poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Ekologia czyli ks.prof. Guz, KUL, o. Rydzyk, Soros i Avaaz.org.



Jeszcze nie opadł kurz po Liście otwartym ludzi i organizacji szlachetnych i bezinteresownych do władz KUL w sprawie  wykładu księdza profesora Tadeusza Guza pt. „Filozoficzna analiza ideologicznych podstaw animalizacji człowieka i humanizacji zwierząt i drzew” wygłoszonego w dniu 13 maja 2017 r. na konferencji leśników pt. „ Jeszcze Polska nie zginęła – wieś” z udziałem profesora Jana Szyszki –leśnika i ministra  a już możemy poczytać na Der Onet o inicjatywie dwóch szlachetnych niewątpliwie panów:  Adama N. i Witka M. czyli o  Apelu do Papieża  Franciszka zamieszczonym na  Stronie Petycji Obywatelskich Avaaz.org  a zatytułowanym następująco: „Papież Franciszek: Apel o ukrócenie politycznej działalności Tadeusza Rydzyka”.
Trudno się dziwić, że animusz  działaczy, aktywistów, wolontariuszy i innych edukatorów wzrasta z każdym tygodniem, skoro 02 sierpnia 2017 r. na stronie Fundacji Strefa Zieleni http://strefazieleni.org/ , na którą wchodzi się przez (na przykład)  http://pl.boell.org/pl czyli stronę internetową niemieckiej Fundacji  im. Heinricha Bölla w Warszawie,  można zapoznać się z fragmentem pisma pani Lidii Jaskuły, dyrektor ds. komunikacji Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, skierowanym do Stowarzyszenia ekologicznego EKO-UNIA w odpowiedzi na List otwarty w sprawie szkalującej wypowiedzi ks. Prof. Tadeusza Guza „przedstawiającego  oburzenie środowiska  powiązanego z  zagadnieniami ekologii i ochrony środowiska, ale także zwykłych obywateli, na mowę nienawiści wykładu publicznego”.
Treść tego fragmentu pisma KUL:” W sprawie wypowiedzi ks. prof. T. Guza władze KUL zajęły jednoznaczne stanowisko, które zostało przekazane mediom i było jednocześnie stanowiskiem odnoszącym się do Listu otwartego  , opublikowanego w internecie  przez osoby  i instytucje oburzone wypowiedziami ks. Guza.  Poinformowano w nim, że wypowiedzi ks. prof. T. Guza są wyrazem jego indywidualnych poglądów o charakterze pozanaukowym, za które bierze pełną odpowiedzialność , a osoby urażone tymi wypowiedziami powinny zostać przez niego przeproszone. Władze uczelni odcinają się od tych wypowiedzi…” 
Użycie terminu „indywidualne poglądy o charakterze pozanaukowym” przez władze Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w odniesieniu do wykładu wygłoszonego przez ks. Profesora Tadeusz Guza na konferencji zapowiedzianej przez organizatorów jako –naukowa- w towarzystwie takich prelegentów jak: prof. dr hab. Wanda Olech –Piasecka, prof. dr hab. Roman Dziedzic, prof. dr hab. Grzegorz Kucharczyk , dr Konrad Tomaszewski, dr Mirosław Sulej  a w obecności prof. dr hab. Jana Szyszko – jest świadomym  afrontem wobec Organizatorów , Wykładowców i Uczestników. W zdecydowanej większości – zdeklarowanych rzymskich katolików i niejednokrotnie – darczyńców Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, którzy co roku na św. Szczepana po wysłuchaniu listu Rektora KUL odczytywanego w parafiach – rozwiązują sakiewki.
A kogo przeprasza ów list władz Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego?  Wedle informacji na wymienionej wyżej stronie internetowej Fundacji Strefa Zieleni, list otwarty miało podpisać „..48 organizacji, 88 naukowców i wykładowców akademickich oraz 92 innych osób (aktywistów organizacji pozarządowych, ludzi związanych  w różny sposób z ochroną środowiska)..”. 
Otóż Katolicki Uniwersytet Lubelski odcina się publicznie od filozoficznego wykładu na temat Stwórcy, człowieka i świata zwierząt i roślin w kontekście stworzenia/pochodzenia i wzajemnych relacji – oraz przeprasza publicznie m.in. takie osoby jak np. Maję Ostaszewską, aktorkę i buddystkę, podpisaną pod listem  jako działaczka Komitetu Obrony Demokracji oraz 9 innych działaczy tego ruchu, Joannę Kasperską aktorkę z Warszawy, Jasia Kapelę z Krytyki Politycznej, Beatę Łyszkowską emerytkę amatorską badaczkę grzybów, Daniela Chojnackiego wrocławskiego oficera rowerowego (serio!), Mikołaja Markiewicza psychologa (podpisanego nr 31) i innego Mikołaja Markiewicza – osobę prywatną (podpis 46), Grzegorza Kasdepke pisarza dziecięcego oraz szereg „osób prywatnych”. 
Po wysłuchaniu wykładu o treściach filozoficzno-teologicznych poczuli się w obowiązku zaprotestować eksperci z dziedziny: mokradeł, alkologii i mykologii, biologii ssaków, entomologii, oceanologii a nawet wychowania fizycznego. Zaprotestował też  pan dr Zbigniew Bochniarz, ekonomista z Akademii Leona Koźmińskiego i Harvard Business School (małżonek pani Bochniarz) jak również państwo doktorostwo Jędrzejewscy –Szmek z dalekiej Wirginii w USA oraz pani Małgorzata Tracz i Marek Kossakowski z Partii Zieloni ,  w której to partii cały rok działała pani Ania Grodzka i która to partia wystawiła w wyborach 2005 do PE towarzysza Marka Borowskiego z SDLP.
Przeproszeni przez władze KUL zostali także działacze 48 organizacji ekologicznych, w tym m.in. pani Ewa Sufin –Jacquemart od 2012 r. prezeska Fundacji Strefa Zieleni .
Pani Ewa Sufin –Jacquemart jest kobietą renesansu , która po 25 latach pobytu we Francji odpowiedziała na błagalne ogłoszenia MSZ RP i otrzymała posadę konsula RP w Wielkim Księstwie Luksemburga  , kiedy to naszą Ojczyznę (2005-2010)  reprezentowała pani ambasador Barbara Labuda, w latach 1989-1997 posłanka na Sejm RP z ramienia UD/UW. Źli ludzie mówią, że ambasadę RP w Luksemburgu wyrychtował dla pani Labudy (700 m kwadratowych) sam pan prezydent Aleksander Kwaśniewski, aby mogła się tam oddawać medytacjom buddyjskim, promowaniu  wegetarianizmu, aborcji i mniejszości.  Po spełnieniu misji ambasadora RP  pani Labuda, ministra Świeckości i Wielokulkturowości w gabinecie cieni Kongresu Kobiet roku 2014 poparła Komitet Wyborczy Partii Zieloni jak również kandydaturę pani Ewy Sufin Jacguemart , zapalonej ekolożki, zwolenniczki sortowania śmieci , bio-żywności, samochodów na gaz z za każdy przelot samolotem płaci dobrowolnie „podatek do dwutlenku węgla”.
Nie możemy zapominać o podpisanych pod „listem oburzenia”  organizacjach ekologicznych w liczbie 48.  Tu sytuacja   jest towarzysko bardzo ciekawa.
Bo na przykład pod  w/w listem  na pozycji 27 podpisała się w imieniu organizacji Polska Zielona Sieć pani Joanna Furmaga a na pozycji 41 w imieniu organizacji Społeczny Instytut Ekologiczny podpisał się pan Tomasz Włoszczowski. Teoretycznie dwa nazwiska- dwie organizacje.
Ale tak nie jest. Wystarczy rzucić okiem na portal www.mojepanstwo.pl , a tam pokazana jest sieć powiązań organizacyjno towarzyskich w świecie ekologicznych działaczy.
No i rzut oka na stronę „Związek Stowarzyszeń  Zielona Sieć” pokazuje, że sześcioro działaczy ekologicznych  trudzi się w aż dwunastu organizacjach pozarządowych: pani Furmaga Stoczkiewicz Joanna Zofia tylko w dwóch ale taka  pani Ligęza Ewa (Sienierska) aż w czterech :Fundacja Rolniczej Różnorodności Agrinatura, Związek Stowarzyszeń Biuro Wspierania Lobbingu Ekologicznego, Związek Stowarzyszeń Polska Zielona Sieć i Społeczny Instytut Ekologiczny , pan Krzysztof Wychowałek  w czterech : Fundacja Edukacji Ekologicznej i Rozwoju, Fundacja Kupuj Odpowiedzialnie, Sieć Obywatelska Watchdog Polska, Związek Stowarzyszeń Zielona Sieć) a pani Marta Agata Wiśniewska w trzech: Fundacja Greenmind, Związek Stowarzyszeń Polska Zielona Sieć, Polski Komitet Globalnego Partnerstwa dla Wody.  Trzy osoby – dziewięć podmiotów „na rzecz ekologii”. No i pan Tomasz Włoszczowski: dwie organizacje ekologiczne i  dwie firmy, też chyba ekologiczne. Pani Sonia  Priwiezeńcew   podpisała się na pozycji 44 w imieniu  Fundacji Rolniczej Różnorodności Biologicznej Agrinatura a w fundacji tej działają  działają  już wymienione pani Ligęza Teresa Ewa oraz pani Zientek Varga Jolanta Katarzyna

Niektóre organizacje ekologiczne  nawet mają wspólny adres i wspólny telefon. I tak na przykład na ulicy Raszyńskiej 32-44/140 mieszczą się wspólnie siedziby Związku Stowarzyszeń Polska Zielona Sieć  oraz Fundacji Ośrodek Edukacji Ekologicznej.  W dodatku po koleżeńsku udostępniają lokal i adres do korespondencji dla kolegów ze Stowarzyszenia Sieć Obywatelska Watchdog Polska.
A czyż jest czas aby pisać o pani Annie Ewie Konczal, która trudzi się w aż pięciu fundacjach: Stowarzyszeniu Ekologiczno Kulturalnym Klub Gaja, Fundacji Valores (bardzo rozwojowy temat), w Stowarzyszeniu Innowatorów Społecznych , Fundacji Nasza Kultura i Fundacji Fastryga. Łza się w oku kręci.
A co dopiero powiedzieć o Stowarzyszeniu Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot Oddział Podlaski czy Stowarzyszeniu Ekologicznym EKO UNIA.
Jakże to krzepiące, że tak zajęci pracą społeczną ludzie, troszczą się nie tylko o lasy, błota, wszystkie istoty i jeszcze dają radę się wgryźć w  detale wykładu ks. Prof. dr hab. Tadeusza Guza na temat  myśli Paula Henri Thiry d’Holbacha, Ernsta Haeckla, Darwina, Hegla czy Cycerona. O Księdze Rodzaju nie wspomnę.  
Obawiam się jednak, że wszyscy ci „oburzeni” wysłuchali tylko końcówki wykładu pod tytułem „wnioski”, który zajmuje mniej więcej 1-2 minuty.
Tymczasem wykład zaczyna się od Cycerona i jego poglądu na relację „człowiek-zwierzę”, wspomniana jest Księga Rodzaju  a potem  ks. Prof. Guz przechodzi do zreferowania myśli  w dwóch  „filozofów naukowych” : materialisty XVIII w. Paula Henri Thiry d’Holbacha, spadkobiercy wuja ze strony matki - bajecznie wzbogaconego spekulanta niemieckiego we Francji i głównego sponsora encyklopedystów francuskich.  Materialisty, krytykowanego za radykalizm przez …Woltera. Oraz kilka myśli niemieckiego uczonego materialisty i zwolennika oraz znajomego Karola Darwina i  Thomasa Huxley’a.  Niewątpliwie bardziej szokujący jest „spadek naukowy i polityczny” Ernsta Haeckela, który około roku 1903 wstąpił do wyjątkowo agresywnego nacjonalistycznego i imperialistycznego niemieckiego Der Alldeutsche Verband a w 1905 r. został członkiem  Gessellschaft fuer Rassenhygiene (Towarzystwo Higieny Rasowej), której celem były „badania na temat teorii i praktyki higieny rasowej pod władzą białych narodów”. W roku 1875 r. Ernst Haeckel został określony jako „ojciec niemieckiego darwinizmu społecznego”.
A oto poniżej kilka myśli „starych i nowożytnych filozofów” , które przedstawił na konferencji ks. Profesor Tadeusz Guz aby zilustrować radykalną przemianą w postawie naukowej, jaka nastąpiła w XVI w. w filozofii w zakresie opisu relacji pomiędzy Bogiem, człowiekiem, zwierzętami i roślinami:
 „…W swoim dziele „O naturze bogów” Cyceron pisze: zwierzę ma służyć człowiekowi (..) Musimy zatem przyznać, że wszystkie te zasoby istnieją dla dobra człowieka (…) lecz pogląd , iż te rzeczy zostały  stworzone także ze względu na zwierzęta odrzucimy jak najdalej , jeśli uświadomimy sobie, że same zwierzęta istnieją dla dobra ludzkiego…”.
Henri  Thiry d’Holbach: ”…Człowiek jest tylko dziełem przyrody i jako taki czysto istotą fizyczną. Człowiek  jest takim samym jak inne – tworem przyrody…”.
Darwin i Haeckel piszą tak:”… Człowiek jest przecież wyżej rozwiniętym zwierzęciem  kręgowym  i wszystkie strony życia ludzkiego znajdują ich paralele albo prawidłowiej , ich niższe stadia rozwoju ukształtowane wcześniej w królestwie zwierząt…”.

Haeckel poszedł znacznie dalej w rozmyślaniach nad celowością istnienia a raczej bezcelowością istnienia istot niższych i niedoskonałych lub ułomnych.
Jego przemyślenia z pism pt. Der Liebern Wunder (?) zostały zaprezentowane w wykładzie ks. Prof. Guza następująco:”… Takie zabicie nowonarodzonych, niepełnosprawnych dzieci- nie może z racji rozumowych podpadać pod pojęcie morderstwa , jak dzieje się to w naszych współczesnych księgach prawa. O wiele bardziej musimy je: dzieciobójstwo – uznać za celową i pożyteczną regułę zarówno dla uczestniczących czyli samych chorych dzieci jak i też dla społeczeństwa (…) Setki  tysięcy nieuleczalnie chorych, chorych umysłowo, trędowatych, chorych na raka musimy radykalnie wytępić (…) i których męki są starannie przedłużane bez jakiegokolwiek pożytku dla nich samych albo dla całości ich społeczeństw…”.
Co jest starannie pomijane w „liście oburzenia” i czego chyba pani dyrektor ds. komunikacji KUL „nie dosłuchała”, ks. Prof. Guz wyraźnie zwraca uwagę na fakt, iż obecnie w polskich szkołach i na polskich uniwersytetach nauczana jest : ateistyczna biologia, ateistyczna chemia, ateistyczne nauki przyrodnicze.  I że czas z tym skończyć.
W 21:59 minucie ks. Prof. Guz mówi co następuje: „… W ideologii ekologizmu jako zielonego, ateistycznego, materialistycznego, nihilistycznego  neo-komunizmu – dokonywana jest radykalna negacja Boga jako Stworzyciela Polski, Polaków i Polek, zwierząt i ludzi…”.
Nie wiem, jak może być ta wypowiedź szokująca po zapoznaniu publiczności z  marszem darwinizmu, maltuzjanizmu, eugeniki, rasizmu, które znalazły swoje apogeum w higienie rasowej III Rzeszy.  Dopiero  Zagłada Żydów zmusiła eugeników do zejścia do „podziemia”, „doskonalenie świata” polegające m.in. z walką z ociepleniem klimatu , walką „karnawału z postem” czyli „ekologii” z  Kościołem Rzymsko Katolickim– wcale się nie zakończyło. Co łatwo zauważyć, kiedy się czyta św. Franciszka i zadaje pytanie : „czy zwierzęta mają duszę”.
No ale skoro KUL rzucił autorytetem swojego Profesora o ziemię i odciął się od jego wypowiedzi o  wojnie bezbożnego materializmu z Panem Bogiem jako Stwórcą człowieka, zwierzęcia i rośliny – to nie trzeba było czekać długo na następne uderzenie w jeszcze gorszego „czarnego luda” .
Oto dzięki uprzejmości strony internetowej Avaaz.org w dniu 27 maja 2017 r. została opublikowana petycja do Papieża Franciszka skomponowana podobno przez dwóch panów z Polski, którzy jednakże mimo odwagi bez granic postanowili utajnić swoje nazwiska.

Treść tej petycji jest standardowa, wedle najlepszych wzorów  pana Palikota: „Zwracamy się z prośbą o ukrócenie działalności politycznej redemptorysty Tadeusza Rydzyka i przywrócenie charakteru religijnego jego radiu oraz telewizji.
Tadeusz Rydzyk, zakonnik używający katolicyzmu jako narzędzia do zdobywania pieniędzy i władzy jest przykładem patologii występującej w polskim Kościele Katolickim.
Tadeusz Rydzyk bierze aktywny udział w polskiej polityce. Politycy wspierają finansowo (z budżetu państwa) jego inwestycje, które na ogół nie mają nic wspólnego z religią, a on popiera ich w swoim radiu i telewizji.
Pomimo złożonych ślubów ubóstwa znalazł się wśród pierwszej setki najbogatszych Polaków
. Czy taka obłuda jest w zgodzie z wartościami chrześcijańskimi? Maksyma Radia Maryja, które kontroluje Tadeusz Rydzyk, brzmi „Katolicki głos w Twoim domu”. Jest to głos: agresywny, antyimigrancki, nacjonalistyczny oraz często pełen nienawiści. Tadeusz Rydzyk dzieli Polaków na lepszych i gorszych. Nam, podpisanym pod tą petycją, nie wydaje się to zgodne z ideami chrześcijańskimi ani zasadami humanizmu i zwykłej przyzwoitości.
Hierarchowie polskiego Kościoła Katolickiego w milczeniu akceptują niegodną chrześcijanina postawę Tadeusza Rydzyka. Sprawiają wrażenie jakby strach przed jego potęgą medialną i polityczną był silniejszy niż przywiązanie do zasad elementarnej przyzwoitości.
Mamy nadzieję, że głowa Kościoła Katolickiego, tak jak my, brzydzi się: obłudą, rasizmem, sianiem niezgody i traktowaniem religii jak biznesu. Jeszcze raz zwracamy się z prośbą o ukrócenie działalności politycznej Tadeusza Rydzyka i przywrócenie kontrolowanym przez niego mediom charakteru religijnego.
Czyli „prawda, sama prawda i tylko prawda” zupełnie  jak ta „prawda w izwiestjach” a „izwiestja w prawdie” za starego dobrego ZSRR.
Podpisało podobno te wypociny wg stanu na dziś 55.365 osób, co jak na możliwości „międzynarodowej organizacji petycyjnej Avaaz.org” jest wynikiem raczej mizernym.
A cóż to jest to Avaaz.org. A jest to „postępowa organizacja pozarządowa” założona w roku 2007 w USA w celu promowania takich wartości jak: zmiany klimatyczne, prawa człowieka, prawa zwierząt, nagłaśnianie korupcji, biedy i konfliktów. 
Wśród ojców założycieli wymienia się przede wszystkim pana Rickena Patela ur. 1977 r. w Kanadzie z ojca Hindusa urodzonego w Kenii i matki „częściowo pochodzenia żydowskiego”. Wśród pradziadków ma podobno nawet kantora z Warszawy. Pan ten ukończył filozofię, ekonomię i politykę na Oksfordzie  a w roku 2007 podjął pracę „eksperta” w organizacji non-profit założonej w 1995 r., która powstała dzięki  wspólnym przemyśleniom dwóch panów w trakcie podróży lotniczej nad Kosowem: pana Mortona I. Abramowitza, byłego ambasadora w Turcji za czasów G.W. Busha i pana Marca Ballocha Browna, prawej ręki pana George’a Sorosa a w latach 1994-1999 w Banku Światowym , w roku 2006 krótko zastępcy Sekretarza Generalnego ONZ a wcześniej nieprzyjemnie zamieszanego w sprawę „żywność za ropę”.
A kiedy dwaj ważni ludzie w samolocie nad Sarajewem  wymyślili tę całą International Crisis Group a pan George Soros dał na to kasę, to za parę lat  pan Patel w charakterze „eksperta od kryzysów” podróżował sobie do Sierra Leone, Liberii, Sudanu i Afganistanu, gdzie , o ile wiem, kryzys jest nadal.
 Ale pan Patel zdążył już „pójść na swoje” i założył organizację ResPublica, która miała zwalczyć ludobójstwo w Darfurze i zorganizować „postępowy globalizm w USA”. Nie wiem, czy organizacja ResPublica zwalczyła ludobójstwo w Darfurze, ale wiadomo, że organizacja ta wspólnie z organizacją o nazwie Move.On.org, zajmującą się akcjami w zakresie marketingu politycznego m.in. w roku 2016 przeciwko Donaldowi Trumpowi  - w roku 2007 założyła internetowe przedsięwzięcie umożliwiające  zbieranie podpisów internetowo pod różnymi petycjami pod nazwą Avaaz.org.
Wedle francuskiego wiki, w 2007 r. Avaaz.org został zasilony „stosunkowo niewielką sumą pieniędzy” poprzez MoveOn.org – od pana George’a Sorosa oczywiście.
Generalnie „organizacja pozarządowa” jest prowadzona przez kilku panów jak najbardziej związanych nie tak dawno „z rządami”, jak na przykład pan Tom Perriello, w latach 2014-2016 „specjalny wysłannik prezydenta USA Baracka Obamy w różne miejsca” a wcześniej kongresman z Wirginii, dwóch cwanych gości z Australii: pan David Madden, pracujący dla Banku Światowego i ONZ oraz pan Jeremy Heimann, „dziecko –aktywista z Sydney” , absolwent , podobnie jak pan David Madden i Ricken Patel – absolwent Kennedy School of Government na Uniwersytecie Harvarda. No i jeszcze tajemniczy pan Tom Pravda, co nawet nie ma zdjęcia w necie, „prawdopodobnie” skończył te same szkoły co założyciele ResPublica czyli m.in. pan Patel i pracował dla „rządu brytyjskiego”, Unii Europejskiej , cokolwiek to znaczy.
O morale wykładowców KUL troszczą się niemieckie fundacje, już to przez „ekologów” jak Fundacja Heinricha  Bölla, pozostająca w miłosnym uścisku zarówno z Krytyką Polityczną jak i z Fundacją Strefa Zieleni czy Fundacja Adenauera czy Fundacja Współpracy Polsko Niemieckiej – wymieniane na stronie Fundacji Rozwoju KUL jako „partnerzy”.
 No i pomyśleć, że KUL wraz z UMCS założyły Europejskie Kolegium Polskich i Ukraińskich Uniwersytetów, na którym studiowała sama pani Ludmyla Kozlovsky z Fundacji Otwarty Dialog.
 A Kościół Katolicki w Polsce pomaga oczyszczać ze „złych redemptorystów” platforma internetowa Avaaz.org zupełnie i absolutnie nie mająca nic wspólnego  z Georgem S.

https://www.polska.lu/forum/135/1347
http://partiazieloni.pl/barbara-labuda-poparla-partie-zieloni/
https://www.youtube.com/watch?v=WI-xsidT_dY
http://siecobywatelska.pl/wp-content/uploads/2016/11/NSA-odpis-skargi-kasacyjnej-09-2016_II-SA_WA-400_16.pdf
https://mojepanstwo.pl/dane/krs_osoby/213345,konczal-ewa-anna
https://fr.wikipedia.org/wiki/Paul_Henri_Thiry_d%27Holbach
https://secure.avaaz.org/pl/petition/Papiez_Franciszek_Apel_o_ukrocenie_politycznej_dzialalnosci_Tadeusza_Rydzyka_1/?pv=9
http://www.fundacjarozwoju.kul.pl/partnerzy,13347.html



środa, 26 lipca 2017

Veta Prezydenta Dudy, Zofia Romaszewska, Adam Strzembosz i cień PKWN.



Kiedy widzę Broniatowskiego z Michnikiem  i profesorem Strzemboszem „na barykadach Warszawy” walczących „w obronie niezawisłości sądów”  a panią Romaszewską z domu Płońską – w charakterze „doradcy Prezydenta RP” z głosem więcej niż doradczym to mam wrażenie, że ten cały PKWN wcale nie został złożony do grobu. Trochę zajeżdża trupim zapachem, ale nie zamierza opuszczać salonów politycznych. Ktoś spyta, dlaczego tak sobie poczynam bezceremonialnie z nieskazitelnymi autorytetami.

No to odpowiadam. Zaczęło się to w piątek a może w czwartek. Na manifestacji totalnej opozycji w Warszawie pojawił się na scenie owacyjnie witany jako podpora Rychu Petru, Schetyny, Borysa Budki, premierowej Kopaczowej pan  profesor Adam Strzembosz lat 87 , Prezes Sądu Najwyższego w latach 1990-1998 na mocy głosowania Sejmu kontraktowego, uczestnik obrad Okrągłego Stołu i założyciel „S” w Ministerstwie Sprawiedliwości w 1980 r. i zagaił  przeciwko zamachowi na sądy i trójpodział władzy  oraz zwrócił się do Prezydenta RP Andrzeja Dudy :’…by nie ubrudził się przepchniętą przez PiS ustawą o Sądzie Najwyższym…”. A w wywiadzie dla portalu www.natemat.pl powiedział :”… Gdyby na ulice wyszło milion ludzi, na pewno można byłoby powstrzymać te zmiany. Bo wtedy oni, czyli PiS, zorientowaliby się, że wybory są przegrane..”. I że w tej sprawie jest pesymistą.
 A niepotrzebnie. Na ulice nie wyszedł  milion ludzi a Prezydent i tak zawetował.
Pan profesor Strzembosz został przedstawiony zebranym obrońcom demokracji i praworządności jako „ikona” . A oni zakrzyknęli wtedy „cześć i chwała – bohaterom”. Na co profesor Strzembosz odpowiedział kokieteryjnie, iż :”… Nigdy nie przejawiałem odwagi wojskowej, troszkę zostało mi odwagi cywilnej. Jestem tutaj wśród państwa nie dlatego, bym chciał pełnić albo bym włączał się w działalność polityczną, jestem bezpartyjny od urodzenia..” i że :”…są jednak takie chwile, kiedy nie można stać z boku…”.
Jasne. Broniatowski, Michnik, Wujec, Wałęsa i Balcerowicz „na barykadach” dla zatrzymania krwiożerczego ministra Ziobry a profesor Strzembosz miałby siedzieć na leżaku pod parasolem?
Po prostu łza się w oku kręci. Znowu kolejny autorytet moralny ratuje naszą nieszczęśliwą Ojczyznę.
Niewinny wygląd staruszka w wersji „Wernyhora łagodny” albo  „słowiański Gandalf” jednak na mnie nie działa i sięgam do życiorysu człowieka, który faktycznie przy okrągłym stole dogadał się z Kiszczakiem i Jaruzelskim jak ma wyglądać system prawny III RP i system kooptacji do zawodu oraz pilnował, aby ustawy były tak dziurawe jak durszlaki i mętne jak Wisła w Warszawie. I aby sędziowie byli „rozgrzani” i „na telefon”.
Otóż profesor Adam Strzembosz urodził się w roku 1930 czyli w roku 1945 miał lat 15 i nie mógł wpływać na bieg historii ale z pewnością widział, co się wokół niego dzieje. Zwłaszcza w Warszawie.
A trochę się działo. Na przykład kiedy przygotowywał się do matury, w styczniu 1949 r. Jan Rodowicz „Anoda” wyleciał z budynku MBP przez okratowane okno „i się zabił”.  A 24 lutego 1949 r. powołana została Komisja Bezpieczeństwa Publicznego przy KC PZPR, w skład której wszedł : Bolesław Bierut prezydent RP i sekretarz generalny PZPR, Jakub Berman i Hilary Minc , których przedstawiać nie trzeba oraz Stanisław Radkiewicz Minister Bezpieczeństwa Publicznego i jego zastępcy: Roman Romkowski (Natan Grynszpan Kikiel), Konrad Świetlik były robotnik, Mieczysław Mietkowski (Mojżesz Bobrowicki), która „zcentralizowała” terror komunistyczny.
W Szczecinie „ogłoszono socrealizm w literaturze” a otoczony przez „siły bezpieczeństwa” kpt. Zdzisław Broński „Uskok” szef lubelskiego Inspektoratu WiN –popełnił samobójstwo. Miało to miejsce w dniu 21 maja czyli w trakcie matury akuratnego Adasia Strzembosza.  W dniu 5 czerwca 1949 r. samobójstwo pod więzieniem na Rakowieckiej popełniła kpt. Emilia Malessa bo uwierzyła „słowu honoru” Różańskiego –ujawniła członków Komendy WiN. W lipcu pod zarzutem sabotażu zaaresztowano w Elblągu 100 osób. A działacz Stronnictwa Demokratycznego Adam Stroński – dostał karę śmierci.  Rok wcześniej, w maju 1948 r. na Rakowieckiej wykonany został wyrok śmierci na Rotmistrzu Pileckim po 2 miesiącach „procesu”.
I bystry chłopaczek Adam Strzembosz „bezpartyjny od urodzenia” po maturze nie wybrał się na medycynę, leśnictwo czy weterynarię albo budowę mostów tylko – pojechał do Krakowa aby rozpocząć studia prawnicze. Kiedy prawo było bezprawiem i szyderstwem z prawa a systemem bezprawia zarządzali  bandyci i zdrajcy oraz socjopaci. 
Magisterkę z prawa zrobił już w Warszawie w 1953 r. kiedy stalinizm szalał w najlepsze: Prymas Wyszyński zniknął bez wieści a  tysiące porządnych Polaków ginęło i traciło zdrowie w aresztach i więzieniach.
A Adaś otrzymał nakaz pracy  w centrali ZUS i robił sobie spokojnie aplikację sędziowską (1956-1958), kiedy tysiące niedobitych Żołnierzy AK i Chłopów walczących z kołchozami – wychodziło z więzień i trafiało na mur: brak pracy, brak mieszkania, brak pieniędzy, zakaz zameldowania np. w Warszawie. Wielu wychodziło jako inwalidzi.
Magister Adam Strzembosz tymczasem w 1958 r. został asesorem sądowym a w 1961 r.  sędzią Sądu Powiatowego Warszawa Praga a w historycznym  roku  1968 r. , kiedy porządni ludzie wylatywali ze studiów i z roboty, mgr Adam Strzembosz zaawansował na Sędziego  Sądu Wojewódzkiego dla M. St. Warszawa. Nie załapał się nawet  przez pomyłkę na zwykłą manifestację uliczną i łapanki UB.
Może dlatego, że wysoko oceniał swoją rolę w społeczeństwie – w 1963 r. załapał się do Zakładu Kryminologii Polskiej Akademii Nauk założonej na wzór radziecki – do profesora Stanisława Batawii, który tuż po wojnie był członkiem Prezydium Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich a w latach 1951-1954 – konsultantem w zakresie psychiatrii sądowej  w Ministerstwie Zdrowia. A za „środkowego Gierka” w 1974 r.  rozpoczął dodatkowo pracę w placówce badawczej Ministerstwa Sprawiedliwości czyli w Instytucie Badania Prawa Sądowego. W 1980 r. otrzymał stopień docenta.
Od chwili ukończenia studiów w zakresie prawa komunistycznego piął się nieustannie w górę tegoż komunistycznego wymiaru niesprawiedliwości.
Podobno zawsze był bezpartyjny czyli „nie interesował się polityką”. Czyżby nawet nie słuchał Radia Wolna Europa?  W 1980 r. nagle mu się odmieniło i został „założycielem Solidarności w Ministerstwie Sprawiedliwości”.
Ja już od lat mam spore wątpliwości co do tego, czy to o „interesy umęczonej klasy robotniczej” chodziło takim „piewcom antykomunizmu” jak czerwony książę Michnik czy II sekretarz Komitetu Uczelnianego PZPR (18 lat) derogi Bronisław G. kiedy w sierpniu 1980 r. „zamachnęli się na Gierka”.  A już „przyłączenie się do robotniczego buntu” takiego „buntownika” jakim był przez lata Adam Strzembosz wręcz zapala czerwone światło.
Dalej było standardowo. W stanie wojennym wyrzucili pana Adama Strzembosza  z Ministerstwa Sprawiedliwości i z posady Sędziego Wojewódzkiego. Znaczy: był szykowany do innych ról. Dostał robotę na KUL i to nie w drukarni tylko normalny etat naukowy i karierę naukową rozwijał bez problemów. Od 1983 r. był już kierownikiem Sekcji Prawa Świeckiego na Wydziale Prawa Kanonicznego. A w 1986 r. tytuł profesora. To się nazywają „represje pełną gębą”.
 W 1988 r. wydarzyły się dwie ciekawe rzeczy: w „letnim mateczniku opozycji demokratycznej” czyli w Kazimierzu Dolnym i okolicach, gdzie w letnich domkach cierpiały takie „ikony opozycji” jak Onyszkiewicz, Geremek, pani Staniszkis, Władysław Siła Nowicki, reżyser Zanussi -  Profesor KUL Adam Strzembosz urządza „ ogólnopolską sesję poświęconą zagadnieniom reformy prawa karnego”. To było bardzo łatwe do zorganizowania, bowiem KUL ma w Kazimierzu Dolnym sympatyczny dworek- dom wczasowy dla kadry naukowej  przy wjeździe do miasteczka.
I już w 1988 r. profesor Adam Strzembosz i inni wielce szlachetni uczestnicy „sesji” jak śp. Prawnik Falandysz czy prawnik Zoll albo Widacki lub „aspirujący” młody doktor Hołda  - już wiedzieli, że „będzie wolna Polska”??? Ciekawe, skąd oni mieli tak dobre informacje? Było tam jeszcze wielu prawników jak prawnik Kochanowski czy prawniczka Grześkowiak. Podejrzewam, że już otrzymali wici „od Adasia” , że „Generał będzie zapraszał na rozmowy” i tak jakoś wyszło, że przy Okrągłym Stole szefem Sekcji ds. reformy prawa był pan profesor Strzembosz.
Taka to była „samo mianowana reprezentacja prawnicza”.  
No a kiedy doszło do „przełomu” w 1989 r. i co prawda „upadł komunizm” ale profesor Strzembosz poinformował nas, że „sędziowie zdekomunizują się sami”.
Minęły lata, tysiące młodych bezrobotnych ludzi, wytworzonych przez Balcerowicza, Lewandowskiego i całą tę ferajnę – zniknęły w czeluściach „systemu penitencjarnego” albo banalnie popełniło samobójstwo lub wyjechało na zawsze.
A profesor Strzembosz z tym swoim gładziutkim czółkiem, nie przeciętym żadną zmarszczką  wątpliwości albo, nie daj Boże, poczucia winy za te wszystkie „błędy wymiaru sprawiedliwości III RP” czy za nieukaranych Humerów i im podobnych zakapiorów od mokrej roboty z czasów Stalina pilnuje,  żeby nawet jedna cegła w tym prawnym komunistycznym sędziowskim murze – nie została wyjęta.

W imię czego? W imię oczywiście „prawa doskonałego”. W tym celu buntuje sędziów do nieposłuszeństwa wobec legalnie wybranej władzy. Ciekawe, że nie buntował siebie i innych w roku 1956 albo w 1968 . Czy kiedykolwiek za czasów PRL.
Autorytet prawniczy i moralny z nadania Kiszczaka i Jaruzelskiego stawia sędziów przed alternatywą: słuchać legalnie wybranej władzy ustawodawczej i przepisów przez nią uchwalonych czy – słuchać Adama Strzembosza, emeryta dyszącego samozadowoleniem moralnym i zaangażowanym w jakiś tajemniczy „Fundusz Obywatelski” wspólnie z Zollem i Ewą Łętowską, kolejną ikoną praworządności, która swoje decyzje blokujące cofnięcie przywilejów starym ubekom – uzasadniała przepisem PKWN o rozdziale papieru.  O czym  publicznie opowiada pan Leszek Żebrowski, który miał nieprzyjemność toczyć boje prawne z tą „ekspertką”.
Jak wiadomo, na „warszawskim majdanie” coś tam się słyszy o jakimś „funduszu obywatelskim”, co to go „trzeba zebrać”.  No i okazuje się, że profesor Strzembosz jak jakiś prorok czy inny jasnowidz, już należy do Kapituły Funduszu Obywatelskiego a Komitet Społeczny na Rzecz Funduszu Obywatelskiego zaszczyciły takie osoby jak pani Zofia Komorowska czy pani Barbara Juraszek-Kopacz.
A ten cały Fundusz Obywatelski funkcjonuje przy Fundacji dla Polski , która to fundacja powstała na początku lat 90-tych dzięki takim autorytetom moralnym i wizjonerom jak Bronisław Geremek, Stefan Meller, Andrzej Wajda czy Jerzy Turowicz i „historycy francuscy”. Kasę oczywiście dostarczała Francja, zasadniczo z udziałem Ambasady Francji w RP a wizje mieli – założyciele.
No i tak się to wszystko kręci przez 27 lat: reformy prawa komunistycznego - TAK, ale nie jakieś byle jakie - tylko „doskonałe”. A na to trzeba poczekać. Czasem i 200 lat a  my byśmy chcieli w mgnieniu oka za 27 lat. Tak się nie da i to uświadamia nam profesor Strzembosz wzywający Prezydenta Dudę do wetowania ustaw o SN i KRS.
Prezydent Duda zdał sobie chyba sprawę, że wobec takiej siły autorytetu i potęgi wiedzy prawniczej jaką reprezentuje profesor Strzembosz  a zwłaszcza wyrażona przez niego nadzieja, że „pojawi się 2 miliony demonstrantów czyli PiS nie został wybrany” - drobny detal, że coś tam jest przegłosowane przez Sejm, nie powinno go zmuszać, żeby dotrzymywał słowa wyborcom.
Zwłaszcza, że jego główny Doradca czyli magister fizyki pani Zofia Romaszewska, drugi wielki autorytet w Ojczyźnie, odradzała mu podpisywanie „ustaw Ziobry”.
Legenda pani Zofii – bohaterki walki o demokrację i wolną Polskę jest tak silna, że na dźwięk jej nazwiska zginają się wszystkie kolana. No, może  nie wszystkie po ostatnim występie doradczym u Prezydenta Dudy.
Pani Zofia Romaszewska przejęła „funkcję legendy Solidarności” po ukochanym Małżonku panu Zbigniewie Romaszewskim. I o ile o św. senatorze Romaszewskim trochę wiemy, przynajmniej o pracy zawodowej i działaniach w KOR, to pani Zofia pozostawała do niedawna w cieniu.
A niesłusznie. To osoba wywodząca się  z bardzo ciekawej rodziny i środowiska.  Wg standardów PRL to pan Romaszewski „dobrze się ożenił” a pani Zofia wręcz popełniła mezalians.
Aby lepiej zrozumieć, w jakim klimacie wychowywała się i czym nasiąkała obecna kultowa Doradczyni Prezydenta RP warto zacząć od fragmentu dzieła Bohdana Urbankowskiego pt. „Czerwona Msza czyli Uśmiech Stalina” tom II str. 154:”…Po zlikwidowaniu- częściowo przy pomocy Niemców, a częściowo własnymi rękoma – polskiej elity politycznej (proces 16, procesy przywódców AK, NSZ, WiN) komuniści mieli przeciwko sobie już tylko „rząd moralny”- elitę kulturo- i narodowotwórczą składającą się z nauczycieli i duchownych, naukowców i artystów. Tych ostatnich po części kupiono, po części nie dopuszczono na rynek- więc właściwie przestali istnieć. Naukowców usunięto z uczelni, zastąpiono propagandystami wytresowanymi przez IKKN przez Schaffa i w IBL-u przez Żółkiewskiego. Zajęto się też kontrolą przeszłości. Aby „wyzwolić polską historiografię z pęt tradycjonalizmu” i „zlikwidować zacofanie ideologiczne na odcinku historycznym”, powołano ( na II Zjeździe Historyków Polskich we Wrocławiu – 19 do 22  IX 1948 r.) Marksistowskie Zrzeszenie  Historyków. Szefem został Stanisław Arnold , do zarządu weszli  m.in.:dyr. Centralnej Szkoły PPR (później PZPR) Tadeusz Daniszewski (niedouk, b. aparatczyk KPP), a także Żanna Korman, Celina Bobińska, Nina Assorodobraj, Henryk Jabłoński  i inni. Arnold wraz z Kormanową i Ludwikiem Grosfeldem wydali dzieło „Znaczenie prac J. Stalina dla polskiej nauki historycznej”, z którego jednoznacznie będzie wynikać nakaz podporządkowania prac naukowych nie tylko marksistowskiej metodologii (..) ale także sowieckiej wizji historii…”

Kilkoro z wyżej wymienionych „marksistowskich historyków” ma wspólne korzenie towarzysko-naukowe: Stanisław Arnold, Henryk Jabłoński i Nina Assorodobraj byli na Uniwersytecie Warszawskim studentami  profesora Marcelego Handelsmana, twórcy i pierwszego dyrektora Instytutu Historii w latach 30-tych XX w.,  mediewisty imetodologa historii.
Jego studentami i/lub doktorantami byli  też tacy ciekawi ludzie jak  np. Aleksander Gieysztor, Stefan Kieniewicz , Tadeusz Manteuffel  czy Stanisław Płoski, ojciec Zofii Romaszewskiej.
To mogło nic nie znaczyć, bo profesor Handelsman miał zapewne kilkuset studentów. Ale okazuje się, że w czasie niemieckiej okupacji wymienieni wyżej : prof. Marceli Handelsman, Aleksander Gieysztor, Stefan Kieniewicz, Tadeusz Manteuffel i Stanisław Płoski współpracowali z Biurem Informacji i Propagandy Komendy Głównej Armii Krajowej. Współpracował z nim również przyszły „historyk marksistowski” Witold Kula, małżonek pani Niny Assorodobraj.
I wszystko to oczywiście byłoby bardzo piękne, gdyby nie pewna prawidłowość, która ujawniła się po wojnie: Tadeusz Manteuffel w 1951 był jednym z organizatorów I Kongresu Nauki Polskiej, na którym był współredaktorem referatu Żanny Kormanowej, odpowiedzialnej za stalinizację nauk historycznych, Aleksander Gieysztor, który też „współredagował referat  Żanny Kormanowej” wcześniej, po aresztowaniu Kazimierza Moczarskiego i  jakoby na jego polecenie –wydał UB część archiwów Biura Propagandy i Informacji KG AK. I podobno rozpoczął stałą współpracę z UB.
A wszyscy „trzymali” Instytut Historii na Uniwersytecie Warszawskim lub Instytut Historii stalinowskiego tworu Polska Akademia Nauk.

Aleksander Gieysztor po upadku Powstania Warszawskiego znalazł się w obozie Gross- Born i tam miał wspólnie ze Stanisławem Płoskim w listopadzie i grudniu 1944 r. opracowywać wspólnie dokument pt. „Powstanie Warszawskie. BiP KG AK”.
Niezależnie od tych powiązań, dr Stanisław Płoski w czasie okupacji działał politycznie w konspiracji na nadspodziewanie dużą skalę: współpracował ze Służbą Zwycięstwu Polsce  teozofia i wolnomularza Michała Tokarzewskiego Karaszkiewicza (jako historyk miał kontakty z wojskiem, bowiem od 1922 r. pracował w Wojskowym Biurze Historycznym) a równolegle związał się z organizacją Socjaliści Polscy.

Bardzo to ciekawa organizacja konspiracyjna, ci „Polscy Socjaliści”, zbudowana  dopiero w 1941 r. na bazie dwóch innych organizacji.  Jedna to „Barykada Wolności”  Stanisława Dubois  z wykorzystaniem „zasobów ludzkich” „Czerwonego Harcerstwa” i „Organizacji Młodzieży Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego” powołanej kiedyś m.in. przez Ignacego Daszyńskiego a w roku 1944 kierowana przez Włodzimierza Sokorskiego. Druga to konspiracyjna organizacja „Gwardia” powstała na bazie Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej. 
Była to konspiracyjna inicjatywa Polskiej Partii Socjalistycznej i posiadała nawet swoje „ramię zbrojne” w postaci Formacji Bojowo-Milicyjnych Polskich Socjalistów pod komendą Leszka Raabe ps. Marek.
Dr Stanisław Płoski od początku, czyli od Zjazdu Założycielskiego 1 września 1941 r. znalazł się we władzach tej organizacji a konkretnie w Radzie Politycznej.  We władzach tych znalazły się też dwie inne bardzo interesujące postacie. Skarbnik „Polskich Socjalistów” Edward Osóbka –Morawski, który miał przejść do historii jako pierwszy przewodniczący Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego w Lublinie a następnie premier powołanego przez Stalina 31 grudnia 1944 r. Rządu Tymczasowego oraz członek ośmioosobowej Rady Politycznej Jan Stefan Haneman, który od stycznia 1944 r. był w składzie Krajowej Rady Narodowej, z którą wyjechał w marcu 1944 r. do Moskwy na negocjacje a następnie w ramach PKWN był „kierownikiem resortu skarbu”.
Kiedy więc w 1945 r. dr Stanisław Płoski z kolegą Gieysztorem powrócił z wojennej tułaczki, mógł, podobnie jak młody pan Gieysztor liczyć na dobrą propozycję zatrudnienia do starych kumpli z organizacji „Polscy Socjaliści”.
I dostał. Koledzy z PKWN nawet specjalny dekret podpisali , powołując do życia podmiot o nazwie „Instytut Pamięci Narodowej przy Prezydium Rady Ministrów”. Dr Stanisław Płoski został mianowany początkowo wicedyrektorem IPN, podczas gdy dyrektorem był Jerzy Kornacki, towarzysz życia Heleny Boguszewskiej redaktorki m.in. „Płomyczka”, ale od 1946 r. dr Płoski był już dyrektorem.
Wśród c pracowników docent wiki wymienia  m.in. Janusza Durko, który po roku 1951 pracował jako szef Instytutu Historii przy KC PZPR, Zygmunt Gross adwokat, ojciec Jana Tomasza Grossa, Jerzy Żłobicki kuzyn Aleksandra Gieysztora czy Witold Kula, małżonek towarzyszki Niny Niny Assorodobraj.

Posiadanie takiego kontaktu towarzyskiego jak towarzyszka Nina Assorodobraj dawało bardzo wiele korzyści w owej specyficznej epoce instalowania sowieckiej okupacji nad Wisłą.  Towarzyszka Nina bowiem po klęsce wrześniowej zatrudniła się we Lwowie w Ossolineum, prowadzonego wówczas przez Benka Goldberga czyli Jerzego Borejszę. Wtedy to pod okupacją sowiecką Zakład Naukowy im. Ossolińskich został „znacjonalizowany” i wchłonięty przez Radziecką Akademię Nauk. I również, co znacznie ciekawsze, polskie depozyty złota i srebra umieszczone przez polską arystokrację i ziemiaństwo, jak pisze docent wiki – zostały zarekwirowane. I Borejsza przy tym był i tow. Nina Assorodobraj przy tym była.
Po napaści III Rzeszy na ZSRR towarzyszka Nina zainstalowała się w Warszawie w okolicach Placu Krasińskich i wspólnie z Zofią Podkowińską i Ireną Sawicką  w czasie okupacji udzielała schronienia Żydom z Getta warszawskiego. Co było bardzo niebezpieczne i chwalebne i co okazało się idealną inwestycją polityczną na czasy powojenne.  Tak się bowiem składa, że m.in. ukryła nie tylko małżonkę Adolfa Bermana panią Basię Temkin Bermanową ale również ich prywatne archiwum. A po wojnie Adolf Berman mógł bardzo dużo a nawet więcej.
Towarzyszka   Nina Assorodobraj zauroczyła młodszego od siebie o jakieś 8 lat historyka Witolda Kulę i  zapewne ona spowodowała zatrudnienie go w IPN w 1945 r.  A sama , jako najlepsza kumpela Żanny Kormanowej została filarem komunistycznej socjologii i zajmowała się m.in. „pamięcią historyczną narodu”  i  jak piszą na portalach w cyrylicy wprowadziła w latach 60-tych termin „историческое сознание” czyli „świadomość historyczna”. Czyli zajmowała się wraz z kolegami operacjami na żywym mózgu Narodu Polskiego. Preparowanie NOWEJ świadomości historycznej Polaków, oparte na bezczelnych kłamstwach, przemilczeniach i nazywaniu czarnego- białym a także „pedagogika wstydu” – to efekt pracy tej towarzyszki. Gdyby ktoś nie wiedział, kim była Żanna Kormanowa to podrzucam parę detali z życiorysu: aktywistka KPP od 1932 r. , od 1940 r. gorliwa kolaborantka sowieckiego okupanta, głównie na terenie Białegostoku, w 1941 zdołała się ewakuować przez Niemcami i rozpoczęła oszałamiającą karierę w Związku Patriotów Polskich przy planowaniu zainstalowania sowieckiej władzy na terenie Polski.
Jak więc widać, dr Stanisław Płoski po wojnie  od razu znalazł się w najwyższych kręgach władzy zniewalanego Państwa i Narodu, jakkolwiek gdzieś w drugim czy trzecim szeregu. Funkcję dyrektora IPN sprawował do 1951 r. Warto wspomnieć, że do zadań tej placówki należało m.in. : niemieckie zbrodnie wojenne, kolaboracja Polaków z okupantem i historia Polski w latach 1863-1945 ze szczególnym podkreśleniem roli rewolucyjnego ruchu robotniczego oraz „badanie genealogii Polski Ludowej”, cokolwiek to znaczy. Po rozwiązaniu tej placówki został  przeniesiony do Archiwum Akt Nowych a następnie w roku 1953 na stanowisko szefa Zakładu Dokumentacji Instytutu Historii PAN. W roku 1954 uzyskał stopień docenta a w 1959 r. stopień profesora nadzwyczajnego.
Pani Zofia Romaszewska nie odpowiada za wybory swojego Ojca, który się po prostu „ładnie urządził” po wojnie. Natomiast ma ona „swoją świadomość historyczną”, która nie jest – naszą świadomością historyczną. Pani Zofia Romaszewska po prostu uważa, że jej głos znaczy znacznie więcej niż głosy 235 posłów Sejmu RP, głosy paru milionów Polaków czy głos jakiegoś tam „ministra z prowincji”.  To jest dokładnie ten styl myślenia, z jakim do sprawowania kurateli nad Polską w imieniu Stalina przyszli do władzy komuniści w 1944 r.
No i pozostaje jeszcze ta wstydliwa sprawa dekomunizacji sądownictwa.  Pierwszy nieśmiały krok uczyniony przez PiS zgodnie z obietnicami wyborczymi a pan Adam Strzembosz i pani Zofia Romaszewska rzucili się jak dwoje Reytanów , krzycząc: „Nie pozwalam!!!”. Co zrobił pan Prezydent, to już zupełnie inna historia. 


http://www.funduszobywatelski.pl/#o-funduszu
http://wyborcza.pl/7,75968,21665012,prof-adam-strzembosz-do-sedziow-musimy-wykazac-sie-niezlomna.html
http://www.funduszobywatelski.pl/#o-funduszu
http://www.fdp.org.pl/historia
http://www.kul.pl/art_31089.html