielskiej u docenta wiki podaje, iż jest on urodzonym w Przemyślanach niedaleko Lwowa dzieckiem adwokata Leona Rothfelda i jego żony Berty, zamordowanych przez Niemców w 1943 r. W 1941 r. miał się ukrywać z matką i siostrą w lasach wokół Przemyślan i został przez nie oddany pod opiekę zakonników grekokatolickich w Ławrze Uniowskiej. Miał wtedy około 3 lat. Rodziców nigdy nie zobaczył, siostra odnalazła się po wojnie. Kiedy weszła Armia Czerwona, klasztor został zlikwidowany a zakonnicy aresztowani przez NKWD i większość wymordowana w śledztwie lub w łagrach.
W 1946 r. Adam Rotfeld miał być przeniesiony do państwowego domu dziecka w pobliskim Złoczowie. Został przywieziony w grupie dzieci, które w Polsce miały krewnych a on takich nie 
miał. Umieszczono go w domu dziecka w Krakowie.

W 1955 r. skończył liceum i dostał się do najbardziej elitarnej szkoły wyższej w stalinowskiej Polsce – Szkoły Głównej Służby Zagranicznej w Warszawie, powołanej w 1947 r. jako Akademia Nauk Politycznych w Warszawie. Jest to uczelnia, na temat której wykładowców i absolwentów informacje są bardziej niż szczątkowe. Więcej danych można znaleźć o Akademii Sztabu Generalnego. Ukończył ją w 1960 r. a w 1961 rozpoczął pracę w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. Pracował tam do roku 1989 r.

W 1989 r. otrzymał posadę Dyrektora szwedzkiego Stockholm International Peace Reaserch Institute (SIPRI) . Pracował tam do roku 2002. SIPRI został założony w 1966 r. a jej pierwszym szefem rady nadzorczej była Alva Myrdal, prominentna działaczka szwedzkiej partii Socjaldemokratycznej i bliska współpracownica premiera Tage Erlandera. Instytut zajmował się zagadnieniami kontroli zbrojeń, rozbrojenia i pokoju na świecie.
W 2006 został powołany przez Sekretarza Generalnego ONZ na członka a w 2008 na Dyrektora Kolegium Doradczego Sekretarza Generalnego ONZ ds. Rozbrojenia. Pastuszek z Ławry Uniowskiej zawędrował na szczyty ONZ. Zbyt piękne, aby odbyło się „poza wiedzą i zgodą” tych, co go wyedukowali  a następnie wyekspediowali w 1951 r. do PRL.
Tego rodzaju zatrudnienie obywatela PRL w 1989 r. znaczyło ścisły nadzór służb sowieckich a niewykluczone, że „pracę na zlecenie”.  Adam Rotfeld jako pracownik PISM specjalizował się w zagadnieniach obronności, kontroli zbrojeń, rozbrojenia etc. i w związku z tym uczestniczył w delegacjach KBWE do Belgradu, Wiednia. Czyli „człowiek cienia”. I bezwzględnie musiał to być zaufany człowiek Moskwy.

I dlatego warto może zerknąć na „życiorys alternatywny” jaki został zamieszczony na portalu www.lustracja.net, gdzie jakaś dobra dusza zamieściła życiorys jaki Daniel Rotfeld miał napisać jako uczeń II klasy Liceum w 1955 r. Uczeń Rotfeld pisze w nim co następuje: „…Urodziłem się 4 marca 1938 r. w Przemyślanach. Przebywałem tam do 1941 r. Od tego czasu musiałem ukrywać się z matką i siostrą. Najprawdopodobniej   w roku 1943 zaginął ojciec – jako oficer Armii Radzieckiej. Matka ginie w 1942 r. z rąk Gestapo. Po wyzwoleniu tj.od 1945 r. uczęszczam do Szkoły w Przemyślanach, pozostając na utrzymaniu siostry, która pracuje w charakterze laboranta w f-ce spirytusowej. W 1948 r. zostaję przyjęty do organizacji pionierskiej. Wraz z wyjazdem siostry opuszczam Przemyślany i rozpoczynam naukę we Włodzimierzu okr.Rówieński (1949). Kończę 7 klas. W 1951 r. zostaję przyjęty do organizacji komsomolskiej….”.

Do tego życiorysu dorzucono notatkę operacyjną z 14 X 1957 r. sporządzoną przez mjr Fr.Krawczyka z Wydz. VII Dep. I MSW dot. działań operacyjnych w Londynie wobec niejakiego Romana Rostowskiego pracującego w urzędzie skarbowym. W ostatnim akapicie notatki jest informacja, że :”..od strony kraju ustalono, że w Warszawie przebywa jego dalszy krewny Rotheld Adam Daniel –student II roku Szkoły Głównej Służby Zagranicznej lat 19…”.
Tym sposobem docieramy wg najlepszej spiskowej teorii dziejów do ministra  Jacka Rostowskiego „człowieka bez PESELA” - syna Romana Rostowskiego a wnuka Jakuba Rothfelda ur. 1884 w Bukaczowcach.  Jakub Rothfeld profesor Uniwersytetu Jana Kazimierza i wybitny neurolog zmienił nazwisko na Rostowski w 1940 r. po przybyciu do Anglii. Odległość od Bukaczowców do Przemyślan to ok. 50-60 km. Czyli Adam Rotfeld i Jacek Rostowski - kuzyni? Kto ich tam wie.
 
Ta historia jest tak samo prawdopodobna jak każda inna. Prawdziwego życiorysu Adama Rotfelda już raczej nie poznamy a wobec tej oszałamiającej kariery możliwej tylko dzięki życzliwemu poparciu najwyższych czynników moskiewskich rodzą się raczej fantastyczne przypuszczenia.
Tak czy owak retoryczne pytanie zadane publicznie przez profesora Cenckiewicza o to, jak jest możliwe, aby człowiek z tak niejasnymi powiązaniami z SB (a to jest wersja optymistyczna, bo są jeszcze stare dobre służby sowieckie) mógł w III RP otrzymywać tak wysokie stanowiska  w strukturach władzy i przy źródłach informacji.

No i na koniec pytanie o elementarny profesjonalizm Ośrodka Studiów Wschodnich. Wystarczy posłuchać 20 minut wykładu dr Andrzeja Zapałowskiego z Uniwersytetu Rzeszowskiego pt.: „Operacja Wisła na Podkarpaciu 1947-2017. Fakty i mity” – na podstawie studium przypadku Powiatu Przemyskiego. Z wykładu tego wynikają bezspornie dwie rzeczy: operacja „Wisła” musiała być przeprowadzona zarówno dla ratowania życia ludności polskiej jak i ukraińskiej. Stany sotni działających w polu w roku 1947 – nie zmieniły się w stosunku do  1946 , bowiem OUN UPA zmuszała młodych Ukraińców (otaczano wioski i na siłę brano do UPA, w przypadku ucieczki chłopca do Przemyśla, powieszono jego rodzeństwo) do służby w UPA.  A bezpieka OUN UPA  istniała  w każdej wiosce i terroryzowała ukraińską ludność cywilną. Każda forma sprzeciwu karana była spaleniem domu albo mordem.

Listy imienne Polaków ale i Ukraińców  zarówno cywilów jak i żołnierzy Wojska Polskiego zamordowanych przez OUN UPA w Powiecie Przemyskim można sobie poczytać na stronach internetowych i to są zestawienia przerażające: w 3 miesiące ponad 100 napadów a „dowody” leżą na cmentarzach – po kilka czy kilkadziesiąt bezbronnych ofiar z każdej niemal wsi.
Jest rzeczą zadziwiającą, że  meldunki miejscowej administracji i wojska na temat napadów i mordów UPA na ludność polską i ukraińską za okres 1944 -1948 nie są zupełnie obiektem zainteresowania „ekspertów z OSW”.  I fakt, iż ofiary cywilne ukraińskie w znacznie większym stopniu padły ofiarą OUN UPA niż np. Wojska Polskiego czy UB.
Dr Andrzej Zapałowski nie jest jedynym naukowcem prowadzącym badania na ten temat ale ani on, ani inni historycy z prawdziwego zdarzenia prowadzący obiektywne badania – nie są chyba „dobrej zmianie” do niczego potrzebni, bo wyniki ich prac zakłócają „narrację fundacji Batorego” (czytaj:Sorosa ) , która jak się wydaje, nadal jest „duchowym i intelektualnym cichym ideologiem III RP”.
PS. Może warto wspomnieć, że wymienione wyżej organizacje pozarządowe jak Fundacja im Batorego, Fundacja Współpracy Polsko Ukraińskiej PAUCI pana Piekło czy Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego w Pałacu w Ludwinowie wspierana przez pana Dutkiewicza oraz ponad 55 innych organizacji pozarządowych mają od roku 2004 „związek zrzeszeń” zarejestrowany w KRS nr 0000219201 jako „platforma porozumienia” pod nazwą „Grupa Zagranica”. Od roku 2014 jest ona członkiem sieci „zagranicznej” pod nazwą CONCORD czyli Europejska Konfederacja Organizacji Pozarządowych na rzecz Pomocy i Rozwoju. Do wielkich sponsorów niektórych z tych podmiotów należy np. Fundacja im. Adenauera. O panu Sorosie wspominaliśmy.  Włosi nazwaliby to „ośmiornica” a to jest stary dobry Komintern. 



https://pl.wikipedia.org/wiki/Grupa_Zagranica