środa, 29 marca 2017

Rodzina Lutra, Listy z Rosji, gej Gurowski czyli dobry „pijar”.



Podobno żyjemy w wolnym świecie, którego jednym z fundamentów jest swoboda przepływu informacji i wyrażania opinii. Ale od jakiegoś czasu a już szczególnie od wczoraj zaczynam mieć niejakie wątpliwości, czy ta bezcenna zdobycz naszego świata jest również przywilejem nas, prostaczków znad Wisły. Oto wczoraj pojawiła się plotka, że w kręgach katolickich nie należy wypowiadać się na temat pomysłów teologicznych Martina Lutra „jeśli nie jest to konieczne”. Nie wiem, czy to tylko plotka, ale nie ma dymu bez ognia. Nie jest trudno uwierzyć w taką „moderację dyskusji”, w której przynajmniej raz w miesiącu puszczany jest na którymś kanale telewizji serial o strasznych zboczeniach i bezeceństwach erotycznych rodziny Borgia, głównie tych ze stanu kapłańskiego.
Nie znam się na sprawach teologicznych, więc bardziej interesuje mnie,  czy te wrota kościoła w Wittenberdze były metalowe, jak piszą jacyś źli ludzie. Bo wtedy przybicie nawet 3 tez młotkiem byłoby problematyczne.
Mnie jednakże najbardziej w historii Martina Lutra  zainteresowały dzieje jego rodziny. Która pozostaje w głębokim cieniu ekscentrycznego rozłamowca.   Były mnich Martin Luther związał się wg nowego obrządku cywilnego z byłą mniszką Katarzyną von Bora, czyli mocno powyżej swojego stanu, bo sam był synem jakiegoś robotnika czy drobnego rzemieślnika. Miał z nią kilkoro dzieci, z tego do lat dojrzałych dożyło dwoje.
Syn Paul Luther okazał się bardzo ciekawą osobą.  U angielskiego docenta wiki jest nazwany: medykiem, chemikiem medycznym i słuchajcie, słuchajcie- ALCHEMIKIEM.  Miał wyuczać tajników alchemii samą córkę króla duńskiego Christiana III  Annę, małżonkę Elektora Saskiego –Augusta, którego był medykiem. Leczył również księcia Saksonii Jana Fryderyka II oraz Joachima II Elektora Brandenburgii.  Paul Luther miał sześcioro dzieci, w tym czterech synów, ale tylko jeden: Johannes Ernst ( 1560-1637) miał potomków w linii męskiej, która wymarła w roku 1759. Przedostatni Luther był teologiem i kanonikiem przy protestanckim kościele w Zeitz.
Drugim dzieckiem, które dożyło dorosłości i założyło rodzinę była córka Margarethe (1534-1570). Wyszła za mąż za szlachcica Georga von Kunheim Młodszego, wywodzącego się z dzisiejszego Bagrationowska a wtedy Eylau w Prusach Książęcych. Jej teść Georg von Kunheim Starszy był doradcą Albrechta Hohenzollerna, ostatniego Wielkiego Mistrza Zakonu Krzyżackiego i wnuka Króla Polski Kazimierza Jagiellończyka. Albrecht Hohenzollern był ostatnim Wielkim Mistrzem, bo natchniony pomysłami Martina Luthera wspólnie z miejscowym biskupem katolickim – Georgiem von Polentz zu Schonberg – wystąpili z Kościoła Rzymsko Katolickiego, Albrecht „uwłaszczył się na Prusach”, pozostając lennikiem Królów Polski , szybko się ożenił i zaczął produkować potomków dla swojej nowej i jakże wspaniałej własności.
Ta wiedza jest oczywiście powszechna. Mniej powszechna wiedza jest taka, że szwagier Margarethe von Kunheim-Luther , starszy brat jej męża,  pan Erhard von Kunheim był sekretarzem i doradcą prawnym samej arcykatolickiej Królowej Polski, córki cesarza Ferdynanda I Habsburga, trzeciej żony nieszczęsnego Króla Zygmunta Augusta – Katarzyny. Drugiej żony z domu Habsburgów i to drugiej żony, która nie dała królowi następcy tronu.  Podobno Albrecht Hohenzollern czuwał nad edukacją i wychowaniem dzieci swojego doradcy i sekretarza i sam dopilnował, aby Georg von Kunheim Młodszy był wyedukowany pod kierunkiem samego Filipa Melanchtona i aby poznał Małgosię Lutrównę.
Aż boję się zapytać, co się musiało dziać na polskim dworze królewskim za czasów Zygmunta II Augusta, jeśli wokół Królowej kręcił się nieustannie szwagier Małgorzaty Luter i wychowanej Albrechta Hohenzollerna, człowieka, który jako Wielki Mistrz bardziej zniszczył Zakon Krzyżacki niż Bitwa pod Grunwaldem. Plus „fundował stypendia”  i gościł „u siebie” w Królewcu Jana z Czarnolasu czy Mikołaja Reya.  Jakże wychwalanych w programach szkolnych PRL.
O dalszych potomkach Paula i Małgorzaty Lutrów nie wiadomo zbyt wiele, bowiem prowadzili życie skromne i ciche czego nie da się powiedzieć o protektorach słynnego „bywszego mnicha Martina”.
Jedna z nich została uhonorowana na słynnym kompleksie pomnikowym w Worms w 1869 r. To landgraf Hesji Filip I ksywa  Großmütige  (Wspaniałomyślny), który był pierwszym i największym protektorem Martina Lutra oraz przewodniczącym Związku Szmalandzkiego czyli liderem protestanckich książąt. Podobno jednym z poważniejszych problemów życiowych i teologicznych, które konsultował od 1526 r. z „Wielkim Reformatorem“  w trzy lata od zawarcia związku małżeńskiego z Krystyną,  córką  księcia Saksonii oraz wnuczką Króla Polski Kazimierza Jagiellończyka- „wprowadzenie bigamii“ albowiem ślubna małżonka wg jego gustu była brzydka i nawet dużo piła (jak na jego gust) a on spotkał miłą panienkę lat 17, Margarethe von Saale, którą „trzymał jako kochankę, i z którą „wolał się ożenić“.Ale rozwodzić się też za bardzo nie chciał (zapewne bez związku z faktem, że małżonka była wnuczką Króla Polski i cesarzówny Elżbiety Habsburg).
 Trochę trwało, zanim Martin  udzielił porady teologicznej wg nowej, lepszej teologii.  Podobno w  dniu  10 października 1539 r. ( czyli  w momencie, gdy Landgraf Heski miał już z Krystyną Saksońską siedmioro dzieci) Martin Luter (zwolennik oczyszczenia Kościoła Rzymsko Katolickiego z różnych grzechów,w  tym z grzechu nieczystości ) oznajmił, że „spośród dwóch rodzajów zła, jakim są rozwód i bigamia, bigamia jest „lepsza“. Oczywiście chodzić miało o absolutnie, zupełnie sytuacje ekstremalne, jak to, że „żona jest zarażona trądem“ albo „nienormalna w innym sensie“..
Jak Reformator poradził, tak Filip I Wspaniałomyślny – zrobił. W dniu 4 marca 1540 r. w zamku Rotenburg w obecności Martina Bucera ze Szwajcarii i samego Filipa Melanchtona (prawdziwe nazwisko: Schwartzerdt). „Druga małżonka” zamieszkała po drugiej stronie placu, jak to mówią „vis a vis”.  Jak pokazały późniejsze wypadki, Krystyna Heska nie była chora na trąd ani nie była „nienormalna w innym sensie”, bowiem Heski Reformator Filip Wspaniałomyślny zrobił z nią jeszcze troje  dziecek : Filip II Hesse – Reinfels ur. 22 kwietnia 1541 r. , Krystyna ur. 29 czerwca 1543 r.  i George I Hesse- Darmstadt – 10 września 1547 r.  Za to sam był zarażony syfilisem już od 1539 r. Równolegle „druga małżonka” rodziła swoje dzieci- małych  „hrabiów zu Dietz”, konkretnie sześcioro do urodzin najmłodszego dziecka legalnego: 29 września 1547 r.
Zabawa się skończyła, kiedy  Filip I Wspaniałomyślny rozpoczął w koalicji z innymi „książętami protestanckimi”, którym się życie mocno poprawiło po masowym rabunku kościołów, klasztorów i majątków opornych katolików – otwartą  wojnę z kuzynem prawowitej Małżonki – cesarzem Karolem V Habsburgiem.  Mąż najstarszej legalnej córki Filipa I – Agnieszki Heskiej  Maurycy Wettyn z Miśni  mimo,  że protestant, za obietnicę uzyskania tytułu elektora saskiego – wsparł był wojska katolickie i w bitwie pod Muehlbergiem 24 kwietnia 1547 r. Nie można wykluczyć, że  w tej sprawie otrzymał ścisłe instrukcje od teściowej i ukochanej małżonki.
W bitwie tej Filip I Wspaniałomyślny i jego protestanccy koalicjanci stracili 8000 wojska a sam Filip poszedł do niewoli. Cesarz stracił zaledwie 200 żołnierzy.
Jego najstarszy syn Wilhelm IV Heski miał równie atrakcyjny przydomek a nie wiem, czy równie pasujący, jak ten tatkowy: „Der Weise” (Mądry), najstarszy wnuk Moritz Hessen-Kassel – nosił przydomek „Der Gelehrte” (Uczony) a z kolei prawnuk Wilhelm V Hesse-Kassel nosił przydomek „Wytrwały”.
A u nas nikt nie zadbał o dobry pijar  naszych katolików królów. Jak nie „Krzywousty” to „Łokietek” albo „Stary”.
Takie to wszystko ciekawe , że aż się prosi o serial telewizyjny z udziałem najlepszych aktorów. W końcu jedną z głównych ról i to tragiczną, gra wnuczka Króla Polskiego.
Na razie światełkiem w tunelu ma być spektakl telewizyjny „Listy z Rosji” wg Astolpha de Custine „Rosja w 1839 r.”.  Spektakl ten, jakkolwiek znakomity i bardzo potrzebny, jest czymś w rodzaju wygrania bitwy pod Grunwaldem ale bez zdobycia Malborka.
Astolphe de Custine, podobno mający we Francji jakieś poważne kłopoty wizerunkowe według jednych a jakoby skuszony wielkim sukcesem opisu Ameryki przez Alexisa de Tocqueville w dziele pod tytułem „O demokracji w Ameryce” udał się w podróż do Rosji latem 1839 r. w towarzystwie młodego hrabiego Ignacego Gurowskiego. Odwiedził St. Petersburg, Moskwę, Jarosław.  Wrażenia swoje opisał w 36 listach, które wydane zostały we Francji, gdzie cieszyły się ogromną popularnością oraz w Anglii i Niemczech. Natomiast w Rosji dzieło zostało zwyczajnie objęte zakazem.
Dzieło to jest przepełnione opisami „trudnego życia w trudnych dekoracjach” najwyższych i najniższych sfer społecznych Rosji owej epoki. I co najciekawsze, osobom, które urodziły się w głębokim PRL,opis carskiej Rosji w czasach rządów Mikołaja I Romanowa  przypomina opis życia mieszkańców ZSRR. Zwłaszcza klimat psychologiczny.
W zasadzie można otworzyć tę książkę w dowolnym miejscu, aby natknąć się na bardzo przenikliwe uwagi. Na przykład na stronie 191 tomu I (wydanie PIW, Warszawa 1995) takie oto zdanie: ”…Ów smutek, owa szorstkość tutejszej przyrody wywołuje swoistą nudę, która , jak sądzę, stanowi chyba przyczynę tak częstych na tym dworze tragedii politycznych.Tu dramat toczy się w świecie rzeczywistym, teatrowi przypada w udziale jedynie wodewil, który w nikim nie budzi lęku(…) W Rosji zezwala się jedynie na błahe rozrywki. W panującym tu porządku rzeczy prawda życia jest zbyt ciężka , aby dopuszczono do istnienia jakiejś poważniejszej literatury…”.
Można powiedzieć, że czym jest taka  krytyka wobec uporczywego przypisywania Polsce i Polakom sprawstwa pomocniczego przy wymordowaniu kilku milionów Żydów przez „nazistów”. Czym ta krytyka jest przy nazwaniu KL Auschwitz „polskim obozem koncentracyjnym”.
I tutaj widać tę fundamentalną różnicę między państwem poważnym i niepoważnym.
Kiedy władze rosyjskie zapoznały się z zawartością „Listów z Rosji” na początek – zakazały wydawania i czytania tej książki w Rosji. A potem zaczęła być „rozpylana” szeptana plotka, że te „przesadzone i wrogie Rosji opinie” nieszczęsny markiz de Custine nabył w wyniku przestawania z pewnym polskim młodzieńcem, do którego miał wyraźną słabość. I któremu miał coś „wyjednać na dworze carskim”. Pamiętam te plotki, kiedy po raz pierwszy ukazały się jakieś małe urywki „Listów z Rosji” jeszcze w drugim obiegu.
Z czasem „postawiono” na „konika homoseksualizmu” jeszcze mocniej i obecnie , pomijając fakt, iż książka ta jest obecnie słabo znana na Zachodzie, to cała siła tzw. krytyki literackiej jest rzucana „na odcinek obyczajowy”. No i „przysłowiową polską rusofobię kochanka Gurowskiego”.
Nie mam powodów aby kwestionować opcję seksualną markiza i pana Ignacego Wenzla Gurowskiego, przyjaciela z czasów paryskich i towarzysza podróży do Rosji, ale rodzą się jednak pewne wątpliwości.
Sam markiz de Custine nie pochodził z rodziny szczególnie rojalistycznej: jego dziadek Adam Phillipe de Custine ur. 1742 r. w Metz, uzyskał stopień kapitana w czasie wojny siedmioletniej a jako pułkownik wyjechał  w korpusie ekspedycyjnym na Wojnę o Niepodległość Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Wrócił w stopniu marszałka polnego.  I wdał się w politykę w 1789 r. na zasadzie „od rzemyczka do koziczka”. Już w 1791 r. został dowódcą rewolucyjnej Armii Renu a następnie dowódcą Armii Nord. W walkach frakcyjnych jeden ma szczęście a inny nie i pechowy marszałek został aresztowany i zgilotynowany 28 sierpnia 1793 r. a jego syn 22 stycznia 1794 r. Mały Astolphe miał wtedy 6 lat i wychowywała go matka, która była przyjaciółką samej madame de Stael, czyli raczej nie zakładała z nią Kółka Różańcowego.
Ciekawą postacią jest też Ignacy Gurowski, traktowany w życiorysie De Custine’a dość obcesowo.
I bardzo oszczędnie jeśli idzie o informacje o jego rodzinie i drzewku genealogicznym.
Trzeba się mocno natrudzić, aby odtworzyć listę przodków i powiązań rodzinnych Ignacego Gurowskiego.  Ale warto.
Ignacy Wencel Gurowski urodził się w 17.05. 1812 r. jako syn hrabiego Władysława Gurowskiego z Rusocic i pani Genowefy Gurowskiej z domu Cieleckiej. O ojcu niewiele wiadomo, natomiast dziadek Rafał Gurowski ur. 1716 r. w Kościelcu prezentuje się jako elita „I Rzeczpospolitej upadającej” z najwyższej półki :  kasztelan poznański i kasztelan przemęcki jak również szambelan króla Augusta III Sasa , nagrodzony za „odrębne usługi” tytułem hrabiowskim pruskim przez Fryderyka Wilhelma. Odznaczony przez Króla Stasia Orderem Orła Białego i Orderem Św. Stanisława, wchodził w skład delegacji „do zatwierdzenia rozbioru Rzeczpospolitej 1772 r.”.
Jego młodszy braciszek czyli stryjeczny dziadek Ignacego Gurowskiego Władysław Roch był jeszcze ciekawszą postacią. Ur. 1715 r. w Warszawie jako syn Melchiora, kasztelana poznańskiego, gnieźnieńskiego i kaliskiego, miał w 1737 r. wyjechać jakoby „na  nauki do Króla Leszczyńskiego do Luneville” i wstąpił pod dowództwo Maurycego Saskiego, bękarta Augusta II Mocnego i Aurory von Koenigstein, który był całkiem zdolnym dowódcą wojskowym i chwilowo „wynajął się” jako marszałek w armii Ludwika XV. A „na boku” miał negocjować swoje szanse na uzyskanie korony królewskiej w Finlandii u cesarzowej Elżbiety a w roli kuriera i negocjatora obsadził Władysława Rocha. Jak tam było, tak tam było. Maurycy Saski otrzymał w prezencie od Ludwika XV zameczek a Władysław Roch pożeglował do Rzeczpospolitej, gdzie rozpoczął dynamiczną karierę polityczną. Podobno lawirował strasznie, ale chyba niekoniecznie, bowiem stale był w łaskach u Króla Stasia a kasę miał brać od Repnina oraz order Św. Anny od carowej Katarzyny. Szarpał się z Konfederatami Barskimi tak, że musiał wiać na Śląsk, ale i tak należał do delegacji rozbiorowej w 1772 r. a 18 września 1773 r. podpisał Traktaty Cesji Rzeczpospolitej Polskiej na rzecz zaborców. Nawiasem od 1768 był pisarzem nadwornym litewskim a od 1781 r. marszałkiem wielkim litewskim.
Tak więc Ignacy Gurowski miał przodków o ustalonych priorytetach  a sam też błysnął na europejskiej scenie, kiedy z porwał ze szkoły dla bardzo dobrze urodzonych panienek z klasztoru w Paryżu infantkę hiszpańską Isabel Ferdynandę de Burbon, z którą wziął potajemny ślub aż w Dover, po czym para przeniosła się do Brukseli wyczekując reakcji ojca panienki Króla Hiszpanii Karola IV Antoniego de Burbon. Tatko dał pensję wygnańcom oraz niechcianemu zięciowi tytuł granda hiszpańskiego. Małżeństwo miało ośmioro dzieci, z których czworo dożyło dorosłości. Sam Ignacy Gurowski grand hiszpański spełniał się w misjach dyplomatycznych między Domem Hiszpańskim a Cesarzem Napoleonem III.
W tych warunkach raczej trudno posądzać Ignacego Gurowskiego o jakieś szczególnie antyrosyjskie poglądy w sytuacji, gdy stryjeczny dziadek brał ordery od samej Katarzyny II a rodzona siostra Cecylia została małżonką samego generała Frederiksa, adiutanta cara Mikołaja I. Którego krainę pan Gurowski odwiedzał wspólnie z markizem Astolphem. Zastanawiam się też  nad tymi „gejowskimi skłonnościami” hrabiego Ignacego, ojca ośmiorga dzieci.  Jakoś nikt nie bierze pod uwagę ówczesnego obyczaju goszczenia się  artystów i intelektualistów  w nowobogackich zameczkach  na zasadzie „czuj się jak u siebie w domu”. Na przykład Fryderyk Chopin  czy Wiktor Hugo też bywali gośćmi markiza.
Hrabia Ignacy miał też ciekawego brata Adama Gurowskiego, który zaczął od studiów na niemieckich uniwersytetach i spiskowaniem u karbonariuszy a w latach 1829-1831 nie było większego od niego przeciwnika carów i żołnierza Powstania Listopadowego, aby już w 1834 r. publicznie potępić Powstanie Listopadowe a w dodatku ogłosić w gazecie „Ausburger Allgemeine Zeitung” błaganie o łaskę cara rosyjskiego aby zakończyć –wyparciem się Narodu Polskiego i Wiary, jak należy domyślać się katolickiej. A na koniec został panslawistą i dostał robotę w Departamencie Stanu USA.
Jak widać, dzieło „Listy z Rosji” mogły zaskoczyć władze carskie, jeśli się weźmie pod uwagę, że towarzyszem podróży markiza Astolphe’a był syn i wnuk zdrajców Rzeczpospolitej i kolaborantów Rosji i Prus, którego rodzony brat dopiero co wyparł  się Polski, swojej wiary i błagał cara o łaskę.

Jak więc widać, ledwie zaczynamy czytać życiorys reformatora Lutra lub byle awanturnika polskiego z XVIII w. czy XIX w. , to staje się jasne, że historia z punktu widzenia Polski  nie została napisana. Nikt nawet nie ZACZĄŁ jej pisać.  To jest co najwyżej „wojna pijarów” jak nie protestanckich, to socjalistycznych, jak nie ruskich to pruskich albo francuskich.  A my jeszcze nawet nie zaczęliśmy się zastanawiać nad tym, że dobry pijar dałby nam jakieś korzyści.
https://es.wikipedia.org/wiki/Isabel_Fernanda_de_Borb%C3%B3n
https://fr.wikipedia.org/wiki/Astolphe_de_Custine
https://pl.wikipedia.org/wiki/Adam_Gurowski

68 komentarzy:

  1. Pink Pantherze przeczytałem raz, ale jest podane tu tyle informacji, ze wrócę jeszcze.
    Podnosił to już Gospodarz pisząc o Kallimachu,Ty też wskazujesz na to i pada pytanie: jak to możliwe, że różnego rodzaju szujom, karierowiczom, czy innego autoramentu kreaturom było tak prosto dotrzeć w pobliże naszych władców? Ktoś musiał to nadzorować i nie znamy ani nazwisk, ani twarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda na to, że należy się wprost zastanowić, czy tzw. bezpłodność króla Zygmunta Augusta była prawdziwa czy "wspomagana". Dwukrotnie żenił się z Habsburżankami, akurat, gdy Habsburgowie mieli za przeciwników kilku całkowicie pozbawionych skrupułów "kuzynów z Północy". Nie jest wykluczone, że Albrecht Hohenzollern miał znacznie większy wpływ na polski dwór, niż ogólnie się myśli. Ten cały "hołd' w sytuacji, gdy "wujek Zygmunt Stary" winien być rozpocząć regularną wojnę w obronie Zakonu Krzyżackiego i Wiary (to były polskie ziemie lenne) a tymczasem - polscy królowie nie zrobili nic. Wtedy, kiedy jeszcze można było coś zrobić.
      PS. Przyznam, że najbardziej mnie rozśmieszył wątek "dobrej bigamii" w "teologii pana Lutra". Jakoś się o tym w Polsce nie pisze, a to jest powszechnie znana sprawa.

      Usuń
  2. Bardzo dobre. Oba wątki - i krewni i znajomi luterskiego królika łącznia z tą bigamią, i historia "tragicznej miłości" Custine'a do Gurowskiego.
    Bigamistą też był Stanisław Orzechowski, luter a jakoby ksiądz katolski, o którym mówił swego czasu Ks. Guz. Za bigamię i zaprzaństwo groziła mu dekapitacja, sprawa stanęła na Senacie za czasów Zygmunta Augusta, który ułaskawił go i nie dozwolił Kościołowi i kard. Hozjuszowi zabrać się za gagatka. Wg Ks. Guza to był początek upadku I Najjaśniejszej. Precedens który zmniejszył wpływ Kościoła na sprawy publiczne. Imć Orzechowski w porę nawrócił się, pokajał, i zaczął pisać laurki ku czci Rzpospolitej, całkiem chyba niezłe.
    Propagandowy mem "Polski arystokrata-homoseks" powraca w powieści dzisiejszego miszcza kryminału religijno-politycznego B. Akunina czyli Grigola Szalwasa dze Czchartiszwiliego, pod tytułem "Pelagia i czerwony kogut". Jest tam epizod, w którym rosyjski Żyd wyznania prawosławnego, prokurator, Berdyczewski, wpada na trop polskiego grafa Czarnokuckiego (sic! - Czarny zakątek, róg, czy coś takiego, Schwarzwinkel), który mieszka na Wołyniu we ex-włościach Czackich pod Żytomierzem, i razem jest capo tutti di capi gejowskiej mafii, sięgającej swymi wpływami dworu Romanowych i Czarnej Sotni, organizacji monarchistycznej mającej za cel fizyczną eksterminację Żydów jako zakały Rosji w tej liczbie "prawdziwego" Jeszuy z Nazaretu, jedynego sprawiedliwego, ale tylko człowieka, który nie zmartwychwstał, ale został wpakowany do jakiejś jamy przez swoich uczniów (ukrzyżowano bodajże Kefasa w tej historii) i przez tunel czasoprzestrzenny wygramolił się na poduralskiej wsi z jakiejś pieczary, i jest w zasadzie archetypem Freuda i Junga razem wziętych, psycho-mistyko-prorok, wątek wybitnie anglo-desityczny (negacja Bóstwa Zbawiciela). Jasnym jest zatem do czyjego budżet aspiruje Akunin i skąd to gejowskie legendowanie polskiej artystokracji. Ale gdyby się zastanowić, to w zasadzie wg standardów poprawnościowych, to raczej byłoby jakieś delegowanie i promocja gej-polów jaki i całości Poles'ów do innej strefy wpływów. Na Wschód od Bugu ma być strefa wolna od homoseksu.
    Ps. Pisz na Berdyczów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za dobre słowo. Muszę przyznać, że do tej pory zastanawia mnie zero reakcji polskiego Króla na tak potworny despekt wobec swojej kuzynki - w sprawie bigamii. W zasadzie powinien wysłać tam polskie wojsko i potraktować tego Filipka "z buta".A tu nic. Rzeczpospolita mogła była wysłać korpus ekspedycyjny karny do swojego lenna na Prusy Książęce i prawdopodobnie cała ta kontynentalna herezja zostałaby zdmuchnięta. Ale Jagiellonowie nie zrobili NIC i zaraz się "skończyli" jako dynastia a Rzeczpospolita zaczęła mieć już tylko kłopoty.
      PS. Również mnie zastanawia to nachalne przypisywanie Gurowskiemu "gejowskiej" orientacji, chociaż w zasadzie nie ma żadnych źródeł z epoki, poza jakimiś plotkami o rzekomym skandalu wokół markiza de Custine.
      Polityka rosyjska jest niezmienna od wieków a w zasadzie ktoś tych Rosjan wystawia na nieustanny konflikt z Polską. Wczoraj rosyjski kanał telewizyjny pokazał jakiś film odnoszący się do jakichś sowieckich szpiegów, działających na terenach II RP we wczesnych latach 20-tych XX w.Jak oni się starali, aby te aktorki i aktorzy grający Polaków mieli odrażające twarze i pokręcone sylwetki. Stroje "z epoki" nigdy nie były dopasowane do osoby, wystrój wnętrz to nie kończący się serial "burdelowo- tandeciarski". I w tym grało co najmniej dwoje polskich aktorów, w tym jeden znany.
      Skoro Cerkiew Prawosławna w Rosji tak naprawdę nie ma się z czego "podnieść", bo została zniszczona w 100% a mauzoleum Lenina nadal króluje na Placu Czerwonym, to widać w tym chaos. Marzą o odbudowie imperium,beatyfikują cara ale nie dadzą powiedzieć złego słowa o Stalinie (o Leninie i o Trockim -można). Ponieważ Niemcy nie bardzo mogą źle pisać o Polakach, poza tymi "wypadkami prasowymi" o "polskich obozach koncentracyjnych", to zapewne ich rosyjscy przyjaciele -wzięli na siebie ten trud.
      Natomiast bełkot religijno -ideowy Akunina to znak, iż trzeba się bardzo modlić o nawrócenie Rosji na wiarę katolicką, bo Fatima nadal aktualna.
      Serdecznie pozdrawiam

      Usuń
  3. Dopiero doczytałem konkluzję. Super.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uff! Przeczytam jeszcze raz, a może i więcej. Nic nie powiem, żeby nie przechwalic, ale co świetne to świetne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za wsparcie moralne. Mnie się wydawało, że ta notka jest taka "nie na czasie". Ale to "doradztwo matrymonialne" Lutra i córeczka w roli protegowanej Albrechta Hohenzollerna oraz syn w roli alchemika, to jest coś naprawdę -ekstra. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Ks. Guz powinien to przeczytać.

      Usuń
  5. To jest notka na czasie jak najbardziej. Bo, np. rozumienie czym jest Kościół zostało jasno przedstawione na Soborze Watykańskim II, gdzie mowa jest o jednym Kościele Katolickim i kręgach przynależności do Kościoła - im więcej ktoś odrzucił z wiary Kościoła, tym jest w dalszym kręgu. Żaden "reformator" nie może założyć Kościoła, bo Kościół już jest założony przez Boga. Stąd różne nazwy różnych zarejestrowanych i uznanych przez ten świat organizacji, które ciągle się dzielą. My ich nazywamy braćmi, bo są ochrzczeni, a spośród nich ilu dąży do jedności?
    Trzy Krainy

    OdpowiedzUsuń
  6. Też uważam, że jakkolwiek protestanci są naszymi braćmi, jak to stworzenia Boże, ale suche fakty o wybrykach Lutra i jego "książęcych protektorów" - są po prostu straszne. Trzeba się modlić o ich nawrócenie, bo o "zaletach bigamii" to raczej z nimi nie pokonwersujemy:)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tekst aż krzyczy, a drzewko genealogiczne bardzo by pomogło.
    Usunęła komentarz wcześniejszy, bo zawierał błąd. Przepraszam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa. Drzewko genealogiczne - kogo? Pozdrawiam

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
  9. Tekst aż krzyczy, a drzewko genealogiczne bardzo by pomogło.
    Usunełam komentarz wcześniejszy, bo zawierał błąd. Przepraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. "beatyfikują cara ale nie dadzą powiedzieć złego słowa o Stalinie (o Leninie i o Trockim -można)"

    Wg mojej wiedzy, zdobytej na M.Bułhakowie, Stalin zaczynał jako ukryta wtyczka Rotschildów w Batumi. Na marginesie dodam, że są teorie, że był nieślubnym synem Przewalskiego tego od konia. Stalin do końca wypłacał się Rotschildom ropą z tegoż Batumi i jeszcze z Morza Kaspijskiego. Ale tak jak Aleksander II i jego syn Aleksander III starał się odbić od protektoratu tajnej władzy. W dużej mierze udało mu się to oczywiście za cenę całej swojej bandyckiej kariery i potworności wielkiego terroru w latach 30-tych. Dlatego Rosjanie, przynajmniej niektórzy, są gotowi beatyfikować również Josifa Dżugaszwilego. Bułhakowa nawet napisał o nim sztukę "Batumi", w której snuje bajkę, że niby został cudownie uleczony z zapalenia płuc czy gruźlicy w czasie jednej z ucieczek z Sybiru. Cud rzeczony. Sztuka nigdy nie została wystawiona. Jej bohater jednym mrugnięciem dał do zrozumienia, że ma iść do kosza. Bułhakowowi nie udało się wkupić w łaski wodza. Za życia Stalin nie tolerował żadnych swoich literackich biografii.

    Ale sztuka Bułhakowa "Dni Turbinów" była ulubioną Dżugaszwilego, był na niej 16 razy, pewnie dlatego również że szukał ciągle haka na tego pismaka z Kijowa, którego w zasadzie traktował jak śmiecia. Nie znalazł. Znalazł za to odkrycie polityczne, które było również jego własnym.

    Bułhakow pokazał w niej, że Rosja to fikcja. Stalin, tak jak Lenin i Trocki, odkrył to przed Bułhakowem i wykorzystał z wdziękiem zimnego mafiozy.

    Bułhakow mógł nawet wiedzieć, bo był w Batumi, że Stalin był wtyczką tajnej władzy w ruchu robotniczym, ale przede wszystkim na podstawie historii socjalizmu w Rosji (socjalizm nazywał obłędem), rewolucji i wojny domowej doszedł do wniosku, że Rosja to państwo fikcyjne.

    W pewnym momencie w tej sztuce, główną postacią, która okazuje się być główną rozgrywającą, staje się pani domu Elena Talbergowa (po mężu Talbergowa, de domo Turbinowa), ruda dama, która napuszcza swojego sympatyka na swego męża oficera carskiego, który niby opuścił ją, ale wrócił (w sztuce inaczej niż w Białej Gwardii jej mąż wraca i zostaje przepędzony).

    Ruda dama a więc awatar Elżbiety I (ruda wiedźma, rudość według Młota na czarownice jest niechybnym znakiem czarownicy). To jest w ogóle majstersztyk propagandy, literatury politycznej i wazeliniarstwa, bo Dni Turbinów to po prostu wazeliniarski, a zarazem podstępnie polityczny prototyp bardzo dobrej powieści "Białej Gwardii". Najpierw jest sztuka niezachowana "Bracia Turbiny" z 1920 a potem dopiero w 1927 powieść. Czyli teatralna prototypowa historia Turbinów jest wymyślona tak, żeby było w niej coś z żywiej historii rodziny autora i jednocześnie subtelna a czasem wręcz łopatologiczna propaganda. W sztuce z poczciwych białogwardzistów zrobił potencjalnych bolszewików. Zrobił to świadomie, żeby komuchy dały mu żyć i pisać. W powieści wyczyścił to wazeliniarstwo, chyba dlatego że przeznaczył ją na rynek emigracji rosyjskiej i raczej wiedział że wiele nie ryzykuje. Wielki terror zaczął się w 34 od zabójstwa Kirowa.
    Na premierze "Dni Turbinów" był Stalin. Bułhakow wystawił ją tylko z powodu rozkazu wodza, dyrektor Mchatu i cała hałastra krytyków pastwiła się wtedy nad Bułhakowem za wstecznictwo. Kurtyna opadła. Zapadła głucha cisza. Po chwili Stalin klasnął raz, drugi i trzeci. A za nim cała reszta. Krytycy nie przestali pastwić się nad Bułhakowem, po prostu durnie nie zrozumieli tego, co pojął sam wódz, nie była to jednak wiedza do rozpropagowania.

    Pan Michał miał już nieco łatwiejsze życie i od 30 roku stałe zainteresowanie jego pisarstwem ze strony Angoli i Jankesów. "Dni Turbinów" przetłumaczono na angielski i wystawiono na Broadwayu. Przetłumaczył i wystawił to facio, którego Bułhakow wyczuł że jest wtyczką NKWD w dyplomacji amerykańskiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trochę a propos dobrego "pijaru", który w jest utrwalany, a kolejnym pokoleniom wszczepiany podskórnie na różne sposoby.
      Filipinki rok 1963. Piosenka roku "Batumi".
      Te toczki, które dziewczyny mają na głowach, to chyba a'la gruzinskie. Miałam taką lalkę, tylko ona miała cztery warkocze i welon.

      Słaba jakość filmu, ale akurat tutaj entuzjazm piosenkarek największy.

      https://youtu.be/uCWyFtAUOhc 2:20

      Usuń
    2. Spróbuję jeszcze raz.
      https://youtu.be/uCWyFtAUOhc

      Usuń
    3. Dzięki za linka. Otworzyło się. Ależ to były czasy. Dziewczyny miały szczęście, że skończyło się na "Batumi" a nie musiały śpiewać na festiwalu w Zielonej Górze. A może śpiewały tam? Pozdrowienia

      Usuń
    4. Nie wiem czy śpiewały w Zielonej Górze, ale pewnie tak. To były "gwiazdy", miały koncerty w ZSRR. Np. przebój Wala twist, o Tiereszkowej.
      No, ale skoro jutro ma być ciepło, to dajmy im szansę, niech Filipinki zaśpiewają o wiośnie, a matrosy pięknie zatancza.

      https://youtu.be/9zxoPxAPx5Q

      Usuń
  11. Co do Listów z Rosji, polecam audiobook, jakośc nie najwyższa, ale mozna z przyjemnoscia posłuchać. jest na https://www.youtube.com/watch?v=UAnIx1Jq1tw
    Spektakl Teatru TV był świetny, nawet z Adamczykiem, który zapracował sobie na piętno mikrocefala z najbardziej wulgarnych komedyjek. Ale w tej roli jest dobry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Jak chcą, to mogą. A przecież teatr telewizji to najszlachetniejsza forma. I najtańsza.
      Co do Adamczyka, to ktoś mu chyba zaplanował takie "oczyszczające role" po zagraniu św. Jana Pawła. Zniszczył sobie wizerunek na wieki. Jego wybór.
      PS. Dzięki za linka. Z pewnością w deszczowe dni będzie się świetnie słuchać.

      Usuń
  12. Piękne wspomnienia. Również moje. Bo w PRL "Dni Turbinów" były również w TVP. Tylko nie pamiętam, czy była to rosyjska ekranizacja, czy polski Teatr Telewizji. Chyba to pierwsze. Stalin wyraźnie dysponował umysłem tzw. demonicznym. Na pewnym etapie zdecydowanie gasił innych inteligencją a poza tym był nieźle wykształconym samoukiem.
    Przeciwnicy wyraźnie go nie docenili. Czy był "agentem Rotszyldów"? Nie wiem. Natomiast wiadomo, że Stalin postanowił odbudować gospodarkę dawnej Rosji po gigantycznej jumie, jaką urządził Trocki z koleżkami za wiedzą i zgodą Lenina. Stalin kupował na Zachodzie technologie i specjalistów, więc mógł być klientem Rostszyldów, bo może brał na to jakieś pożyczki. Ale z koleżkami, którzy wywieźli całe złoto carskiej Rosji rozprawił się po swojemu: zrobił "starym bolszewikom" śledztwa z "jednym pytaniem": "numer konta bankowego". Nawet Krupska miała parę milionów USD "na czarną godzinę".
    Stalin robi wrażenie człowieka poświęconego demonowi, który mu całkiem długo "pomagał". Więc klimaty Bułhakowa mogły mu odpowiadać.
    Zastanawiam się też, jaką rolę w "legendzie Bułhakowa i Stalina" odegrała po śmierci obu - wdowa po Bułhakowie, jego trzecia żona, bardzo sprytna kobietka.
    Nie lubię Bułhakowa, odkąd pewna "uczona radziecka" ujawniła jego zachowanie w stosunku do pierwszej żony, pielęgniarki frontowej i przyjaciółki z lat młodzieńczych z domu Łappa, którą w czasie najgorszego głodu i terroru zostawił dla jakiejś awanturnicy - w jakiejś komunałce. w taki "bardzo radziecki sposób". Kobieta była w takim szoku, że kilka tygodni a może nawet miesiąc - była w zupełnym stuporze. Wyjechała do Azji Centralnej i wyszła za jakiegoś księgowego. Na łożu śmierci Bułhakow strasznie chciał ją przepraszać.
    PS. Stalin był na swój demoniczny sposób niezłym psychologiem. Może bawili go ci wszyscy "artyści radzieccy", których mógł strzepnąć sobie z klapy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co nieco można o tych artystach poczytać we wspomnieniach Dymitra Szostakowicza, chociaż to ponoć apokryf niejakiego Solomona Wołkowa. Tytuł: "Świadectwo". Niezależnie od autentyczności czy niezależnie od apokryfu - jest tam wiele wiadomości na temat egzystowania artystów w ZSRR w czasach strasznych. I strach właśnie tam dominuje. Szostakowicz - sztandarowy kompozytor - jest tego znakomitym przykładem. Stalin telefonował do artystów, a oni nieomal mdleli czy dostawali ataku serca, gdy zadźwięczał telefon z Kremla.

      Usuń
    2. ... ataku serca, gdy słyszeli ten charakterystyczny głos w słuchawce i ten akcent, zniekształcający jego mowę rosyjską, nie wiadomo, czy niemiecki, francuski czy angielski, czy może polski, całkiem jak u Wolanda w Miszczu i Małgorzacie.

      Usuń
  13. Uff... Extra! Z butów wyrywa, jak zwykle. Wielkie dzięki, Panthero.
    Nad tym naszym pijarem jakieś tajemnicze siły trzymają pieczę, w efekcie czego pozostaje nam jeno wstyd, zgrzytanie zębów i rachunki do płacenia. Wszyscy wokół i z dalszych okolic /Namibia właśnie wystawiła Niemcom słony rachunek za dawne ludobójstwo/ dochodzą swych roszczeń po wojnach, a my zostajemy z rachunkami w łapie. Do spłacenia. Sądzę, że ów kontrolowany ściśle pijar jest tu bardzo istotny.
    Ruskim jakoś pijar nie szkodzi - wszyscy chcą się z nimi kolegować, a wiedza o tym kraju nie ma specjalnego znaczenia. Poza wiedzą geologiczną, naturalnie.
    Listy markiza de Custine'a są rzeczywiście sprawą niebywałą, tak ważną, że całkowicie umknął mi ten Gurowski.
    Dla osób, które może jeszcze nie trafiły na tę lekturę:

    http://kossobor.neon24.pl/post/18340,wypisy-z-lektury-obowiazkowej

    http://kossobor.neon24.pl/post/18682,wypisy-z-lektury-obowiazkowej-cz-ii

    To tylko kilka wypisów z lektury obowiązkowej.

    Refleksja jednak jest taka: pijar pijarem, ale liczy się DOKTRYNA. A ta, jak widać, była na polskim dworze pilnowana przez siły piekielne. A potem i władcy byli z piekła rodem /Sasi/, albo gówniarzami na czyjejś smyczy /Kluchosław Poniatowski/. Szkoda Rzeczpospolitej... Doktryna to też są elity w sensie ludzi o mocy sprawczej - i tu mamy wręcz czarną dziurę. Do dzisiaj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za moc komplementów. Skoro rok 1989 r. był tym, co podejrzewamy, to zero zdziwienia. Już kiedyś pisałam, że zauważyłam jedną prawidłowość w tych rządach po 1989 r.: z żelazną konsekwencją starają się trzymać zasady, aby nie robić nic, co przyniosłoby korzyść Polakom. Jak czasem coś wyjdzie, to przez pomyłkę. Więc bardziej liczę na to, że ci, co nam źle życzą, sami skończą tak, jak życzą nam.
      Ruscy mieli i mają - swoją elitę, która działa w interesie Rosji. Rozumianym lepiej lub gorzej. Natomiast do głowy by im nie przyszło, aby się wysługiwać za biezdurno. No ale jesteśmy dojrzałym narodem, który niejedną niedojrzałą władzę - przetrwał.
      Dzięki za linki. Kiedyś te "Listy z Rosji" to była rzecz bezcenna. Nikt nie zawracał sobie głowy tym, czy obaj panowie wolą dziewczynki czy chłopców.
      Pod ostatnim akapitem mogę się podpisać obiema rękami: sprawy Rzeczpospolitej w pewnym momencie zostały przejęte przez "siły z piekła rodem" a kiedy minęły wieki, nam się opowiada bajeczki dla dzieci.
      Na szczęście jest internet i możemy się sami dokształcać.

      Usuń
  14. Pisząc o drzewie genealogicznym, myślałam o bohaterach tekstu. Oglądam różne rody. Wielkie nazwiska i z powodu znacznej liczby dzieci,dość urozmaicone koligacje, małżeństwa bardzo poniżej oczekiwań.
    Tutaj Luter bardzo zaskakuje, ale jak widać nie on jeden.

    OdpowiedzUsuń
  15. Drogi Gospodarzu, zrobisz co zechcesz, ale ja Stirliza zbanowałbym bez uprzedzania. Zaśmieca twojego bloga.

    Bułhakow i jego pierwsza żona, to jest to historia brutalna. Nie wiedziałem, że bardzo chciał ją przepraszać na łożu śmierci. Ładnie z jego strony.
    Pewnie wiesz również że przymusił Tatianę (w rodzinie nazywali ją Tasia) do dzieciobójstwa, że niby poczęli to dzieciątko kiedy on był uzależniony od morfiny (w 1917, rok po ślubie). Niestety bardzo poczciwa pani Tatiana zgodziła się i w ten sposób przegrała swoje małżeństwo. Szkoda tej dziewczyny. Ale pan Michał po prostu był zimnym gnojek.
    Potrafił wykrzesać na szczęście więcej ludzkości z swojej oziębłej duszy niż Dżugaszwili. Dlatego nie od razu odtrącił Tasię, dopiero w 1924, wraz z przegraną Trockiego.
    To, co ich łączyło Bułhakowa, Trockiego i Dżugaszwilego, i co łączy sympatyków trockizmu i Stalina w Rosji, to kult siły. Jęczmyk słusznie określił go jako istotę satanizmu. M.B. też miał swój kult siły, tak iż czasami, nazbyt często, przesłaniał mu on to, co sprawiedliwe.
    Wypominał ciągle Tasi: "Jesteś słabą kobietą! Nie zdołałaś mnie wywieźć." Chodziło mu o to, że nie wywiozła go na Krym, kiedy bolszewicy następowali na Kaukaz. Pracował wtedy jako lekarz u Denikinowców, zachorował na tyfus. Kiedy czerwoni przejmowali Władykaukaz, był już nieprzytomny. Tatiana w zasadzie uratowała mu życie. Wiedział, że chce uciec od czerwonych, pytała się przyjaciół lekarzy co robić, oni jej mówili że dowiezie zimnego trupa. Niedorzeczna była ta jego pretensja do dziewczyny która uratowała mu życie. Ale łączy się ona z tym jego kultem siły.
    Ten kult siły jest motorem napędowym jego pisarstwa. Dlatego właśnie to jest pisarstwo nie tylko perfekcyjne (często) ale również polityczne.
    Druga żona to była podfruwajka, aktorka, tancerka, szansonistka. Niewykluczone, że na usługach Smierszy. Wróciła z emigracji z Paryża. Dlatego go przyciągała.
    Ale jego trzecia żona, ho, ho! To dopiero historia ... Oczywiście jedyną prawdziwą żoną była Tatiana. Choć Elena Szyłowska (po mężu, ex-carskim oficerze, który w randze płk a potem generała przeżył wszystkie czystki Wielkiego terroru, z domu Nurenberg) bardzo wiernie i ofiarnie opiekowała się MB do jego ostatnich chwil. Chyba nie tylko dlatego że taki miała prikaz (od męża gen Szyłowskiego), ale również z przekonania.
    Warto poczytać ich listy. Kazał jej zapisywać je chyba od 1930. Podstępny i tak doświadczony czytelnik, jak ty drogi gospodarzu, odkryje w tej historii trzecie i czwarte dno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytać te listy i zapiski z ostatnich dni MB równolegle do kalendarium życia MB np. z Leksykonu życia i twórczowści MB pióra Sokołowa (1930 impreza na cześć MB w ambasadzie brytyjskiej, 1935 w ambasadzie amerykańskiej, rozmowy z jankesami o paszporcie i wyjeździe etc.)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  16. W kwestii trzeciej żony MB, najważniejszą postacią jest jej poprzedni przed MB małżonek, wtedy przy jej "rozstawaniu się" z nim w 1930 chyba jeszcze płk Szyłowski. Jeszcze raz podkreślę znamienny fakt z jego życia, mianowicie, że jako obcy element klasowy, były carski oficer, wraz z Eleną również burżujką przeżył wszystkich, słownie WSZYSTKICH, swoich zwierzchników, kolegów i podwładnych, łącznie z ich żonami i dziećmi, które jeśli nie zostały rozwalone - tak jak przyjaciółka Eleny w czasie przesłuchania, chyba uniosła się dumą oficerskiej żony - to skończyły w łagrach. Drugi syn Szyłowskich, według informatora prof. Czudakowej, biografa MB (warto posłuchać jej wykładów na tubie, albo filmów dok o MB, gdzie mówi również ona), był kropa w kropę drugi Tuchaczewski, też ex-carski no i gieroj wojny z Polakami 1920, odstrzelony chyba w 1937. Szyłowski w ogóle był drugim mężem Eleny, bo pierwszym był adiutant Szyłowskiego, któremu ten odbił piękną Elenę. Niestety o Szyłowskim trudno znaleźć info. Najwięcej w info o MB.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ukrywam, Magazynieru, że też wyrywasz z butów. :) Ja interesowałam się tymi ruskimi artystami w latach 80-tych, w oparciu o dostępne wówczas, nieliczne lektury. Naprawdę nieliczne. Z czego powstał cykl obrazów pt.: "Studium czerwieni". Aha, i jeszcze kolekcjonowałam szewców. Kilku ważnych funków sowieckich było czeladnikami szewskimi. Potem i Słoneczko Karpat dołączył w Rumunii, będąc też tego fachu. A nad tym wszystkim profetyczni "Szewcy" Witkaca, naturalnie.

      Usuń
    2. Zawsze mi się wydawało, że MB w postaci Małgorzaty uwiecznił ową trzecią żonę. I okazał się bardzo "radziecki" kiedy tworząc wątek romansowy swojego bohatera kazał mu powiedzieć, że zupełnie nie pamięta z kim żył jeszcze kilka dni temu. Po prostu zapomniał imienia poprzedniej kobiety. Nie wiem, czy pierwsza żona dożyła wydania "Mistrza i Małgorzaty" ale to było ciekawe doświadczenie "z życia artystów Związku Radzieckiego".
      PS.Z tym "towarzyszem pułkownikiem Szyłowskim" to rzeczywiście ciekawostka. Nowy system niszczył starą elitę - na żywca. Ci, którzy zostali "dokooptowani" byli bardziej trujący, niż najbardziej niebezpieczna żmija. Ludzie z piekła rodem. Bo to był system z piekła rodem.
      Dzięki za info o prof. Czudakowej. Z pewnością znajdę i posłucham. To jest zawsze wielce pouczające i winno być nauczane w szkołach: co komunizm i bezbożne diabelstwo robi z człowieka.

      Usuń
    3. Okazuje się, że pani prof. Marietta Czudakowa miała spotkanie w MCK w Krakowie pt.Tajemnice Bułhakowa.
      https://www.youtube.com/watch?v=v_zIy0tiXkU
      Idę słuchać.

      Usuń
  17. @Pink Panther, @Kossobor,
    Bo to jest wyrywające jak historia Lutra, Custine'a i Gurowskich. Rzecz prawdziwa.
    Z MB jest tak, że mimo iż jest albo bywa zimnym gnojkiem, to jednak ma talent do rzeczy prawdziwej, zmysł bytu, dlatego jest pisarzem politycznym. On w zasadzie jest swoim własnym agentem. Gdyby istniała Rosja łacińska, tak właśnie łacińska, oparta na rzymskiej historiografii Tacyt, Liwiusz, nawet Juliusz Cezar, tak jak jego edukacja gimnazjalna, to by się najął na jej agenta i propagandystę w jednej osobie. Ślady tej propagandy da się zauważyć w Białej Gwardii i Psim Sercu.
    Małgorzata to rzeczywiście Elena Szyłowska. Ale świat demonów tych wyniosłych i strasznych i tych puszczających bąki w bagnie, to w istocie świat służb, różnych różnistych, nie tylko stalinowskich. W końcu znalazł silną kobietę i ona rzeczywiście była jego ochroniarką i łącznikiem z tym światem, również z Mi6 i Jankesami.
    Warto obejrzeć Białą Gwardię, choć ma swoje mankamenty, niestety jest tam ślad wazeliniarstwa i to bolszewickiego zwłaszcza w 4 części:
    https://www.youtube.com/watch?v=DOqJ6FS2M7Q&list=PLbGLAZWBtyY9Cs69PioWT-oQ1s6LKXYuE

    I kilka filmików o MB.
    Tu mówi Czudakowa: https://www.youtube.com/watch?v=ertdu4V79To
    Tu też: https://www.youtube.com/watch?v=8UalIgZw5f8
    https://www.youtube.com/watch?v=PVokv7xjGxM
    Z reszta jak te dwa wyślwietlą się do pokaże się cały słupek innych z Czudakową.
    A na koniec popatrzecie się, dobrzy ludzie, co się dzieje z Bułhakowem dzisiaj, teraz w sercu imperium:
    https://www.theguardian.com/culture/mikhail-bulgakov

    I jeszcze zobaczcie to ale tylko "w wolnej chwili" i to z czymś mocniejszym procentowym pod ręką, Bułhakow i satanizm holiłudzki, czysty słownie do porzygania:
    http://www.ovationtv.com/series/a-young-doctors-notebook/episode-102/TVLK-4A-1VNT/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie najważniejsze są dwie rzeczy: oficjalna akceptacja Lutra dla bigamii jako "mniejszego zła" albowiem w swoich listach do niego Filip I Wspaniałomyślny powoływał się na "starotestamentowe precedensy o poligamii Patriarchów". Ze swej strony drogi Melanchton pisał też do Lutra o "precedensie poligamii Patriarchów". Jak już się "ożenił" z drugą żoną - panną von Saale, dwórką swojej siostry, zaczęto twierdzić, że obie "opinie" Lutra i Melanchtona powstały kiedy oni "nie mieli świadomości, że panna jest już wybrana". Tak tylko "teoretycznie" sobie dyskutowali.
      Druga sprawa to jak dla mnie - brakuje precyzyjnego opisu chronologicznego, w jaki sposób Albrecht von Hohenzollern Wielki Mistrz Krzyżaków - przekonał innych Braci do wyrzeczenia się swojej wiary i porzucenia stanu zakonnego. Obawiam się, że były jakieś niezgody i mogły być jakieś ofiary. Jakoś w jednomyślność Zakonu w tej sprawie (Zakon w Prusach był podmiotem prawa międzynarodowego) - nie wierzę. Czyli można przypuszczać, że Albrecht jakoś się części "opornych Zakonników"- pozbył. Jak ? Wygnał, przekupił czy wymordował? To jest kilka pytań technicznych, które zaczęły mnie od wczoraj nękać, kiedy sobie jeszcze raz rzuciłam okiem na tę notkę.

      Usuń
    2. Okazuje się, że kiedy sprawa "legalizacji bigamii" wyszła na jaw, bo siostra Filipa I się wygadała, to Luter "się obraził i nie przyjechał na ślub". Ten drugi. Krótko mówiąc, teologia i "naprawa Kościoła" pełną gębą.

      Usuń
  18. @Pink Panther, @Kossobor, @Magazynier

    KUDOS ^ 2

    Dzięki za kolejna porcję materiału, którym w końcu mogłem choć troszkę otworzyć oczy na świat dzieciom, znającym dzieje Europy Wschodniej li tylko z literatury pięknej oraz z odprysków pochodzących ze ścieków publicystycznego rynsztoka ostatniego XX-lecia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A na zdrowie. Sami się dokształcamy dopiero teraz. My też byliśmy karmieni "odpryskami":)))

      Usuń
  19. Przepraszam za strollowanie. Poniosło mnie.
    Wracamy do sprawy głównej:
    Owoż Albrecht po przyjęciu Luteranizmu w 1525 przestał być Mistrzem Zakonu. Został nim Von Cronberg (https://en.wikipedia.org/wiki/Walter_von_Cronberg)
    Komtur frankfurcki. Kiedy Albrecht był Mistrzem, Cronberg był legatem Zygmunta Starego. Założył nawet Bractwo św. Sebastiana właśnie w 1517. Choć nie znalazłem nic o tym Bractwie, czy rekrutowali się z rycerstwa świeckiego czy zakonnego, to jednak wygląda na to, że wystawienie Lutra było posunięciem przewidywanym przez niemieckich książąt, a może raczej wtedy książęta zaczęli się organizować. Zaraz też wybuchają wojny chłopskie. Po zluteranizowaniu się Albrechta, doświadczył on opozycji ze strony Niemieckiej arystokracji, jak podaje wiki. Od razu Mistrzem został Cronberg, wyznaczył się sam na podstawie statutu of Wernera von Orseln z 14 w. który orzekał że w przypadku braku Mistrza, zostaje nim któryś z Komturów. Co więcej Cronberg od Stanów Augsburskich otrzymał Prusy jako lenno. Czyli Zakon wyszedł spod zarządu Albrechta, który został ekskomunikowany przez Papieża. Przed wykorzystaniem tego przez niemiecką arystokrację przeciw niemu uratowały go wojny chłopskie i wojna z Turcją.
    Albrecht zatem nie miał bezpośredniego wpływu na Zakon. Ale grał dalej, musiał przetrwać ten czas dwuwładzy w Prusach.
    Cronberg miał poświęcić się obronie katolickiego charakteru zakonu, ale mu się nie udało, ponieważ coraz więcej zakonników zrywało śluby zakonne i przechodziło na luteranizm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za rozwinięcie wątku. Z tego wynika potwierdzenie bezprawnego zaboru mienia Zakonu Krzyżackiego przez byłego zakonnika Albrechta. Zatem obecne roszczenia (jeszcze w miarę utajone) rodziny von Preussen-Hohenzollern do Prus (szeroko rozumianych - bo z dołączonym Śląskiem i Pomorzem) - można odrzucić jako -bezprawne z ich strony. Było to bowiem mienie nabyte w wyniku bezprawnego zagrabienia i złamania przysięgi. Mienie należało - do Kościoła Rzymsko Katolickiego i do Zakonu Krzyżackiego.
      PS. Ciekawi mnie omerta na temat skali i okoliczności przejmowania majątku zakonnego przez podmiot o nazwie "Prusy Książęce".

      Usuń
  20. Omerta wynika z czegoś podobnego jak rozgrabienie majątku po-jezuickiego w 1773 właśnie przez naszych praszczurów. Ówczesny nuncjusz ciskał na nich gromy nazywając "bezprzykładnym narodem". Demoralizacja i kradzież na gigantyczną skalę. Podobnie z kasatą zakonów 1819. Gdyby nasze demokratyczne rządy na poważnie brały ciągłość władzy, to musiałyby Kościołowi zwrócić znacznie więcej niż to się dokonało teraz.
    W Prusiech po 1525 podobnie. Jeśli Krzyżacy jeden po drugim zrywają śluby, to znaczy że Albrecht prowadzi działalność korupcyjną. Mami knechtów korzyściami. W Prusach sprawę ma o tyle ułatwioną, że Cronberga tam nie ma, bo siedzibę zakonu przeniósł do Margnetheim pod Wirzburgiem. Inaczej musiałby zwołać krucjatę przeciw byłym Krzyżakom. I tak by mu się nie udało, bo za dużo było chętnych na ten majątek pokrzyżacki. Trzeba by pogrzebać się w historii pruskich junkrów w poszukiwaniu ex-krzyżaków w ich drzewach genealogicznych i ziemi którą otrzymali po kasacie zakonu. Uwłaszczenie, co się zowie. "Relation of the State of Polonia" (1598) czyli Payton opisuje Prusy Książęce jako najbogatszą prowincję Rzpospolitej z Zygmunta Wazy.
    Korupcyjna działalność Albrechta potwierdza Britannica - https://en.wikisource.org/wiki/1911_Encyclop%C3%A6dia_Britannica/Albert_(grand_master) - gdy pisze, że najpierw Albrecht wszystkie problemy i bunty załatwiał za pomocą rozdawnictwa ziemi kościelnej. Potem pod koniec jego życia wewnętrzne spory wzmogły się, podsycane konfliktem między Osianderem, na którym opierał się Uniwersytet Królewiecki, a Malanchtonem, co zapewne wynikało z piątej komuny habsburskiej w Prusiech. Albrecht zaś nie umiał temu przeciwdziałać, bo zabrakło już ziemi kościelnej do rozdawnia. Dosłownie tak Britannica pisze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niesamowite. Najgorsze podejrzenia - potwierdzone i łatwo dostępne. Niecny Albrecht korumpował na gigantyczną skalę rabując majątek kościelny. A ta cała gadka o "różnicach doktrynalnych" to była tylko zasłona dymna. Zapewne korupcja była lekko wzmacniana lekkim zastraszaniem. Że alternatywą może być wypadek na schodach lub wypadnięcie z murów do fosy.
      Dzięki wielkie za linki.
      Nawiasem o zezwolenie na otwarcie uniwersytetu w Królewcu Zakon Krzyżacki musiał się starać u Króla Władysława Jagiellończyka. Zatem był to w zamierzeniach - Uniwersytet Katolicki. Ale to też ukradli. I zapewne zniszczyli bezcenne księgozbiory. I to by było "na tyle" w kwestii "ciemnego średniowiecza" i "jasnej reformacji". A co do "naszych elit' to ryba zawsze psuje się od głowy. I za czasów Zygmunta Starego i w XVIII w. Katolickie elity nie potrafiły być wdzięczne Panu Bogu za wielkie bogactwa i relatywny spokój.

      Usuń
  21. "roszczenia (jeszcze w miarę utajone) rodziny von Preussen-Hohenzollern do Prus (szeroko rozumianych - bo z dołączonym Śląskiem i Pomorzem)"

    Wszystko się zgadza. Od 1794, jak zasugerował Endraszka, układ stref wpływów jest zabetonowany. Realizacja roszczeń pewnie zależy od pozycji rzeczonych przy "karcianym stoliku".

    Nadto czy na pewno utajnione? Może raczej nieco odtajnione. Wszak konstytycja 3-majowa mówi wyraźnie że sukcesorem na polskim tronie mają być Wettinowie. Zaś monarchiści wrocławscy zakładają czy już założyli jakiś instytut "ku czci Wettinów". Wettinowie z pewnością spokrewnieni z Hohenzollernami, to mogą wesprzeć kuzynów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam tę historię z "rocznicą koronacji Wettyna na tronie polskim" ale pamiętam też, że dynastia Wettynów - wymarła. A jak pozostałe "dynastie" z dawnego Cesarstwa Niemieckiego - została zlikwidowana przez Republikę Weimarską w 1918 r. podobnie jak Hohenzollernowie i wszyscy inni. Nie da się "zjeść jabłka i mieć jabłka". Konstytucja 3 Maja - też już nieaktualna. Bo gdyby była, to "poproszę Lwów i Wilno":)))

      Usuń
    2. Wiki podaje: "Boczną linią dynastii jest rodzina Koburgów (Coburg), znana także jako dynastia sasko-koburska. Nazwa wzięła się od nazwy księstwa Saksonii-Coburg-Gotha (Sachsen-Coburg-Gotha), gdzie panowali. Koburgowie rządzili w Wielkiej Brytanii (od 1917 r. pod nazwiskiem Windsor), Belgii, Bułgarii i Portugalii (pod nazwiskiem poprzedniej dynastii – Bragança)."

      Wettinowie wymarli ale jakoby nie całkiem.

      I dalej: "Bratanek Leopolda I, Albert (młodszy syn Ernesta I) w 1840 r. ożenił się z królową brytyjską Wiktorią. Ich wnuk Jerzy V w czasie I wojny światowej zmienił nazwisko rodziny na Windsor, gdyż miano Wettynowie za bardzo kojarzyło się z wrogą dla Wielkiej Brytanii II Rzeszą. Obecnie panująca Elżbieta II jest wnuczką Jerzego V. Jej dzieci z małżeństwa z księciem Edynburga Filipem, formalnie noszą nazwisko Windsor-Mountbatten i faktycznie są przedstawicielami dynastii Glücksburgów, młodszej linii Oldenburgów"

      Inny fragment:
      "Tron w Saksonii Wettynowie utracili w 1918 roku. Do roku 2012 pretendentem do tronu był tytularny margrabia Miśni Maria Emanuel I (1926–2012). Ponieważ był on bezdzietny, w 1999 r. adoptował swego siostrzeńca Aleksandra ks. Saksonii-Gessaphe, który w przyszłości miał przejąć funkcję głowy linii albertyńskiej, na co w dalszym ciągu nie zgadzają się inni potomkowie dynastii."

      Wymarli ale jednak nie całkiem.

      Usuń
    3. Możemy się powołać na precedens z córką Radziwiłła, z którą chciał się ożenić pruski następca tronu, przyszły pierwszy cesarz Niemiec. Mimo, że była ze strony matki z Hohenzollernów, ówczesny Król Prus uznał, że "panna nie jest równa krwią". Nie pomogła nawet próba "adopcji panienki przez cara Aleksandra I". Prusacy uznali, że "liczy się równość krwi a nie akt cywilny". Zresztą takie "przedłużanie linii dynastycznej przez adopcję" nie było absolutnie praktykowane w przypadkach praw do tronu. Więc ani "konstytucja 3 maja", po której było już kilka innych, ani "adopcja" - nie dają żadnych praw do tronu Polski. Może sobie zostać "królem Saksonii". Niech spróbuje i zobaczymy, co na to rząd Angeli Merkel:))) To były takie "świetne pomysły partii pruskiej" na poziomie Hrabiego Bula.

      Usuń
  22. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  23. We Wrocławiu jest już Królewska Akademia Biznesu i Dyplomacji, której założyciele mają duży sentyment do Wettinów, i reaktywują Konstytucję 3majową, zaś o Wilno i Lwów nie pytają:
    http://www.krolewska-akademia.pl/
    „Pragniemy poinformować, iż zainspirowani książką księcia Jana Adama II „Państwo w trzecim tysiącleciu”, pod patronatem Królewskiej Akademii powołaliśmy projekt
    KONSTYTUCJA 3 MAJA W TRZECIM TYSIĄCLECIU
    Jego celem jest opracowanie na bazie Konstytucji 3 Maja oraz niniejszej książki przyszłej Konstytucji Królestwa Polskiego. Koordynatorem projektu został pan Bartosz Wałęga”

    Jan Adam II Lichtenstein dziedzic raju podatkowego. Coś o jego książce
    "Jak powinno wyglądać państwo w trzecim tysiącleciu? To pytanie stawia sobie Hans-Adam II, panujący Książę Liechtensteinu, spoglądając na państwo z różnych punktów widzenia: jako polityk, który wygrał referendum w bezpośredniej demokracji; jako biznesmen, który jest zaangażowany na kilku kontynentach; i jako historyk, który studiował rozwój państwa i jako praktykujący katolik, którego ojcem chrzestnym był papież.W jego oczach to nie obywatele mają być sługami państwa, lecz państwo ma służyć dobru swych obywateli."
    Na przykład przez ochronę banków spekulujących na podatkach zamożnych obywateli innych państw.
    W 2008 Lichtenstein pod zarządem Alojzego, ojca Jana Adama, zasłynęło z miliardowych przekrętów podatkowych http://www.rp.pl/artykul/99752-Wielcy-i-mali-bohaterowie-afery-Liechtenstein.html#ap-5

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powtórzę: niech na początek obejmie "tron Saksonii". Zobaczymy , co na to rząd niemiecki:))) To są jakieś agenturalne zagrywki całkowicie niepoważne. Równie dobrze można poszukiwać pretendenta do tronu polskiego ze strony żeńskiej linii Wazów. Z pewnością coś by się znalazło. Podobnie jak Romanowowie. Jeden czy dwaj byli nawet Królami Polski osobiście a kolejni carowie do 1817 - tytularnie. Ale tu też jest problem z abdykacją. Wettyn abdykował i całą sprawę zamknęła Republika Weimarska. Nie ma tronu Saksonii, nie ma książąt Saksonii (tytuł zniesiony), to z czym do gości.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  24. @Pink Panter
    "z czym do gości"
    Ze ściemą. Ze ściemą jak najbardziej agenturalną. I tak to jest z naszymi monarchistami wysypanymi wprost z rękawa Krzeczkowskiego. Wystarczy przejrzeć listę wykładowców.
    Bo w Polsce Wettinowie nie abdykowali. Nie byli osadzeni i dlatego nie mogli abdykować.
    Marksistowska zasada głosi, że jeśli eksperyment się nie udał, trzeba go powtórzyć, aż do skutku. A tu eksperyment nawet nie zaistniał, dlatego powołując się na praktykę marksistowską, per mutantis mutantum, trzeba go zaistnieć. Prakseologia marksizmu w służbie monarchii.
    To są jaja, rzecz jasna, jak berety, jak te 16-wieczne atłasowe berety "humanistów".
    Bez odbioru. Jak nie chcesz, Gospodarzu ironiczny, to nie odpowiadaj na ten komentarz, bo tak można by do Świąt. Nie chcę ci zabierać cennego czasu. A ja sam mam kompulsję odpowiadania na odpowiedzi na moje odpowiedzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarze a wątek Wettynów, jak widać, niestety -wciąż aktualny, bowiem Niemcy niczego nie nauczyli się z dwóch wojen światowych. Wręcz przeciwnie: Amerykanie i Anglicy jeszcze im kasę przysłali na odbudowę tego, co im zbombardowali. Tuż po tym, jak zrobili Stalinowi prezent z 51% terytorium "swojego sojusznika'. Anglosasi do swoich protestanckich kuzynów zawsze będą mieli "serce" a nas traktują, jak widać.
      Krzeczkowski i to, jak grasują w kulturze i polityce jego wychowankowie obsadzenie w rolach "konserwatystów" to jest najlepszy dowcip III erpe. Poza oczywiście twierdzeniem, że w 1989 r. "został obalony komunizm".

      Usuń
  25. polecam uwadze:

    https://bosonweb.wordpress.com/2017/04/02/albrecht-h-pp-i-pruskie-archiwum-w-krolewcu/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za info. Przeczytam w poniedziałek czyli dzisiaj.

      Usuń
  26. jest też portal Ostpreussen, po polsku, rosyjsku i niemiecku:
    http://www.ostpreussen.net/ostpreussen/orte.php?_l=2
    Prusy wschodnie w starych granicach, na polski i rosyjski tłumaczone są tylko ogólne informacje. Nazwy miejscowości po niemiecku. Ordung must sein.

    OdpowiedzUsuń
  27. Czytam tekst ponownie, bo jest gęsty od informacji.
    Ten syn Lutra, alchemik, to coś fantastycznego. Taka ,,przykrywka,,. I uczy tego córkę króla :))

    OdpowiedzUsuń
  28. Nikt nie zahaczył, więc zacytuję: " Za to sam był zarażony syfilisem już od 1539 r."

    "Wpływ krętka bladego na historię RON" to jak się zdaje temat dziewiczy. A i powód takiego stanu wiedzy o RON chyba też.

    OdpowiedzUsuń