czwartek, 19 lipca 2018

Icchak Arad,Shmuel Krakowski i Israel Gutman czyli nowe zadania Yad Vashem


W sobotę 14 lipca obchodzono tańcem i śpiewem  kolejną rocznicę wybuchu  Rewolucji Francuskiej, co to „obaliła tyrana” i szykowano się do niedzielnego finałowego meczu Francja – Chorwacja.
Dwa wspaniałe powody do dumy narodowej, którą Francuzi szczerze wyznają.  Między innymi tysiącami pikników i imprez z tańcami, śpiewami i wyżerką.
 
Czego Francuzi NIE obchodzą przy tej okazji to 225 rocznicy śmierci pierwszego Przywódcy Powstania w Wandei –  śp. Jacquesa Cathelineau, popularnie zwanego „Święty z Anjou”.  

Nie obchodzili też 12 lipca 228 rocznicy uchwalenia przez Konstytuantę – tzw. Konstytucji Cywilnej Kleru, która stała się bezpośrednią przyczyną wybuchu Powstania Katolickiego w Wandei.
Powstanie w Wandei było w pełni spontaniczne i jego kilkumiesięczne sukcesy wynikały głównie ze znajomości terenu, doświadczenia w obchodzeniu się z bronią a zakończyło się ludobójstwem wg ścisłych instrukcji Konwentu Narodowego: wymordowane miały być WSZYSTKIE kobiety w wieku rozrodczym, DZIECI i księża, zakonnicy i zakonnice. Oraz mężczyźni –rojaliści w różnym wieku.

Wysłane z Paryża tzw. colonnes infernales (kolumny piekielne) czyli 12 dużych jednostek rewolucyjnych wymordowały ok. 300 tysięcy kobiet, dzieci i mężczyzn i doszczętnie spaliło, zbombardowało lub w inny sposób zniszczyło większą część miasteczek i wsi prowincji Wandea, z której wywodził się św. Ludwik Maria Grignion de Montfort. Wandeę zamieszkiwało przed Ludobójstwem – ok.815 tysięcy mieszkańców.  

Nad tą zbrodnią absolutna cisza, która trwa ponad 200 lat. Pierwsze poważne opracowanie historyczne jakie znamy, to książka „Ludobójstwo francusko- francuskie” autorstwa Reynalda Sechera wydana dopiero w roku 1986.
 
Natomiast  wykonawcy masakry ludności Wandei cieszą się wielką estymą ludu Francji i doznają różnych dowodów szacunku. Na przykład imieniem  generała Jean- Baptiste Klébera jest nazwana jedna z najważniejszych alei w państwie: Avenue Kléber, idąca od Łuku Triumfalnego do Trocadero. Ponadto imię zbrodniarza Klébera noszą:  stacja metro,  liceum dla ambitnej młodzieży w Strasburgu. 
Postawili mu też pomnik koło Louvru.

Jego imię wyryte jest na Łuku Triumfalnym, podobnie jak imię innego „pacyfikatora Wandei”- ojca autora kultowego dzieła „Trzej Muszkieterowie” – generała Thomasa Alexandra Dumasa, nieślubnego syna markiza Alexandra de la Pailleterie i niewolnicy afrykańskiej imieniem Marie Cessete.
Upamiętniony godnie został nawet generał François Joseph Westermann, który przeszedł do historii z wdzięcznym przydomkiem „rzeźnik Wandei”. Miał do niedawna w Paryżu swój skwer w XX dzielnicy ale ktoś poczuł, że to jednak za dużo i nazwano skwer imieniem jakiegoś pediatry.

Wymordowanie 36% populacji prowincji – w tym praktycznie 100% katolików rojalistów jest skrzętnie pomniejszane przez oficjalne czynniki  francuskie, włącznie z tzw. oficjalną nauką.

Pamięć o Wandei podtrzymuje jedynie Kościół Katolicki i mieszkańcy Wandei.

To mocno przypomina sytuację Polaków i postawę kolejnych rządów wobec sprawy strat Polski w II wojnie światowej, tak ludzkich jak materialnych. Do dzisiaj nie są sporządzone spisy imienne polskich Ofiar II WW. O stratach majątkowych nawet nikt nie wspomina.

„Tam”, czyli na Ukrainie też doznają wielkiego szacunku „duchowi ojcowie” ludobójstwa – Stefan Bandera czy Roman Szuchewycz.

Jakże inaczej na tym tle wygląda polityka historyczna twórców  państwa Izrael.

W dniu 10 wrześniu  1942 r., kiedy w Generalnym Gubernatorstwie od marca trwała likwidacja żydowskich gett,  w Palestynie Mandatowej pewien „kurier” i współtwórca mocno  lewicowej żydowskiej organizacji młodzieżowej  Ha-Shomer Ha-Cair a wówczas  działacz i mieszkaniec kibucu Heftsiba ( Beit Alfa)  Mordechai Shenhavi przedstawił w Va’ad Leumi czyli w „Radzie Narodowej Żydowskiej” Palestyny Mandatowej działającej wówczas pod przewodnictwem pana Izhaka Ben- Zvi (prezydenta Izraela w latach 1952-1963) – dokument pod tytułem: ”Idea Upamiętnienia Wszystkich Ofiar Żydowskiej Katastrofy Spowodowanej Przez Nazi Horror i Wojnę. Wskazówki do Narodowego Projektu”.

Sugerował, aby projekt ten zrealizowała najważniejsza instytucja żydowska działająca w Mandatowej Palestynie: Żydowski Fundusz Narodowy. Dokument liczył 9 stron i przewidywał m.in. przeznaczenie 200 ha w terenie rolniczym na „park narodowy”. Projekt „parku narodowego” przewidywał następujące przedsięwzięcia:

1)      pawilon poświęcony historii żydowskiego heroizmu przez generacje,
2)      budynek lub instytucję, która zebrałaby nazwiska WSZYSTKICH Żydów, którzy zginęli w jakimkolwiek kraju w związku z obecną wojną i z „German hooliganism in their countries”,
3)      symboliczny cmentarz dla tych, którzy zmarli na wygnaniu,
4)      cmentarz dla Żydów z Diaspory i Żydów Palestyńskich,
5)      centrum rekonwalescencji i kompleks hosteli dla immigrantów,
6)      hostele dla dzieci, powiązane z lokalnym osadnictwem, które przejmą niektóre  żydowskie sieroty wojenne i z pogromów,
7)      hostele, domy wypoczynkowe i hostele młodzieżowe,
8)      centrum studiów historii ruchu syjonistycznego, jego instytucji finansujących , Diaspory oraz centrum szkolenia dla kadr Narodowych Instytucji,
9)      sala dla dużych zgromadzeń, konferencji i konwencji,
10)   obiekty i pola do atletyki,
11)   centralne archiwum krajobrazu Palestyny wraz z laboratorium fotograficznym,
12)   muzeum,

W czasie, gdy na terenach okupowanych przez III Rzeszę Niemiecką  trwało „Ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej” w Palestynie Mandatowej trwała ożywiona dyskusja nad  projektem pana Mordechaja Shenhavi, w wyniku czego przerobił on swoje dzieło i ostatecznie jego praca została przyjęta w lutym  1945 r. przez Narodowy Fundusz Żydowski pod nazwą „Yad Vashem – Memorial Enterprize for the Destroyed Diaspora” (Miejsce/pomnik i imię – Projekt Pamięci dla Zniszczonej Diaspory). A w czerwcu zatwierdziła projekt Narodowa Rada Żydowska.

Przy czym warto zaznaczyć, że aż do listopada 1942 r. część władz Narodowego Funduszu Żydowskiego z prezesem dr Abramem Granowskim (Granotem) była przeciwna finansowaniu tego projektu, albowiem nie widziała związku, między „upamiętnianiem” a celem głównym Funduszu czyli  gromadzeniem funduszy i skupowaniem ziemi palestyńskiej dla osadnictwa żydowskiego.

Przełom nastąpił 14 listopada 1942 r. kiedy to pociągiem z Istambułu przybyła grupa 69 Żydów, głównie kobiet i dzieci z terenów Europy okupowanych przez Niemcy – w ramach wymiany Niemców zamieszkałych Palestynę Brytyjską na Żydów z obywatelstwem palestyńskim.
 Była to druga partia spośród pięciu takich wymian (łącznie 550 Żydów za 1000 Niemców) i akurat ci z drugiej grupy mogli już opowiedzieć sporo o skali ludobójstwa niemieckiego na Żydach, bo likwidacja gett zaczęła się w marcu 1942 r.  

Pod koniec  listopada 1942 r. Narodowy Fundusz Żydowski wyraził zgodę na projekt. A władze żydowskiej społeczności w Mandacie Palestyny zaczęły wtedy   słać do świata apele o ratunek dla Żydów. Rok po apelu rządu generała Sikorskiego  w tej sprawie.

W marcu 1945 r. w sprawę wkroczył Światowy Kongres Żydów. Po zapoznaniu się z projektem Shenhaviego dwaj prominentni działacze Światowego Kongresu Żydów dr Baruch Zuckerman (Amerykański Kongres Żydów) i dr Jacob Helman przedstawili swój kontr-projekt pod nazwą „Project Everlasting Remembrance”. (Projekt Wieczna Pamięć)

Zaproponowali mianowicie, aby pomnik pamięci zlokalizować na Górze Karmel i aby cały obiekt zawierał następujące elementy:
- specjalne pomieszczenie na wszystkie nazwiska męczenników żydowskich,
- specjalne pomieszczenie na komorę gazową,
- specjalne pomieszczenie na wagon kolejowy z deportacji,
- specjalne pomieszczenie poświęcone walkom w gettach,
- specjalne pomieszczenie poświęcone krajom, w których miał miejsce Holocaust, w którym byłyby gromadzone wszelkie związane z tym dokumenty,
- specjalne pomieszczenie dla nie- Żydów, którzy ratowali Żydów,
- specjalne pomieszczenie dla studiów nad Holocaustem wraz z niezbędną biblioteką,
- specjalne pomieszczenie dla modlitwy,
- specjalne pomieszczenie do studiowania Tory
- specjalne pomieszczenie zawierające dane wszystkich donatorów.

Za tym projektem stali tak ważni ludzie jak Chaim Weizman przyszły prezydent Izraela, Rabbi Stephen Wise, rabin węgierski z USA i Przewodniczący Światowego Kongresu Żydów, Rabbi Izaak Herzog i sam profesor Albert Einstein.
 
W tych warunkach wiadomo było, że „twarzami projektu Yad Vashem  zostaną  Żydzi z USA, za którymi stały pieniądze i media. I strach, że opinia światowa zacznie zadawać niewygodne pytania o zachowania Żydów amerykańskich w czasie II WW.
Co nie znaczy, że idee zawarte w projekcie Mordechaja Shenhavi zostały porzucone. Wręcz przeciwnie. Na początek wykorzystana została nazwa.

Sam Mordechaj Shenhavi prezentował  jako członek ścisłej egzekutywy „Yad Vashem w budowie” w izraelskim parlamencie  w dniu 19 sierpnia 1953 r. projekt ustawy o Ustawy o Pamięci Męczenników i Bohaterów Yad Vashem. Po czym usunął się do swojego kibucu, gdzie zmarł w latach 80-tych.

Projekt został uchwalony a w 1957 r. na wschodnich stokach najbardziej prestiżowej góry w Izraelu czyli Mount Herzl otwarto centrum pamięci.

Pierwsza wystawa obejmowała przede wszystkim: powstanie w Getcie Warszawskim, powstania w obozach śmierci Sobibór i Treblinka i na walce tych, co przeżyli o dotarcie do Izraela.


Sprawa Yad Vashem od początku była traktowana jako jedna z priorytetowych kwestii polityki historycznej i wizerunkowej państwa Izrael. Władze instytucji od początku były obsadzane przez kolejne rządy.
Pierwszym dyrektorem został  w 1953 r. profesor Ben Zion Dinur – poseł do Knessetu z partii Ben Guriona Mapai i minister edukacji w trzecim rządzie. Wybitny historyk ruchu syjonistycznego. Kierował Yad Vashem w latach 1953-1959.

Następnie dyrektorem został Arieh Leon Kubowy (Kubowitzky), wybitny działacz syjonistyczny, jednej z założycieli Światowego Kongresu Żydów i przewodniczący w latach 1945-1948. A następnie – dyplomata. M.in. ambasador w PRL i w Czechosłowacji w latach 1951-1952.

Trzecim dyrektorem był Katriel  Katz, który również pełnił ważne role w dyplomacji.   W roku 1953 został ambasadorem Izraela w Budapeszcie, od roku 1956 r. był ambasadorem w Polsce i zorganizował wyjazd około 40 tysięcy Żydów do Izraela. Następnie był konsulem w Nowym Jorku a od 1962 r. ambasadorem Izraela w Moskwie, gdzie przebywał do zerwania stosunków przez ZSRR z Izraelem w 1972 r. w związku z wojną sześciodniową.  Katriel Katz był szefem dyrektorów Yad Vashem w latach 1968-1972.

W strukturach Yad Vashem nadrzędne stanowisko nad „szefem dyrektorów” pełnił od pewnego czasu Przewodniczący Rady Yad Vashem i pierwsza znaleziona przeze mnie osoba to dr Gideon Hausner, który był przez lata Prokuratorem Generalnym Izraela i zasłynął w świecie jako prokurator w procesie Eichmanna. Szefem Rady Yad Vashem pozostawał w okresie 1969-1989.

A w roku 1972 do Yad Vashem „wkroczyło wojsko” i to nie byle jakie.  Szefem dyrektorów Yad Vasehm  został sam generał brygady Sił Obrony Izraela Yitzchak Arad ps. Rudnicki.

Słynny „partyzant z oddziału sowieckiego im. Markowa na Litwie” w latach 1943-1945 ur. w 1926 r. w Święcianach. Po wejściu Armii Czerwonej na Litwę jeszcze „zwalczał w lasach oddziały antykomunistyczne” a następnie zniknął bez śladu aby odnaleźć się we Włoszech, skąd przeszmuglował się do Palestyny i dołączył do specjalnego oddziału dywersyjnego Hagany– Palmach. Dostał szansę kariery w siłach zbrojnych Izraela,  początkowo w lotnictwie a następnie w wojskach pancernych. Awansował aż do poziomu sztabu generalnego.

W czasie służby wojskowej studiował historię i nauki polityczne, więc kiedy odszedł na wojskową emeryturę – dostał posadę Prezesa Rady Dyrektorów Yad Vashem i pozostał na niej do roku 1993.

A następnie w roku 1999 r. kiedy Przewodniczącym Międzynarodowej Rady Yad Vashem był dr Joseph Burg, generał Arad otrzymał zaszczytną funkcję Wiceprzewodniczącego Międzynarodowej Rady Yad Vashem, którą pełni nieprzerwanie aż do dzisiaj. Od 2000 r. towarzyszył mu jako Wiceprzewodniczący Rady – Elie Wiesel i Israel Singer.
 
Czyli za czasów kolejnych Przewodniczących Międzynarodowej Rady Yad Vashem: dr Josepha Burga 1989-1999, Shevaha Weissa 2000-2006 , Josepha (Tommy) Lapida (ojca TEGO Yaira Lapida) – 2006-2008 i rabbiego Israela Meira Laua (styczeń 2009 do dzisiaj).
No więc generał i partyzant z lasów spod Wilna Yitzchak Arad Rudnicki jest trwałym elementem krajobrazu Yad Vashem od roku 1972 z niewielką przerwą w latach 1994-1998. Czyli 42 lata nieprzerwanej służby.

Nie wiadomo czy zupełnie przypadkowo dołączył do niego w 1972 r. inny człowiek obeznany ze „sztabem generalnym” i objął posadę szefa archiwów Yad Vashem.  Był to major Wojska Polskiego i „dziecko getta łódzkiego” Szmuel/Samuel/Stefan Krakowski czasem występujący pod ksywą Samuel Erlich.

Szmuel Krakowski ur. w 1926 r. w Warszawie przeżył getto w Litzmannstadt i został wywieziony do KL Auschwitz a następnie do obozu w Buchenwaldzie.  Po wojnie wrócił do Polski i wg danych zgromadzonych w IPN w 1945 r. został skierowany na kurs o bliżej nieznanej tematyce do Wojewódzkiej Szkoły Partyjnej PPR.
Latem 1946 r. miał być skierowany przez PPR do partii żydowskiej ICHUD (przewodniczący: Emil Sommerstein, członek PKWN ds. odszkodowań) „aby demaskować znajdujących się w niej rewizjonistów”.

Od sierpnia 1947 r. został słuchaczem  w Szkole Oficerskiej Departamentu VII (wywiad) w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego.  Od 7 listopada 1948 r. zostaje oddelegowany do Oddziału II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.

Od 6 grudnia 1948 r. do 1 września 1950 r. formalnie na etacie młodszego referenta w Departamencie VII (wywiad) Wydział IV Sekcja XIII MBP. Nominalnie przebyła na „urlopie bezpłatnym i bezterminowym” a faktycznie przebywał m.in. w okresie 6 października 1949 r. do 24 czerwca 1951 r. jako „przedstawiciel II Oddziału Sztabu Generalnego WP przy polskiej delegacji do ONZ w USA”.  
 
Wtedy akurat Rada Bezpieczeństwa ONZ wydawała masę rezolucji „w sprawie Palestyny”, gdzie akurat toczył się krwawy konflikt żydowsko-arabski. A Stefek (Szmul) Krakowski mógł się dowiedzieć bardzo ciekawych rzeczy za kulisami. No ale.

Od 1 lipca 1951 r. już w Polsce jako „pomocnik kierownika sekcji” w Wydziale II Oddziału II Sztabu Generalnego WP a następnie kolejno: od 1 stycznia 1952 r. jako „p.o. pomocnika szefa w Wydziale III Oddziału II a w okresie od 1 czerwca 1953 r. Kierownik Sekcji Rezerwy Personalnej Sztabu Generalnego a od 1 lutego 1954 r. Pomocnik Szefa Oddziału III Wydziału II, w okresie od 1 sierpnia 1955 r. do 15 października 1956 r. w stopniu kapitana jako „Pomocnik Szefa Oddziału III Wydział I”.

Następnie przeniesiony do Inspektoratu Lotnictwa, gdzie najprawdopodobniej pracował do 10 lipca 1966 r. Odszedł z wojska na własną prośbę w stopniu majora.
 Po czym załapał się jako człowiek najwyższego zaufania  najpierw do Muzeum Historii Polskiego Ruchu Rewolucyjnego a następnie został kierownikiem archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego.

A następnie wyjechał w 1968 r. do Izraela. I w 1972 r. dostał posadę szefa archiwów w Yad Vashem u nowego Dyrektora generała Arada, z którym przyszło mu pracować w jednym żołnierskim zespole do roku 1993.

Finałem jego kariery archiwisty i historyka w Yad Vashem było danie pomocnej dłoni aspirującemu młodemu naukowcowi z Warszawy i Ottawy dr Janowi Grabowskiemu, z którym opracował i wydał  w Northwestern University Press esej Emanuela Ringelbluma pt. Relacje polsko- żydowskie relacje w czasie II wojny Światowej”. 
 W którym to eseju Emanuel Ringelblum ukrywający się w bunkrze pod szklarnią na Grójeckiej opisywał „szerokie spectrum” stosunków okupacyjnych polsko żydowskich ze szczególnym uwzględnieniem polskiej rasistowskiej podłości, niezliczonych zbrodni m.in. Granatowej Policji  na Żydach i „krwi setek tysięcy Żydów na rękach Polaków”.

A generał Arad Rudnicki, któremu źli ludzie na Litwie i w Polsce przypisują udział w masakrze Polaków i Litwinów wsi Koniuchy w dniu 29 stycznia 1944 r. wspólnie z innymi „towarzyszami radzieckimi i żydowskimi”- tylko „klaskał jak to czytał”.  

Zapewne klaszcze i w tym roku, bowiem właśnie IPN UMORZYŁ śledztwo w sprawie masakry wsi Koniuchy. Litwini wymiękli już w 2008 „po donośnych protestach Yad Vashem” oczywiście w obronie dobrego imienia generała Arada.

W roku 1993 generała Arada na stanowisku Szefa Dyrektorów Yad Vashem zastąpił generał brygady Sił Obrony Izraela (emerytowany) dr Avner Shalev, ur. 1939 r. w Jerozolimie. Weteran wojen: Sześciodniowej 1967 i Yom Kippur 1973 oraz „bojownik o prawdę przeciwko Kościołowi Katolickiemu” w roku 2007. Chodziło o złe zachowanie (zdaniem Yad Vashem) papieża Piusa XII w czasie II WW „w kwestii żydowskiej”.

Również w 1993 rozpoczął karierę na wysokich stanowiskach Yad Vashem „bohater Powstania w Getcie Warszawskim” – prof. Israel Gutman. W latach 1993-1996 został szefem komórki Yad Vashem pod nazwą „Międzynarodowy Instytut Badań Holocaustu” a w latach 1996-2000 Głównym Historykiem Yad Vashem a następnie został „doradcą naukowym kierownictwa”.

Israel Gutman ur. w 1923 w Warszawie był oczywiście aktywistą Haszomer Ha-Cair a w getcie warszawskim wstąpił do ŻOB i znał Mordechaja Anielewicza. Kiedy w 1946 r. dostał się do Erec Israel po obozie na Majdanku i w KL Auschwitz to trafił do kibucu Le Havit HaBaszan i utknął tam aż do roku 1971.
 
Wybił się dopiero kiedy powstała inicjatywa budowy Domu Pamięci Mordechaja Anielewicza a wśród pomysłodawców był słynny „szef podziemia w getcie wileńskim” i szef Haszomer Ha-Cair – Abba Kovner. Który zasłynął po wojnie niezrealizowanym pomysłem zemsty na Niemcach przez zatrucie wody czy czegoś podobnego.
 
A prof. Israel Gutman przez wiele lat kontynuował w Yad Vashem dzieło majora Szmuela Krakowskiego.  „Doradcą naukowym kierownictwa” został w czasie, gdy Przewodniczącym Rady Yad Vashem został prof. Szewach Weiss z Drohobycza.

Tak więc profil ideologiczny  Yad Vashem dzięki kierownictwu, w którym zasiadali i Yiztchak Arad Rudnicki z sowieckiej partyzantki i major Szmuel Krakowski z II Oddziału Sztabu Generalnego WP  oraz Israel Gutman z ŻOB stał się jednoznaczny ideologicznie.

Warto wspomnieć również taki brylant jak  pan Dawid Feuerstein, w roku 1945 śledczy UB w więzieniu w Nysie a w ostatnich latach wybitny działacz  Stowarzyszenia Yad Vashem (m.in. w Chile) Pan Feuerstein pochodzi z Sosnowca i przeżył  KL Auschwitz.  Po czym szybko wyjechał z Polski wraz z kolegami z „pionu więziennego MBP na Śląsku” na Zachód i został bogatym biznesmenem.

O Dawida Feuersteina pytał bezskutecznie w Yad Vashem na przełomie lat 80-tych i 90-tych autor książki „Oko za oko. Przemilczana historia Żydów, którzy w 1945 r. mścili się na Niemcach” amerykański dziennikarz wojenny i ortodoksyjny Żyd-  John Sack.  Zarówno ówczesny dyrektor Yad Vashem generał Arad jak i „szef archiwów” czyli jak się wydaje Szmuel Krakowski – okazali skrajne niedowierzanie co do „epizodu 1945” pana Feuersteina.
 
Sam pan Feuerstein był nieuchwytny: a to w Tokio a to w Szwajcarii. Za to można było go spotkać po latach u boku pana premiera Netanyahu i ministra Zdrojewskiego, jak odmawia modlitwę na uroczystości otwarcia „wystawy Shoa” w Państwowym Muzeum KL Auschwitz jako „Żyd z Sosnowca, były więzień KL Auschwitz”. Już tylko ofiara. Nigdy sprawca.
 
Do tej silnej ekipy dołączył rosyjski miliarder  Moshe Kantor, który , jeśli biuletyny kwartalne Yad Vashem nie kłamią, jest od roku 2009 – Wiceprzewodniczącym Rady Yad Vashem wraz generałem Aradem sowieckim partyzantem.

Pan Wiaczesław Kantor urodził się w ZSRR w 1953 r. i do pierestrojki zaliczył robotę w Instytucie Lotnictwa, skąd został wylany w tajemniczych okolicznościach oraz stanowisko kierownika działu bielizny damskiej w moskiewskim GUM-ie. A w czasie pierestrojki wziął udział w podziale łupów i z „człowieka radzieckiego” został miliarderem. Mniejszej rangi niż Romek Abramowicz ale jednak. No i wdał się w spiski przeciw Chodorkowskiemu kandydatowi na prezydenta i musiał szybko zostać „szefem Europejskiego Kongresu Żydów” i atakować  „Father Rydzyk” w BBC i Parlamencie Europejskim.

W tych warunkach gadka JE Szewacha Weissa  o jakiejś „polskiej żandarmerii” na terenach okupowanych przez III Rzeszę nie powinna dziwić.

Zresztą, pan Szewach Weiss kiedy już wylądował w Hajfie w wieku lat 12 to najpierw udzielał się w jakiejś lokalnej „młodzieżówce komunistycznej” a następnie do końca lat 60-tych pasjonował się quizami i nawet pisał o nich książki i występował w radio Kol Israel. Holocaustem zajął się bardzo późno.   I zapewne dlatego  potrzebował jako Przewodniczący Rady Yad Vashem w latach 
2000-2006 „doradztwa naukowego” profesora Israela Gutmana.

Który  NIE musiał tłumaczyć panu Szefowi Yad Vashem i ambasadorowi Izraela w Polsce jednocześnie , że teraz „linia jest taka”, że  „wszyscy Żydzi byli ofiarami i byli dobrzy a najlepsi to byli komuniści” . A nawet jak NIE byli, to nie ma to znaczenia, bo musieli ratować życie. No i chodzi o to, żeby pokazać,  że praktycznie wszyscy Polacy z niewielkimi wyjątkami – byli bardzo źli i rabowali oraz mordowali dobrych Żydów.  Więc niech oddadzą „mienie żydowskie”.  Resztę się uzgadnia mejlami na linii Yad Vashem –Muzeum Polin.

 I nie pytają, jakie paczki wywozili funkcjonariusze pionu więziennictwa MBP,  kiedy znikali z Polski w 1945.

http://www.yadvashem.org/odot_pdf/Microsoft%20Word%20-%205423.pdf
https://translate.google.com/translate?hl=pl&sl=iw&u=https://he.wikipedia.org/wiki/%25D7%2599%25D7%25A6%25D7%2597%25D7%25A7_%25D7%2590%25D7%25A8%25D7%2593&prev=search

sobota, 30 czerwca 2018

Jan Grabowski, Emanuel Ringelblum i czarna legenda Granatowej Policji.


W Parlamencie i Rządzie RP przewalają się wichry historii i odnosimy kolejne sukcesy wizerunkowe i inne na arenie międzynarodowej a mnie się przypomniało, że właśnie mamy rok 2018 czyli zbliża się wielkimi krokami stulecie „odzyskania niepodległości”. Oczywiście pod warunkiem, że stan obecny uznamy za „niepodległość”.

A co jest jednym z najważniejszych narzędzi niepodległego państwa, oczywiście poza Królem, Prezydentem, Parlamentem (niepotrzebne skreślić)?  Jednym z najważniejszych narzędzi prawdziwie niepodległego państwa jest oczywiście lojalna i skuteczna – policja.  

Tak mi się to przypomniało przy okazji czytania biografii pułkownika Policji Państwowej II RP  Mariana Kozielewskiego, starszego brata Jana Karskiego i autora pierwszego Raportu Jana Karskiego dla Rządu na Uchodźctwie.

Raczej nic nie wskazuje, że będziemy obchodzić w naszej Ojczyźnie stulecie  Polskiej Policji Państwowej w roku 2018.   Nie spodziewam się żadnych monografii historycznych czy odsłaniania pomników szczególnie zasłużonych Policjantów Polskich.

To, że Polskiej Policji Państwowej nienawidziła PRL jest rzeczą oczywistą, bowiem wszyscy prominenci najwyższego szczebla PRL, zwłaszcza wczesnej fazy, byli zaangażowani do 1939 r. w działania agenturalne na rzecz ZSRR i „światowego komunizmu” a Polsce życzyli nagłej i bolesnej śmierci, więc Polska Policja Państwowa uganiała się za nimi skutecznie przez niemal 20 lat. 

Niektórym nawet niechcący ratując od plutonów egzekucyjnych enkawede, posyłając ich za kratki polskich więzień.  Lista takich „uratowanych od wujka Stalina” byłaby długa.

Co jednak bardzo ciekawe, mimo, iż jak powiedziała pani Joanna Szczepkowska, w 1989 r. „komunizm się skończył”, nowe władze nowej wolnej Polski nie wpisały sobie do budżetu państwa kasy na napisanie prawdziwej historii Polskiej Policji Państwowej i jej tragicznego końca.

Z jednym wyjątkiem.  Wolno a nawet trzeba pisać bez ograniczeń o „zbrodniach Granatowej Policji”. I kręcić filmy.  Mistrz Wajda dał zielone światło i dzięki niemu zaistniał Stanisław Rembek, uczestnik wojny polsko –bolszewickiej, którego nowelkę „Wyrok na Franciszka Kłosa” Mistrz Wajda raczył był zekranizować.

W ślad za dziełami artystycznymi ruszyli ławą naukowcy z najulubieńszych naukowych instytucji władzy naszej kochanej czyli  Muzeum Polin, Żydowski Instytut Historyczny PAN i ostatnio  Centrum Badań nad Zagładą Żydów Instytutu Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. 

Na czoło peletonu wysunął się w tym konkursie na zohydzanie polskich policjantów pan prof. Jan Grabowski z Uniwersytetu w Ottawie Kanada, który to Uniwersytet został w 1848 r. założony przez  katolicki zakon Ojców Oblatów.

Najsłynniejsze, jak dotychczas jego dzieło  jest bardzo krótkie, bo liczy zaledwie 31 stron ale zostało docenione przez stosowne czynniki i jest „chronione” autorytetem United States Holocaust Memorial Museum. Dzieło nosi tytuł „The Polish Police: collaboration in the Holocaust” (Policja Polska: kolaboracja w Holokauście/Zagładzie Żydów) i zostało wydane 17 listopada 2016 r. w języku angielskim.
Bezcenna wiedza profesora Grabowskiego upchnięta na zaledwie 31 stronach w języku angielskim, została rozwinięta i uzupełniona o inne wątki „polskich zbrodni” w twórczym zespole naukowców w języku polskim na 1600 stronach w roku 2018 w dziele pod  tytułem „Dalej jest noc.

Cel tej „pracy naukowej” jest jasny już od pierwszego akapitu. Pan profesor Grabowski informuje anglosaskiego czytelnika, iż”: „…w roku 2016, siedemdziesiąt jeden lat od zakończenia II WW polski Minister Spraw Zagranicznych rozpowszechnił długą listę „błędnych  kodów pamięci” lub „określeń, które zakłamują rolę Polski w II Wojnie Światowej(…) Smutnie- i nieprzypadkowo- lista opracowana przez humanistów (to pewnie ironiczne miało być) w Ministerstwie Spraw Zagranicznych zawiera głównie wyrażenia/zwroty związane z Holocaustem. Na długiej liście „błędnych kodów pamięci”, które oni mają ambicję wymazać z historycznej narracji znajdują się między innymi takie jak:  „polskie ludobójstwo”, „polskie zbrodnie wojenne”, „polskie zbrodnie masowe”, „polskie obozy internowania”, „polskie obozy pracy” i najważniejszy dla celów tego tekstu – „polskie uczestnictwo w Holocauście/Zagładzie Żydów”.

A następnie pan profesor Grabowski żołnierskim krokiem przechodzi do „the Polnische Polizei des Generalgouvernements” i do „pochodzenia Granatowej Policji”. Oraz do wszystkich jej zbrodni.

Ktoś pomyślałby, że na 31 stronach raczej nie da się przedstawić pełnego obrazu organizacji i działania Policji Granatowej w czasie okupacji i kontekstu historycznego czy politycznego. Nie ma obawy. Panu profesorowi Grabowskiemu udało się to znakomicie a nawet bardziej, bo dał radę wstawić jeszcze w paru miejscach mrożące krew w żyłach dialogi a to w czasie masowych egzekucji a to nad dołami śmierci. 

Wystarczyło ciąć „zbędne wątki i treści” a do takich pan profesor Grabowski zaliczył np. działalność WSZYSTKICH rodzajów policji na terenach okupowanych Polski tj. w Generalnym Guberanatorstwie, w Bezirk Bialystok,  w District Galizien i w części Reichkomisariat Ostland (Białoruś, Litwa z Wilnem, Łotwa) oraz do liczb. I mieć luźny stosunek do źródeł.  A w tej konkurencji pan profesor Grabowski nie ma sobie równych. Poza Jankiem Grossem oczywiście.
Taka metodologia zostawiła na placu tragedii dziejowej jedynie Ofiary czyli Żydów i Sprawców czyli Granatową Policję. Ze sceny zniknęli Niemcy, „naziści” a  nawet Żydowska Policja Porządkowa.

Co jest o tyle ciekawe, że pan profesor Grabowski dla wzmocnienia efektu dramatycznego przywołał w eseju autorytet samego profesora Emanuela Ringenbluma (którego aresztowanie „z udziałem Polskiej Policji Kripo” w bunkrze „Krysia” zostało w dziele „Polska Policja: kolaboracja w Holocauście” opisane na stronach 27-31)  i na stronie 23 zacytował zdanie z eseju Ringelbluma „Stosunki polsko-żydowskie” następującej treści: „… Referring to the Blue Police, he wrote: „…The blood of hundreds of  thousands of Polish Jews, caught and driven do the “death vans” will be on their hands…”.  ( W odniesieniu do Granatowej Policji on pisał:”… Krew setek tysięcy Żydów polskich, łapanych i pędzonych do „ samochodów śmierci” będzie na ich rękach).

Zacznijmy od początku.

Pan profesor Jan Grabowski zaczyna od informacji, iż 30 października 1939   r. kiedy okazało się, że 5000 niemieckich funkcjonariuszy ORPO czyli niemieckiej Ordnungpolizei rzuconej na tereny okupowanej Polski to za mało, aby zmniejszyć przestępstwa kryminalne na podbitych terytoriach – ówczesny Wyższy Dowódca SS i Policji Generalnego Gubernatorstwa (Hoherer SS- und Polizeiführer SS- Obergruppenführer Friedrich Wilhelm Krüger wydał Aufruf czyli Odezwę, w której wzywał wszystkich: „…urzędników Policji Polskiej jak również oficerów Policji Polskiej, którzy w dniu 1 września 1939 r. pełnili służbę, bez względu na ich poprzednie miejsce służbowe w najbliższym urzędzie Policji Niemieckiej lub w Starostwie Niemieckim. Urzędników nie stosujących się do niniejszego wezwania spotkają najsurowsze kary..”.

Między „najsurowszą karą” a „karą” w rzeczywistości Generalnego Gubernatorstwa była olbrzymia różnica, bowiem „najsurowsza kara” oznaczało „kara śmierci”. Tymczasem na stronie 7 swojego eseju pan profesor Grabowski informując o odezwie Krügera do Policji Polskiej podaje, iż Krüger „wezwał do powrotu do pracy pod groźbą kary”.  Czyli nie żadna tam „najsurowsza kara” tylko może jakiś mandat albo potrącenie z pensji. 

Na stronie 8 pan profesor Grabowski podaje co następuje:”… During the first months of occupation the ranks of the PP grew quickly, reaching 10.000 officers and men in the beginning of 1940, and, at its peak in late 1943 more than 20.000…”. ( W czasie pierwszych miesięcy okupacji szeregi Polskiej Policji rosły szybko, osiągając 10.000 oficerów i policjantów na początku 1940 r. i swój szczyt pod koniec 1943 r. osiągając więcej niż 20.000).

Pan profesor Grabowski nie podaje źródeł tych informacji, tymczasem w filmie pt. „Granatowi” pan profesor Paweł Wieczorkiewicz podaje, iż w Granatowej Policji służyło ok. 13.000 ludzi a niezawodny docent wiki informuje, iż w na początku 1940 r. na stanie Policji Granatowej było 8.805 oficerów i funkcjonariuszy, w grudniu 1940 r. – odpowiednio 10.490, w styczniu 1943 r. – ok. 12.000 tysięcy a w maju 1944 r. – 12.500 policjantów i oficerów.

Co jest zrozumiałe, albowiem Polska Policja Państwowa na początku wojny otrzymała rozkaz ewakuowania się na wschód i w czeluściach sowieckiej zony okupacyjnej zniknęło ok. 12.000 polskich policjantów z ogólnego stanu na koniec sierpnia 1939 r. – ok. 33.000.

Z liczby 12.000 ewakuowanych Policjantów pewna część przeszła granicę rumuńską i została internowana ale na pozostałych jaczejki komunistyczne oraz „patrioci ukraińscy” wraz z Armią Czerwoną urządzili prawdziwe „polowanie” W ramach „polowań” m.in. Armia Czerwona z karabinów maszynowych wystrzelała nieuzbrojonych kadetów Centralnej Szkoły Policji Państwowej w Mostach Wielkich jak również Policjantów Polskich po kapitulacji polskiego miasta Lwowa.
Pojedyncze „sztuki” i całe posterunki Polskiej Policji Państwowej  były linczowane  przez patriotów ukraińskich i , nie bójmy się tego słowa, Żydów jeszcze przed wejściem Armii Czerwonej.   

Liczba zlinczowanych Polskich Policjantów w sowieckiej zonie nie jest znana, natomiast ci, których wyaresztowało enkawede, zostali zgrupowani w obozie w Ostaszkowie  i w liczbie ok.6.000 wymordowani wiosną 1940 r. w Twerze.  Rodziny tych policjantów czyli jakieś 30-50 tysięcy kobiet, starców i dzieci zostały wysłane w bydlęcych wagonach do Kazachstanu i na Syberię. Nie jest znana liczna uratowanych.

W walkach na terenie kraju we wrześniu 1939 r. POLEGŁO wg szacunków 2.500 – 3.000 funkcjonariuszy Polskiej Policji Państwowej.  Na terenach przyłączonych do Rzeszy Niemieckich czyli w województwach: poznańskim, śląskim, pomorskim, części łódzkiego, warszawskiego i krakowskiego oraz Suwalszczyzna – nie były tworzone formacje Policji Granatowej. Przeciwnie, polscy obywatele byli deportowani do Generalnego Gubernatorstwa a wcześniej tzw. elity polskie, do których zaliczono również funkcjonariuszy Polskiej Policji Państwowej byli mordowani od jesieni 1939 r. w masowych egzekucjach (Piaśnica) a również w obozach w Stutthofie, Skalmierzycach, Potulicach, Poznaniu, Łodzi, Działdowie, Toruniu i Inowrocławiu.

Z liczby polskich policjantów  , która pozostała w Generalnym Gubernatorstwie i rozpoczęła służbę w Granatowej Policji , jak podaje w filmie „Granatowi” pan profesor Andrzej Kunert  ok. 10-20% policjantów – „zostało zamordowanych przez władze niemieckie”.  10-20% z liczby 12.500 oznacza liczbę ofiar wśród granatowych policjantów - 1.250 -2.500.

Tak więc mamy ogólny kontekst i maksymalną liczbę funkcjonariuszy Policji Granatowej w roku 1944 w wysokości 12.500 a pan profesor Grabowski  lekką ręką i bez podawania źródeł zawyżył tę liczbę  o ponad 60% czyli do „ponad 20.000”.

Hojną rękę dodał Policji Granatowej 8.000 polskich funkcjonariuszy ale pominął dyskretnym milczeniem inne formacje policyjne złożone z obywateli polskich na terenie Generalnego Gubernatorstwa.
Oto zarządzeniem Hansa Franka z 17 grudnia 1939 r. została w GG  powołana Ukraińska Policja Pomocnicza złożona z obywateli polskich narodowości ukraińskiej. Okupacyjne władze niemieckie obsadziły posterunkami Ukraińskiej Policji Pomocniczej głównie wschodnią i południową część dawnego Województwa Lubelskiego z przewagą ludności ukraińskiej w liczbie 40 posterunków oraz 20 posterunków w dawnym Województwie Krakowskim.

A konkretnie:
- Landkreis Hrubieszów: Busno, Czerniczyn, Dołhobyczów, Dubienka, Grabowiec, Hołubie, Hostynne, Hrubieszów, Kryłów, Lubycza Królewska, Łuszczów,. Mieniany, Mircze, Modryń, Moniatyczne, Poturzyn, Sahryń, Szczepiatyń, Szychowice, Uchanie, Telatyn, Tuczapy, Werbkowice,
-Landkreis Chełm Lubelski: Chełm, Rakołupy, Wyryki,
- Landkreis Zamość: Jacznia, Łaszczów,
- Landkreis Biłgoraj: Aleksandrów, Biłgoraj, Biszcza, Bukowina, Cieplice, Dzików, Frampol, Księżopol, Kuryłówka, Łuków, Obżanka, Potok Górny, Tarnogród.

Większe posterunki ukraińskie miały obsadę w wysokości ponad 20 funkcjonariuszy a mniejsze 5-7.
Ukraińska Policja Pomocnicza w przeciwieństwie do Policji Granatowej w organizowaniu i uczestniczeniu w egzekucjach ludności żydowskiej. Tę funkcję pełniła nie tylko na ziemiach ukraińskich po czerwcu 1941 r. ale także na terenie Generalnego Gubernatorstwa jak też na ziemiach białoruskich i litewskich.

Funkcjonariusze Ukraińskiej Policji Pomocniczej wg oceny profesora Stefana Possony’ego dokonanej na podstawie tylko archiwów zgromadzonych  w Yad Vashem – w liczbie 11 tysięcy funkcjonariuszy wymordowali ok. 450 tysięcy Żydów na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.
W sierpniu 1944 r. większość funkcjonariuszy Ukraińskiej Policji Pomocniczej zdezerterowała i przeszła do Ukraińskiej Powstańczej Armii.
Piszę o tym dlatego, iż w eseju pana profesora Grabowskiego wśród kilku dramatycznych opowieści o zbrodniach popełnionych na Żydach przez kilku funkcjonariuszy Granatowej Policji w kilku miejscowościach jest i historia, którą miał opowiedzieć (strona 16 eseju)  „Jan Mikulski polski leśnik” o tym, jak to 2 listopada 1942 r. kiedy wędrował przez Biłgoraj po kasę na wypłatę dla swoich robotników leśnych, miał widzieć w getcie w Biłgoraju „wiele ciał kobiet i dzieci leżących na ulicach, w ogrodach i na placach”. A „Wiesołowski commander of the Polish Police” miał „przeszukiwać strychy, piwnice i szopy” aby przy pomocy cukierków zwabiać żydowskie ukrywające się dzieci. Oraz „chwytał je za karki i strzelał do nich z małokalibrowego pistoletu”. Trudno ocenić, jak długo musiał stać inżynier leśnik Jan Mikulski na terenie opuszczonego getta w Biłgoraju aby obserwować bieganie „komendanta Polskiej Policji Wiesiołowskiego” po strychach, piwnicach i szopach oraz wabienie ukrywających się żydowskich dzieci z ich kryjówek. Chyba trochę musiało to trwać.
Pan profesor Grabowski odsyła nas w tej sprawie do źródła, jakim ma być manuskryptu pt.
Myśli, wspomnienia, uwagi, refleksje” Jana Mikulskiego, który to manuskrypt miał pan Jan Mikulski złożyć w 1970 r. w  bibliotece (miejskiej? Powiatowej?) w Biłgoraju a tam znalazła je cudownym przypadkiem pani Alina Skibińska.

Jest jeden mały problem. Na stronie internetowej miasta Biłgoraj zamieszczono wspomnienie Córki pana Jana Mikulskiego, która opisuje, jak to po likwidacji getta w Biłgoraju Niemcy pędzili Żydów z Biłgoraja do Zwierzyńca drogą koło leśniczówki Mikulskich. I jak ojciec stał wraz z dziećmi w oknie i kazał im się przyglądać tej tragedii. Niemcy strzelali do najsłabszych, dzieci jechały na furmankach a po przejściu Żydów przy drodze chłopi znaleźli ok. 50 trupów.

 Nie wiem, jak „leśnik Jan Mikulski” mógł jednocześnie stać w oknie w swojej leśniczówce w Woli Dużej (5 km od Biłgoraja)  i oglądać przemarsz Żydów do Zwierzyńca a jednocześnie podglądać w Biłgoraju zbrodnicze działania „Komendanta Polskiej Policji Wiesiołowskiego”.  Ale może pomoże nam w zrozumieniu tego fenomenu jeszcze jedno „wspomnienie leśniczego”. Okazuje się, że we wrześniu 1939 r. leśniczówka państwa Mikulskich została zapełniona uchodźcami wszelkiego rodzaju (bez podawania tożsamości) do tego stopnia, że rodzinie Mikulskich został tylko jeden pokój. I wtedy pojawił się „podchmielony polski oficer i dwie panie i zażądał pokoju”. I nie było „to tamto”, tylko rodzina Mikulskich musiała pójść spać do stodoły (cudzej) a po opuszczeniu leśniczówki przez uchodźców okazało się, że została bardzo dokładnie splądrowana.

Ciekawe jest, że „wspomnienia leśniczego Mikulskiego” zawierające ważne informacje o zbrodni na żydowskich dzieciach nie została przekazana RUTYNOWO do Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich, gdzie byłaby równie rutynowo zweryfikowana a zbrodniarz z Granatowej Policji Wiesiołowski byłby poszukiwany.  Nie zrobiła tego również sama państwowa biblioteka, co jest jeszcze dziwniejsze. Na szczęście przechodziła tamtędy pani profesor Alina Skibniewska i znalazła bezcenne rękopisy.

W tych warunkach zbędne będzie przypomnienie, że Biłgoraj i okolice były objęte niemieckim planem Aktion Zamość czyli wysiedlenia ludności polskiej i zasiedlenia ludności niemieckiej z Królestwa Rumunii oraz, co ciekawe a mało znane – ludności ukraińskiej. Tzw. Ukrainenaktion polegać miała na wysiedleniu np. ludności polskiej z powiatu hrubieszowskiego i zasiedleniu tam Ukraińców jako „pasa ochronnego dla osiedleńców niemieckich przed polską partyzantką”.
I jak pisze docent wiki, „..dotyczyło to zwłaszcza powiatu biłgorajskiego, który według niemieckich planów stanowił naturalną przeszkodę przed ugrupowaniami partyzanckimi rezydującymi w Puszczy Solskiej..”.

Z innych zbrodni przypisywanych Granatowej Policji przez pana profesora Grabowskiego najcięższe były dwie „masowe egzekucje” łącznie 24 Żydów w Areszcie Centralnym na ulicy Gęsiej w Warszawie w dniach 17 listopada 1941 r. i 15 grudnia 1941 r. Jak pisze na stronach 11 i 12 pan profesor Grabowski : "...Według doniesienia członka polskiego ruchu oporu, egzekucja miała miejsce o 8:35 rano w obecności pułkownika Reszczyńskiego, komendanta Warszawskiej Policji Granatowej i kilku innych oficerów. Pluton egzekucyjny był złożony z 32 policjantów. Władze niemieckie były reprezentowane przez Neumana (imię nieznane), oskarżyciela publicznego (…) Informator polskiego Podziemia poinformował, że  niektórzy członkowie „mieli smutek wypisany na ich twarzach”, ale pułkownik Reszczyński powiedział im: „ Głowy do góry, chłopcy! Bądźcie silni…”.

Czarny charakter tej historii to inspektor Policji Polskiej dla Warszawy Aleksander Reszczyński, następca na tym stanowisku płk. Mariana Kozielewskiego, brata Jana Karskiego. Wspólnie z płk. Marianem Kozielewskim zakładał po I WW struktury Polskiej Policji Państwowej i był Komendantem Policji kolejno w Lublinie, Wilnie, Lwowie, Krakowie i Poznaniu.  

Nie należał, jak płk. Kozielewski do podziemnego Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa czyli konspiracyjnej Policji Polskiej podległej Rządowi na Uchodźtwie ale za to ściśle współpracował  referatem 993/P Wydziału II Kontrwywiadu ZWZ-AK, któremu przekazał wiele wartościowych informacji.
 Chyba trochę za dużo i za dobrych informacji kontrwywiadowczych przekazał do ZWZ-AK, bowiem w nocy z 4 na 5 marca 1943 r. został napadnięty we własnym mieszkaniu przez tzw. „grupę specjalną Sztabu Głównego Gwardii Ludowej”.  Jak opisuje docent wiki, w tym okresie Gwardią Ludową kierował Franciszek Jóźwiak, ówczesny małżonek Faigi Mingi Danielak a tzw. „Sztabem Głównym” byli, jak podaje Piotr Gontarczyk w książce „Polska Partia Robotnicza. Droga do władzy 1941-1944”, :”… członkowie przedwojennej radzieckiej siatki wywiadowczej w Warszawie…”.
Tak więc głównym i JEDYNYM źródłem oskarżenia Inspektora Reszczyńskiego i Policji Granatowej, że robiła cokolwiek w Areszcie Centralnym na ulicy Gęsiej jest „nieznany informator polskiego ruchu oporu”.  Na temat „prokuratora Neumanna” miał udzielić informacji niejaki Izrael Cymlich w dziele pt. „Moje wspomnienia wojenne”, znajdującym się w archiwum Emanuela Ringelbluma w ŻIH.

Izrael Cymlich jest też autorem (wspólnie z Oskarem Strawczynskim) wspomnień w języku angielskim pt. „Escaping Hell in Treblinka”. (Uciec z piekła Treblinki). Jest w niej pomieszczona część autorstwa Izraela (Srula) Cymlicha pt.”My War Experiences” (Moje doświadczenia wojenne).
We wstępie do tej książki na stronie XI  przedstawione zostały podstawowe fakty z tych „doświadczeń wojennych Cymlicha”.

Pochodził z Falenicy i został wg swojej opowieści zaaresztowany latem 1940 r. za sprzedaż chleba i był przetrzymywany w „warszawskich więzieniach” do 18 kwietnia 1942 r. aby jednakże z Falenicy a nie z Warszawy być wywiezionym do obozu Treblinka I, gdzie przebywał jako więzień ponad 10 miesięcy i zbiegł też dokładnie 18 kwietnia 1943 r. z tego obozu Treblina I i się ukrył. Oraz napisał wspomnienia dla swoich bliskich.

Jak Żyd z Falenicy przebywający wg swojej opowieści ok. 20 miesięcy w więziennych szpitalach w okresie 1940-1942 i wywieziony do Treblinki  miał wiedzieć, że jakiś  Neumann był w okupowanej Warszawie jakimś niemieckim prokuratorem. A wogle,  od kiedy to Niemcom w okupowanej Polsce potrzebny był prokurator niemiecki, żeby rozstrzelać 24 Żydów?

Jest jeszcze afera z wydaniem Niemcom bunkra „Krysia”, w której ukrywał się Emanuel Ringelblum z rodziną i prawie 40 innych osób. Pan profesor Jan Grabowski opisuje na stronach 27-31 swojego eseju sprawę wydania Niemcom bunkra „Krysia” jako robotę „polskiego KRIPO” czyli tzw. polskiej policji kryminalnej.  A konkretnie informację o bunkrze „Krysia” pod szklarnią na Grójeckiej miał podać do wiadomości „sierżanta Głowackiego z Kripo” jeden z siatki informatorów i był nim niejaki Jan Łakiński.

Z tym, że Polska Policja Kryminalna od początku NIE należała do Policji Granatowej, lecz od razu została włączona do niemieckiej Kripo, więc nawet, gdyby zbrodnia wydania bunkra „Krysia” była efektem działania informatorów „sierżanta Głowackiego z Kripo”, to nie można tego zaliczyć na konto „udziału Granatowej Policji w Holocauście”.

W dodatku nie wiadomo do końca, KTO wydał bunkier „Krysia”, bowiem są jeszcze dwie wersje: że bunkier wykryło Gestapo lub że doniosła na ogrodnika Mieczysława Wolskiego, twórcy i organizatora tej kryjówki  jego „była narzeczona” z zemsty za porzucenie. Podają to trzy niezależne źródła i pisze o tym dr Samuel D.Kassow, historyk amerykański, który „był konsultantem Muzeum Historii Żydów Polskich” w swojej książce pt.:” Kto napisze naszą historię? Ukryte archiwa Emanuela Ringelbluma”.

Jak widać, wystarczy tylko trochę samozaparcia i uporu aby  historię okupacji Polski napisać na nowo, przypisując najbardziej odrażające zbrodnie jednej, w tym przypadki-  polskiej formacji.

Nie wymienia pan profesor Grabowski Ukraińskiej Policji Pomocniczej, Sonderdienstu, Białoruskiej Policji Pomocniczej (12 batalionów po 300-500 chłopa każdy), nie mówiąc o Żydowskiej Policji Gettowej, która „własnoręcznie” ładowała do wagonów bydlęcych po parę tysięcy Żydów dziennie, niejednokrotnie przeszukując strychy, piwnice i szopy, jak demoniczny „granatowy policjant Wiesiołowski w Biłgoraju”.

Że coś było na rzeczy, pisał o tym sam Emanuel Ringelblum w swoich „Notes from the Warsaw Ghetto: The Journal of Emanuel Ringelblum”. Jedno ze wspomnień  z nich z rozdziału „Police” jest szczególnie pouczające i mówi o tym, że :”..Policja Żydowska miała bardzo złe imię jeszcze przed wysiedleniem. Polska policja NIE brała udziału w łapankach ludzi, ale policja żydowska angażowała się w ten brudny interes. Żydowscy policjanci nawet wyróżniali się (..) w korupcji i niemoralności. (…) Bardzo często brutalność żydowskiej policji przewyższała brutalność Niemców, Ukraińców czy Łotyszów. (…) Jest wiele przerażających historii o zachowaniu żydowskiej policji na Umschlagu.(..) Jedyny sposób aby stamtąd uciec to było przekupienie policjanta pieniędzmi, złotem, diamentami itp. Cena za głowę ewoluowała. Początkowo było to 1000 lub 2000 zł. Później poszło w górę aby osiągnąć 10.000 zł za głowę (…) Znane są przypadki, że kiedy policja w dodatku do pieniędzy żądała zapłaty w formie kobiecego ciała. Mój przyjaciel Kalman Zylbelberg zna numery plakietek (badge) policjantów oraz nazwiska kobiet, które zapłaciły swoimi ciałami za wolność. Policja miała specjalne pomieszczenie w szpitalu dla tego celu…”.

Wojna się skończyła i przyszedł czas podsumowania działalności Granatowej Policji.

Jak pisze pan Marcin Kania z IPN w Katowicach w opracowaniu pt. „Losy funkcjonariuszy policji II Rzeczypospolitej w Polsce Ludowej sprawy ułożyły się następująco. Dekretem z 15 sierpnia 1944 r. PKWN rozwiązał Granatową Policję i w tym samym Dzienniku Ustaw powołano Milicję Obywatelską.  Znalazło w niej miejsce wg jednej wersji 1000 wg innej 2000 policjantów II RP, w tym z Granatowej Policji.

Wg docenta wiki, w latach 1946-1952 działała Komisja rehabilitacyjno- kwalifikacyjna dla byłych policjantów, która POZYTYWNIE zweryfikowała ok. 10.000 osób. Skazanych zostało 600 osób, w tym niektóre na karę śmierci. Jeśli się wróci do informacji, iż przez Granatową Policję „przewinęło się” ok. 16-18 tysięcy ludzi, to procent skazanych oficjalnie przez komunistyczne sądy wynosi 3,3-4,0%.

Jednakże funkcjonariusze Granatowej Policji, z których aż 8.400 należało do patriotycznej konspiracji czyli do Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa musieli zbyt wiele wiedzieć  o realiach okupacji, o Gwardii Ludowej, o PPR i o różnych „Stefanach Jędrychowskich”. Trzeba było ten problem rozwiązać a samo tworzenie „czarnej legendy” nie wystarczyło.

Jak pisze na stronie 20 swojego opracowania pan Marian Kania z IPN Katowice:”… w dniu 14 grudnia 1950 r. płk Julia Brystygier wydała „Instrukcję nr 02/50 dotyczącą rozpracowywania i przesłuchiwania byłych pracowników sanacyjnego aparatu policyjnego”, zaznaczając , że otrzymane przez policjantów zaświadczenia rehabilitacyjne nie są przeszkodą do realizacji wytyczonych działań (…) By  przesłuchujący niczego nie pominęli , dołączono do instrukcji schemat przesłuchania…”.   I dalej podaje następujące informacje:
- W roku 1955 władze bezpieczeństwa publicznego wprowadziły w życie „Instrukcję 03/55 o zasadach prowadzenia rozpracowania agenturalnego i ewidencji operacyjnej w organach bezpieczeństwa publicznego PRL” wraz z załącznikiem specjalnym zawierającym kategorie osób podlegającym agenturalnemu rozpracowaniu i agenturalnej OBSERWACJI.  
- W dniu 23 czerwca 1955 r. wydano „Zarządzenie 061/55 w sprawie zasad  aktualizacji kartotek ogólnoinformacyjnych, gdzie w pozycji czwartej wpisano „policjanci mundurowi i tajni, pracownicy defensywy i ich tajni współpracownicy”.
- W roku 1958 utworzono kartotekę zagadnieniową, pomagającą SB w prowadzeniu analiz całych grup a nie tylko indywidualnych osób. Byli policjanci zostali zaklasyfikowani do grupy XXIII „Aparat państwowy do 1939 r.”. Ofiary inwigilacji i prześladowań pozostawały w niej do 1983 r.

Był to chyba nadmiar gorliwości biurokratycznej, albowiem najważniejsi Policjanci II RP, zwłaszcza ci, który założyli podziemny Korpus Bezpieczeństwa Publicznego za okupacji-  zostali planowo „skasowani” bez zbędnych formalności jeszcze przed rokiem 1950. Może za wyjątkiem Kozielewskiego. 

Dowódca i założyciel czyli płk. Marian Kozielewski zdołał uciec do USA, ale zmarło mu się w nader tajemniczych okolicznościach w 1964 r. a archiwa jakoby „sam zniszczył”.

Jego Zastępca mjr Stanisław Tabisz major artylerii i adwokat został aresztowany 14 listopada 1947 r. pod pretekstem jego udziału w przygotowaniu ucieczki Korbońskiego i zamordowany w więzieniu mokotowskim 4  lub 5 lutego 1948 r. w Więzieniu Mokotowskim. Ciała nie ma. Grób symboliczny.   

Kpt. Bolesław Kontrym Centrala Służby Śledczej – przed wojną w Straży Granicznej i Policji Państwowej – aresztowany 13 października 1948 i przewieziony do tajnej willi w Miedzeszynie. Torturowany na terenie PRL przynajmniej do u września 1949 r. przez niejakiego Kwaska. Potem ślad się urywa. Rodzina twierdzi, że wywieziony do ZSRR. Interesował się nim sam pałkownik Wozniesienski.

Policja Państwowa II RP została zmasakrowana w sowieckiej strefie okupacyjnej i była między młotem a kowadłem w Generalnym Gubernatorstwie. A jako oczywisty filar niepodległego Państwa Polskiego– musiała zostać ostatecznie unicestwiona w PRL I została. Fizycznie zaraz po wojnie. A teraz jej oczernianie ma posłużyć jako pretekst do większej jumy i do pedagogiki wstydu.I ma umrzeć moralnie.
PS. Sorry, trochę dużo. 

https://www.bilgoraj.pl/page/381/zapamietajcie-ten-widok.html
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ukraineraktion
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bunkier_%E2%80%9EKrysia%E2%80%9D