wtorek, 2 października 2018

Smarzowski, Ranigast Max, Bank Zachodni WBK , Kevin Spacey i kaloryfery.


Wiemy już, kto jest „ostatnią nadzieją białych” czyli czerwonych i ich cichych sprzymierzeńców na polu propagandy. Kiedy zabrakło Andrzeja Wajdy, Romek się zestarzał w Paryżu i nawet Hollandowa ograniczyła się do bluzgania na Polaków ustnie, bez budżetu PISF i kamery , na placu boju pozostało dwóch zawodników: Smarzowski i Pawlikowski.
 
Ich wspólną cechą jest to, iż mają gwałtowne pretensje do Kościoła Rzymsko Katolickiego i ktoś daje im kasę podatników, aby te tę swoją łagodnie mówiąc, niechęć,  mogli pokazać w propagandzie 
zwanej filmem.

O ile Pawlikowski może pochwalić się, że bywał na herbatkach u samego towarzysza Brusa i jego małżonki Wolińskiej, czyli u przedstawicieli najwyższych sfer stalinowskich, to Smarzowski może co najwyżej powiedzieć, że ma w kwitach miejsce urodzenia położone zaledwie o 50 km od wsi, w której urodził się Jakub Szela, agent i prowokator austriacki będący twarzą tzw. rzezi galicyjskiej z 1946 r. Nazwa wsi – Smarżowa.

Chłopię z głębokiej prowincji musiał pochodzić z rodziny „po linii i na bazie”, skoro spod dalekiego Krosna dostał się do filmówki i nawet się w niej zaczepił w stanie wojennym.

Dość późno doszedł do debiutu filmu fabularnego – rok 1998 „Małżowina” – bez echa. W roku 2004 – miał już lat 41 i  zrealizował debiut prawdziwy czyli „Wesele”. 
Łapał co się dało i próbował robić w serialach telewizyjnych ale miał pecha lub nie miał talentu i te jego seriale padały w drugim roku: „Brzydula”, „Londyńczycy”. Jeno „Na Wspólnej” jakoś ciągnął

Więc kandydat na „wielkiego reżysera filmowego” robił jednocześnie: trzeciorzędne seriale telewizyjne, brzydkie i wredne filmy fabularne o małym budżecie  a także – spoty reklamowe.
W branży filmowej, zwłaszcza wśród aktorów wybuchła epidemia występowania w reklamach telewizyjnych a już w reklamach  bankowych –to było marzenie życia.

I  reżyser Smarzowski wszedł na ścieżkę „komercji” i zaczął jako jedyny chyba rozpoznawalny reżyser filmów fabularnych – robić reklamy produktów.

Między filmami fabularnymi a reklamami jest taka różnica, że w przypadku filmów można wyczyniać różne brewerie formalne i obyczajowe i tłumaczyć to „wolnością wypowiedzi artystycznej”. Na przykład można bez ograniczeń opluwać jakiś naród (konkretnie wyłącznie polski) i jakąś religię (konkretnie wyłącznie rzymski katolicyzm”.

Z reklamą takich rzeczy się z założenia nie robi.  Chce się sprzedać jak najwięcej proszków na zgagę lub pożyczek bankowych, to należy się potencjalnemu klientowi – podlizywać.
I spokojnie Smarzowski to robił: podlizywał się przyszłym klientom swoich klientów.


I tak dochodzimy do reklamy  specyfiku na niestrawność pod nazwą Ranigast Max produkcji Polpharmy, którą Wojciech Smarzowski, twórca filmu „Róża”, Dom Zły, Wesele – nakręcił w roku 2014.

 Dzieło trwa 32 sekundy i zaczyna się od słów: „Szczęść Boże”.  Jest to dramatyczna historia księdza, który chodzi po kolędzie i wszędzie jest częstowany, a to pierożkami, a to ciasteczkami a nawet kiełbasą. W tle leci komentarz, że „polska gościnność potrafi dopiec” a nieszczęsny ksiądz „czuje piekło”. I kiedy błaga „wody”, otrzymuje – wodę święconą i kropidło od eleganckiej damy w wieku post-balzakowskim. Ale oczywiście nie chodzi o wodę święconą i elegancka dama podaje w 18-tej sekundzie dzieła – Ranigast Max wraz z całą masą zachęt lektora zza ekranu.

Filmik jest na youtubie ale nazwiska Smarzowskiego – brak. A szkoda. Ileż dowcipu i finezji w pokazaniu specyfiku na lżejsze bekanie.

On generalnie jest więcej niż dyskretny w kwestii swoich dokonań w dziedzinie reklamy i video clipów reklamowych. Jedyny video clip, o jakim wspomina, to zlecenie z  Ministerstwa Środowiska - w sprawie „dokręcania kaloryferów, żeby ciepło nie uciekało” z udziałem Stanisława Tyma i kaloryferów oraz czarnej peruki.

Ta reklama została przez Ministerstwo Środowiska zamówiona w firmie reklamowej Eskadra Advertising w 2013 r. a wykonała reklamę firma Garaż Miejsce Filmowe z siedzibą na Tynieckiej 17 w Warszawie. Walka z globalnym ociepleniem z kasy Ministerstwa Środowiska oraz z pieniędzy dostarczonych przez Norwegię i Lichtenstein. 

W filmie występuje sam Stanisław Tym, mocno już posunięty w latach w jakiejś peruce i namawia „szarego Polaka” żeby dokręcał kurki przy kaloryferach. Chyba z powodu globalnego ocieplenia czy czegoś w tym guście. Stanisław Tym mocno się posunął ale jednak ilu ludzi pamięta film „Rejs” a ilu film „Miś”.  Byłoby trafione, gdyby tej „lekcji wychowawczej” nie przeprowadzało ministerstwo.   

Już drugie ministerstwo , które futrowało kasą reżysera Smarzowskiego. Taki  jest los „niezależnego artysty” a Smarzowski najlepszym przykładem – niezależności twórczej.

Największym zleceniodawcą reklamowym w życiu zawodowym reżysera Smarzowskiego był bank i to nie byle jaki tylko zarządzany przez samego prezesa Mateusza Morawieckiego: Bank Zachodni WBK.

A zlecenie opiewało na 3 filmy reklamowe z udziałem słynnego aktora Kevina Spacey’a w roku 2014 i 2015.

 Bank Zachodni WBK miał w PRL bardzo krótką historią: został założony  jako Bank Zachodni SA przez „odchodzący komunizm” w roku 1988 we Wrocławiu. W dniu 13 czerwca 2001 r. Komisja Nadzoru Bankowego wyraziła zgodę na utworzenie z połączenia z Wielkopolskim Bankiem Kredytowym – Banku Zachodniego WBK a 70% akcji objęła grupa banków irlandzkich Allied Irish Banks.

W roku 2011 doszło do wykupienia 95,67% akcji przez Santander Consumer Bank S.A zaś ówczesny prezes Banku Zachodniego WBK( od 2007 r.)  pan Mateusz Morawiecki w 2014 dokonywał „rebrandingu” i kontynuował „politykę ocieplenia wizerunku” z wielkim rozmachem.

Wielki rozmach reklamowy Banku Zachodniego WBK w roku 2013 przejawił się zatrudnieniem do spotu reklamowego „Konto Godne Polecenia”  - aktora z Hollywood – pana Kevina Spacey w miejsce znacznie starszego  Chucka Norrisa.

Kevin Spacey gwiazdor serialu „House of Cards” wystąpił w kilku kampaniach reklamowych Banku Zachodniego WBK, w tym m.in. z Anną Dereszowską w lutym 2014 r. zaczął namawiać do Kredytu 

Duet, w marcu 2014 wspólnie z „Arkiem” Jakubikiem w szatni sportowej stręczył „mobilne Konto Godne Polecenia”. Oraz z wystąpił z niejaką Aleksandrą Kisio. To chyba ten spot „na jachcie”.

Gdyby państwo widzieli, w jakich eleganckich dekoracjach elegancka Dereszowska przedstawia przy dobrze zastawionym stole „wujkowi Kevinowi” różnych polskich kuzynów. Po prostu drobnomieszczaństwo i  do obrzydzenia czysto i schludnie. I nikt nie jest pijany. Może mają lekki kompleks niższości wobec gościa ale to zrozumie każdy telewidz, który się dotąd nie zastanawiał nad szybką pożyczką w Banku Zachodnim WBK.

O Kevinie i reżyserze Smarzowskim z dumą informował media pan Artur Sikora, dyrektor komunikacji korporacyjnej i marketingu w BZ WBK a w szczególności o tym, że „kreację kampanii przygotowała agencja Red8 Advertising” a „spot wyreżyserował Wojciech Smarzowski”.

Opisał to również „syntetycznie”  pan Dariusz Twaróg w Pulsie Biznesu w artykule pt. Mobile dźwignią reklamy bankowej” z 11 lutego 2014 r. :’…Smarzowski za kamerą BZ WBK, PKO BB bez Majewskiego, Eurobank z Adamczykiem a ING BSK z Konradem (…) W tym tygodniu w telewizji pokaże się pierwszy spot reklamowy BZ WBK nakręcony przez Wojciecha Smarzowskiego, autora filmów „Wesele” czy ostatnio „Pod Mocnym Aniołem”. W roli głównej wystąpi Kevin Spacey. Amerykański gwiazdor szarpnął nieco budżet banku, w każdym razie kosztował raczej więcej niż Chuck Norris. Wg instytutu Kantar Media, monitorującego rynek reklamowy, BZ WZK wydał na reklamę w ubiegłym roku 103.3 mln zł, podczas gdy rok wcześniej, kiedy na ekranach telewizorów rządził „Strażnik z Teksasu”, niemal połowę mniej- 65,1 mln zł. (…) Gaża Kevina Spacey’a miała oczywiście marginalny wpływ na budżet reklamowy BZ WBK. Wzrost wydatków na promocję związany był z generalnym trendem wzrostowym w całej branży. Banki wydały w 2013 r. na reklamę 1.1 mld zł, podczas gdy rok wcześniej 997 mln zł. PKO BP, który z 97 mln zł w 2012 r. zajmował pierwsze miejsce …”.

Nie wiem, ile zarobił Wojciech Smarzowski w 2014 r. na spotach dla Banku Zachodniego WBK, ale taki Szymon Majewski, jak mówili zazdrośni ludzie, zgarnął łącznie za kampanie dla PKO BP – podobno ok. 3 mln zł.

A skoro roczny budżet na reklamę jednego banku wynosi jakieś 50-100 mln zł a z tego większość płynie do telewizji, to nie ma takiej siły, aby reżyser Smarzowski nakręcił film o „pedofilii w bankowości” albo chociaż o „molestowaniu seksualnym”, nie mówiąc o „głupim mobbingu”  w tej całej bankowości.
 
Mimo, że podobno pierwsi zdesperowani pracownicy ruszyli do sądów i Smarzowski znalazłby „akta”.

W roku 2014 Kevin Spacey nie ruszał się z USA, bo realizował drugą serię „House of Cards”, więc „amerykańską część kampanii”, więc nie wiadomo, czy Smarzowski miał zaszczyt uścisnąć dłoń wielkiego artysty. Tę dłoń, którą  Kevin Spacey „wkładał w majtki” różnym nieważnym młodym mężczyznom i chłopcom, którym „mógł był coś załatwić w filmie.. Ale chyba jednak tak. To znaczy, Smarzowski mógł był uścisnąć tę słynną dłoń. W końcu to były trzy filmy i ktoś musiał „ustawić ten polski klimat”, żeby polscy frajerzy polecieli szybko zakładać konta, brać kredyty i NIE czytać w umowach tego, co jest napisane drobnym druczkiem na ostatniej stronie. TO przeczytałby im pan komornik, gdyby mieli pecha.

Kevin „był na fali” i Smarzowski „był na fali”.

W styczniu 2016 r. ogłoszono, że w 2017 r. rozpoczęta zostanie piąta seria „House of Cards” ale jak zapewne pamiętamy ale już w listopadzie 2017 r. kiedy serial był na ukończeniu,  „wszystko padło na mordę” albowiem idol Kevin Spacey został publicznie oskarżony o nielegalne relacje seksualne z nieletnimi, których łącznie doliczono się 15. 

Jak doniósł dziennik brytyjski Daily Mail z 2 listopada 2017 r. Kevin Spacey w wieku lat 24 uprawiał seks z 14-latkiem a na planie serialu „House of Cards” aż 8 pracowników miało z nim problemy wiadomej natury. Nie odpuścił nawet synowi kolegi aktora Richarda Dreyfussa – Harremu Dreyfussowi – za kulisami teatru Old Vic w roku 2008.

Scotland Yard prowadzi już 6 śledztw w Wielkiej Brytanii a w USA a Kevin Spacey przeprasza Anthony’;ego Rappa, którego „używał seksualnie” w swoim apartmą w Nowym Jorku w 1986 r.

W Polsce po tym, jak Kevin Spacey wyskakiwał z każdego telewizora w latach 2014 2015 – zapadła martwa cisza. No ale. Tak bywa w bankowości. To znaczy w branży filmowej. Albo reklamowej. Albo w polityce i branży robienia wody z mózgu ciemnego ludu.

To nie była pierwsza reklama bankowa Smarzowskiego. Pierwszą , jak podają na Filmweb, nakręcił dla PKO SA w 2009. Tytuł: „Remont za pasztet” a nazwa „produktu bankowego” – „Pożyczka ekspresowa”. Rzecz tak żenująca, że firma reklamowa, która ma to w swoim archiwum, wycięła obraz.  Tekst reklamy zaczyna się następująco: „Ania stała w drzwiach łazienki. Nowy pasztet na ścianach ciągle ją zachwycał…”.  Anię „nowy pasztet na ścianach zachwycał” ale na youtubie są do obejrzenia różne reklamy banku PKO SA ale dzieła z roku 2009 – nie ma.  

Więc  zarabianie na reklamie banków musiało poczekać.  Za to Smarzowski dostał szansę  w reklamie politycznej.

Na zlecenie Instytutu Spraw Publicznych, który jest zresztą fundacją nakręcił w 2010 r. spot reklamowy pod tytułem „Mój pierwszy raz, 21 listopada. To jest po prostu bardzo ważne”.
 
Reklama zaczyna się od słów: „… Sylwia i Patryk właśnie postanowili zrobić to pierwszy raz…”, I po tych słowach w piątej sekundzie reklamy cięcie i widzimy starego księdza w sutannie siedzącego na porąbanych drwach na trawniku przed wejściem do kościoła. Księdza widzimy 2 sekundy i lektor czyta: „Co państwo o tym sądzą”. Ojciec twierdzi, że „kamień spadł mu z serca”, nauczycielka w 18 sekundzie :”… Są  cudowni. Obiecali mi, że jak tylko zaliczą ten swój pierwszy raz, to opowiedzą wszystko w młodszych klasach..”. Cięcie: ksiądz rąbie drzewo jakieś pół sekundy i znowu nauczycielka :”…A w ogóle to mi się marzy że cała klasa zrobi to razem…”. Ksiądz: „… Powtarzam na każdym kazaniu, kończysz osiemnaście lat, czas na wejście w dorosłość…”.

Chodziło o udział maturzystów w wyborach samorządowych.  

W radzie fundacji Instytut Spraw Publicznych znaleźć możemy takie osobowości jak prof. Marcin Król przewodniczący, prof. Barbara Hűbner, prof. Wojciech Sadurski czy prof. Małgorzata Fuszara od gender studies na UW.  Jako najważniejszego sponsora Fundacja ISM wykazuje Polish – American Freedom Foundation z panem Andrew Nagorskim jako prezesem a z kolei Polsko Amerykańska Fundacja Wolności jest utrzymywana przez Polish American Entreprise Fund stworzony przez znanego nam pana Johna P. Birkelunda i pana Roberta B. Farisa. Zaangażowanych w swoim czasie w prywatyzację Stomilu.

No i jeszcze nie tak dawno na liście płac Polish American Freedom Foundation wykazywana była jako dyrektor pani Renata Koźlicka Glińska droga Małżonka.

Jak widać, świat jest przeraźliwie mały. Różni dawali zarobić „Wojtkowi” a on się wykazywał  godną podziwu konsekwencją: wciskał, gdzie się da, księżula – dla beki i oswajał nadwiślański ciemny lud z treściami erotycznymi, co to są dowodem odważnego buntu przeciwko przestarzałym klechom.

 Ale chyba o to chodziło zleceniodawcom.  Niech się dziatwa polska katolicka oswaja z odzieraniem starych księży z godności i wkręcaniem ich w treści erotyczne. Oswajała się 8 lat.  

W tym czasie Smarzowski zaprzyjaźniał się z kolejnym „autorytetem artystycznym i moralnym” Kevinem i „wszyscy mu zazdrościli”.  Z branży filmowej i politycznej. Niektórzy nawet doszli do tego, że  zaczęli marzyć o wynajęciu za duże pieniądze jakiejś „gwiazdy Hollywood” żeby zagrała w patriotycznym polskim filmie i tę nieszczęsną Polskę wreszcie – wypromowała.

Zapewne trwają konsultacje, czy bardziej nada się Chuck Norris, czy Antonio Banderas. Z Kevina z  żalem trzeba zrezygnować.

Jednakże praktyczny i zapobiegliwy reżyser Smarzowski, co to „nie zajmuje się polityką” zdążył jeszcze przed upadkiem Kevina złożyć stosowny wniosek o dofinansowanie  jego projektu filmu fabularnego pod tajemniczym tytułem „3” do instytucji podległej Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego czyli do PISF – i otrzymać , jak się okazuje 3,5 mln zł.  

Film fabularny nazwany początkowo „3” okazał się filmem fabularnym pod tytułem „Kler” a reżyser Smarzowski odkrywa w nim swoje marzenia, które chyba nie są jedynie – jego marzeniami. Żeby ten cały Kościół Katolicki piorun strzelił, żeby zniknęły wszystkie krzyże i kościoły. I księża.

Film „Kler” ma w zamyśle obniżyć prestiż  wszystkich polityków, którzy identyfikują się z Kościołem Katolickim w Polsce. W tej „grupie docelowej”, ku memu zaskoczeniu, odkryłam wczoraj wieczorem  – byłą Premier RP, która własną ciężką pracą wyrobiła sobie powszechny szacunek polskiej opinii publicznej.  I która dzisiaj stoi w głębokim cieniu.  Premier RP – Matka księdza.
Chodzi też o majątek kościelny, który pod jakimiś pretekstami trzeba – szarpnąć. A nie da się
 
„szarpać majątku” – ludziom szanowanym. Takim jak Prymas Tysiąclecia na przykład.  
Smarzowski przebił pułap i oblał szambem św. Jerzego Popiełuszkę i św. Jana Pawła II. W tych warunkach oblewanie szambem pozostałych księży – to dziecinna igraszka. Bariera psychologiczna została przekroczona.

No ale może warto zapytać, jak to jest, że człowiek z takim rentgenem w oku, jeśli chodzi o „pedofilię w Kościele” zarówno „w przestrzeni” jak i „w czasie” tańczył na paluszkach wokół aktywnego pedofila Kevina, kłaniał mu się głęboko i był na skinienie i zupełnie nie dosłyszał, ani „nie dowidział” – że to pedofil jest. A kiedy prawda wyszła na jaw, to milczy jak zaklęty. I nie powie, że „sorry ludziska, nie miałem pojęcia, że to pedofil był, bo nie było oznak”. A ja się tak płaszczyłem przed kreaturą.
 
Bo to był „pedofil lepszego sortu” wg nadwiślańskich elit artystycznych, więc należy mu się taryfa ulgowa i „nie mówmy o tym”.  
 
Dla KK nie dość, że nie będzie żadnej „taryfy ulgowej” ale będzie nagonka ze wszystkich stron i wszelkimi metodami. Żeby „prawo się ugięło” i żeby „kler przepraszał, że jest klerem”. A chłopaki z filmu, teatru, kabaretu, literatury w miejsce policji, prokuratora, wysokiego sądu i kata – chętnie przejmą te wszystkie role.

Widać już gołym okiem, że łeb podnosi „partia stalinizmu duginowskiego”  nad Wisłą. Jej sponsorzy  widzą rosnące zastępy konserwatywnej katolickiej polskiej młodzieży, więc –powiedzieli tutejszej palikociarni -  „bój to będzie wasz ostatni”. I oby był – ich bój ostatni. A potem tylko śmietnik historii.


https://pl.wikipedia.org/wiki/Santander_Bank_Polska
https://www.youtube.com/watch?v=ED8dtocshm0
https://en.pafw.pl/founder/

czwartek, 20 września 2018

Der Onet czyli prawda czasu, prawda ekranu wg Smarzowskiego i Hartmana.


Profesor filozofii Jan Hartman, który „ukończył studia filozoficzne” na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim w 1990 roku znowu odwdzięcza się, jak potrafi,  Kościołowi Katolickiemu w Polsce, którego KUL jest częścią. Oczywiście  promując gorliwie film „Kler” Smarzowskiego.  I dzieląc się w Der Onet Rano  tym, co on sam i  ewentualnie reżyser „miał na myśli”  na temat „pedofilia w Kościele”.

Przemyślenia profesora Janka w formie wywiadu udzielonego redaktorowi Piotrowi Kędzierskiemu z Der Onet zostały puszczone do youtuba 13 września br. pod tytułem: „Jestem zażenowany słowami Andrzeja Dudy  o „wyimaginowanej wspólnocie”.

To są bardzo interesujące przemyślenia i informacje, które znakomicie więcej mówią o stanie umysłu profesora Jana Hartmana niż o „pedofilii w Kościele”.  I stanowią gorzką nauczkę dla katolików.  Że warto się czasem zastanowi nad tym, jakich korzyści się oczekuje, kiedy  przyjmuje się na katolicką uczelnię jakiegoś „młodego niewierzącego z Wrocławia” kosztem katolickiego dziecka, które  z tego powodu nie dostało się na studia.

Wywiad ten jest fragmentem promocji profesora Janka jako „eksperta od kleru” z Krakowa, który właśnie przeprowadza się do Warszawy, gdzie otrzymał etat na Uniwersytecie Warszawskim i w dodatku startuje  z listy SLD na Woli w wyborach samorządowych w dzielnicy Wola.

W wyborach tych wspólnie z profesorem Jankiem Hartmanem z list SLD będzie startowała również Monisia Jaruzelska (Praga Południe i Rembertów) a z Wilanowa i Ursynowa słynny Piotr Gadzinowski.

Niemiecki Der Onet przystąpił do promowania „wyrazistego Janka”, zapewne całkowicie bez związku z faktem, że pan profesor Hartman jest  wymieniany na stronie internetowej w zarządzie organizacji o nazwie Polsko – Niemieckie Towarzystwo Akademickie z siedzibą w Krakowie ul. Bronowicka 58/5.

A wraz z profesorem Jankiem z zarządu w Komitecie Honorowym tej instytucji widzimy takie autorytety moralne jak:  prof. dr hab. Andrzej Zoll, UJ,  prof. Jerzy Stuhr były rektor Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie,  prof. dr hab. Władysław Stróżewski UJ (prywatnie promotor pracy doktorskiej Janka Hartmana w 1995) prof. dr hab. Aleksander Koj wielokrotny rektor UJ (zm. 2017), prof. dr hab. Franciszek Ziejka b. rektor UJ oraz dr Gottfried Zeitz b. Konsul Generalny Republiki Federalnej Niemiec w Krakowie i dr Laurids Hölscher również b. Konsul Generalny Republiki Federalnej Niemiec w Krakowie.

Konsul Hölscher zasłynął na krakowskiej placówce tym, że 26 marca 1997 r. na otwarciu wystawy towarzyszącej Wielkanocnemu Festiwalowi Ludwiga von Beethovena, na której zaprezentowany został rękopis VIII Symfonii tego kompozytora, wchodzący w skład zbiorów Pruskiej Biblioteki Państwowej znajdującej się w Bibliotece UJ, pozwolił sobie na publiczne wypowiedzenie następujących słów: „…Proszę mnie […] źle nie zrozumieć, gdy powiem, że te rozłączone przez wojnę części [rękopisu symfonii] należą do siebie i muszą być w całości odwiezione do miejsca ich pochodzenia, do Berlina…” . Brak informacji o oficjalnych i twardych reakcjach. Bo te, no,  stypendia.

Jak widać, profesor Janek obraca się w towarzystwie niemieckich konsulów,  ludzi eleganckich i wrażliwych na kwestię prawa i własności. Dlatego, kiedy w cytowanym we fragmentach poniżej wywiadzie dla Der Onet mówi, iż jego działalność publiczna była podporządkowana temu, aby Polska „nie była sterowana z Moskwy, Brukseli i Watykanu”, bardzo przytomnie przemilcza ten Berlin.

Ale jest równie wrażliwy na kwestie własności i prawa, co konsul generalny Niemiec w Krakowie a nawet bardziej. Oto w wywiadzie, którego fragmenty zostały zacytowane poniżej, dwukrotnie używa w stosunku do księży Kościoła Rzymsko Katolickiego określenia „złodzieje”. Obok określenia „pedofile”.  
 
W tej sprawie jasno wypowiada się art. 212 § 1. Kodeksu Karnego:”… Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej  o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją  w oczach opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowisk, zawodu lub rodzaju działalności , podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności. § 2. Jeśli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1. za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku…”.

Ale skoro obrażanie i szkalowanie katolików i KK jest w Polsce praktycznie bezkarne, więc Janek Hartman poczuł moc. Księża katoliccy jako „złodzieje” to ciekawa nowalijka po „chciwych pijakach”, nie mówiąc o „pedofilach w sutannach”. Ciekawe jak szybko się przyjmie.

Profesor Janek nie wymienia  wśród stolic, które „nie mają sterować wolną Polską” także Tel Avivu i Nowego Jorku. Zapewne dlatego, że był jakiś czas twarzą loży masońskiej B’nai B’rith z siedzibą w Krakowie, która od XIX w. w Stanach Zjednoczonych ma się wg statutu zajmować m.in. pomocą wdowom i sierotom. Żydowskim oczywiście.

Profesor Janek nie wymienia stolic, które są bliskie jego sercu, ale wymienia „procenty księży pedofili w Polsce”, które wg jego stanu wiedzy nie są na poziomie 1-2% ale tak między 5-7%.

 Co daje,  jeśli się weźmie pod uwagę liczbę księży katolickich w Polsce podawaną wg docenta wiki czyli 30.807 sztuk  – jakieś  1.540 - 2.156  „pedofilów w sutannach”, którzy wg słów  filozofa Hartmana i reżysera Smarzowskiego „grasują po polskich szkołach”.
 
To są liczby wyższe niż podawana przez urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości liczba wszystkich skazanych w Polsce pedofilów odbywających karę więzienia, która wynosi podobno ok. 1450 osób, a wśród nich – jeden ksiądz rzymsko katolicki. 

Ale to są liczby podawane przez zwykłych Polaczków  a to sam profesor nauk, co prawda filozoficznych ustala liczbę polskich księży rzymsko-katolickich na jakieś 2156, więc to musi być prawda. A to nie jest jego ostatnie słowo. Może dojdziemy do tego, że Janek Hartman wypatrzy „pedofila w sutannie” na każdej plebanii. Statystycznie i naukowo.

Jak się jednak dziwić podobnej gorliwości,  skoro filozof Hartman, w którego obiektywizm naukowy trudno wątpić,  napisał w 2000 r. książkę „Logika i filozofia. W stronę Jana Woleńskiego” a w roku 2008 wspólnie z Janem Woleńskim dzieło pt. „Wiedza o etyce”.

Gdyby ktoś nie wiedział, profesor Jan Woleński od lat 60-tych XX w. ( a urodził się w 1940 r. w Radomiu jako Jan Hertrich –Woleński) był związany z najbardziej agresywną antykatolicką organizacją PRL czyli Stowarzyszeniem Ateistów i Wolnomyślicieli, zajmującą się m.in.  produkowaniem antyreligijnych agitek „para-naukowych”. Po roku 1990 udzielał się w Polskim Stowarzyszeniu Racjonalistów.

Kiedyś jako podatnicy w PRL wszyscy katolicy byli opodatkowani na rzecz działalności podobnych Woleńskich i Dziubaków. A kto obecnie finansuje np. Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów, to nie wiem. Może loże  wiedzą.

Na razie atak idzie „po linii” zerwania konkordatu i zlikwidowania nauki religii w szkołach. Bo jeden reżyser filmowy z bananowej republiki wysmażył FABUŁĘ, to 30 mln katolickich podatników ma stulić uszy po sobie i pokornie nadstawić drugi policzek.

Ja na początek proponuję LIKWIDACJĘ POLSKIEGO INSTYTUTU SZTUKI FILMOWEJ. Działa od roku 2007 i zaliczył taką masę antypolskich kiczów, że w najśmielszych snach towarzysz Stalin z  towarzyszem Goebbelsem by tego nie wymyślili. Kasa wyrzucona w błoto a dobrego filmu nie było i już nie będzie.

Premiera filmu „Kler” ma się odbyć w dniu 28 września 2018 r. , który to 28 września jest Międzynarodowym Dniem Wścieklizny, ogłoszonym przez WHO. 

Taki zbieg okoliczności się szykuje.

W oczekiwaniu na ten historyczny i artystyczny moment poniżej przedstawiam fragmenty wywiadu udzielonego przez profesora Jana Hartmana dziennikarzowi Der Onet Rano m.in. na temat „pedofilii w Kościele polskim. I dosłownie 2 zdania na temat ataku profesora Jana na Redutę Ordona w wyborach samorządowych w Warszawie w 2018 r.

Jan Hartman: 10:05 „…Polacy jeszcze nie wiedzą. Przez świat idzie no gigantyczna fala oburzenia. Kościół jak kostki domina upada w poszczególnych krajach  pod wpływem tragicznych skandali pedofilskich. Bo to okazuje się  nieprawda ( redaktor Masowa skala tej…) że tych pedofili jest kilka razy więcej niż w męskiej populacji świata. Nieprawda, że to jest 2% jak zapewniał Papież. No Bo  wszędzie gdzie się sprawdza, nie wiem,  w Ameryce, Australii, Belgii, Irlandii to jest to 5%, 6%, 7%. Więc to Polaków jeszcze czeka. Takie wielkie przebudzenie. Takie  wielkie bum. No bo to Polacy jeszcze nie zdają sobie sprawy, że statystycznie  biorąc, mamy kilkuset księży pedofili  na pewno więcej niż 300, bo prawdopodobieństwo, że ich tylko 300 po szkołach grasuje , to jest poniżej niż 1%,  bo statystycznie POWINNO BYĆ KOŁO 400. Więc to jest ogromny problem i myślę, że Polski nie ominie i polskiego Kościoła ten wstrząs a teraz wchodzi film „Kler”

Redaktor: No właśnie chciałem się zapytać, czy pan kliknął na Facebooku masowo oglądanie filmu „Kler na rzecz jego popularyzacji.

J.H. No wie Pan ja sam to popularyzowałem ja miałem 21 tysięcy udostępnień  swojego wpisu na polityka.pl gdzie namawiam do udziału w tej akcji.  Tak że to będzie wielkie bum. To na pewno odzew będzie gigantyczny.Mam nadzieję , że to będzie taki wyzwalać, że społeczeństwo się przebudzi , że zobaczy jak jest. Ten film oczywiście jest odrobinę przerysowany, bo to jest taka konwencja tamte  patologie są w pewnym zagęszczeniu pokazane to prawda

Redaktor: A widział Pan już to?

J.H. Nie,  ale znam scenariusz. I wiem, że to jest bardzo rzetelnie zrobione, bo po prostu ze wszelkimi szykanami, konsultacjami i tak dalej . A  w centrum stoi no konkretna postać polskiego hierarchy która jest ukazana w swojej działalności bardzo rzetelnie, bardzo uczciwie i to jest porażający obraz ale to już nie tylko o tego księdza chodzi po prostu o  odblokowanie świadomości Polaków  i o to, aby nabrali odwagi do mówienia o tych patologiach Bo kłamstwem jest, kłamstwem jest, że pazerność, ZŁODZIEJSTWO, pijaństwo, rozpusta, pedofilia to jest jakiś absolutny margines  a codzienność kościoła jest  inna. Nie, ten margines jest niesłychanie szeroki i ta patologia jest masywna.  Oczywiście ja nie mówię, że wszyscy księża czy nie wiem, czy nawet 10% księży to są ludzie zdeprawowani. Ale tych kilka procent to jest coś porażającego. Wśród robotników budowlanych kierowców i profesorów nie ma czegoś podobnego nie ma takiego odsetka pedofilów, złodziejów … to jest gigantyczna..

Redaktor: Czy przyzwolenie w samej instytucji było?

J.H. Ja nie wiem, wie pan,  to jest potwornie anachroniczna autorytarna instytucja, gdzie no po prostu takie stosunki panują o charakterze mafijnym  wrażliwość na patologię jest właściwie żadna, a właściwie jest na nią systemowe przyzwolenie to jeśli chodzi o krycie pedofilii, no  to  przez stulecia to w ogóle nie było problemem a od kiedy się stało, NO TO  STWORZONO SYSTEM UKRYWANIA PEDOFILII, tuszowania, negowania. Jeszcze niedawno polscy biskupi mówili, że to są prywatne sprawy prywatne przestępstwa a poza tym wcale nie ma więcej księży pedofili niż w innych zawodach. Jeszcze rok, dwa lata temu  potrafili tak mówić, kiedy były  już JAWNE dowody  że nie 2 nie 5 i nie 10 RAZY JEST WIĘCEJ PEDOFILI W SUTANNACH NIŻ BEZ SUTANNY. Tak że tu jest wielka zmiana i ten film mam nadzieję będzie przełomem naprawdę liczę na to że wstrząśnie…

Redaktor: Że rozpocznie się w Polsce dyskusja

J. H. :”.. Tak Jeszcze  w kontekście wyborczym  to jest bardzo niewygodne dla Kościoła, bo czym bardziej będzie protestował, no  tym bardziej ludzie się będą interesować oni są w zasadzie bez żadnego dobrego wyjścia (..) Bo każdy, kto się z tym zetknie  i zobaczy, że to nie jest tak, że to jest co piąty,  dziesiąty, setny pedofil,  że to jest mafia pedofilska w każdym kraju, że to po kilka procent księży bierze udział regularnie w takich mafijnych zorganizowanych działaniach pedofilnych, no to,  no to prostu włos na głowie staje…

14:43 Redaktor: Cały świat o tym mówi a  w Polsce ta dyskusja jest…, nie ma takiego napięcia i nie jest tak intensywna jak za granicą, 

J.H. No nie ma. No bo ludzie jeszcze nie rozumieją, że ich dzieci są zagrożone, że to jest prawda, że kilkuset księży grasuje po szkołach, oni tego nie rozumieją, dopiero się muszą jakoś przebudzić, jakoś to zrozumieć. To wymaga szoku. (…) Stosunek kościoła jest do tego po prostu wulgarny. Oni z góry mówią, że nie będą płacić żadnych pieniędzy bo nie są zmuszeni bo polskie prawo ich do tego nie zmusza  No po prostu ludzie zobaczą jako to naprawdę wygląda, i przestaną się bać (..) uwierzą w to wszystko. No to wtedy to będzie tak jak w innych krajach. Początek końca potęgi tej instytucji, no i tym samym początek wolnego świeckiego państwa. O co walczymy. Cała moja działalność publiczna  ostatecznie jest temu podporządkowana, żeby Polska była wolna, niepodległa nie była sterowana z Moskwy, ani z Brukseli, ani z Watykanu. (….)

Redaktor: Co pan lubi w Warszawie,

J.H. Najbardziej lubię w Warszawie,  że tu się  zawsze bardzo dużo dzieje, że tutaj powstała taka europejska  no klasa inteligencka, warstwa inteligencka,  gdzie się spojrzy na prawo i lewo w Śródmieściu Warszawy, tam są mili kulturalni,  DOBRZE UBRANI, wykształceni ludzie (…)

Do takiego tekstu zbędny jest wszelki komentarz. No może to, że Jan Hartman wyraźnie podważa kompetencje organów ścigania i ich uczciwość. On znalazł w jednej tylko instytucji „statystycznie” 2500 „sprawców” a oni łącznie we wszystkich grupach społecznych – złapali i posadzili nieco ponad 1450. W której to grupie jest jeden lub kilku księży. Co oznacza, że „łącznie” wg hagady Hartmana w Polsce tych „pedofilów” jest lekko licząc 4.000. 

 No i może też to, że profesor Hartman sam stwierdza,  iż CAŁA jego działalność jest skierowana na stworzenie „wolnego świeckiego państwa’. Jakoś kwestia krzywdy dzieci i nieletnich z tej całej historii się delikatnie ulatnia.

Bo gdyby chodziło o „krzywdę dzieci”, to wystarczy przeanalizować działalność urzędów opieki społecznej „w temacie adopcji polskich dzieci za granicę”. Gdzie rozpływają się one w niebycie i nikt się nimi nie interesuje.

 Filmy antyklerykalne były kręcone w PRL  i będą kręcone. Najwięcej powstało za Gomułki w latach 60-tych XX w. kiedy już zlikwidowano „dziedzica i kułaka”. A postać księdza była jednoznacznie „sprofilowana”: stary przeżytek, aż się z niego próchno sypało albo młody antypatyk („Wiano” 1963 grał Zbigniew Zapasiewicz,) Klasyką gatunku była „Matka Joanna od Aniołów” z zakonnicami, diabłem opętaniem, seksem czyli „pełny zestaw”. Albo „ksiądz był śmieszny”.  Ale to rzadziej.

Teraz mamy kolejną „mądrość etapu”, bo się szykuje batalia o wielkie pieniądze. Ile chcą patroni  Smarzowskiego  i Hartmana wyrwać kasy z KK w Polsce „na molestowane dziecko” to jest  ich słodka tajemnica. Tu raczej chodzi o pozbawienie KK w Polsce – rządu dusz. O śmiertelne osłabienie jedynej instytucji polskiej mającej ciągłość nawet w czasach zaborów i kreującej – polskie elity. 
 Kiedyś dziedziców, wojskowych i dyplomatów.

Dziedziców już nie ma od kilku pokoleń a za to pojawił się typ mędrka na etacie państwowym w rodzaju   Hartmana, światowej sławy eksperta od „dyskusji o kazirodztwie”.  

Który w sposób zdecydowany ma zamiar zastąpić Polakom elitę polską  sobą samym,  w charakterze „kwintesencji elity” do spółki z profesorem Woleńskim, Andrzejem Zollem, Jerzym Stuhrem oraz oczywiście prezydentem Komorowskim, panią HGW i całą Unią Wolności, z której zasobów czerpią kolejne ekipy rządowe III RP.

Co prawda niejakie wątpliwości budzi użycie w wywiadzie przez profesora nauk  - słowa „masywna” w zestawieniu ze słowem „patologia” a nie ze słowem np. obrączka czy kobieta. Ale to są detale. Kim my jesteśmy, żeby poprawiać profesora z Krakowa. Najwyżej zmieni się słownik.

Profesor Jan Hartman bardzo gorąco zachwala film „Kler”, którego, tak jak my, też nie widział. Ale za to „czytał scenariusz” i zapewnia, że „wszystkie szczegóły były konsultowane z ekspertami”. Czyli należy liczyć, że Janek z Czterech Pancernych w stroju biskupim nie będzie się żegnał lewą ręką.


https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Wole%C5%84ski

niedziela, 26 sierpnia 2018

„Pedofilia w Kościele” czyli ostateczne rozwiązanie kwestii katolickiej.


Reżyser Smarzowski za 2 mln zł dotacji rządowych czyli z PISF  i za deklarowane dodatkowe  8 mln zł „finansowania zewnętrznego”  we wrześniu tego roku być może pokaże nam cały film „Kler” jak i wszystkie informacje o sponsorach.  Ma być głównie o złym prowadzeniu się polskiego „kleru” ze szczególnym uwzględnieniem pijatyk, obżarstwa, wulgarnego słownictwa, molestowania niewinnej młodzieży żeńskiej lub męskiej i pożądania pieniędzy.

Jeśli data premiery się nieco przesunie, to może dociągnie do listopada a wtedy film „Kler” będzie można potraktować jako specyficzny podarunek środowisk filmowych i oczywiście ministra kultury i dziedzictwa narodowego pana Piotra Glińskiego dla katolików polskich  na obchody 70 rocznicy mianowania Biskupa Lubelskiego Stefana Wyszyńskiego – Prymasem Polski przez Papieża Piusa XII.

W oczekiwaniu na premierę filmu „Kler”, który już rozgrzewa do czerwoności lewicowe, niemieckie i katolickie portale, może zróbmy sobie aktualizację wiedzy w zakresie „problemu pedofilii księży katolickich” z ostatnich lat.

Najwięcej dzieje się oczywiście w USA.

 W sierpniu 2018 r. ogłoszony został tzw. Raport Grand Jury stanu Pensylwania opracowany z inicjatywy biura Prokuratora Generalnego Stanu Pensylvania pana Josha Shapiro przez podmiot prawa amerykańskiego o nazwie Grand Jury (Wielka Ława) składający się podobno z 23 osób, które nie zostały ujawnione opinii publicznej, a które przez 2 lata grzebały w archiwach sześciu diecezji Kościoła Rzymsko Katolickiego Stanu Pensylwania  i „słuchały zeznań” kilkudziesięciu osób, które przedstawiały się jako „molestowane seksualnie przez księdza katolickiego”.

Opinii publicznej poza USA nie jest znana  formuła, wg której Biuro Prokuratora Generalnego Stanu Pensylwania powoływał Grand Jury, nie są znane zadania postawione Grand Jury ale znane są „wnioski” oraz „wrażenia” anonimowych członków Grand Jury, których podpisów nie widać w dokumencie upublicznionym w Internecie.
 
W tej procedurze nie widać obrońców i nie ma śladów informacji, iż odbyła się przewidziana prawem procedura procesu karnego z obrońcą i zasadą uznawania niewinności podejrzanego do czasu wydania prawomocnego wyroku.

No i Prokurator Generalny Stanu Pensylwania pan Josh Shapiro lansuje się od 14 sierpnia 2018 r. na 884 stronach materiału, który nie ma cech dokumentu: brak pieczątki organu/instytucji, która go wydała, brak dat i podpisów autorów. Za to są dokładne dane personalne „winnych” księży katolickich, których dane znalazły się w archiwach diecezji od lat 40-tych XX w. w związku z zarzutami o molestowanie  seksualne dzieci i młodzieży.  A których nie postawiono przed sądem z powodów na przykład takich jak: śmierć księdza, przedawnienie, brak wiarygodności oskarżenia, brak penalizacji jakiegoś szczególnego zachowania np. rozmowy.

A  to oznacza, że w świetle prawa ci ludzie nie są winni ale zostali publicznie napiętnowani przez ludzi, którym nadano władzę prokuratora i sędziego jednocześnie. I kata, bowiem ujawnienie takiego raportu z danymi osobowymi oznacza śmierć cywilną księdza, jeśli jeszcze nie umarł „zwyczajnie”.

W procedurze karnej wyboru ławy przysięgłych podobno w USA zwraca się uwagę na to, aby członek ławy przysięgłych NIE był uprzedzony do oskarżonego z powodu jego np. wyznania, narodowości etc..

Media od sierpnia szaleją podając dwie liczby: 300 księży i 1000 molestowanych dzieci w stanie Pensylwania. Okrągłe liczby łatwo zapadające w pamięć. Nie 298 lub 312 i nie 1033 lub 999. Ciemny lud tego nie zapamięta. Ale zapamięta 300 i 1000.

Natomiast media NIE podają, że to są dane zagregowane z archiwów z 70 lat czyli co najmniej od roku 1940. I że  nie są informacją o księżach skazanych prawomocnym wyrokiem przed ławą przysięgłych ale zestawieniem oskarżeń bez weryfikacji biegłych i bez możliwości obrony strony oskarżanej.

Precedens już był: w roku 2005 pani Prokurator Dystryktu Filadelfii Lynne Abraham wydała pierwszy taki „raport”, w którym podobne „grand jury” spisało z archiwów kilku  diecezji dane dotyczące księży oskarżanych kiedykolwiek i w jakiejkolwiek formie o molestowanie seksualne głównie nastolatków ale i młodszych dzieci, głównie ministrantów oraz co smaczniejsze szczegóły owego „molestowania”.

Prokurator  Abraham dowiedziała się o istnieniu takich archiwów 2 lata wcześniej, bowiem Konferencja Katolickich Biskupów USA zleciła specjalistom prawa karnego i psychologom sądowym z College’u  im. Johna Jay’a ( Uniwersytetu Nowy Jork ) w roku 2002 zrobienie badania na temat natury i skali problemu molestowania seksualnego nieletnich przez księży katolickich.

Lynne Abraham jako prokurator dystryktu Filadelfia poza wydaniem bardzo wysokiej liczby kar śmierci zasłynęła w ostatnich latach tym, iż wydała wyrok więzienia na 11 chrześcijan modlących się „nienawistnie” w miejscu publicznym bo na ulicy w trakcie przemarszu parady równości czy LGBT.
Zostali zaaresztowani,  dostali kary bezwzględnego więzienia plus kary finansowe w wysokości 90 tysięcy USA każdy.

W 2011 powstał w Prokuraturze Dystryktu Pensylwania następny taki „raport” pod nadzorem prokuratora Setha Williamsa, byłego asystenta i protegowanego pani emerytowanej już prokurator Lynne Abraham. Ale ten raport  „się nie przyjął” czyli nie jest przypominany w mediach ani nawet u docenta wiki albowiem doprowadził do spektakularnej wtopy filadelfijskiego wymiaru sprawiedliwości z udziałem policji, prokuratury i sądu.   

M.in. znalazły się w nim opisy rzekomych drastycznych gwałtów dokonanych w roku 1998 , na podstawie których, oraz na podstawie wyraźnie ustawionego „śledztwa” w roku 2013 dwóch księży  zostało skazanych na wieloletnie kary więzienia za gwałty na „byłym ministrancie” Danielu Galagherze. Oraz skazany został nauczyciel szkoły katolickiej.

Grand Jury wnioskowało również w Raporcie z roku 2011 o aresztowanie trzeciego ksiedza za domniemany gwałt na 14-letnim Marku Bukowskim. Dodatkowo aresztowany został pracownik cywilny.

Księża i nauczyciel zostali skazani i poszli siedzieć, przy czym księża obstawali przy swojej niewinności a nauczyciel poszedł na ugodę i dostał niższy wyrok. Ksiądz Engelhard zmarł w więziennym szpitalu w roku 2014 przykuty do łóżka oświadczając na łożu śmierci, że jest NIEWINNY.

Co miało się potwierdzić po jego śmierci, kiedy w 2017 r. „nawrócił się na prawdę ” detektyw policyjny Josh Walsh, który zdążył pokłócić się z prokuratorem i będąc na emeryturze postanowił uczestniczyć w procesie apelacyjnym jako świadek obrony dla oczyszczenia niesłusznie skazanych.
 
Wyszło wtedy m.in. na jaw, że policja mataczyła przy dowodach podanych przez Gallaghera a miał być nim  kalendarz z roku 1998, w którym jego matka zaznaczała terminy służenia do Mszy św. obu synów bardzo sumiennie. Okazało się, że Gallagher zeznał, iż był wielokrotnie zgwałcony zawsze przed Mszą św. o 6.30 ale okazało się, że z kalendarza matki wynika, że w 1998 Daniel Gallagher w okresie objętym śledztwem NIE służył do Mszy ani razu. W dodatku Msza św. jest o 6.15 a nie o 6.30.
Policja aby „iść za tezą Grand Jury” i prokuratora Setha Williamsa – ZAMIENIŁA KALENDARZE i wzięła od matki kalendarz z 1999 r. No i ta Msza św. o 6.15 a nie o 6.30, o czym policja  wiedziała a „zapomniała” powiedzieć obronie.

Gallagher zdążył jeszcze wyrwać w procesie cywilnym w 2015 r. odszkodowanie od diecezji w wysokości 5 mln USD.

Sprawa kalendarza i godziny Mszy św. została wyciągnięta przez detektywa Josha Walsha już w roli świadka obrony w procesie/procesach  pozostałych żyjących skazanych na długoletnie kary więzienia na początku roku 2017, kiedy spotkał się z adwokatem  nauczyciela, który miał już zawał  w więzieniu i zbankrutował.

W maju 2017 r. były policjant przekazał sądowi 12-stronnicowe zeznanie na temat „usterek śledztwa” oraz „usterek strony oskarżenia w przygotowaniu procesu”.  Miało to spowodować zgodę na nowy proces księży (tych, którzy przeżyli) oraz nauczyciela, celem ich oczyszczenia z winy.  No a Danny Gallagher ma 5 milionów USD (minus 40% dla adwokata) na dragi. Ile ma Mark Bukowski nie podano, ale zapewne też zdążył coś wyrwać. 

Media zamilkły  zaś prokurator firmujący „raport Grand Jury 2011” i jego „wnioski i zalecenia” -  Seth Williams w styczniu 2017 r.  poszedł siedzieć za branie łapówek od arabskiego szejka i od szefa/właściciela klubu dla gejów za różne usługi wynikające z urzędu.
 
No i żeby nie zapomnieć: emerytowany kardynał Anthony Bevilacqua zmarł 12 stycznia 2013 r. dzień po tym, jak policja Filadelfii zrobiła mu nalot w poszukiwaniu dowodów na winę księży molestujących byłego ministranta Dannego 
Opisano to w Newsweek Magazine w artykule z 30.11. 2017 r. pod tytułem: "Katoliccy księża gwałcili dzieci w Filadelfii ale niewłaściwi idą do więzienia". 


Dzieje się w tej Filadelfii.


Żeby lepiej zrozumieć, dlaczego tak dziwne rzeczy dzieją się w mediach, prokuraturach i przed sądami USA w sprawach o molestowanie nieletnich przez księży katolickich  należy przywołać  John Jay’s Report  z 2004 r. wykonany na zlecenie Konferencji Biskupów Katolickich USA przez zespół pracowników naukowych z Wydziału Prawa Karnego College’u Prawa Karnego im. Johna Jaya Uniwersytetu Nowy Jork w okresie 2003-2004.

Dokument ten bardzo rozeźlił „obrońców dzieci molestowanych przez Kościół Katolicki” , ponieważ pokazano w nim statystyki wskazujące, iż zjawisko pedofilii w Kościele Katolickim USA jest znacznie mniejsze niż „średnia krajowa”. Ale materiały powstałe w diecezjach na temat oskarżanych księży podczas jego opracowywania zostały później twórczo wykorzystane przez prokuratury stanowe a zwłaszcza adwokatów szukających szybkich i łatwych zarobków.  I mamy te „raporty”.

 Okres badawczy : 1950- 2002. Obszar  badawczy: 98% diecezji i 60% „instytucji kościelnych”.

Dla potrzeb opracowania diecezje zostały poproszone o odtworzenie listy księży pracujących w latach 1950 -2002 oraz o wypełnienie specjalnych kwestionariuszy zawierających pytania dotyczące oskarżanych księży oraz skarżących jak również podania przedmiotu oskarżenia i okoliczności przekazania oskarżenia do władz kościelnych i ewentualnie do policji.

Należy domniemywać, że do czasu tworzenia raportu zespołu College’u Johna Jaya materiały archiwalne w diecezjach dotyczące zagadnienia nie miały charakteru skatalogowanej całości ale należało je wyciągać np. z różnych baz danych (np. korespondencja).

Całą tę czarną robotę wykonali pracownicy archiwów diecezjalnych i grzecznie przekazali w formie kwestionariuszy do zespołu badawczego a zespół dokonał zagregowania i analizy dostarczonych danych.  Raport został podany do wiadomości publicznej w lutym 2004 r. w Internecie.

Zawiera on m.in. następujące informacje: liczba księży pracujących w okresie 1950-2002 w diecezjach Kościoła Rzymsko Katolickiego USA – 109.694 osoby,
- ilość osób zgłaszających oskarżenie  o molestowanie seksualne w jakiejkolwiek formie, w tym nie mających uzasadnienia dowodowego ogółem: 10.667,
- w tym: ok. 3000 oskarżeń o molestowanie, które zostały złożone już po śmierci księdza, który był oskarżany,
-  ilość księży wymienionych w oskarżeniach: 4.392 (4,0%)
-  ilość księży, którym zostały postawione zarzuty – 384 (0,3%)
 -  ilość księży uznanych za winnych – 252 (0,2%)
- ilość księży skazanych  na kary więzienia – ok. 100 (0,09%)

Dla porównania warto podać ogólne dane o molestowaniu seksualnym nieletnich w USA z oficjalnych baz danych rządowych.
 
I tak  na stronie internetowej Departamentu Sprawiedliwości USA Biura ds. rejestrowania przestępców seksualnych skazanych etc. znajdujemy m.in. takie dane statystyczne na temat przestępstw wobec nieletnich:

- w roku 2012 zostało zarejestrowanych 63.939 przypadków molestowania seksualnego dzieci,
-  w roku 2012 zarejestrowanych zostało 346.830 przypadków gwałtów i molestowania seksualnego wobec osób w wieku powyżej 12 lat,
- w USA około 1,8 mln nieletnich było ofiarami przemocy seksualnej,
- w USA 1 na 6 chłopców  (15%)  i 1 na 4 dziewczynki (25%) było molestowanych seksualnie przed ukończeniem 18 roku  życia.  

 Liczba Amerykanów w wieku poniżej lat 18 wynosi 22,6 % co daje w liczbach bezwzględnych 73,4 mln osób. Jeśli dla uproszczenia szacunku przyjmiemy, że liczba dziewczynek i chłopców jest równa to daje to odpowiednio: 5,5 mln molestowanych chłopców i 9,2 mln dziewcząt. Milionów.

W mediach nie pisze się natomiast, iż John Jay’s Report ustalił  pewną prawidłowość w czasie 52 lat składania oskarżeń o różne formy molestowania seksualnego przez księży katolickich:

Otóż jak podaje w tabelce 5.2.2 na stronie 90, rozkład ilości oskarżeń w czasie był następujący:

1950-1959 –    łącznie 53 oskarżenia, czyli 5 na rok,
1960-1969 –    łącznie 190 oskarżeń czyli 19 na rok,
1970 – 1979 – łącznie 266 oskarżeń czyli 27 oskarżeń na rok,
1980-1989 – łącznie 1.146 oskarżeń czyli 115 oskarżeń na rok,
1990 -1999 – łącznie 4.022 oskarżenia czyli 402 oskarżenia na rok,
2000 – 2002 – łącznie 4.533 oskarżenia, 

W tym jak pokazuje wykres słupkowy  na stronie 89 pt. Year of Abuse Report ( Rok oskarżenia o molestowanie) – największa liczba oskarżeń w wysokości ok. 3.400 pojawiła się w roku 2002 czyli w roku, kiedy Konferencja Katolickich Biskupów USA podjęła decyzję o zleceniu badania zjawiska molestowania seksualnego młodzieży i dzieci przez katolickich księży.  W 2003 liczba znacząco spadła do poziomu ok. 600 oskarżeń.

Czyli na łączną ilości 10.667 oskarżeń księży w latach 1950-2002 w ciągu pierwszych 30 lat okresu badawczego łącznie wpłynęło 509 oskarżeń na ogólną liczbę pełniących posługę w tych latach 45-58 tysięcy księży czyli 4,8 % a w ciągu pierwszych lat 20 okresu badania tylko 2,3% ogólnej liczby zgłoszeń.

Potem mamy 1.146 w dekadzie lat 80-tych czyli 10,7 % łącznej liczby oskarżeń.

Natomiast w latach 1990- 2002 czyli w ciągu lat 12 liczba oskarżeń sięgnęła 8.555 oskarżeń ( 80,2%) z finałem w roku 2002 – ok. 33%.  Jedna trzecia w jeden rok.

Zupełnie inaczej przedstawia się rozkład wystąpienia w czasie domniemanych przypadków molestowania przedstawionych w w/w oskarżeniach. Wg tabelki nr 5.2.1 przedstawionej na stronie 90 wyglądało to następująco:

1950 -1959 – 939 przypadków molestowania,
1960-1969 – 2533 przypadków molestowania
1979-1979 – 3.445 przypadków molestowania
1980- 1989  - 2.074 przypadków molestowania,
1990 – 2002 – 603 przypadki molestowania na łączną liczbę 9.714 przypadków, które udało się przypisać czasowo do jakiejś dekady.

Co oznacza, że w latach 1950-1969 miało mieć miejsce 3.472 przypadki tj. 35,7% ogólnej liczby zgłoszonej, następnie w dekadzie 1970-1979  3.445 przypadków czyli 35,6% ogólnej liczby a w okresie ostatnich 22 lat okresu badawczego – 2.667 przypadków czyli 27,7%

Jak więc widać, w pierwszych 20 latach okresu badawczego zgłoszono zaledwie 2,3% wszystkich domniemanych przestępstw z okresu badanego a miało być ich wtedy popełnione aż 35,7%.

Czyli spore opóźnienie domniemanych poszkodowanych w zgłaszaniu swojej krzywdy, nadrobione ostro w roku 2002.
 
Oznacza to, iż wiele procesów karnych, które odbyły się już w nowym tysiącleciu opierała się na starych wspomnieniach sprzed wielu lat.  I tylko na wspomnieniach, bo żadnych innych dowodów nie było. Ale też obrona nie miała żadnych dowodów a wysoki sąd chciał słuchać jedynie oskarżenia.

W sytuacji, gdy zastosowana zasada procedury prokuratorskiej i sądowej polegała na przyjmowaniu za dowiedzioną prawdę każdego oświadczenia osoby prawdopodobnie tylko poszkodowanej, podejrzany ksiądz był traktowany jak winny a cały ciężar dochodzenia do prawdy i udowodnienia niewinności – spoczywał na Kościele Katolickim a ostatecznie na barkach samych podejrzanych – było wiadomo, że strona oskarżona jest na pozycji przegranej. Oskarżeniu wystarczyło tylko ustne oskarżenie domniemanego poszkodowanego dla uznania winy i skazania na kary więzienia.

Dlatego też sprawy, w których księża próbują bronić swojej niewinności i bronią jej skutecznie dotyczą jedynie spraw najnowszych, w których dowody i świadkowie jeszcze istnieją. I znane są przypadki skutecznej obrony, chociaż media ich zdecydowanie NIE nagłaśniają a opis przebiegu procedury budzi dreszcze zgrozy.
 
Przy praktykach policji i prokuratury amerykańskiej w sprawach o „przestępstwa seksualne księży katolickiej wobec nieletnich” opisanych w mediach– blednie legenda legendarnej „hiszpańskiej Inkwizycji”.

Na przykład w sprawie pewnego ministranta z diecezji Saint Louis przeciwko, policja nie zadała sobie przesłuchania podejrzanego księdza i obejrzenia domniemanego miejsca przestępstwa – przed procesem. To miało „iść z automatu”.
 
Chłopiec z rodziny, która przeżywała wyjątkowo „zły rozwód” był całkowicie rozchwiany emocjonalnie i przebywał w dużym stopniu w świecie wyobraźni, co jest elegancką formą określenia tego, że przestał rozróżniać prawdę od fikcji i m.in. zdążył oskarżyć koleżankę ze szkoły, „że go molestowała seksualnie”.

Oskarżający chłopiec opisał ks. Jianga jako „azjatyckiego księdza”, który miał przychodzić na korytarz szkolny w szkole Świętego Ludwika przy Katedrze o poranku, kiedy klasy szkoły podstawowej ustawiały się w porządku, aby wyruszyć na poranną Mszę św.  No i ten ksiądz miał go „wyrywać z dwuszeregu” czy innego „ordynku”, sprowadzać z korytarza szkolnego do piwnicy, gdzie były toalety i tam „go molestować”.

Ponieważ „przy Katedrze w Saint Louis” był tylko jeden „ azjatycki ksiądz” Xiu Hui Joseph Jiang urodzony w Chinach Ludowych. Policja przyjechała, zgarnęła go i zawiozła na komisariat bez pytania o cokolwiek.

Gdyby funkcjonariusze policji Saint Louis pofatygowali się do szkoły im. Świętego Ludwika i przepytali wychowawczynią klasy chłopca oraz pana ciecia zarządzającego łazienkami, dowiedzieliby się, że a) nauczycielka nigdy w żadnych okolicznościach nie pozwalała nikomu i pod jakimkolwiek pretekstem „zabierania” jakiegoś dziecka z grupy ustawionej przed lekcjami i Mszą św. na korytarzu. I dowiedzieliby się od pana ciecia, że nie otwierał nigdy w ciągu swej kariery zawodowej łazienek „z klucza” przed godziną 9.00.  A Msza św. rozpoczynała się o 8.00 albo podobnie.

O ile funkcjonariusze policji nie dołożyli należytej staranności to aktywiści ze SNAP dołożyli jej nad miarę: w czasie procesu księdza Jianga przed rozprawami wyzywały go publicznie (i bezkarnie) od „pedofili”, „prześladowców dzieci” a media grzały temat na pierwszych stronach gazet (wraz z fotografią i nazwiskiem).

Proces trwał do roku 2015 kiedy to prokuratura odstąpiła od oskarżeń z uwagi na zeznania świadków obrony i wyniki przesłuchania księdza na wariografie.

Ksiądz Xiu Hui Joseph Jiang  w tydzień później złożył pozew przeciwko: rodzicom 12-latka skarżącym księdza, policjantom Tonyi Porter i Jaimiemu Porterle, miastu Saint Louis oraz aktywistom organizacji SNAP ( Survivors Network of those Abused by Priests- Sieć Ocalałych z molestowania przez Księży) w tym wiceprezesowi Dawidowi Clohessy i Barbarze Dorris za fałszywe oskarżenia będące przejawem dyskryminacji religijnej i etnicznej oraz za odmówienie mu procesu zgodnego z konstytucją USA.

Ksiądz Jiang urodził się w Chinach Ludowych w rodzinie katolickiej, jako drugi SYN, co oznaczało,  był „nielegalnym dzieckiem”, którego Matka „złamała prawo”, bo Go nie „wyabortowała”. Zatem był człowiekiem heroicznym z natury i wychowania.

Początkowo studiował w seminarium duchownym w  Chinach a następnie, w wyniku jakichś „spisków” zdołał przyjechać do USA i kontynuować tam studia seminaryjne i tam przeżyć wyświęcenie na księdza rzymsko katolickiego. Podobno ksiądz Jiang modlił się „o męczeństwo”. Można powiedzieć, że „czekało tuż za rogiem”.

No i okazało się, że najważniejsza „organizacja non –profit” w USA zajmująca się „obroną Ocalałych z molestowania księży” nie dość, że została upokorzona przez uniewinnienie księdza Jianga, to jeszcze pani prokurator ukarała SNAP w związku z odmową ujawnienia korespondencji mejlowej z adwokatami chłopca, w której nie tylko się „namawiali” w takim sensie, że „każdy cent odebrany Kościołowi Katolickiemu, to cent, którego ten NIE WYDA na działania przeciwko przerywaniu ciąży, prześladowaniu LGBT”  i tym podobne zbrodnie.

Ksiądz Jiang nie chciał od SNAP odszkodowania finansowego tylko przeprosin publicznych a najgorsze było jeszcze przed „organizacją non- profit”. I nie pomogła pociecha w postaci Oscara dla filmu „Spotlight” (o wykryciu pedofilii księży w Bostonie przez dzielnych dziennikarzy, którym pomagał aktywista SNAP).
 
Oto w styczniu 2017 r. pani Gretchen Rachel Hammong, była Dyrektor ds. Spraw Rozwoju (lipiec 2011 – luty 2013) SNAP a wcześniej aktywistka tej organizacji, złożyła pozew przeciwko SNAP, w którym oskarżała organizację m.in.  o to, że „SNAP nie skupia się na ochronie „ocalałych”- ale eksploatuje ich.. SNAP „rutynowo akceptuje finansowe łapówki od adwokatów w formie „donacji”. 

Ze swej strony SNAP w dowód wdzięczności kieruje „ocalałych” jako „potencjalnych klientów” do adwokatów, którzy kierują pozwy w imieniu „ocalałych” przeciwko Kościołowi Katolickiemu.  
 
W pozwie miały się znaleźć też takie informacje jak ta, że „prominentny adwokat z Minnesoty, który reprezentuje ofiary molestowania księży podobno przekazuje corocznie sześciocyfrowe kwoty na SNAP w tym ponad 415.000 USD w 2008. Inni niewymienieni z nazwiska „adwokaci –darczyńcy” mieli pochodzić z Kalifornii, Chicago, Seattle i Deleware.
 
W pozwie było więcej smaczków a pani Hammond jako Afroamerykanka transwestytka pracująca ostatnio jako dziennikarka gazety LGBT „Windy City Times’ jest praktycznie nie do ruszenia.

Tyle lat dobrze  żarło a tu taki pech.

Toteż SNAP „do niczego się nie przyznał” ale już 24 stycznia 2017 r. pan wiceprezes Clohessy „dobrowolnie zrezygnował” a założycielka organizacji, wieloletnia szefowa i twarz organizacji pani Barbara Blaine – podała się do dymisji 3 lutego 2017 r.
Pani Blaine stworzyła organizację 12.000 aktywistów w 56 krajach – najsilniejszą organizację zaangażowaną w „ściganiu księży molestujących nieletnich” w 1989 r. I po tylu latach sukcesów taki spektakularny, żeby nie powiedzieć tragiczny, upadek. Pani Barbara Ann Blaine zmarła nagle w dniu 24 września 2017 r.  

Równolegle w czasie, gdy w USA na księży Kościoła Katolickiego Rzymskiego dokonywane są regularne polowania medialne, prawne i finansowe, w dalekiej Wielkiej Brytanii  tamtejsze służby socjalne oraz policja i sądy rozbiły i doprowadziły do skazania prawomocnymi wyrokami w latach 2010 – 2016  260 w 10 procesach aż 260 obywateli brytyjskich członków „islamskich gangów pedofilskich” pochodzenia pakistańskiego  za m.in.: handel narkotykami, handel żywym towarem, organizowanie prostytucji i , co najważniejsze: zbiorowe gwałty na dziewczynkach  w wieku lat 11-13, więzienie ich, bicie i zmuszanie do prostytucji oraz porwania.

Kary sięgnęły w niektórych przypadkach dożywocia ale też „osiągnięcia” budzą grozę: liczba dziewczynek w wieku lat 11-13 eksploatowanych seksualnie i gwałconych zbiorowo w zestawieniu danych z 6 procesów sięgnęła 2.880 ofiar, przy czym w jednej sprawie – Rotterham szacowana jest na 1400 ofiar gwałtów zbiorowych w okresie 1997-2013 a w Telford w okresie 2007-2009 – 1000 ofiar.  Gwałcenie dzieci w Telford ciągnęło się od lat 80-tych i policja miała zgłoszenia „ale jakoś tak” ciągle były jakieś trudności i niemożności.

W informacjach z ostatnich procesów gangów z Keighley i z Oxford z roku 2016 liczby nawet nie są podawane , za to policja informuje, że np. ofiar w Halifax „było najwięcej”. Czyli „więcej niż 1400” jak należy rozumieć. A to oznacza szacunki ofiar z 10 procesów na około 5000.
Sprawy ciągną się długo, ofiary są zastraszane przez gangi i zniechęcane przez wymiar sprawiedliwości. Media podają, iż sprawcami są „obywatele brytyjscy pochodzenia azjatyckiego”. Służby socjalne i policja przepraszają za opieszałość i zaniechania.

Szczytem wszystkiego była sprawa niejakiego Adila Rashida lat 18, studenta madrassy z Birmingham, który „zapoznał koleżankę” na Facebooku i korespondował z nią 2 miesiące a następnie pan lat 18 i pani lat 13 „spotkali się w Nottingham i poszli do hotelu Premier Inn, gdzie pan Rashid kandydat na imama ( czyli taki „islamki kleryk”) miał zarezerwowany pokój. Państwo przebywali tam 2 godziny a następnie pan Rashid udał się do meczetu na modlitwy. Chyba w Birmingham.

Młody pan został aresztowany ale bardzo szczerze i otwarcie zeznał wysokiemu sądowi m.in. o swoich doświadczeniach ze spotkania z panią lat 13 a także i o tym, że „rodzaj odebranej edukacji powoduje, że jest ignorantem jeśli chodzi o prawo brytyjskie” jak również szczerze wyznał, że w szkole islamskiej nie uczą, że seks z 13-latką jest nielegalny.

Jak ironicznie przygadywał dziennik dla ludności mniej wartościowej Daily Mail z dnia 25 stycznia 2013 r. Wysoki Sąd Królewski z Nottingham „dotychczas słyszał o wyrokach w takich sprawach w wysokości 4 do 7 lat bezwzględnego więzienia”. A w tej sprawie z uwagi na cytuję: „naiwność seksualną oskarżonego”, Wysoki Sąd zgodził się w całości z linią obrony – i wypuścił „kleryka Rashida” na wolność.
I pomyśleć, że to wszystko się działo wśród ludzi nie mających problemów z „celibatem”.

Protestanci również  nie mogą spać spokojnie. Już w maju 2015 r. The Guardian donosił w artykule pt. „Protestanci nie mogą już bagatelizować problem molestowania jako “katolickiego problemu”,  że właśnie „metodyści przeprosili za 1885 przypadków molestowania w okresie ostatnich 60 lat”.
I że już nie można powoływać się na „celibat” jako główną przyczynę.
Co dajemy panu Kamilowi Sipowiczowi pod rozwagę.
 
Generalnie chodzi jednak tylko o „kościoły protestanckie konserwatywne”, jak twierdzi w swoim artykule pani Kathryn Jones w The Nation z dnia 30 czerwca 2017 r. Podaje ona iż  w USA „protestanci ewangelikalni prześcignęli katolików” w kwestii seksualnego molestowania już w roku 2007, kiedy to roczna średnia statystyka przestępstw molestowania wynosiła np. 260 a w Kościele Katolickim „tylko” 226.

Kościoły liberalne, podobnie jak Hollywood, są wolne od pedofilii i molestowania nieletnich. Można też nawet oskarżyć o pedofilię rabina, pod warunkiem, że jest konserwatywny.
Rozszerzenie oskarżeń o molestowanie na inne kościoły i wspólnoty chrześcijańskie nie zmienia faktu, iż w USA a i w większości krajów protestanckich termin  „ksiądz katolicki” oznacza- „pedofil” dzięki wieloletniemu praniu mózgów przez media: prasę, telewizję, film i „naukowe opracowania”.

PS. Dzisiaj Papież Franciszek odwiedził Bazylikę w Knock w Irlandii, gdzie modlił się „za ofiary pedofilii  w Kościele w tym kraju”. No i oczywiście „Papież wyraża skruchę w związku z Raportem w Pensylwanii”. A koło kościołów w Polsce nieznani sprawcy o dobrym sercu zawiesili maleńkie buciki aby dać nam do zrozumienia, że „Kościół Katolicki w Polsce się nie przyznał ale jest winny”.

https://translate.google.com/translate?hl=pl&sl=en&u=https://en.wikipedia.org/wiki/Survivors_Network_of_those_Abused_by_Priests&prev=search
https://www.theguardian.com/commentisfree/2015/may/29/protestants-abuse-catholics-methodist-church