Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prowokacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prowokacja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 kwietnia 2019

Rammstein i Deutschland czyli historia Niemiec w wersji heavy metal.


Moje pierwsze wrażenie po obejrzeniu  wideoklipu z utworem „Deutschland” zespołu Rammstein , który narobił tyle hałasu  w mediach, polityce i w przedsiębiorstwie Holocaust  jest takie,  że myśl, iż  Niemcy wyłgały się z II WW tanim kosztem i żyją sobie   bez kary i bez miary – jest błędem.

Jeśli coś takiego jak zespół Rammstein  ryje Niemcom berety  przez  20 lat  i jeszcze na tym zarabia miliony (ponad 12 milionów płyt)  , to znaczy, że Niemcy są pod kuratelą.

Bluźnierstwo  antykatolickie (antychrześcijańskie), które ściga się o pierwszeństwo z przemocą i nienawiścią oraz perwersyjnym seksem w takim natężeniu, że  „nasz tutejszy” Nergal wydaje się poczciwym kmiotkiem, to znak ,  że ktoś  Niemcom  niczego nie wybaczył .

Trucizna aplikowana przez Rammstein i podobne zespoły, których w Niemczech jest bardzo dużo,  mogła spowodować  śmierć duchową i bezradność całego pokolenia Niemców.  I chyba spowodowała. Żyją  sobie w letargu , przeżuwając  owoce sukcesu materialnego  z mylnym wrażeniem, że się  z  klęski II WW – podnieśli. A teraz nawet   są narodem sukcesu. O czym świadczy GDP czy miejsce rankingowe w wartości eksportu.

Ostatnio nawet się prostują, bo przecież „mordowali i rabowali naziści a nie oni” a ostatecznie – Polacy.  Więc spokojnie   wracają do pruskich marszów i pielgrzymują  do pomnika wodza Cherusków  Arminiusza , zwycięzcy legionów rzymskich w Teutoburskim Lesie. A ostatnio do kompletu przywrócili  pomnik  króla Fryderyka II, też „człowieka niemieckiego sukcesu”.  

 Aż tu nagle pojawia się z nieoczekiwanej strony -  najkrótsza  lekcja historii Niemiec (9 min 22 sekundy) podana  w niesłychanie atrakcyjny sposób  i „na bogato” jeśli chodzi o scenografię ,  kostiumy i  poziom muzyczny.

Ta piosenka pokazuje, że ktoś docenia fakt, iż Niemcy są koneserami  muzyki, jak również cenią sobie  wysoki poziom intelektualny sztuki i byle chłam nie będzie miał tam brania. I zastawił pułapkę na ludzi pysznych.

Tego nie  da się  zamieść pod dywan, bo wczoraj film miał  18 mln klików na youtubie a dzisiaj rano już 19 milionów .  Po kilku dniach od premiery.
Zespół Rammstein po 8  latach  milczenia  powrócił w wielkim stylu , zwłaszcza że dostał  bajeczne wsparcie reklamowe  od niemieckich polityków i  organizacji żydowskich .  Które więcej niż gwałtownie zaprotestowały przeciwko  jednej tylko scence trwającej kilkadziesiąt sekund w wideoklipie pt. „Deutschland”.  

I tu jest „Hund begraben”, bowiem  żaden polityk nie  oburzył się na przykład na  scenkę narodzin szczeniąt z kobiety  a poród odbierał jakiś  (chyba) biskup  w czerwonych szatach i czerwonej „rogatywce”. Nie wiem, jakiego wyznania był ten „biskup” ale wyraźnie jest to Niemcom znana „figura retoryczna”. 

Tym bardziej nikt się nie oburzył tym, że w klipie jest scena  pokazująca  lubieżnych (oczywiście, bo jak wiadomo innych nie było) mnichów średniowiecznych  konsumujących kawałki różnych wędlin i schabów,  artystycznie  pokrywających  ciało   młodej czarnej damy,   uosabiającej  Germanię.

Wszyscy  moralnie wzmożeni  celebryci  polityczni Niemiec oraz  liderzy organizacji żydowskich  jednogłośnie oburzyli się z powodu jednej sceny: wieszania czterech więźniów obozu koncentracyjnego  przez niemieckich SS-manów na tle  industrialnych dekoracji. 

Jeden  wieszany jest homoseksualistą (trójkąt różowy), drugi Żydem (gwiazda żółta) a trzeci  - tzw. polityczny z trójkątem czerwonym.  Przynależność polityczna  lub narodowa czwartego więźnia  jest trudna do określenia, bo  kamera była skupiona na trzech pierwszych. No i jeszcze jest piąty więzień , który na klęczkach poleruje  bucik służbowy SS-mana  asystującego przy egzekucji.

I to miało być owo „przekroczenie cienkiej czerwonej linii” albo „wszelkich granic”.

No bez żartów. Scena jakich tysiące miało miejsce w niemieckich obozach koncentracyjnych. A już w niemieckim obozie koncentracyjnym Dora  koło Nordhausen w górach Harzu, gdzie po zbombardowaniu Peenemunde  przez Aliantów , uruchomiona została produkcja  rakiety V-2 , to była jedna z lżejszych śmierci. 

Bo o takie okoliczności przyrody w tym  pełnym  symboli  filmie  chodzi. W tle szubienicy na cztery osoby i  industrialnych budowli wyłania się zarys rakiety kosmicznej  w czarno-białą kostkę.

Co nie dziwi, bo tak była pomalowana  rakieta V2 (Verweltung -2 czyli „Odwet -2”) . 

Rakieta V2 , o której Polacy wiedzą wiele, bo sami ją dopadli na poligonie Blizna i przekazali Aliantom,  była  pierwszą w historii ludzkości  rakietą, która przekroczyła  tzw. linię  Kármána  czyli umowną linię pomiędzy atmosferą  Ziemi a przestrzenią kosmiczną  na wysokości 100 km.  Skonstruował to cudo Sturmbannführer SS Werher von Braun, którego w 1945 r. Amerykanie w ramach operacji Paperclip  wywieźli grzecznie do USA  wraz z papierami i częścią zespołu.

A drugą częścią tego twórczego niemieckiego zespołu zadowolili się Sowieci , którym się trafił    Helmut  Gröttrup „prawa ręka von Brauna”. „Część sowiecka  niemieckiego zespołu rakietowego”  pracowała początkowo w tzw. Instytucie Rabe w Nordhausen czyli tuż obok  obozu Dora a właściwie Mittelbau Dora niedaleko Buchenwaldu.  Następnie wraz z pokaźną grupą 7000 niemieckich naukowców  od przemysłu zbrojeniowego i ciężkiego została wywieziona do specjalnego ośrodka w Podlipkach , gdzie Gröttrup przyuczał  „radzieckiego ojca kosmonautyki”  Siergieja Korolowa  do budowy rakiet balistycznych i kosmicznych.

No a rakieta V2 pomalowana w czarno białą kostkę stoi w charakterze pomnika w Peenemunde do dziś. 

Więc nie jest to przypadek, że w 1:05 minucie  klipu,  tuż po ukazaniu „stanu przedbitewnego”  wojsk    Germanikusa A.D. 16 ,  pokazani są kosmonauci a zaraz potem podziemia  industrialne.  
Cała pierwsza minuta klipu poświęcona jest czajeniu się żołnierzy rzymskich i żołnierzy germańskich w lesie a ktoś komuś odrzyna głowę i na ekranie pojawia się napis „Deutschland”. A wcześniej , bo w 6 sekundzie  pojawił się napis „Germania Magna. A.D. 16”.  Ta „Germania Magna” znana jest  ze starożytnych map rzymskich Cesarza Augusta ale przede wszystkim z  map polowych Germanikusa (przybrany syn cesarza Tyberiusza prowadzący udane kampanie na wschód od Renu przeciwko  plemionom germańskim)

Zaś data A.D. 16. to data bitwy  pod Idistaviso, w której legiony rzymskie zmasakrowały uciekające w panice  oddziały Cherusków. W odwecie za napad i masakrę rzymskich legionów w Lesie Teutoburskim  7 lat wcześniej.

No więc mamy to czajenie się  przed bitwą  pod Idistaviso  A.D. 16, w której „Niemcy”  ponieśli  druzgoczącą klęskę  i o „Magna Germania” trzeba było zapomnieć na długie wieki  a potem cięcie i mamy „program kosmiczny”.

Generalnie obraz w tym klipie przekazuje więcej treści niż  słowa piosenki. 

W minucie 1:30 pokazuje się nam „średniowieczna królowa” oraz średniowieczni rycerze  na zmianę z jakimiś  „bokserami-gangsterami” walczącymi wręcz w kastetach a już w minucie 2:02 zespół Rammstein  wystylizowany na dżentelmenów z lat 30-tych – na tle palącego się sterowca „Hindenburg”, największego w historii, który zapalił się tuż po przelocie nad Atlantykiem i w chwili podchodzenia  do lądowania.

W minucie 2:27 ukazuje się biuro, w którym na ścianie wisi spore godło Niemieckiej Republiki Demokratycznej a facet za biurkiem przypomina Ericha Honeckera. Jest jeszcze dwóch facetów w mundurach, podobno Stasi oraz babeczka w furażerce , która następnie przekształca się w papachę z gwiazdą.  I zaczyna się balanga z szampanem.

W minucie 2:50 wchodzi obowiązkowy  „numer z obleśnymi mnichami”.  

Pobieżny przegląd twórczości zespołu Rammstein pokazuje, iż  brutalne atakowanie Kościoła Katolickiego i kojarzenie „ludzi w sutannach” z  przemocą i „wszystkimi grzechami głównymi”  jest stałym motywem u   tych  muzyków.  Więc przebitki z orgii w biurze NRD  na „orgię w klasztorze”  - polityków niemieckich  i organizacji żydowskich nie mogły  zdegustować. A niemiecki KK też milczy jak zaklęty. Przyzwyczaił się.    

W minucie 3:18 „wchodzą kosmonauci”  a brutalny gangster w łańcuchach na szyi i nogach jest w więzieniu  brutalnie kopany i bity przez policję.

  I zaraz pokazane są przynajmniej 3 rakiety V2 stojące na terenie jakiejś fabryki.  A w minucie 3:49 ‘przechodzimy do meritum”  czyli pokazują nam tych czterech facetów w pasiakach ze sznurami na szyi stojących pod szubienicą na kostkach betonu.  A rakieta V2 – startuje pionowo.  SS-man się przechadza a w tle słowa „Deutschland, Deutschland über Allen” (Niemcy, Niemcy ponad wszystkimi) skanduje solista Rammstein.

Po tylu latach wtłaczania w ludzkie mózgi słowa „naziści” i wydaniu milionów marek i dolarów na likwidację skojarzenia „zbrodnie II WW” ze słowem „Niemcy” – to ma siłę rażenia średniej bomby atomowej.

Rakieta startuje, więzień w pasiaku  śpiewa „Deutschland” a SS-man w uniformie Hugo Bossa wykopuje kostki betonu spod nóg skazańców.

W minucie 4:18 wkracza Rote Armee Fraktion czyli Frakcja Czerwonej Armii z karabinami  a solista ucharakteryzowany jest na transwestytę.  I ładuje się karabiny maszynowe oraz pistolety.  Lata 70-te, długie włosy, papierosy w ustach i zakładnicy mordowani dla idei.  A na to wszystko w minucie 4:40, tym razem wreszcie „naziści” palą   książki nocną porą na jakimś placu w latach 30-tych.

Dalej jest jeszcze straszniej, ale to każdy może (byle dorosły  i o nerwach jak postronki) obejrzeć sobie sam. Z tym, że radzę się przedtem czymś znieczulić, bo dla poczciwych Słowian   to jest jednak coś więcej niż  brutalność czy bluźnierstwo.  To jest absolutna masakra, przekraczająca wszelkie wyobrażenie. I sygnał, ze Niemcy są  mentalnie żywym trupem.  Chodzą, pracują, intrygują , gromadzą bogactwa – ale nie żyją.

Tekst  piosenki jest bardzo prosty i zarazem  patetyczny. Solista skanduje a chórek dodaje delikatnie  „wnioski  i uzupełnienia”. Rzecz byłaby monotonna i nieciekawa, gdyby nie  te sceny filmowe, które okazują się wypełnieniem historycznym dla uczuć   sygnalizowanych w tekście piosenki.  I okazują się całkowicie druzgoczące dla niemieckiej pamięci historycznej.

Poniżej  pierwsza zwrotka i ciekawsze kawałki.

Deutschland!
Du (du hast, du hast, du hast, du hast) [ Ty ( masz, masz, masz masz) albo „nienawidzisz, nienawidzisz, nienawidzisz, nienawidzisz”, bo może śpiewają „du hasst” czyli „ty nienawidzisz”.  Taki tytuł miała piosenka Rammsteina z 1997 r.
Hast viel geweint (geweint, geweint, geweint, geweint)  [ wiele płakałeś, płakałeś, płakałeś, płakałeś]
Im Geist getrennt (getrennt, getrennt, getrennt, getrennt)[ w duchu rozdzielony, rozdzielony, rozdzielony, rozdzielony]
Im Herz vereint (vereint, vereint, vereint, vereint)[ w sercu zjednoczony, zjednoczony, zjednoczony, zjednoczony]
Wir (wir sind, 4x [ MY! ( jesteśmy, 4x] Sind schon sehr lang zusammen[ już tak długo razem]
  IHR! Ihr seid,4x[ WY!,  jesteście, 4x] 
Dein Atem kalt (so kalt, so kalt, so kalt, so kalt)[ Twój oddech jest zimny, tak zimny, tak zimny, tak zimny, tak zimny]
Das Herz in Flammen (so heiß, so heiß, so heiß, so heiß)[ Serce w płomieniach, tak gorące , tak gorące, tak gorące, tak gorące]
Du (du kannst, du kannst, du kannst, du kannst)[ TY! , ty możesz,  możesz,  możesz, możesz]
Ich (ich weiß, ich weiß, ich weiß, ich weiß) [ JA!, ja wiem, ja wiem, ja wiem, ja wiem]
Wir (wir sind, wir sind, wir sind, wir sind)[ MY! Jesteśmy, jesteśmy, jesteśmy, jesteśmy]
Ihr (ihr bleibt, ihr bleibt, ihr bleibt, ihr bleibt)[WY!, zostajecie, zostajecie, zostajecie, zostajecie]
I refren:
Deutschland – mein Herz in Flammen [ Niemcy!  Moje serce w płomieniach]
Will dich lieben und verdammen [ Będę cię kochać i potępiać]
Deutschland – dein Atem kalt [ Niemcy!- twój oddech jest zimny]
So jung – und doch so alt [ tak młody i już tak stary] (…) Deutschland!
Überheblich, überlegen [ Butny,  kalkulować]
Übernehmen, übergeben[ brać na siebie zbyt wiele i poddawać się]
Überraschen, überfallen [ zaskoczyć, napadać]
Deutschland, Deutschland über allen [ Niemcy, Niemcy ! Ponad wszystkimi] Refren (…)
Deutschland – deine Liebe [ Niemcy- twoja miłość ]
Ist Fluch und Segen  [jest klątwą i błogosławieństwem] 
Deutschland – meine Liebe[ Niemcy- moja miłość]
Kann ich dir nicht geben [ Nie mogę ci dać]
Deutschland! Deutschland!
Du, Ich, Wir, Ihr[ Ty, Ja, My, Wy]
Du (übermächtig, überflüssig) [ Ty, zbyt potężny,  niepotrzebny]
Ich (Übermenschen, überdrüssig) [ Ja, Nadczłowiek, syty ponad miarę]
Wir (wer hoch steigt, der wird tief fallen)[ My!, kto wysoko rośnie , ten  nisko upadnie]
Ihr (Deutschland, Deutschland über allen) [ Wy!, Niemcy, Niemcy ponad wszystkimi]
Refren (…)

Jest to więc  piosenka smutna i tak jakby – przewrotna.  Ktoś powiedziałby „przecież tu NIC nie ma”.   Co najwyżej filmik  dodaje do  bilansu historycznego Niemiec takie rzeczy, o których Niemcy a zwłaszcza ich liderzy, wolą nie pamiętać. 

Ale ile niemieckiej kasy poszło na utrwalenie stanu świadomości, że „Żydów mordowali naziści” a „homoseksualistów też nasiści”.   We współpracy a może i za namową – Polaków. Konkretnie polskich antysemitów, którzy chcieli rabować słynnych żydowskich wsiowych milionerów. Tyle lat cierpliwej pracy  a tu taki „wypadek medialny”.

Jest  też złośliwe mrugnięcie okiem do Amerykanów, którzy wolą nie pamiętać, skąd się wzięły ich słynne „programy kosmiczne”. Że one się wzięły z niemieckiego obozu koncentracyjnego Dora filia Buchenwaldu koło Nordhausen. W górach  Harzu.  
 
Nawiasem, nazwa „Rammstein” to jest lekko tylko zniekształcona nazwa amerykańskiej bazy lotniczej  w Niemczech – Ramstein Air Base. 

Założyciele i liderzy zespołu pochodzą z NRD i mogą mieć bardziej zgorzkniałe spojrzenie na obecną rzeczywistość Niemiec.  A ponieważ zdecydowanie są ludźmi sukcesu,  mogli sobie pozwolić 
na taką a nie inną „chwilę szczerości”.
Mogą sobie pozwolić na przekaz następujący: Niemcy, ciągle dążycie do wielkości i strasznie się staracie, jesteście nawet brutalni  i nieprzejednani a ostatecznie zawsze lądujecie w bagnie i w niewoli.  A kto inny korzysta z owoców waszej pracy. Wam zostaje hańba.

Nazwa „Niemcy” jest głośno skandowana  12 albo i więcej razy  na tle jednoznacznej sytuacji, jaka wydarzyła się w Dora nie raz i nie dwa. Wieszanie więźniów to była rutyna. Zgodnie z założeniami projektowymi  obozu Dora , który był supertajny – żaden więzień nie miał przeżyć.

 Słowo „naziści” w piosence nie pada i jak się okazuje, dla wielu jest to straszny problem.
 Ponieważ ani w tekście , ani w scenkach filmowych nie ma nic z rzeczy, które można uznać  za sprzeczne z prawem, po chwilowym wzburzeniu będzie – zamilczanie. Der Onet już milczy jak zaklęty a i „naszyści” nie rozwijają tematu, który spada jak z nieba .

Że Platforma Obywatelska nie rozwija tematu to rozumiem.  Że Rózia Thun gromi taksówkarza, który sobie powiesił Różaniec nad kierownicą, też rozumiem. Każdy „zapisany na Niemca” musi być gorliwszy od samego Niemca i  nie gorszy się  bluźnierstwami zespołu Rammstein  tylko musi skarcić katolika przyznającego się do Różańca.  
 Ale że stali bywalcy Telewizji Trwam nie korzystają z okazji, żeby  przywrócić trochę prawdy historycznej?  Być może  mają problem decyzyjny, bo „środowiska żydowskie się oburzyły” na videoklip  „Deutschland”.  W przypadku takich „kolizji informacji” prawda historyczna  musi  ustąpić miejsca „racji stanu”?

No a  Der Onet  jest  sentymentalnie przywiązany do  „Magna Germania” i „zwycięstwa w Lesie Teutoburskim.  Więc  zapada cisza.   Jak w domu zmarłych.  A Polacy w USA sami walczą  przeciwko 447 na ulicach amerykańskich miast.  


 

https://en.wikipedia.org/wiki/Hermannsdenkmal

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Arno Widmann, Auschwitz, adiutant Hitlera, Trzej Królowie i AIDS z DDR.







Kilka dni temu wstrząsnęła nami lekko informacja, iż niemiecki felietonista  Arno Widman w artykule pt. „Rechte Geschichtsverdrehung in Auschwitz” we Frankfurter Rundschau w bardzo specyficzny sposób skomentował słowa Premier Beaty Szydło w KL Auschwitz, które odwiedziła w 77 rocznicę pierwszego Transportu Polaków z Tarnowa do KL Auschwitz, od  czego zaczęło się faktyczne funkcjonowanie tego niemieckiego obozu koncentracyjnego.
W swoim przemówieniu Pani Beata Szydło powiedziała m.in.  co następuje: „…Auschwitz to w dzisiejszych niespokojnych czasach wielka lekcja tego, że trzeba czynić wszystko, aby uchronić bezpieczeństwo i  życie swoich obywateli…”.

A pan Arno podrzucił niemieckim czytelnikom „co Beata Szydło miała na myśli” i jakie podstępne były jej zamiary. Oto podobno celem przemówienia Beaty Szydło premiera RP miało być: „…przedstawienie Zagłady Żydów jako czysto niemieckiego dzieła. Polska miała nie mieć z Mordem Narodu nic do czynienia. Nie było też wyjaśnienia polskiej kolaboracji z Niemcami…”.  
Komentarz jaki jest, każdy widzi. Nie każdy natomiast wie, kim jest pan Arno Widmann i jakie są jego zawodowe dokonania i z czym musi się mierzyć niemiecka narracja historyczna w ostatnich czasach. 

On standardowo nie ma ojca i matki, a więc w świetle tego ataku zachodzi podejrzenie, że może być on  np. synem/kuzynem samego Alfreda Widmanna , słynnego wynalazcy technik masowego mordowania  osób niepełnosprawnych w ramach operacji eutanazji  III Rzeszy niemieckiej pod kryptonimem T4. „Kuzyn Albert” w laboratoriach SS, w lasach i bunkrach Mohylewa i szpitalach podbitej Polski – dokonał tysięcy morderczych eksperymentów, ale po wojnie odsiedział parę lat i żył spokojnie do roku 1986. Ale dowodów na kuzynostwo nie mamy, więc tylko zwracamy uwagę, że w Niemczech można mieć i takich kuzynów.

Wracając  do trudu dziennikarskiego redaktora Arno Widmanna, on  już w tytule felietonu dokonał subtelnej manipulacji. Tytuł  felietonu brzmi: „Prawicowe  przekręcenie w Auschwitz”. Tymczasem premier Szydło nie przemawiała w „Auschwitz” tylko w  „das  Konzentrationslager Auschwitz”. W Polsce nie ma „Auschwitz” tylko „Oświęcim” a pani premier Szydło nie przemawiała w Oświęcimiu tylko w Niemieckim Nazistowskim Obozie Koncentracyjnym Auschwitz. Propagandziści niemieccy pracują jak mrówki. Ale czasem potkną się o własne nogi.
  Pan Arno Widmann w 1979 r.  w wieku lat 33 zakładał z kolegami w Berlinie Zachodnim dziennik Tageszeitung, lewicowy raczej i szykował się na wielką karierę dziennikarską w skali krajowej.  Ale coś się wydarzyło i pod koniec lat 80-tych został „pełniącym obowiązki głównego redaktora niemieckiego Vogue” czyli cegły modowej dla Niemek, które i tak masowo kupowały Burdę i same sobie szyły te swoje podomki.
W tzw. międzyczasie  dał sobie wcisnąć „rewelację naukową” spreparowaną przez KGB i dostarczoną do Berlina Zachodniego z NRD via naukowiec „z Berlina Wschodniego”  i pisarz enerdowski.  Była to sprawa bardzo głośna i odbiła się szerokim echem w świecie, bo zamieszane w nią były rządy USA i ZSRR.  I wszyscy się trochę pośmiali, poza panem Arno Widmannem oczywiście.
Otóż w 1986 r. enerdowski emerytowany uczony, urodzony w 1911 r. w Sankt Petersburgu Rosja w rodzinie żydowskiego kupca z Kowna – dr Jakob Segal , zasadniczo niemiecki specjalista w dziedzinie biologii  a w czasie wojny „bojownik francuskiego Resistance” (prywatnie wraz małżonką od chwili anektowania Litwy w 1940 r. przez ZSRR r. obywatel radzieckie ), po wojnie w NRD prowadzący na Uniwersytecie Humboldta badania naukowe w zakresie biologii  – opublikował do spółki z innym podobnym naukowcem enerdowskim z Uniwersytetu Humboldta – Ronaldem Dehmlow oraz swoją małżonką Lily) opracowanie liczące 47 stron pod tytułem:„ AIDS—Its Nature and Origin” (AIDS – jego natura i pochodzenie”).  W opracowaniu tym dowodzi, iż wirus AIDS został „wyprodukowany” przez armię USA w ramach eksperymentów genetycznych w Fort Detrick i był testowany na więźniach –gejach.
Zrobił się wokół tego duży szum, ponieważ STASI i KGB postarało się aby ten materiał został rozpowszechniony na Konferencji Państw Niezaangażowanych w Harare Zimbabwe we wrześniu 1986 r. , gdzie na początek zapoznało się z nim 25 delegacji afrykańskich.  A potem to już-  poooszło.
Najbardziej oburzony i wstrząśnięty był Związek Radziecki, który publikował te wieści wielokrotnie w różnych mediach. Ale oczywiście  media innych państw też się bardzo przejęły wynikami badań „francuskich uczonych Segal”.  W roku 1987 około 80 gazet w ponad 30 językach podawało te rewelacje a lewicowa niemiecka gazeta Tageszeitung też chciała mieć coś „z pierwszej ręki”.
 To umożliwił enerdowski pisarz i autorytet moralny Stefan Heym, który urodził się jako Helmut Fliegel (albo Flieg, pewności nie ma) w 1913 r. w Chemnitz, późniejszym Karl-Marx-Stadt w Saksonii zasadniczo jako  antyfaszysta i w 1933 r. wyemigrował po maturze do Czechosłowacji.  A w 1935 r. otrzymał z USA  z młodzieżowej żydowskiej organizacji stypendium i pojechał tam aby studiować i pisać w niemieckojęzycznej gazecie Deutsches Volksecho, zasadniczo bliskiej Komunistycznej Partii USA. W 1943 r. otrzymał amerykańskie obywatelstwo i został włączony w program szkolenia służb do walki psychologicznej z Niemcami w Fort Richie. W 1945 r. znalazł się w okupowanych Niemczech, gdzie przesłuchiwał jeńców  Wehrmachtu na okoliczność nazizmu. Ale władze amerykańskie zaczęły go podejrzewać o „lewicowe skłonności” i cofnęły do kraju czyli do USA. Stefan Heym pracował w USA jako dziennikarz i pisarz aby ostentacyjnie opuścić USA w proteście przeciwko wojnie w Korei. Przyjechał przez Pragę do NRD, gdzie towarzysz Honecker urządził go sympatycznie w jakiejś willi pod Berlinem. Towarzysz Stefan Heym początkowo bardzo chwalił enerdowskie porządki ale z czasem przeszedł drogę rozwoju duchowego w stronę demokracji i zaczął za zachodnioniemieckie marki publikować w Niemczech Zachodnich książki „niezależne”.
 
No i kiedy wybuchła afera z AIDS w amerykańskich laboratoriach a zachodnioberliński lewicowy dziennikarz Arno Widmann postanowił uzyskać wywiad „z pierwszej ręki” od „profesora Jacoba” – to kontakt uzyskał dzięki pośrednictwu autorytetu moralnego z NRD – literata Heyma.
Redaktor Widmann nie zadał sobie trudu aby zbadać temat w środowisku naukowców zachodnioniemieckich, bo czy te sługusy imperializmu mogły powiedzieć prawdę?  A tymczasem w tym samym Berlinie Zachodnim dr Meinard Koch twierdził , że „ustalenia” dr Jacoba są nonsensem, podobnie jak podobno sporo innych naukowców. Ale pan Arno Widmann chciał mieć wywiad, to go miał.
Tymczasem rozpoczęły się rozmowy pana prezydenta Reagana z towarzyszem Gorbaczowem i ZSRR zastopowało publikację tych rewelacji. Mało tego, prasa sowiecka zaczęła nawoływać, aby „zakończyć anty-afrykańską kampanię zniesławiania”.   Oczywiście amerykańskie ambasady na całym świecie grzały się od pisania sprostowań do lokalnych mediów aż w końcu w 1992 r. towarzysz Jewgienij Primakow szef  tajnych służb sowieckich przyznał, że „za artykułami na temat AIDS prokurowanego w USA” – stało KGB. I okazało się, że cała afera była elementem operacji dezinformacji KGB pod kryptonimem „Operation Infection”.

W ten sposób pan Arno Widmann został ośmieszony jako dziennikarz i zapłacił  stosowną cenę: odesłaniem do mody damskiej  z  możliwością pisania felietonów w poważnych pismach niemieckich – od czasu do czasu. Kiedy wszystko się uspokoiło, pan Arno został głównym redaktorem w Berliner Zeitung a w roku 2007 szefem działu felietonów we Frankfurter Rundschau.
Ciężki przypadek dziennikarskiej niekompetencji winien był nauczyć pana Widmanna pewnej ostrożności w wydawaniu sądów.  
 Ależ gdzie tam. Pan Widmann, zwłaszcza kiedy czuje się „członkiem kolektywu opiniotwórczego”, rozkręca się niesamowicie. Czego dowodem jest bardzo specyficzna recenzja książki autorstwa wiceszefa Banku Centralnego Niemiec i byłego senatora senatu Berlina – Thilo Sarrazina pt. Deutschland schafft sich ab. Wie wir unser Land aufs Spiel setzen”. ( Niemcy likwidują się same. Jak wystawiamy nasz kraj na ryzyko) wydanej w 2010 r. kiedy jeszcze nikt nie myślał o milionach uchodźców zalewających Niemcy.

Książka jest o tym, jak niebezpieczna jest polityka Niemiec względem imigrantów islamskich, jak oni się nie integrują a trendy demograficzne są jednoznacznie negatywne dla lokalnej społeczności niemieckiej.  Dzieło to stało się bestsellerem. Sprzedano w krótkim czasie ponad 1 milion egzemplarzy ale na żądanie władz niemieckich Thilo Sarrazin musiał ustąpić z zarządu Bundesbanku a jego partia SPD rozpocząć miała procedurę wykluczenia.
Co w tych warunkach pisze zatroskany o państwo i naród dziennikarz Arno Widmann z Frankfurter Rundschau? Jak rasowy recenzent literacki zaczyna artykuł  z 27 sierpnia 2010 r. mocnym tytułem: „Książka opętanego”. Określenie „opętany” w odniesieniu do wiceszefa Bundesbanku pojawia się w artykule pana Widmanna jeszcze co najmniej 2 razy.
A we wstępie do artykułu zwyczajnie szczuje autora „sądami” pisząc, iż „…Das ist nicht nur ein Fall für die Justiz….” (To nie jest tylko sprawa dla wymiaru sprawiedliwości).
To by było „ na tyle” jeśli chodzi o wolność słowa w Niemczech w rozumieniu niemieckiego dziennikarza Widmanna, śmiesznej ofiary operacji KGB.

Pan Widmann nie zna się na finansach publicznych ani na zagadnieniach integracji mas ludności różnej narodowości, podobnie jak nie znał się na wirusologii a w szczególności na wirusie AIDS, ale jak tylko poczuł się bezpieczny w grupie – rzucił się szefowi Bundesbanku – do tętnicy.  Tak jak rzucił się „do tętnicy” polskiej Premier.
Obecnie  pan Widmann znowu przeprowadza  wywiady ale już na bardziej   bezpiecznym dla siebie obszarze: artystycznym.  Na stronie internetowej austriacko-irlandzkiego malarza pana Gottfrieda zamieszczony został wywiad udzielony przez niego panu Arno Widmannowi z Frankfurter Rundschau w dniu 27 października 2013 r. z okazji retrospektywnej wystawy artysty w słynnej galerii Albertina  w jego rodzinnym mieście Wiedniu, gdzie spędził młode lata, studiował sztuki plastyczne i rozpoczynał działalność artystyczną.
Wywiad dotyczy tylko jednego dzieła,ale za to najsłynniejszego, obrazu olej/akryl na płótnie pt. „Epiphany I – Adoration of the Magi” ( Święto Trzech Króli/Objawienie. Adoracja Magów) z roku 1996. Cykl „Epiphany” obejmuje jeszcze trzy inne obrazy : „Epiphany II .Adoration of the Shepherds”, (Święto Trzech Króli. Adoracja Pastuszków),„Epiphany III. Presentation at the Temple” (Objawienie. Zaprezentowanie w Świątyni)  i “Epiphany IV. American Madonna”. (Objawienie. Amerykańska Madonna).
Autor jest  jednym z najsłynniejszych żyjących malarzy, czego miarą może być fakt, iż posiada zamek w Irlandii ( gdzie mieszka statecznie z rodziną)  i cieszy się przyjaźnią takich mega gwiazd muzyki lżejszej jak Keith Richards z Rolling Stones czy Marylin Manson a w swoim czasie nieszczęsny Michael Jackson. Jego obrazy wiszą w najpoważniejszych galeriach świata.  Przez pewien czas mieszkał i tworzył w Niemczech z podejrzeniem o działalność scjentologiczną  a od roku 2004 posiada obywatelstwo irlandzkie.
Owo najsłynniejsze dzieło Gottfrieda Helnweina poruszyło mocno redaktora  Widmanna i postanowił on  przeprowadzić  wywiad z twórcą ,  do czego doszło 27 października 2013 r. Jeden czy dwa wątki, które zostały poruszone w trakcie wywiadu, a które wywołały pewien dyskomfort u „wywiadowcy”,  warte są wspomnienia.
Otóż pan Gottfried Helnwein urodzony w katolickiej konserwatywnej rodzinie Austriaka i Irlandki  w roku 1948 w Wiedniu, jeszcze we wczesnych latach studenckich udzielał się w Sodalicji Mariańskiej w Uniwersyteckim Kościele Jezuickim w Wiedniu. Ale w latach 60-tych kiedy osiągał wielkie sukcesy jako student sztuki eksperymentalnej i rozstał się z wiarą katolicką definitywnie. Już na studiach świadomie prowokował skandale, przynajmniej wg  oczach austriackich władz uczelnianych,  co mu wcale nie zaszkodziło w karierze artystycznej a w zarabianiu pieniędzy również.
Jak wspomina w licznych wywiadach, tuż po wojnie nikt w Austrii nie rozmawiał o tym, co wydarzyło się kilka lat wcześniej. Zapanowała omerta i dzieci nie mogły zadawać pytań, bo rodzice zbywali ich milczeniem.  Więc on postanowił naruszyć ten „nieświęty spokój” prowokując widzów np. instalacją składającą się z kilkudziesięciu zdjęć twarzy małych dziewczynek, zdjęć nadnaturalnej wielkości – ustawionych w szeregu na jakimś miejskim placu i tytuł: „Selekcja”.
Jego sztuka jest określana jako hiperrealistyczna  Powraca  on ciągle  do dwóch wątków: popkultury reprezentowanej przez Kaczora Donalda oraz do nazizmu  w jego, można powiedzieć, esencji: Adolf Hitler i faceci w czerni czyli towarzysze z SS  w czarnych mundurach.  Czasem te wątki się splatają i widzimy Adolfa Hitlera pochylającego się z uśmiechem nad Kaczorem Donaldem, który wyszczerza zęby.
 Innym bardzo ważnym wątkiem jest zetknięcie zła z dobrem personifikowanym przez małe, ubrane na biało niewinne dziewczynki. Każdy kto chce ominąć fakt jawnego prowokowania Niemców w związku z ich przeszłością zazwyczaj pisze, że , cytuję polskiego docenta wiki: ”…artysta koncentruje się przede wszystkim na psychologicznych i socjologicznych aspektach niepokoju i lęku wśród społeczeństwa, które to z kolei wywodzą się z historycznych wydarzeń i politycznych dyskusji. W rezultacie jego prace często są postrzegane jako prowokacyjne i kontrowersyjne….”.

No ale jak pisać o uczuciu niepokoju i lęku oraz o prowokacji i kontrowersji bez szarpania historii Niemiec w przypadku obrazu  „Święto Trzech Króli. Adoracja Magów” ?  Główne postacie czyli „Trzej Królowie” to młodzi SS –mani z otoczenia Adolfa Hitlera a stojący najbliżej Matki z Dzieciątkiem – to „jak żywy” osobisty adiutant Hitlera  od 1938 r. SS Sturmbahnfuehrer Max Wünsche, w latach 40-tych prawdziwy celebryta III Rzeszy, niemal ktoś na kształt „Brada Pitta Niemiec lat 40-tych”.

Obraz „Epiphany I .Adoration of the Magi” , czarno-biały 332 cm x 200 przedstawia scenę nawiązującą do Trzech Mędrców przynoszących dary Dzieciątku Jezus.  Obraz jest surowy, czarno biały i przedstawia scenę w jakimś pustym pomieszczeniu, gdzie młoda i piękna kobieta trzyma na kolanach gołego chłopczyka w wieku około 8-10 miesięcy,  patrzącego na nas. A wokół Niej i Dziecka widzimy czterech młodych wymuskanych  SS-manów w uniformach Hugo Bossa z lewej strony i jednego z prawej - w postawie wyrażającej chyba respekt. To dlatego, iż obraz jest w części odtworzeniem zdjęcia z epoki natomiast Kobieta i Dziecko zostały „wkomponowane” w to zdjęcie. Kobieta nie nawiązuje kontaktu wzrokowego z żadnym mężczyzn a na ustach ma cień uśmiechu.  Dziecko i Kobieta przedstawieni są „w jasności” , na której czerń mundurów SS po prostu krzyczy.
Wywiad Arno Widmanna ma tytuł : „Das Böse ist immer relativ” (Zło jest zawsze relatywne). Jednym z zastanawiających pytań redaktora Widmanna jest następujące:”.. Dlaczego zajął się pan szczególnie tym tematem?...”.

Artysta  Helnwein odpowiada, że w latach 90-tych powrócił do wątków chrześcijańskich w swej twórczości a takie tematy jak Adoracja Trzech Króli były często wykorzystywane w sztuce jak np. przez Tycjana czy Duerera. I jako artysta urodzony „krótko po Holocauście” a żyjący w Niemczech postanowił „przedstawić temat w jego/obecnych czasach”.

No i tu dochodzimy do tego, co uwiera pana Arno Widmanna w tym obrazie. Powiedział co następuje: „..Ale przecież w roku 1996 mógłby być to na przykład zespół Oasis a nie SS. Pan umieścił tę historię wcale nie dokładnie w pańskiej współczesności…”. Pan Helnwein odpowiada: „… Ale  tu nie chodzi o lata czy miesiące ale o epokę. To jest dziedzictwo, jakie zostawili moi rodzice, to są duchy tego pokolenia, które straszą dookoła w mojej współczesności. Ja się tego nigdy nie pozbędę.  W przeszłości święci Trzej Królowie byli też zawsze przedstawiani w stylu wojskowym, w czarnych zbrojach i uzbrojeni w miecze…”.

Pan redaktor Widmann drąży dalej: „…Święci Trzej Królowie to  u pana oficerowie SS, reprezentanci radykalnego zła…”. Pan Helnwein odpowiada: „…Na obrazie pan tego nie widzi. To są dobrze wyglądający młodzi ludzie przedstawieni w uniformach, którzy są zgrupowani w pełnej respektu postawie wokół Kobiety i Dziecka. Symbole na ich kołnierzach przypomina pan sobie jako coś negatywnego , niebezpiecznego z pańskiego doświadczenia kulturowego. Zło jest zawsze relatywne. Krzyżowcy na przykład, którzy w Jerozolimie rąbali wszystko co żyje na kawałki byli w oczach muzułmanów reprezentantami zła..”.
Redaktor Widmann”… Ale przecież nie z punktu widzenia Artysty. Pan zestawił SS-manów z Mesjaszem..”.
Gottfried Helnwein :”… To jest swojska scena z ikonografii chrześcijańskiej, mająca na celu  przedstawienie rzeczywistych, możliwych do zidentyfikowania ludzi. Na zdjęciu archiwalnym, którego użyłem jako wzoru,  SS-mani stoją wokół Adolfa Hitlera. Młody człowiek stojący z lewej strony z przodu to  SS-Standartenführer Max Wünsche, osobisty adiutant Hitlera. Kiedy obraz użyłem w Monachium w inscenizacji Heinera Müllera „Hamletmaschine”, wdowa po nim chciała przedsięwziąć kroki prawne przeciwko mnie. Twierdziła, że poprzez moją interpretację/obraz jej mąż został zniesławiony jako rasista. Jeśli chodzi o dobro i zło: w 30-stronnicowym liście ona zaręczała, że jej mąż był dobrym człowiekiem a przez mój obraz został zbeszczeszczony.  W świecie neo-nazistów Max Wünsche jest dzisiaj zresztą nadal bohaterem. Są bardzo realistycznie wykonane figurki (SS Obersturmbannfuhrer – Panzertruppe Max Wünsche), które można nabyć w Internecie…”.
Redaktor Widmann: „…Byłem przestraszony, kiedy stanąłem przed obrazem. Do dzisiaj nie wiem, dlaczego..”.
Gottfried Helnwein: ”…Zaobserwowałem, jak niespokojni i  poruszeni byli ludzie stojący przed  tymi obrazami. Na moich wystawach ciągle pojawiają się ludzie, którzy są tak wstrząśnięci, że zaczynają płakać….”.
Tak więc mamy fragment wywiadu, pokazujący, że prowokacyjny obraz namalowany na podstawie starej fotografii i wspomnień z katolickiej młodości – zrodził w  dobrym redaktorze Widmannie tak silny dyskomfort psychiczny, że wolałby on , aby temat Trzech Króli został przedstawiony  z udziałem –zespołu Oasis. 
Jak rozumiem, chodzi o to, aby nie  przypominać starym i nowym pokoleniom Niemców czy Austriaków, że ich Bradem Pittem w latach 40-tych był osobisty adiutant Hitlera SS-Standartenführer, żołnierz jednostki Leibstandarte SS Adolf Hitler, w 1940 r. adiutant Seppa Dietricha , Generalobersta der Waffen SS, odpowiedzialnego za masakrę jeńców amerykańskich w Malmedy a dekadę wcześniej za masakrę towarzysza Ernsta Röhma, kumpla Hitlera i wielbiciela ładnych chłopaków z SA. 
Ważnym mentorem był też SS-Hauptsturmführer ( w 1944 już Brigadeführer) Kurt Meyer, który II WW zaczął we wrześniu 1939 r. od rozstrzelania 50 Żydów pod Modlinem jako dowódca 14. Panzerabwehr-Kompanie der Leibstandarte a w 1944 r.  dokonał zbrodni na 25 kanadyjskich jeńcach wojennych, potem od niechcenia 7 innych jeńców.  Żadna z osób wymienionych nie siedziała dłużej niż kilka lat w więzieniu, każdy umarł w swoim łóżku a  Max Wünsche po wojnie ożenił się z niejaką Ingeborg i miał z nią 5 synów oraz  pracował na porządnym wysokim stanowisku menadżerskim w przemyśle niemieckim.

I wszystko układałoby się idealnie, dzięki wypuszczaniu co rok jednego co najmniej filmu o dobrych Niemcach, którzy walczyli z nazistami poprzez wysyłanie  anonimowych pocztówek raz na tydzień lub rozrzucanie ulotek raz na kwartał, co dałoby przez 20 lat aż 20-50 dobrych Niemców.
W tym czasie świat przyzwyczaiłby się do wersji historii, w której w polskich obozach koncentracyjnych Polacy zmuszają nazistów do prześladowania Żydów i dobrych Niemców, bo nad tą narracją sprawowaliby pieczę rzetelni i obiektywni oraz odważni do szaleństwa dziennikarze, jak redaktor Widmann, którzy potrafiliby nawet premiera RP –postawić do pionu.

Ale jak widać, kłopoty przychodzą z najdziwniejszych kierunków i nawet do scjentologa i kumpla Marylin Mansona i Keatha Richardsa z Rolling Stones nie można mieć odrobiny zaufania. To  ta irlandzka krew plus duża kasa w handlu sztuką w USA.  Adolf Hitler witający Kaczora Donalda to jeszcze można znieść, ale  „Selekcja” czy „Trzej Królowie Adoracja Magów”, to niejednego Niemca może przyprawić o bezsenność albo rozstrój nerwowy.  A tak im dobrze szło propagandowo „na odcinku polskim”.



https://en.wikipedia.org/wiki/Operation_INFEKTION
http://www.gottfried-helnwein.at/press/interviews/article_5086-Das-Boese-ist-immer-relativ
http://www.fr.de/kultur/literatur/sarrazin-das-buch-eines-besessenen-a-999810