sobota, 24 lutego 2018

Girlsband KL Auschwitz, afera Fani Fenelon, Arthur Miller czyli Kosiński 2.0.



Dla mnie historia ta  zaczęła się kilka dni temu, kiedy w Internecie wysłuchałam przeglądu prasy pani redaktor Rybińskiej.  W tym przeglądzie prasy została podana informacja, że w dzienniku Haaretz z 19 lutego tego roku ukazał się artykuł pani Danuski v Goski pt. „How Poles Are More Villified as „Bestial” Brute Jew Killers Than German Nazis” (“Jak Polacy są bardziej szkalowani jako „Bestialscy” brutalni mordercy Żydów niż sami niemieccy naziści”).

W  artykule pani Danuska Goska zacytowała kilka określeń użytych  w odniesieniu do Polaków przez niejaką Fanię Fenelon w jej wspomnieniach z Auschwitz: zachowanie Polek jako „bestialskie”, „szczególnie szkodliwe” a je same jako „monstra”, „niewolniczki”, „świnie”, „kurwiszony” i „prawdziwe krowy”.

A któż to jest Fania Fenelon? Bo jakoś cicho o niej w polskojęzycznych mediach i chyba w samym Muzeum KL Auschwitz Birkenau.
Otóż jest to pani, której wspomnienia z KL Auschwitz pomógł przenieść na scenę a potem i napisał scenariusz filmowy  sam Arthur Miller dramaturg amerykański i niezbyt sympatyczny mąż Marylin Monroe.
 
Na  podstawie tego scenariusza w roku 1980 został nakręcony film telewizyjny, w którym główną rolę zagrała sama Vanessa Redgrave.

Czas więc chyba poznać „życie i dzieło” osoby, której zawdzięczamy określenia ze słownika nazistowskiego zarezerwowanego dla Żydów, a o której nikt nie naucza np. w Muzeum KL Auschwitz Birkenau.

Fania Fenelon urodziła się w 1908 r. w Paryżu jako Fanny/Fania Goldstein, córka Julesa Goldsteina i Marii Dawidowny z domu Bernstein, obojga imigrantów żydowskich z Rosji z miasta Rostów nad Donem.  Miała jeszcze dwóch braci, z których jeden został utalentowanym naukowcem w USA w dziedzinie elektrotechniki lub czegoś podobnego. Ojciec wg jednej wersji „pracował w przemyśle drewnianym” a wg innej był „inżynierem przy produkcji kauczuku. Poza tym o rodzicach nie wiadomo nic poza datą śmierci w roku 1971. Prawdopodobnie.

Panna Fania Goldstein miała „uczęszczać” do Konserwatorium Paryskiego i nawet otrzymać pierwszą nagrodę w grze na fortepianie. Podobno jej nauczycielką była Germaine Martinelli, która była znaną śpiewaczką samoukiem – mezzosopranem.
Fania studiowała w tym Konserwatorium Paryskim a jednocześnie „nocami śpiewała w barach”.   

Czyżby rodzicom się nie powiodło finansowo? I miała wyjść za mąż  za „szwajcarskiego lekkoatletę” Silvio Perla, biegającego na 5000 m. Czyli długodystansowiec. Małżeństwo jednak podobno nie było długodystansowe i się rozpadło zanim wybuchła wojna. Ale anulowane zostało PO wojnie. Przy czym są to tylko słowa pani Fani Fenelon.

Kiedy Niemcy, sorry, naziści zajęli Francję w 1940 r. Fania Goldstein „wspomagała Francuski Ruch Oporu”, co miało polegać m.in. na tym (jak wspominała później w enerdowskiej telewizji ), że śpiewała dla niemieckich żołnierzy w klubach nocnych i kiedy „druga koleżanka zajmowała się żołnierzem” to „Fania fotografowała potajemnie dokumenty”. Jak tam było, tak tam było, Fania Goldstein Perla dotrwała w Paryżu do końca 1943 r. i wtedy szczęście się odwróciło.

Została aresztowana i oczywiście była torturowana przez Gestapo, po czym w styczniu 1944 r. wysłana transportem do KL Auschwitz.
 
W tym transporcie wg pani Fani, zakolegowała się z inną więźniarką i „podzieliły się żywnością”, w skład której wchodził m.in. pasztet, szampan i różne delikatesy. Jak widać w paryskim więzieniu lepiej żywili niż na Pawiaku. No ale.
 
Pani Fania pojawiła się w KL Auschwitz 23 stycznia 1944 r. Zgodnie z obowiązującą procedurą została wpisana na listę wraz z opisem różnych umiejętności, w tym gry na fortepianie i śpiewu.
I takim sposobem została przesłuchana przez ówczesną dyrygentkę żeńskiej orkiestry w KL Auschwitz panią Almę Rosé i zakwalifikowana do tej orkiestry.

Orkiestry złożone z więźniów w niemieckich obozach koncentracyjnych były stosunkowo liczne, bowiem Niemcy i Austriacy znani są z upodobania do muzyki i śpiewu. Ale trzeba pamiętać, że obozy koncentracyjne były „kontrolowane” przez np. Międzynarodowy Czerwony Krzyż i orkiestra dobrze odżywionych więźniów była znakomitą przykrywką dla tego, co się w tych obozach naprawdę działo.

Między władzami obozów panowała nawet pewnego rodzaju rywalizacja w dziedzinie „orkiestr złożonych z więźniów”. Dzięki której to rywalizacji ambitna SS- Aufseherin Maria Mandl /Mandel – komendantka obozu kobiecego w KL Auschwitz – Birkenau  i podobozów od 7 października 1942 r., córka ziemi austriackiej urodzona w 1912 r. w Muezkirchen już w kwietniu 1943 r. powołała do życia żeńską orkiestrę w KL Auschwitz. Wbrew pozorom nie było to takie łatwe, bowiem średni czas życia więźnia wynosił ok. 3 miesięcy albo i mniej a   muzycy nie przeważali w transportach.

Tak czy owak, pierwsza orkiestra doszła do zaledwie 20 kobiet w czerwcu 1943r i składała się  praktycznie z samych Polek, którymi kierowała i dyrygowała nauczycielka muzyki z Tarnowa pani Zofia Czajkowska, Więźniarka nr.6783, która w warunkach pełnej improwizacji musiała zdobyć instrumenty i sama nauczyć się dyrygowania. Pomysł wypalił i sama komendantka Mandl zarządziła dostarczanie z tzw. Kanady  instrumentów przywożonych w transportach a dziewczęta grały ze słuchu. Orkiestra zaczęła się powiększać i na próby, które trwały po kilkanaście godzin i pojawiło się stanowisko „kopistek nut”.

W początkowej fazie nikt nie udawał, że orkiestra ma jakieś „artystyczne cele”. Repertuar był polsko-austriacko-niemiecki, głównie tańce ludowe, walce,  marsze i uwertury to  austriackich operetek.

Orkiestra szybko się rozrastała a jesienią 1943 r. doszło do zmiany na stanowisku szefowej. Do KL Auschwitz została przywieziona profesjonalistka najwyższej klasy światowej: pani Alma Rosé, córka słynnego wieloletniego dyrygenta Wiedeńskich Filharmoników Arnolda Rosé (Rosenbluma) i siostrzenica samego Gustava Mahlera.

Ta wielce utalentowana osoba w wieku lat 26 założyła własną orkiestrę kobiecą pod nazwą Die Wiener Walzermädeln (Wiedeńskie Dziewczęta grające walce). Orkiestra odniosła sukces odbywając turnee po Austrii, Niemczech, Czechosłowacji i Polsce.
 
Alma Rose została w sierpniu 1943 r. dyrygentką orkiestry żeńskiej a Zofia Czajkowska – blokową i tłumaczką w kontaktach Almy Rosé z więźniarkami, które nie znały niemieckiego.
Orkiestra liczyła 45 -47 członkiń grających na skrzypcach, mandolinach, akordeonach  plus 3 kopistki nut.  Warunki życia członkiń orkiestry były o niebo lepsze niż w innych komandach, ale praca była ciężka: próby po kilkanaście godzin, koncerty dla SS, granie rano i wieczorem kiedy inne komanda wychodziły do pracy i wracały.  Ale niemal wszystkie więźniarki przeżyły wojnę  za wyjątkiem kilku.

Natomiast  Alma Rosé zmarła nagle w tajemniczych okolicznościach 5 kwietnia 1944 r. wg jednej wersji z powodu zatrucia jedzeniem z paczki a wg innej wersji w wyniku – otrucia.
 
Alma Rosé była wielką dumą komendantki  Mandl, więc nie dość, że Alma miała trumnę, to na niej nawet jakieś kwiaty, w tym lilie. Podobno nawet SS się wzruszyło.

Orkiestra przeżyła Almę a nową dyrygentką została Rosjanka Sonia Winogradowna. I tak zostało do stycznia 1945 r. kiedy więźniarki polskie, rosyjskie i chyba czeskie – przewieziono do Ravensbruck a niemieckie i austriackie i belgijskie i francuskie– do Bergen- Belsen.

Jeśli chodzi o Fanię Goldstein- Perla, to została ona, jak pamiętamy przywieziona do KL Auschwitz 23 stycznia 1944 r. i z innymi została wywieziona do Bergen Belsen, skąd została wyzwolona przez Amerykanów. W orkiestrze była zaliczona do grupy „śpiewaczek” oraz wg niemieckiego docenta wiki – również kopiowała nuty. Czyli stała na dole hierarchii w bloku.

Za to jej wspomnienia pełne są opowieści o jej rzekomych rozmowach z Almą Rose, która miała jej się zwierzać ze swoich dylematów moralnych. Jak również wspomnień o tym, jak Fania prostowała moralnie błądzące koleżanki, zwłaszcza jedną taką Clarę, która zostać miała kapo. Warto w tym momencie zwrócić uwagę na fakt, że Fania Fenelon przybyła do obozu 23 stycznia a 5 maja Alma Rosé już nie żyła. Czyli 3 miesiące znajomości  i już wielka komitywa.  

Wg listy członkiń kobiecej orkiestry w KL Auschwitz Birkenau w orkiestrze tej było 12-14 Polek oraz 8-10 polskich Żydówek, czyli spora reprezentacja. Druga duża grupa to Żydówki niemieckie i austriackie. W znakomitej większości były to młode dziewczęta z klasy średniej posiadające jakieś więcej niż przeciętne umiejętności gry na instrumentach.
 
W przeciwieństwie do męskiej orkiestry w KL Auschwitz, po orkiestrze żeńskiej – nie zachowały się żadne archiwa. Prawdę odtwarzano na podstawie wspomnień spisywanych przez więźniarki długo po wojnie.

Członkinie orkiestry po wojnie nie wspominały publicznie o swoim traumatycznym doświadczeniu z KL Auschwitz ale też się nie ukrywały. I nie pisały wspomnień. A w każdym razie nie drukowały.
Do momentu, kiedy w roku 1976  na rynku francuskim pojawiła się książka wydawnictwa Stock pod tytułem „Sursis pour l’orchestre” („Odroczenie dla orkiestry) jako „świadectwo Fani Fenelon spisane przez Marcelle Routier”. A po niej  w roku 1980 w języku angielskim pod tytułem „Playing for Time” (Gra na czas).
 
Książkę tę przeczytały inne członkinie orkiestry oraz rodziny członkiń orkiestry. Między innymi znana i bardzo szanowana pani Anita Lasker Wallfisch, która w wieku lat 18 jako Anita Lasker wraz z siostrą Renatą ( niemieckie Żydówki z Breslau) oraz Żydówka niemiecka Ester Loevy Bejarano.  

I się porobiło.

Z tym, że wcześniej nie było z opowieściami  pani Fani o jej życiu  lepiej, ale nikt nie zwracał na to uwagi. Nawet dzisiaj nikt nie grzebie w jej powojennym życiorysie tak, jak on na to zasługuje.

Ostatni raz, kiedy można być pewnym co do tego, co robiła Fania Goldstein Perla po wojnie to wywiad dla BBC udzielony w 1945 r. tuż po wyzwoleniu obozu Bergen Belsen. Wywiadu dla BBC udzieliła wówczas również Anita Lasker, jej koleżanka z orkiestry.
 
Druga rzecz to przyjęcie pseudonimu „Fenelon”, które to nazwisko  należało do wielkiego francuskiego rodu arystokratycznego w ogólności a do arcybiskupa Kościoła Rzymsko Katolickiego księcia François de Salignac de La Mothe-Fénelon – w szczególności.

A potem jest ładnych parę lat mgławicy. Pani Fania miała nadal śpiewać w kabaretach, bez większych sukcesów. Ale nie ma żadnych adresów ani nazw klubów czy kabaretów.

A potem zaczynają się schody. Wg angielskiego docenta wiki Fania Fenelon miała w roku 1966 w towarzystwie swojego „compagnon” czyli przyjaciela a może kochanka  słynnego barytona ostro komunizującego Afroamerykanina Aubrey’a Pankey- wyjechać na stałe do NRD czyli Niemiec komunistycznych.
 
Problem w tym, że w życiorysie Aubrey’a Pankey u angielskiego docenta wiki jest informacja, że Aubrey Pankey, słynny baryton przyjechał z panią Fanią Fenelon na stałe do NRD w roku 1956. Całe 10 lat różnicy w dwóch życiorysach „bliskich przyjaciół”. W dodatku nie wiadomo, co towarzysz baryton  Aubrey Pankey robił między rokiem 1953 a rokiem 1956, kiedy miał się zjawić jako uchodźca w NRD. 

A kto to był Aubrey Pankey? Aubery Pankey urodził się w 1908 r. w Pittsburgu w rodzinie Afroamerykanów i  miał to szczęście, że nie tylko śpiewał w chórach kościelnych ale też studiował w Wiener Konserwatorium w latach 30-tych i stał się słynnym śpiewakiem zarówno w USA jak i w Europie. W latach 30-tych  mieszkał we Francji, gdzie nawet miał się ożenić z jakąś Francuzką i robił ładną karierę artystyczną i majątek. Do USA powrócił w 1939 r.

W roku 1944 r. zorganizował ( czytaj: sfinansował) National Negro Congress i stawał się aktywny w tzw. postępowych środowiskach zarówno murzyńskich jak i komunizujących. Najlepiej określa chyba jego ówczesny stan umysłu to, że wystąpił w 1945 r. w Carnegie Square Garden na „Lenin  Memorial Meeting”. Wziął też udział  w Światowym Kongresie Intelektualistów w Obronie Pokoju w sierpniu 1948 r. we Wrocławiu PRL i który ostro finansował wiele tego rodzaju przedsięwzięć.

Ożenił się wiosną 1945 r. z amerykańską rozwódką z Południa panią Kathryn Wheaterly, jak podkreśla amerykańska prasa – białą. Była ona o rok od niego starsza i była jego agentką.
 
Po czym przenieśli się do Paryża, gdzie zaczęli mocno udzielać się towarzysko w najwyższych sferach a baryton dodatkowo wpadał do ambasady polskiej i węgierskiej.

No i jak podała gazeta Courier z Pittsburga USA z dnia 8 sierpnia 1953 r. a konkretnie jej korespondent Ollie Henderson, baryton Aubrey Pankey otrzymał od władz francuskich polecenie opuszczenia Francji w ciągu kilku dni. W tym celu odwiedzili go dwaj funkcjonariusze Wydziału Spraw Wewnętrznych. Podobno w związku z poparciem dla Rosenbergów.
 
W tym czasie małżonka pani Kay Pankey Weatherley była zatrudniona w siedzibie UNESCO w Paryżu i jak to mówią  „prędzej by śmierci się spodziewała” niż ekspulsji, co niekoniecznie w tych słowach oznajmiła korespondentowi Couriera z Pittsburga.
 
Wizy wjazdowej odmówiła też Wielka Brytania.  Państwo Pankey chyba się tułali trochę po świecie, m.in. w ChRL z jakimś tournee, ale nie wiadomo, co robił Aubrey Pankey, domniemany kochanek Fani Fenelon przez całe 3 lata. No i ta żona.

No ale. Ostatecznie w 1956 r. Aubrey Pankey wylądował we wschodnim Berlinie i otrzymał możliwość śpiewania w operze oraz wykładów w Wyższej Szkole Muzycznej.
Jak podaje w  książce pt. „German and African Americans: Two Centuries of Exchange”  na stronie 190 pan Aribert Schroeder pani Kathryn Pankey pracowała od roku 1959 jako tłumaczka w wydawnictwie NRD – Seven Seas Publishers (oddział wydawnictwa Volk und Welt) aby zostać w roku 1967 “Leitende Lektorin”.

Wydawnictwo to zajmowało się interesami pewnego pisarza, scenarzysty filmowego i komunisty towarzysza Alberta Maltza, który miał poważne problemy z Komisją McCarthy;ego i który bywał w Warszawie u takiego jednego, co mieszkał w hotelu Bristol a Maxim Lieber mu było.

Z jednej strony dowiadujemy się, że w owym czasie w Bristolu przemieszkiwała całkiem spora gromadka amerykańskich komunistów a z drugiej, że jakoby w 1959 r. Albert Maltz miał proponować Fani Fenelon – spisanie jej wspomnień z KL Auschwitz. Ale gdzie? Może w NRD. A może w Paryżu?

Jedyny znak, że Fania Fenelon miała coś wspólnego z Aubreyem Pankey to fakt, iż ona też przebywała jakiś czas w NRD i nauczała w Wyższej Szkole Teatralnej im. Hansa Otto – ale w Lipsku. Od 1966. I miała wrócić do Paryża w 1971 r. ze względu na śmierć rodziców.
 
A tak się przypadkiem złożyło, że w nocy z 8 na 9 maja 1971 r. Aubrey Pankey zginął  w wypadku samochodowym w Berlinie Wschodnim w wieku lat 65.

Więc pani Fania wróciła z tego NRD do Paryża i w latach 1973-1975 pisała wraz ze swoją pomocnicą panią Marcelle Routier, autorką m.in. biografii Edith Piaf w formie broszury na 180 stron i kilku broszurowych powieści – wspomnienia z KL Auschwitz, które zostały wydane w roku 1976 pod tytułem „Sursis pour l’Orchestre”.

Książkę przetłumaczono na język angielski i w 1979 r. a pan dramaturg Arthur Miller wraz z asystentami wystrugał scenariusz do filmu telewizyjnego, który wyreżyserował Daniel Mann i Joseph Sargent. Producentka Linda Yellen stoczyła prawdziwą wojnę z panią Fanią, która upatrzyła sobie do odegrania głównej roli czyli siebie – Lizę Minelli. A tymczasem wybrano do roli  Brytyjkę Vanessę Redgrave.  Fania Fenelon miała dwa zarzuty: że Vanessa Redgrave miała 180 cm wzrostu a pani Fania chyba mniej niż 160 i w dodatku Vanessa Redgrave popierała publicznie OWP (Organizacja Wyzwolenia Palestyny).
 
Yellen postawiła na swoim a pani Fania szalała w telewizjach amerykańskich, gdzie w wywiadach wyrażała swój gorący sprzeciw wobec tej obsady. Ciekawe, że film otrzymał nominację do Złotego Globu i kilka nagród Emmy.

I dzięki tym wydarzeniom osłupiałe żyjące jeszcze Członkinie orkiestry żeńskiej KL Auschwitz Birkenau – mogły dowiedzieć się, jak sobie pani Fania wyobrażała całe to swoje męczeństwo i ich niedostatki moralne.
 
Lata trwało, zanim żyjące jeszcze byłe Więźniarki z muzycznego komanda skontaktowały się osobiście lub korespondencyjnie, m.in. z Polkami (m.in. Helena Dunicz – Niwińska) i spróbowały pod kierunkiem Anity Lasker Wallfisch zorganizować jakąś kampanię przeciwko kłamstwom zawartym w książce „Playing for Time”.
 
Jak oceniają, nic to nie dało. Ich głosy: wywiady, własne wspomnienia wydawane w latach 90-tych – ginęły wobec siły promocji, którą zorganizowano dziełu pani Fani  Fenelon.
Ona zresztą nie mogła się już cieszyć sukcesem, bowiem zmarła w roku 1983.

W końcu sprawą zajęła się, zapewne na prośbę Rodzin Więźniarek i żyjących jeszcze Więźniarek – pani dr Susan Eischeid. Zrobiła gruntowne badania archiwalne i wysłuchała relacji 17 jeszcze żyjących Więźniarek.  Jeździła i wypełniała kwestionariusze w Niemczech, Czechach, Polsce, Rumunii, Francji i Bułgarii.
 
I tak powstała książeczka pt. „The Truth about Fania Fenelon and the Women’s Orchestra of Auschwitz Birkenau (Prawda o Fani Fenelon i Orkiestrze Kobiecej Auschwitz Birkenau) wydana przez Palgrave Macmillan 25 czerwca 2016 r.


Z omówień tej książki wiadomo, że Autorka wspólnym wysiłkiem z Więźniarkami rozprawiła się z większością kłamstw  i konfabulacji stanowiących zawartość książki Fani Fenelon.


Ocenia się, że poza opisem tzw. zwykłego życia obozowego czyli: głodu, strachu i samej rutyny – cała reszta jest kłamstwem.  W szczególności:


- nieprawdą jest to co pisze Fania Fenelon o Almie Rose, że miała być złym muzykiem, kobietą okrutną, że biła więźniarki i że zabierała im jedzenie z paczek. Że krzyczała na nie w trakcie prób i  policzkowała je,


- nieprawdą są portrety niemal wszystkich więźniarek w orkiestry, które Fenelon opisywała wyłącznie w negatywnym świetle,


- nieprawdą jest, że jedna z członkiń orkiestry spała z SS-manami a nawet mordowała inne więźniarki; chodzi prawdopodobnie o Claire/Clarę Monis, która miała zostać kapo a która w orkiestrze

- nieprawdą są wyjątkowo odrażające charakterystyki Więźniarek Polek, które miały się zachowywać w obozie jak zwierzęta,


- nie były prawdą związki lesbijskie między więźniarkami w orkiestrze czy inne dwuznaczne erotyczne zachowania.


Książka dr Susan Eischeid wydana w 2016 r. nie została przetłumaczona na język polski, podobnie jak wspomnienia Więźniarki  Pani Heleny Dunicz Niewińskiej wydane przez Muzeum Auschwitz Birkenau – z 2013 r. nie zostały przetłumaczone na język angielski.

Jedna rzecz zwróciła moją uwagę w tej historii. Te fejkowe „wspomnienia” pełne podobno błędów rzeczowych co do dat i faktów powstały w latach 1973-1975 a wydane zostały w 1976. Czyli w jakieś 10 lat po wydaniu w USA „Malowanego Ptaka” Jerzego Kosińskiego. W latach 70-tych szczęśliwy ten artysta pławił się w blasku sławy i tarzał w pieniądzach.
 
Czy zatem można mieć pretensję do chudego dramaturga Arthura Millera, że postanowił „iść ścieżką kariery” i wykorzystać brednie kobiety, która może zwariowała w KL Auschwitz ze strachu a może była to cwana gapa gotowa na wszystko dla kasy.

A może miała „oficera prowadzącego” i to tam powstała idea spisania wspomnień, które były bardzo łaskawe dla SS a wyjątkowo wredne dla współwięźniarek.

Z pewnością pan Arthur Miller nie  był stratny na tych wypocinach, które w tajemniczy sposób powtarzały Kosińskiego pomysł na „rozerotyzowanie Holocaustu” tym razem nie wśród katolickich ciemnych wieśniaków a wśród sterroryzowanych kobiet walczących o życie w piekle stworzonym przez niemieckich nadludzi w eleganckich uniformach Hugo Bossa.

Cała ta historia ma jeszcze jeden wymiar. Więźniarki KL Auschwitz grające w orkiestrze żeńskiej nie uczyniły nic złego. Zostały wybrane do orkiestry i udało im się, choć nie wszystkim,  jakoś przeżyć, chociaż do końca żyły z traumą, poważnymi problemami zdrowotnymi i życiowymi.

I po raz drugi zostały zranione, tym razem przez amerykański „system edukacji o Holocauście”, który zupełnie nie zareagował na informacje o tym kłamstwie. Yad Washem i Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie NIE zareagowały na informację, że wspomnienia Fani Fenelon rażąco odbiegają od prawdy i od tego, co mówią i piszą pozostałe żyjące Więźniarki. Jeszcze w 2014 była grana w Izraelu sztuka „Plaing for Time”. A w Wielkiej Brytanii – w 2015 r.

Gdyby Kosiński nie sprowadzał kochanek do domu swojej bogatej żony multimilionerki i nie prowadzał jej syna do klubów sado-maso, być może do dzisiaj nikt nie ruszyłby i Kosińskiego.
 
Bo kłamstwa Fani  Fenelon na razie są podstawą nauczania o Holocauście. A rodzina Więźniarki pomawianej przez nią o spanie z SS-manami – żyje do dzisiaj. I ze łzami w oczach dziękuje dr Susan Eischeid za jej wkład w obalanie wulgarnego kłamstwa, które uchodzić ma za prawdę.

A co na to wszystko Państwowe Muzeum KL Auschwitz Birkenau? A nic.
PS. Jedna wiadomość o sprawiedliwości, której stało się zadość to ta, że Maria Mandl ksywa „Bestia”  została skazana 22 grudnia 1947 r. na karę śmierci i w dniu 24 stycznia 1948 r. o wschodzie słońca (7:09) powieszona w więzieniu Montelupich w Krakowie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz