czwartek, 11 stycznia 2018

Raport Moshe Kantora oraz Korona Królów, Zaćma i Sławomir w Zakopanem.



Ależ się ostatnio działo. I dzieje się nadal. Niektóre sprawy są szokujące a niektóre przewidywalne aż do bólu.

 A nic tak dobrze nie ustawia nas w dystansie do informacji bieżących jak wysłuchanie kilku utworów klasycznych i obejrzenie starego filmu. No więc leciał sobie  np. Walc nr 2 Szostakowicza zobrazowany”  fragmentami serialu „Anna Karenina”  z 1997 r.  I tym sposobem Internet „sam wybrał” dla mnie ekranizacje  Lwa Tołstoja:  „Wojna i pokój” z 1967 r.  oraz „Anna Karenina” z 1967 r. i z 1997 r. i z 2012 r. Oglądanie nie było czasem straconym. Dzięki tym filmom można zrozumieć to, jak wielką rolę w dziejach narodów ma tzw. polityka godnościowa.

W tym przypadku  propaganda Imperium Rosyjskiego podparta wielkimi budżetami , geniuszem Bondarczuka i dywizją Armii Czerwonej do ekranizacji bitew napoleońskich. Propaganda z wieku XIX w.  skuteczna w XX i XXI w. Znakomici aktorzy, scenografia, reżyseria. Łza się w oku kręci.

Trzeba dystansu wielu lat do dzieł pozbawionego poczucia humoru Lwa Tołstoja, aby zdać  sobie sprawę z tego, że są to raptem banalne historie dwóch  niecnotliwych dam z arystokracji rosyjskiej, które zwyczajnie nie były zdolne dorosnąć do „obowiązków stanu”. Niecnotliwość dam rosyjskich była zaś  jedynie pretekstem do tego, aby zaprezentować światu powagę i potęgę imperium Rosyjskiego i jego „misję od Boga”.  Poza dwiema nieszczęsnymi bohaterkami – inne postacie pierwszoplanowe  a nawet drugoplanowe są przestawiane jako mądre, szlachetne, dobre z kościami i kochające ludzi oraz ojczyznę i cara. A nawet swoich służących.

 Tylko czasem coś komuś  nie wychodzi i czasem nie da się tego naprawić i ktoś kończy pod kołami parowozu a ktoś wyrusza na wojnę. Ale w jak wspaniale podniosłym stylu i w jak pięknych dekoracjach. W trakcie oglądania filmu brakowało mi czasem  tylko chóru greckiego. Ale to akurat zastępowała słynna rosyjska przyroda, lud wiejski- krzepki, zdrowy i wesoły oraz głębokie przemyślenia wewnętrzne bohaterów puszczane jako „monolog wewnętrzny”.
 
Anna Karenina doczekała się kilku ekranizacji , w tym w 1997 z Sophie Marceau i w 2012 r. z Keirą Knightley. Nikt nie żałował pieniędzy na serial a Keira Knightley nawet wyznała, że wspaniała biżuteria, która ją ozdabiała w tym filmie była prawdziwa. Te wszystkie diamenty, rubiny i szafiry wypożyczyła francuska firma jubilerska z najwyższej półki. Podobno można się przyzwyczaić do noszenia.
No a my. No a my zamiast nowej ekranizacji np. „Potopu” czy „Ogniem i mieczem” czy jakiejś zwycięskiej bitwy jesteśmy  uszczęśliwiani dziełami w odstępie 3 zaledwie lat  na temat pań Wolińskiej i   Brystygierowej – dwóch zbrodniarek z MBP – „w drodze do świętości”.  
Produkt o Brystygierowej pt. „Zaćma”   trwa 109 minut a wydano na jego nakręcenie 3,5 mln złotych, z tego 1,5 mln zł z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej a wg portalu Filmpolski.pl – resztę czyli 2,0 mln zł dodał Minister Kultury.
 
Daje to kwotę 32.110 zł kosztu nakręcenia  jednej minuty  filmu a na 30 minut odpowiednio 963.302,75 zł.  To nie koniec wydatków, bowiem np. na cel określony jako „promocja filmu za granicą” PISF przyznał panu Bugajskiemu (obecnie szef komisji ds. dofinansowania filmów w PISF) – 20 tysięcy zł na promocję „Zaćmy” czyli w istocie – „promocję Polski” -  w Los Angeles.  W roku 2016 lub 2017.

Z tego wynika,  że osoby zarządzające kulturą w Polsce i zarządzające promocją Polski – zdecydowały się budżet w wysokości  zaledwie 200 tysięcy zł na jeden odcinek serialu telewizyjnego – o pierwszej dynastii Królów Rzeczpospolitej a na legendę o nawróceniu stalinowskiej sadystki – odpowiednio  za 30 minut - 963 tysiące.

Druga stalinowska sadystka została uwznioślona z dotacji PISF w wysokości 3 mln zł na 79 minut filmu pana Pawlikowskiego z Londynu – pt. „Ida”.  Tu była „uwznioślana” Fajga Minga Danielak czyli płk MBP Helena Wolińska Brus. Jedna minuta uwznioślania kosztowała – 37.974,68 zł czyli w przeliczeniu na 30 minut serialu – 1.139.240, 50 zł.

Innym ciekawym zjawiskiem z dziedziny „godnościowej” jest decyzja o zaprezentowaniu bez ubranka narzeczonej Następcy Tronu i panienki z domu panującego Wielkiego Księstwa Litewskiego – jakkolwiek nie ma najmniejszych danych historycznych na ten temat.  W przypadku stalinowskich oprawczyń, mimo, iż obie te panie były powszechnie znane jako – bezpruderyjne, odważni i szlachetni reżyserzy nie pokazali ich w odważnych scenach erotycznych. Mamy zatem pytanie o stosunek tzw. elit do godności Polaków/Litwinów i do godności stalinowskich zbrodniarek.

 Czy narusza dobra osobiste nieżyjącej od setek lat Królowej Polski  oraz prestiżu Polski – pokazywanie jej w sytuacji pozbawiającej ją szacunku i godności? Moim zdaniem tak.
I wydaje mi się, że mają tego świadomość wszyscy ci starzy wyjadacze z kina rodem z PRL, którzy
– nie zdecydowali się pokazać  - dwóch stalinowskich zbrodniarek jak stosują w swoim życiu „nową radziecką moralność”  na odcinku erotycznym. Bo to by naruszało godność i dobra osobiste tych pań? Czy raczej raniłoby uczucia obu panów reżyserów, wyraźnie identyfikujących się z tymi postaciami?

Zatem wracajmy do promocji Polski. Serial telewizyjny „Korona Królów” z budżetem 200 tysięcy zł za odcinek i panią Łepkowską u steru jako scenarzystkę i reżyserkę – jest taki, jaki widać.  
Nie mam o to pretensji do pani Łepkowskiej, natomiast rodzą się pytania o to, co rozumieją poprzez termin „godność Polaków” ludzie, którzy stręczyli się nam w wyborach parlamentarnych 2015 jako „polscy patrioci” a teraz dysponują milionowymi budżetami na kulturę. Które można wydać dobrze lub źle.
 
O intencjach mówią , jak zwykle – detale.  Najtrudniej jest czepić się tzw. zaniechań ale one są w przypadku tzw. polityki promocyjnej, kulturalnej i informacyjnej” – w Polsce – najdrastyczniejsze.

Oto 5 stycznia 2018 r. miał być wyemitowany w TVP w czasie wyjątkowo niskiej oglądalności – 12.45 – film dokumentalny w reżyserii Andrzeja Dziedzica pt.” W mniejszości siła”. Film jest poświęcony działalności Związku Polaków w Niemczech na 95-lecie jego istnienia. Film powstał bez środków z kasy polskiej i NIE jest wymieniony w dorobku reżysera Andrzeja Dziedzica w bazie danych portalu Filmpolski.pl.

Tak przynajmniej w swojej notce pt.”Niemiecka łapa na TVP1 w 2018?”  napisał  bloger Alamanzor na portalu Neon24. No i pisze też, że film NIE został wyemitowany jak zapowiadano w programie telewizyjnym. W tym czasie natomiast pokazano film o rozrodczości kangurów.  Film „W mniejszości siła” był  emitowany 28 września 2017 r. w Telewizji Polonia, ale jakichś dyskusji czy debat na jego temat – nie było.
Reżyser Andrzej Dziedzic nakręcił w roku 2006 dla Programu 2 TVP -  film dokumentalny pt. Polnisch Verboten (Polski zakazany) , w którym , cytuję :”… pokazuje losy obywateli niemieckich polskiego pochodzenia, którzy są szykanowani przez sądownictwo w Niemczech i organizacje utworzone jeszcze przez Hitlera. W wielu polsko-niemieckich małżeństwach odbiera się wszelkie prawa wychowawcze temu rodzicowi, który usiłuje wychowywać swoje pociechy dwujęzycznie. Powód do waśni zawsze się znajdzie. Wystarczy drobna kłótnia w małżeństwie, którą wykorzystują dziadkowie nienawidzący Polaków….”.

To było w 2006 r. a temat sytuacji mniejszości polskiej i jej organizacji w Niemczech – czekał 11 lat na kolejny film. Ale ten film sfinansowali – sami zainteresowani. Nie polski budżet.

Inny ciekawy przypadek.  Był sobie Kompozytor. Nazywał się Henryk Mikołaj Górecki. Człowiek wielkiego charakteru i wielu talentów. Jego nazwisko stało się znane w całym świecie muzycznym z powodu wydarzenia bez precedensu w tzw. muzyce poważnej: jego Symfonia no 3 op. 36  - Symfonia Pieśni Żałobnych, skomponowana w latach 70-tych XX w. doczekała się w roku 1993 nagrania, które wskoczyło na szczyt listy Billboard muzyki klasycznej i utrzymywało się na jej szczycie kilkadziesiąt tygodni. A co zupełnie szokujące w świecie muzyki klasycznej – znalazła się też na brytyjskiej liście przebojów muzyki młodzieżowej czyli „najgorętszej liście na świecie”  i dotarła na 6 miejsce pokonując m.in. Madonnę.

Płyta z III Symfonią H.M. Góreckiego  sprzedała się w ilościach będących całkowicie poza zasięgiem tego rodzaju muzyki: ponad 1,2 mln egzemplarzy w ciągu 2-3 lat.

Promocja Polski i jej kultury i historii zupełnie – niebywała. Co tzw. władza III RP zrobiła z taką okazją i jak się odwdzięczyła Kompozytorowi Góreckiemu?  A nic. Dosłownie – nic. Jakieś zdawkowe ordery dawane hurtem różnym „autorytetom moralnym” a On – w tym tłumie. Orła Białego dano w 2010 r. najprawdopodobniej – pośmiertnie.
 
Nakręcony został też film dokumentalny pt. „Please Find” (Proszę odszukać).   Film jest ciekawy i ważny. Pozwala ogarnąć skalę oddziaływania tej fenomenalnej Symfonii i wielkość Kompozytora. Jest zbiorem wywiadów z Rodziną, z przyjaciółmi, z ludźmi z branży z Polski i z zagranicy. Mówi o nim słynny reżyser Peter Weir i równie słynny kompozytor i laureat Oscara – Jan A.P. Kaczmarek.

 Film został wyświetlony na kanale „Kultura” TVP może raz a może kilka razy  i został głęboko upchnięty w jakichś kazamatach. TVP nie zdecydowała się wrzucić go np. do sieci. Jeśli ktoś nie trafił na kanał „Kultura” pewnego późnego wieczoru – to już filmu o Henryku Mikołaju Góreckim – nie zobaczy.  

Za to gdyby ktoś chciał się skatować  sztuką niejakiego Słobodzianka na motywach „zbrodni w Jedwabnem” pt. „Nasza Klasa” – to – proszę bardzo. TVP – udostępniła. Najpierw wyemitowała sztukę chyba w ramach Teatru Telewizji a potem udostępniła ją w Internecie. Sztuka ta zresztą jest jedną z najczęściej granych polskich sztuk – za granicą. Jest to jeden z większych skandali prawnych, politycznych i wizerunkowych Ojczyzny naszej, ale ktoś ma w tym interes, więc – „Nasza klasa” – będzie grana dalej a TVP ją promuje.

Przypadek Henryka Mikołaja Góreckiego należy zatem widzieć na szerszym tle.
Zostaje jeszcze sprawa II części 3 Symfonii. Jej motywem przewodnim jest napis na murze celi nr 3 na ścianie nr 3 w budynku Gestapo w Zakopanem „Palace” – harcerkę Wandę  Helenę Błażusiakównę lat 18 zaaresztowaną we wrześniu 1944 r. Wyryła ona na ścianie napis następującej treści: „…Mamo, nie płacz, nie. Niebios Przeczysta Królowo, Ty zawsze wspieraj mnie. Zdrować Mario, Łaskiś Pełna. Zakopane "Palace" cela nr 3 ściana nr 3 Błażusiakówna Helena Wanda lat 18 siedzi od 25 IX 44…”.

Henryk Mikołaj Górecki był w tej celi i widział ten napis. Jeden z wielu. Okazuje się, że po roku 1989 „Palace” -  historyczne miejsce martyrologii grubo ponad 1000 Polaków ( opracowano dotychczas ponad 1280 przypadków) – dostał się w „prywatne ręce” . Tajemnicze „prywatne ręce” bo danych właściciela/właścicieli – się nie ujawnia opinii publicznej. Zapewne w Zakopanem ludzie wiedzą.  Ów tajemniczy właściciel zdążył zniszczyć pewną ilość napisów Więźniów Palace i Ofiar Gestapo w ramach „użytkowania”. Obecnie samorząd Zakopanego zdecydował się dokonać wykupienia „Palace” od „tajemniczego właściciela” ale nie bez trudności. Większość głosująca za wykupieniem obiektu z przeznaczeniem na muzeum – była niewielka.

Taki przypadek jak z jednej strony niszczenie pamięci Wielkich Polaków – w miejscu kaźni ( w Palace byli więzieni m.in. Marusarzowie) i zamilczanie wielkich dzieł kulturalnych i Twórców – nie jest jakimiś nieprzyjemnym wyjątkiem.

Oto bowiem w dalekim Izraelu przy Uniwersytecie w Tel Awivie działa instytucja o nazwie „Kantor Center for the Study of Contemporary European Jewry” (Centrum Kantora dla Studiów o Współczesnym Europejskim Żydostwie”.   Założona i finansowana przez znanego w naszych stronach oligarchy rosyjskiego Wiaczesława/Moshe Kantora, człowieka, który w latach 90-tych  uwłaszczył się za grosze na przemyśle nawozowym Rosji (kompleksy nawozowe w Dorogobuż i w Wielkim Nowgorodzie) i na paru wyjątkowo ekskluzywnych nieruchomościach w Moskwie ( Państwowa Stadnina Koni w Podmoskowskiej w rejonie Rubliewo Usspienskogo Szosse – 2.300 ha i wielka kamienica rodziny Kirejewskich –Karpowych „na Piereczystkie) a obecnie pełni rolę Prezydenta Europejskiego Kongresu Żydów.

Kantor Center wydało raport roczny za rok 2016 pt. Antisemitism Worldwide 2016 – General Analysis, którego Draft zamieścił w Internecie. Jest to opracowanie firmowane przez Europejski Kongres Żydów będące dziełem raportów cząstkowych z różnych rejonów świata liczące 96 r.

Na stronach 72-74 przedstawiony został raport autorstwa pana Rafała Pankowskiego „członka korespondenta z Polski” na temat „antysemityzmu w Polsce”. W opracowaniu tym Rafał Pankowski zamieścił informację, iż jakoby 16 kwietnia 2016 r. w Białymstoku członkowie ONR maszerujący przez centrum miasta wykrzykiwali takie hasła jak m.in.:”… Zionists will be hanging from the trees instead of leaves…” ( co się tłumaczy na “A na drzewach zamiast liści będą wisieć SYJONIŚCI”) .  

Ponadto napisał, iż w roku 2016 tzw. All-Polish Youth czyli Młodzież Wszechpolska na swoich marszach miała wykrzykiwać hasła anty-islamskie i anty-imigranckie jak również hasło o następującej treści: „…Hit the Jewish scum with the Hammer and the sickle…”. (Po polsku: Bijcie żydowską hołotę sierpem i młotem).
 
Jak widać, oba hasła są nawoływaniem do mordowania Żydów, co jest bardzo poważnym przestępstwem wg polskiego Kodeksu Karnego.  Nie ma żadnych danych aby jakiś prokurator wszczął śledztwo w tych sprawach i brak danych w polskich mediach aby takie skandaliczne okrzyki były gdziekolwiek i przez kogokolwiek w Polsce – wznoszone.
Ale wiemy, że w Polsce w środowiskach antykomunistycznych bardzo popularne są dwa okrzyki: „
A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści” oraz „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”.
 
Nie ma w nich nic o Żydach czy przeciw Żydom a usłyszeć można je na stadionach, na manifestacjach i na marszach antykomunistycznych.
 
Jak więc widać, jest usprawiedliwione podejrzenie graniczące w pewnością, że rewelacje pana Pankowskiego zamieszczone w poważnym (teoretycznie chyba) raporcie o antysemityzmie w Europie w 2016 r. – to jego twórcze kreacje powstałe w wyniku zamiany słowa „komuniści” – na „syjoniści” a „czerwoną hołotę” na „żydowską hołotę”.
 
To poszło w świat uwiarygodnione autorytetem Uniwersytetu w Tel Avivie.  Ma pokazać, że Polacy są równie krwiożerczy jak antysemici we Francji, w Niemczech czy w Skandynawii, gdzie żydowskie szkoły i synagogi muszą mieć ochronę policyjną a Żydzi z Francji, Rosji i Ukrainy – wyjeżdżają w ilościach idących w tysiące.

Ja oczywiście nie wierzę w te rewelacje ale opinia publiczna w Europie i Izraelu – nie ma powodu aby nie wierzyć. W końcu została „przygotowana” wcześniej przez Janka T. Grossa i Słobodzianka „w temacie Jedwabne”.

Jest to klasyczny donos najprawdopodobniej fałszywy. Pan Moshe Kantor, który z dzieła pana Pankowskiego korzysta dla oskarżania Polski publicznie o antysemityzm” nie spotkał się z żadną odpowiedzią ze strony polskich władz. Jego raport nie został w Polsce poddany publicznej analizie i reakcji polskiego MSZ. Choćby z prośbą o podanie twardych dowodów na zaistniałe sytuacje: nagrania, filmy etc.  A w każdym razie nie ma śladu o jakichś działaniach MSZ.

Pan Kantor korzysta z autorytetu Prezesa Europejskiego Kongresu Żydów dla wytwarzania treści  na temat Polski a w Polsce nikt nie sprawdza jego wiarygodności i bezstronności jako „dostawcy opinii”.

A tymczasem   w Radzie Europy leży sobie dokument nr 10368 z 29 listopada 2004 r. pod tytułem: ”The circumstances surrounding the arrest and prosecution of leading Yukos executives” (Okoliczności aresztu i skazania władz zarządzających Yukos) autorstwa pani Sabine Leutheusser –Schnarrenberger euro posłanki z grupy ALDE (Liberal, Democratic and Reformers Group), która z ramienia Committee on Legal Affairs and Human Rights Parlamentu Europejskiego była oficjalnym obserwatorem procesu Michaiła Chodorkowskiego i innych członków zarządu firmy Yukos przed rosyjskim sądem w trakcie dwóch wizyt w Moskwie w dniach 24-27 maja i 27-30 września 2004 r.

W raporcie tym w  załączniku nr 19 została zamieszczona informacja pani Sabine Leutheusser-Schnarrenberger, iż w maju 2014 r. miała okazję odwiedzić Dumę Państwową Rosji, gdzie „została zapoznana przez stronę rosyjską z obszernymi  i mocno emocjonalnymi zeznaniami „świadków koronnych” tj. Mr Kantora i Mr Rybina, „…którzy oskarżali Mr Chodorkowskiego, Mr Lebiediewa i Mr Pichugina o szereg kryminalnych działań …”.

Raport stał się pożywką dla mediów m.in. izraelskich.  Wg portalu
www.worldjewishvoices.wordpress.com (na podstawie źródeł z Haaretz)  Moshe Kantor miał opracować specjalne memorandum na temat nielegalnych praktyk władz Yukos w sprawie zmów cenowych i innych działań sprzecznych z prawem gospodarczym, które to memorandum stało się punktem wyjścia do działań FSB przeciwko Chodorkowskiemu i jego kolegom z zarządu Yukos. Bez memorandum Kantora FSB nie miałoby od czego zacząć akcji przeciwko Yukos. 

W efekcie tych działań  2 członków zarządu Yukos zostało zesłanych do karnej kolonii  a aktywa zlikwidowanego Yukos zostały przeniesione do firm państwowych związanych z Kremlem. Korzyść polityczną odniósł Włodzimierz Putin a ekonomiczną m.in.  osobisty przyjaciel Kantora oligarcha Michaił Friedman właściciel Alpha Banku.

e wydarzenia oznaczają, iż powiązania Kantora z Kremlem nie mają charakteru jedynie prywatnego lecz oznaczają związki znacznie cięższego kalibru. Z tego wyciągane są dalsze wnioski.

Autor artykułu pt. “Droga oligarchy do władzy: Moshe Kantor i zniszczenie Yukos”  pisze m.in. co następuje: „… Jeśli chodzi o to, dlaczego to jest ważne dla środowisk żydowskich- pamiętajmy, że Kantor jest głową Europejskiego Kongresu Żydów. Kontroluje ramię dyplomatyczne grupy, która obecnie musi się skonfrontować z potężnymi problemami w  krajach rodzinnych. Jego powiązania i wynikające z nich zobowiązania wobec Kremla – wystawiają Żydostwo Europejskie na ryzyko.
Te powiązania z Kremlem są najprawdopodobniej przyczyną tego, że on unika konfrontacji z Putinem w sprawie jego olbrzymich powiązań z Iranem. I również wyjaśnia, dlaczego Kantor i EJC nie zrobiły NIC aby pomóc ukraińskim Żydom uciekającym przez konfliktem w Europie Wschodniej. To jest bardzo ważne, bowiem Ukraina JEST członkiem społeczności EJC.  I dlaczego Kantor potępił decyzję Szwecji o uznaniu Państwa Palestyńskiego ale decyzji Rosji – nie? …”. I w załączeniu w innym artykule prezentuje fotokopię osobistych życzeń Władimira Putina dla Moshe Kantora z okazji urodzin.

Takie to problemy, przemyślenia i wnioski  na temat działań i zaniechań Kantora mają ludzie w Izraelu. W  Polsce natomiast stosowne władze i instytucje nie wykonują elementarnych  obowiązków aby  treści wytwarzane przez instytucje pana Kantora weryfikować i na nie reagować.

Zapewne elity władzy III RP nie uważają ataków na narodowców antykomunistów – za ataki na Polskę i jej dobre imię.  Zapewne w oczach elit III RP obywatele polscy – narodowcy – nie mają prawa do ochrony przed naruszaniem ich dobrego imienia.  Co się w końcu i tak przekłada na naruszanie dobrego imienia Polski.

Czy w tych warunkach może dziwić fakt, iż ktoś z kręgów telewizji państwowej i innych państwowych instytucji kultury postanowił  jakieś 2 lata temu wykreować karykaturalny „archetyp Polaka katolika narodowca ze skrzydłami husarskimi” w postaci „artysty rock-polo Sławomira”, który z pomocą niejakiego Tymona Tymańskiego próbuje wyszydzić fascynacje Polaków ich  historią  i ich styl życia. Ładunek nienawiści do tych wartości zawarty w „projekcie Sławomir” na przykładzie „przeboju” pt. „Megiera” – zapiera dech w piersiach.

Reasumując: nic w III RP nie jest tak konsekwentne jak polityka odzierania z godności Polaków i ich historii i ich wizerunku. A jednocześnie nic nie jest tak konsekwentne jak czyszczenie zbrukanego wizerunku stalinowskich oprawców z krwi ich Ofiar. Wszystko inne jest zmienne i dość przypadkowe. Inaczej mówiąc: gdybyśmy mieli swojego Lwa Tołstoja, to i tak „nie mielibyśmy go”, bo nikt w III RP nie kręciłby kolejnych filmów i seriali na podstawie jego dzieł i nikt nie sponsorowałby kręcenia  filmów i seriali na podstawie jego dzieł  i nie tłumaczyłby ich na języki obce i nie finansowałby wydziałów slawistyki na najlepszych uniwersytetach. 


 https://www.youtube.com/watch?v=kZT-pFb4Fa8




piątek, 15 grudnia 2017

Inżynieria społeczna, 13 grudnia, wędrówki ludów i katolickie parafie.



Bardzo wiele działo się w ostatnich miesiącach i dniach a  dziennikarze i komentatorzy niezmordowanie tłumaczyli nam te wszystkie wypadki historyczne i wychodzi na to, że – jest świetnie. Co tam świetnie. Jest super. A będzie jeszcze lepiej jak tylko te wszystkie „huby” i „start-up-y” ruszą z kopyta.
W oczekiwaniu na świetlaną przyszłość słuchałam sobie wywiadu, jakiego udzielił jakiś czas temu  dr E Michael Jones wydawca The Cultural Wars Magazine na temat książki z 2004 r.   pt. „The Slaughter of the Cities: Urban Renewal as Ethnic Cleansing” ( “Rzeź miast: Zmiana miast jako czystka etniczna”).
W książce tej opisana jest  historia planowego zniszczenia w latach 40-tych i 50-tych katolickich populacji takich miast jak Chicago, Filadelfia, Detroit i  Bostonu. W tym w szczególności zniszczenia katolickich społeczności polskich, litewskich i irlandzkich. Planowego zniszczenia.

Jesteśmy w samym środku kolejnego eksperymentu społecznego nad Wisłą, którego celów i powodów nie znamy,  więc może poznanie  metod i skutków eksperymentu społecznego przeprowadzonego przez postępowe elity WASP na  naszych Rodakach pokaże nam, że – wszystko już było i przeżywamy powtórkę z historii.
Co łączy losy katolików polskich w latach 40-tych XX w. w USA i katolików polskich w latach 90-tych?

Stworzenie okoliczności, w których wielkie masy katolików polskich musiały opuścić swoje dobrze zorganizowane i nie tak znowu biedne wspólnoty katolickie, domy, szkoły, kościoły- i ruszyć w nieznane aby rozpoczynać życie w obcym, często wrogim otoczeniu i w rozproszeniu a ich stare miejsca osiedlenia – zajmują inni.

Tak było zresztą w latach 40-tych na terenach II Rzeczpospolitej okupowanej przez ówczesnego sojusznika III Rzeszy – ZSRR: prawie dwa miliony Polaków zostało w ciągu około roku wysiedlone i w bydlęcych wagonach wysłany na Syberię i do Kazachstanu a kilkaset tysięcy uciekło legalnie i nielegalnie do niemieckiej zony okupacyjnej a na ich miejsce zostali przywiezieni obywatele sowieccy z ZSRR.

Podobne? Prawie identyczne. I nie należy się dziwić, bowiem autorami czy też „twarzami” amerykańskiego eksperymentu społecznego na żywym katolickim organizmie byli tzw. wybitni naukowcy w dziedzinie zupełnie nowej nauki o nazwie „socjologia” -  sympatyzujący z komunizmem a w szczególności zachwyceni eksperymentami „narodowościowymi” Stalina w latach 30-tych i 40-tych. I niejednokrotnie związani zawodowo lub towarzysko ze słynnym Algerem Hissem, podejrzewanym przez lata o szpiegowanie na rzecz ZSRR.
Byli to:  Louis Wirth, Gunnar Myrdal, Samuel A. Stouffer i Paul Blanshard , środowisko wyjątkowo antykatolickiego odłamu protestantyzmu czyli kwakrzy oraz tzw. piąta kolumna katolicka czyli katolicy, którzy dali się wciągnąć w dyskusje o rasach, mimo, że doktryna katolicka nie zna pojęcia „rasy”.

 Luis Wirth był emigrantem żydowskim z Niemiec w pierwszym pokoleniu, zajmującym się życiem nowych imigrantów czyli mniejszości etnicznych w wielkich miastach. W czasach studenckich miał jakoby kręcić się koło partii komunistycznej.

Gunnar Myrdal był Szwedem, który na zaproszenie Fundacji Carnegie miał dokonać analizy sytuacji ludności afro amerykańskiej w USA i podsunąć propozycje rozwiązania problemów biedy i wykluczenia tej społeczności. Efektem tego była napisana zaledwie w jeden rok ale za to licząca 1500 stron książka pt. „Un American Dilemma: The Negro Problem and Modern Democracy”.  (Amerykański dylemat: Problem murzyński i współczesna demokracja”). Ostatnio stawiane są pytania, czy rzeczywiście to nieznający zupełnie realiów USA – Gunnar Myrdal jest autorem tej cegły.

 Projekt zaczął się w 1938 a materiały do niego zbierał „afro amerykański’ naukowiec, urzędnik i działacz na rzecz praw Afroamerukanów -  Ralph Bunche , który w roku 1950 miał otrzymać Nagrodę Nobla za uczestniczenie w negocjacjach amerykańsko izraelskich.  Natomiast w czasie pracy nad książką Myrdala związany był i z Office of Strategic Studies ( poprzednik CIA) a od 1943 już na etacie Departamentu Stanu jako podwładny niesławnego Algera Hissa.

Książka  została wydana w  roku 1944 w nakładzie 100.000 egzemplarzy a dodruk szedł aż do roku 1965. Główne przesłanie dzieła było takie, że natura ludzka może podlegać zmianom dzięki zmianie otoczenia i warunków zatem aby rozwiązać społeczne problemy mniejszości „wykluczonych” – należy „zmienić warunki”.  Przy czym Gunnar Myrdal natychmiast po oddaniu książki w ręce „zamawiających” zniknął z USA i podobno bardzo nie lubi mówić o tej książce.
 
„Un American Dilemma: The Negro Problem and the Modern Democracy” było dziełem niemal encyklopedycznie opisującym relacje „białych” i „czarnych” w USA i stwierdzało, że to jest rodzaj błędnego koła, w którym biali wykorzystują czarnych na różne sposoby, w efekcie czarni są biedni i niewyedukowani a skoro są niewyedukowani, to nie mogą się wzbogacać a biali z tego korzystają. 

Ale „demokracja zwycięży uprzedzenia rasowe” i wystarczy „zmienić warunki życia czarnych na lepsze” aby się wyedukowali i wzbogacili i w efekcie „wszyscy ludzie będą równi”, co jest ideałem Rewolucji Francuskiej i szwedzkiej socjaldemokracji, którą reprezentował Myrdal.
Ciekawe, że administracja prezydenta Roseevelta (a zwłaszcza jego wierny urzędnik Alger Hiss nadzorujący tę inżynierię społeczną) uznała, że cała ta emancypacja Afroamerykanów ma się odbyć praktycznie wyłącznie w katolickich dzielnicach wielkich miast północnego wschodu USA. No ale.

Trzeci filar eksperymentu społecznego, jaki dotknął społeczności katolickie w wielkich miastach Ameryki lat 40-tych i 50-tych to dzieło Paula Blancharda, działacza a nawet pastora Kościoła kongregacjonalistycznego,  najsłynniejszego działacza antykatolickiego USA owej epoki, przyjaciela działaczki eugenicznej  Margaret Sanger czy panów Sacco i Vanzettiego  – pt. „American Freedom and Catholic Power” (Amerykańska Wolność i Katolicka Siła), wydanej w 1949 r. a poprzedzonej szeregiem antykatolickich artykułów w czasopiśmie „Nation”.

 W książce tej, która stała się bestsellerem lat 1949-1950 autor bez ogródek pisze, że „Ameryka ma problem katolicki” i polega on m.in. na tym, że „…Kościół jest niedemokratyczną strukturą pod obcą (alien) kontrolą..”. We wstępie autor twierdził, że sam nie ma nic przeciwko „katolickiej religii” czy „Amerykanom katolikom” ale jest przeciwko temu, żeby „..katolicka hierarchia miała wpływ na legislację, edukację i praktyki medyczne”.
Książka była skandalicznie antykatolicka ale jednak poparły jej tezy takie „autorytety moralne” owej epoki jak: Bertrand Russel i Albert Einstein. Akcja była wspierana przez  „organizacje pozarządowe” Rockefellerów Carnegie i  nieformalnie przez Pierwszą Damę Eleanor Roosevelt

Paul Blanshard wyraził ówczesne obawy amerykańskich elit protestanckich (WASP), które, jak to opisuje dr E Michael Jones w swoim wywiadzie na temat książki „Slaughter of Cities” – w latach 30-tych były bardzo zaniepokojone trendami demograficznymi i kulturowymi w USA, z których „najboleśniejszy” był relatywnie szybszy przyrost naturalny wśród katolików zwłaszcza irlandzkich, polskich i niemieckich.

Którzy to katolicy w dodatku byli dobrze zorganizowani w systemie parafii, szkół katolickich oraz organizacji charytatywnych i w dodatku – trzymali się razem, czyli zamieszkiwali enklawy narodowe, nie podlegające obcej infiltracji a za to mogące wyłaniać przedstawicieli politycznych. Co było widać zwłaszcza w miastach wielkiego przemysłu: Chicago, Filadelfii, Detroit.

A ten wysoki przyrost naturalny był możliwy dzięki temu, że Kościół Katolicki otwarcie sprzeciwił się „wynalazkom eugenicznym” pani Sanger jej „ruchów” i publicznie wypowiadał się  przeciwko sztucznej kontroli urodzin czyli – przeciwko aborcji.  W czasie, kiedy wymienione książki wyszły, udział katolików w społecznościach wielkich miast północnego wschodu sięgał 30% i rósł w dużym tempie.  Co miało się negatywnie dla protestantów przekładać na przyszłe wyniki wyborów.

Autorzy projektów inżynierii społecznej mogli oczywiście tylko pomarzyć o „sukcesach Josepha Stalina”, który przesiedlał całe narody w latach 30-tych a Czeka dokonywała aresztowań i wysyłek do wielkiego obozu pracy niewolniczej czyli Gułagu – wg planów okresowych i jeśli zabrakło do transportu kilkudziesięciu „winnych” a szkoda przecież pustych miejsc w wagonach, to „radzieccy inżynierowie społeczni” – zgarniali – niewinnych – z ulicy.

Amerykańskim inżynierom społecznym przyszło na pomoc doświadczenie z okresu I wojny światowej, kiedy to z powodu wielkiego zapotrzebowania na ręce do pracy w przemyśle wojennym – ściągnięto z rejonu Mississippi kilka milionów Afroamerykanów na północ do wielkich miast, gdzie dawano im prace niewymagające kwalifikacji za to nisko płatne. Również prace wymagające wyższych kwalifikacji dla Afroamerykanów z Południa – były ale za niższe stawki. To  i tak było znacznie lepsze niż życie na polach bawełnianych ale zrodziło nieunikniony konflikt z robotnikami miejscowymi i z tymi robotnikami, którzy zostali powołani do wojska a kiedy wrócili z wojny w 1919 r. – nie było już dla nich miejsc pracy, bo te były zajęte przez Afroamerykanów a jeśli były, to po niższych stawkach.

W roku 1919 r w miastach przemysłowych zwłaszcza w Chicago – doszło do zamieszek na tle rasowym, które w istocie było konfliktem o „nieuczciwą konkurencję” o miejsca pracy.

Drugi czynnik, który okazał się bardzo pomocny w inżynierii społecznej skierowanej przeciwko społecznościom katolickim w wielkich miastach – był wybuch II WW. Niemcy jeszcze nie były bezpośrednim wrogiem a amerykańskie firmy działały nadal na terenach okupowanych ale administracja centralna i służby w ramach polityki obronnej głównie dzięki inicjatywie pana Luisa Wirtha, wpisały na listy „społeczności podejrzanych” na początek te, które pozostawały w stanie wojny z głównym sojusznikiem – czyli: mniejszość niemiecką i włoską. 
 
Ale co jest najbardziej zaskakujące i o czym się nie mówi, na ówczesnych listach „społeczności podejrzanych” – znalazły się: SPOŁECZNOŚĆ  POLSKA I IRLANDZKA. 

 Ani Polska, ani Irlandia nie pozostawały w roku 1940 w stanie wojny z USA.  Na to zwrócił uwagę  w wywiadzie na temat swojej książki (min 17:12) dr E Michael Jones.  Wielbiciel Stalina Luis Wirth z Niemiec na mocy posiadanej władzy w imieniu USA wpisał na listę „społeczności podejrzanych  z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa”  Polaków i Irlandczyków.  

 W uzasadnieniu pisał m.in. iż te grupy ludności są niebezpieczne, albowiem zajmują w dużych skupiskach często wysoko wyspecjalizowane stanowiska w przemysłach kluczowych dla wysiłku wojennego a  wykazują wysoką lojalność wobec swoich krajów pochodzenia i mogą być podatni na propagandę zamieszczaną w prasie i wydawnictwach z ich krajów pochodzenia. W dodatku mówią słabo po angielsku albo i wcale.   
W zasadzie należało rozumieć, że termin „katolik” jest niemal równoznaczny z terminem „faszysta” a to akurat było wtedy modne określenie Polaków w prasie sowieckiej, która jak należy rozumieć, była wiarygodna w oczach niektórych pracowników administracji prezydenta Roosevelta. Oraz jego Małżonki, która miała wysoce krytyczny stosunek do katolickiej hierarchii w USA w ogólności a do Kardynała Spellmana – w szczególności.

Kiedy wojna się skończyła, okazało się, że „podejrzane społeczności” czyli Polacy i Irlandczycy – nadal pozostały „podejrzane”. Wojna propagandowa i administracyjna z „podejrzanymi mniejszościami” nie ustała bowiem wg dr E Michaela Jonesa – a przekształciła się w otwartą wojnę z Kościołem Katolickim. Pod płaszczykiem walki o „prawa człowieka” i „walkę z segregacją rasową” jakoby w interesie „uciskanych i wykluczonych społeczności Afroamerykańskich z Mississippi”.

Albowiem główny projekt inżynierii społecznej przewidywał „ruszenie” po raz drugi – Afroamerykanów z Mississippi – do wielkich miast na północy, tym razem w formie planowej i ze wsparciem rządowym w postaci projektów urbanistycznych  dla „wykluczonych Afroamerykanów”. Których nie osiedlano obok osiedli społeczności protestanckich ale w środku dzielnic katolickich. 

Szacuje się, że w tej akcji, która trwała do lat 60-tych przesiedlono ok. 5 milionów Afroamerykanów, w efekcie trwale zmieniając strukturę etniczną takich miast jak Chicago, Detroit czy Filadelfii.
Oto porównanie  udziału procentowego Afroamerykanów w populacji ogółem  z lat 1900-1990  dla wybranych miast z wysoką mniejszością katolicką i bez takiej mniejszości:

Rok  /Miasto/%                 1900         1920         1940        1960             1990

Chicago                               1,8              4,1           8,2          22,9             39,1
Detroit                                 1,4              4,1           9,2          28,9             75,7
Filadelfia                             4,8              7,4          13,0          26,4            39,9
Seattle                                  0,5              0,9           1,0           4,8              10,0 
San Francisco                       0,5               0,5         0,8          10,0             10,9



Masowe zasiedlanie dzielnic katolickich przez Afroamerykanów w ramach planowego systemu budownictwa i dopłat  doprowadził do kolizji dwóch systemów myślenia.
Na Południu ludność dzieliła się na „białą” i „czarną” czyli wg kategorii „rasy”. Na Północy imigranci z Niemiec, Irlandii, Imperium Rosyjskiego (Polacy, Litwini) rozróżniali się  wg kryteriów etnicznych.

Kiedy Afroamerykanie pojawiali się  w dzielnicach katolickich wielkich miast postrzegali Polaków, Litwinów czy Irlandczyków – jako „białych” czyli swoich „opresorów” a nawet „handlarzy niewolników”. Znany jest przypadek zaatakowania Litwinów przez znanego działacza „praw człowieka” Afroamerykanina, który z tytułu „szkód” jakich doznali jego przodkowie od przodków owych „białych” Litwinów – „posiadaczy niewolników” – zażądał rekompensaty w pieniądzach.

Na efekty nie należało długo czekać.
„Inżynierowie społeczni” pod pretekstem konieczności zwiększenia produkcji zbrojeniowej w fabrykach Detroit w okresie zaledwie 1940 -1943 ściągnęli do miast około 200 tysięcy Afroamerykanów z Południa do miasta mającego około 2,0  mln mieszkańców.  Zaczęły się problemy z wynajmem mieszkań. Oraz nieuniknione w takich sytuacjach –przestępstwa „międzyrasowe”. W efekcie doszło w dniach 20-22 czerwca 1943 r. do zamieszek międzyrasowych z udziałem około 100 tysięcy ludzi, które to zamieszki usiłowała opanować policja w liczbie 6000 funkcjonariuszy. Zginęło 34 osoby, rannych zostało 433, majątek o wartości 2 mln USD został zniszczony.

Władze były w pełni świadome takiego ryzyka, bowiem pan prezydent Roosevelt wydał w dniu 25 czerwca 1941 r. tzw. Executive Order 8802 w sprawie zakazu dyskryminacji rasowej w przemyśle obronnym.
Oliwy do ognia dolewał obecny przypadkiem Ku Klux Klan  i jego „jeszcze bardziej zbrojne ramię” czyli Black Legion – obie organizacje skrajnie antykatolickie.

Zamieszki miały miejsce w innych miastach i towarzyszyły im strajki. Inżynierom społecznym to zupełnie nie przeszkadzało, mimo, że spowalniało produkcję wojenną.
Wojna się skończyła a „inżynieria społeczna” trwała.  I „rozcieńczanie podejrzanych społeczności katolickich”.
W lipcu 1951 r. w dzielnicy Cicero w domu przy 6139–42 W. 19th Street w związku z zamieszkaniem 1 (słownie jednej) rodziny Afroamerykanów doszło do trzydniowych zamieszek, w których udział miało wziąć wg danych władz od 2 do 5 tysięcy „białych”, którzy atakować mieli dom na różne sposoby, w efekcie członkowie rodziny weterana wojennego i absolwenta Uniwersytetu Fisk pana Clarka – w liczbie 21 osób musieli salwować się ucieczką. Brak informacji o rannych i zabitych w rodzinie pana Clarka, natomiast z rozwścieczonym tłumem nie mogło sobie poradzić 60 policjantów a wszystko – po raz pierwszy transmitowała telewizja ogólnokrajowa. W śledztwie nie wykryto głównych sprawców i przywódców i nie skazano nikogo w sądzie rejonowym, więc – ukarano przykładnie policjantów i władze samorządowe „za całokształt”.

Ostatecznie w latach 50-tych i 60-tych zaczął się cichy ale masowy exodus katolików z dotychczasowych miejsc zamieszkania - Polaków, Irlandczyków, Niemców, WŁochów – na przedmieścia, gdzie rozpłynęli się w ogólnej masie „klasy średniej”.  „White Flight” czyli „biała ucieczka” sięgała jeszcze w latach 60-tych w jednym mieście 10 katolików rocznie.
 
Co było celem „projektu Cicero”.  Przekształcenie świadomych Polaków-katolików czy Irlandczyków-katolików  w „amerykańską klasę średnią”. A parafie zaczęły podupadać, bowiem wierni mieli daleko do „swojego kościoła”.

A skoro można było dokonać „inżynierii społecznej” na tożsamości narodowej i religijnej, to można było rozpocząć następny etap czyli „inżynieria gender”.  Czyli wmawiać ciemnemu ludowi, że „płeć można sobie wybrać długo po urodzeniu, jak serce dyktuje” i „płeć nie jest kwestią biologii a stanu świadomości”. I znowu mamy „sponsoring” od strony Rockefellerów, Sorosów a teraz zapewne i Bill Gates się dokłada.
 
W Europie te projekty inżynierii społecznej  są wprowadzane  z pewnym opóźnieniem  w stosunku do USA za wyjątkiem Szwecji.  Kraje postkomunistyczne a Polska w szczególności –są  daleko za peletonem, ale to nie znaczy, że „projekt Cicero” taki lub inny nie jest realizowany w naszej nieszczęśliwej Ojczyźnie – od lat.  
Kiedy patrzymy na prawie 2 miliony młodych muzułmańskich osiłków transferowanych z błogosławieństwem UE i władz niemieckich oraz francuskich  w niespełna dwa letnie sezony do Niemiec, Francji, Grecji i Skandynawii, warto przypomnieć sobie – nasze wcześniejsze doświadczenia.

Najpierw wielkie masy Polaków przerzucane od 1939 r. – z Zachodu na Wschód (z Wielkopolski) przez okupanta niemieckiego i z Kresów – na Syberię i do Kazachstanu – przez okupanta sowieckiego. Co zostało z Kościoła Katolickiego na Kresach?  Ależ się musiał towarzysz Stalin podobać WASP-om amerykańskim. Taki skuteczny.
 
Ale po wojnie następny akt dramatu:  przerzucenie 2-3 milionów Polaków ze Wschodu na Zachód „w nieznane” a potem – kolejne miliony – ze wsi do miasta. 
 
Niby „konieczność dziejowa” ale w Nowej Hucie – kościół był budowany „pod karabinami”.  
Potem „przyszedł karnawał Solidarności” i po 13 grudnia – wyjechało pod presją około 1 miliona najlepszych Polaków oczywiście – katolików a wśród nich oczywiście – agenci wpływu i prowokatorzy.

Po roku 1989 r. wdrożony został naprawdę ambitny program – demolki przemysłu i „zniknięcia” kilku milionów miejsc pracy,  w wyniku czego  musiało wyjechać jakieś 2-6 milionów młodych energicznych Polaków i Polek – katolików oczywiście w poszukiwaniu pracy. A za to teraz na ich miejsce wjechało jakieś 2 miliony Ukraińców, którym też stworzono „obiektywne warunki do opuszczenia kraju”. Ambasada RP w Izraelu wydaje paszporty hurtem bez zbędnej biurokracji i pytań o polski hymn, język polski czy godło państwowe.
Rodzi się pytanie czy to przypadek, czy naśladownictwo „projektu Cicero”?  I jak należy interpretować wydarzenia 13 grudnia w kontekście „wielkich ruchów ludności polskiej”.   

Wyselekcjonowanej w trakcie 16 miesięcy z 38 milionów – elity patriotycznych robotników , studentów i inżynierów. Wysoko wyspecjalizowanych fachowców i urodzonych liderów. Wiadomo powszechnie, że byli „brani na pniu” do Australii, RPA, Kanady czy USA.  Ich dzieci rzadko mówią po polsku a wnuki na ogół – wcale.

A tymczasem kilkaset tysięcy Polaków z Kresów – dalej pozostaje na łasce organizacji patriotycznych i pomocowych oraz polskiego Kościoła Katolickiego, bo oczywiście – „nie ma środków” na objęcie realną pomocą lub programem przywozu do Polski – porzuconych – świadomie.

W USA „projekt Cicero” demolkę środowisk katolickich dokonywaną rękami elit WASP, kwakrów i „postępowych demokratów” – wspierali „pożyteczni katolicy” jak np. jezuita LaFarge czy Sargent Shriver – szwagier samego JFK.   
W Polsce ruch gender ma swoich katolickich „przyjaciół” choćby w Tygodniku Powszechnym i  „zamilkniętym" księdzu  Bonieckim.  Całą siłę uderzenia wzięły na siebie media mętnego nurtu rodem z Niemiec i zagraniczne telewizje pompujące 24/dobę rozpustę i przemoc oraz legendy o strasznych katolicy rodzinach polskich.  Teorię dorabiają do tej brudnej piany  wydziały gender na państwowych szkołach wyższych utrzymywane przez katolickich podatników.

Pierwsze skutki, przewidziane przez panów Myrdala i Blansharda w ich projektach już widzimy Polsce : wyraźny spadek dzietności rodzin katolickich w miastach i spadek zawieranych małżeństw wśród katolików.
Ciekawi mnie czy wysoka reprezentacja w administracji III RP socjologów i wielbicieli oraz byłych członków Unii Wolności  ma jakiś związek z niemocą wobec  realnej  antykatolickiej  polityki w kulturze i bezkarnego hejtu w mediach, filmie i teatrach nasilonej paradoksalnie po roku 1989.  

 Podejrzenia katolików co do intencji władz mają być neutralizowane nagłaśnianiem  medialnym obecności przedstawicieli władz w katolickich kościołach czy na katolickich uroczystościach.  
 No cóż. Po owocach ich poznacie.  A my uczmy się na błędach i poznajmy prawdziwych wrogów i fałszywych przyjaciół.  Bo wszystko już było, więc wystarczy poznawać historię. 


https://en.wikipedia.org/wiki/Detroit_race_riot_of_1943