czwartek, 5 maja 2016

Hillary Clinton, Pamela Churchill, Harrimana podróże do ZSRR i Polska



Kiedy kibicujemy w prawyborach na „kandydata na kandydata na prezydenta państwa” w  Partii Republikańskiej i Partii Demokratycznej USA , pragniemy wywróżyć z urywków wypowiedzi czy życiorysu czworga a dzisiaj już praktycznie trojga graczy – co wybór jednej z nich oznaczać może dla przyszłości Polski, należy chyba zdać sobie sprawę, że w przeciwieństwie do pragmatycznych Czechów często usiłujemy brać nasze marzenia za fakty.  
 
Kandydatka Hilary Clinton weszła do wielkiej polityk, kiedy zdecydowała się wraz z Billem Clintonem  synem człowieka z problemem alkoholowym ze stanu Arkansas -   skorzystać z zaproszenia  państwa Harriman na drinki, kolację oraz wykład z dyskusją (wstęp podobno 25 USD od łebka) w ich domku  3038 N St NW w Georgetown Washington DC.  Adres bardzo ekskluzywny.
Partia Demokratyczna przeżywała  kryzys związany z niemożnością wyrwania się z  legendy sukcesów Roosevelta , starzeniem się przywódców i brakiem nowych kadr i przegrywała wszystkie wybory.
 Zapraszający  to: pani Pamela Harriman w latach 1939-1946  synowa legendarnego Winstona Churchilla (podczas rozwodu zastrzegła sobie zatrzymanie nazwiska Churchill, które miało być jej biletem wstępu  do wszystkich salonów  długo po wojnie) oraz  pan Averell Harriman jej trzeci mąż starszy  o 29 lat, syn ambitnego prezesa linii kolejowych dobrze ożenionego z panną Mary Williamson Averell, córką właściciela banków i zapaloną działaczką na rzecz poprawy rasy ludzkiej przez eugenikę tj. selekcję, sterylizację i „hodowlę nadludzi”. Pani Harriman starsza urodziła pięcioro kandydatów na „nadludzi” a po śmierci męża w 1909 r. dostała do rąk fortunę rzędu 70-100 mln USD, którymi wspierała ową eugenikę (Eugenics rekord Office) wraz z Rockefellerami, aż się zrobił smród w 1944 r. i trochę to doskonalenie zastopowano. Ale dla synów i córek też trochę zostało.
Averell Harriman został czwartym najbogatszym młodzieńcem USA kiedy matka przekazała majątek. Starał się wraz z bratem godnie naśladować ojca, który zbudował imperium kolejowe i spedycyjne ale jego poczynania biznesowe nie były tak spektakularne. Chociaż z naszego punktu widzenia początek miał  ciekawy:  w 1924 r. odbył podróż do Rosji Sowieckiej i konferował z  Lwem  Trockim.  I uzyskał od komunistów koncesje górnicze pt. “Soviet Georgian Manganese Concessions” ( 1925-1928).
Głównie jednak zarządzał firmami założonymi przez ojca zmarłego w 1909 r. Poza  “koncesjami manganowymi w ZSRR” najciekawszą  decyzją biznesową Averella  było połączenie części interesów Harrimanów ze starym bankiem Brown Brothers & Co w roku 1931 i zmiana nazwy na Brown Brothers Harriman &Co, w której senior partnerem pozostał do 1946 r.
Do wejścia do polityki miała pana multimilionera i playboya (hodowla rasowych koni i wyścigi konne, hodowla psów rasowych , ośrodki narciarskie) miała namówić starsza siostra Mary Harriman Rumsey, żona pana Rumseya, rzeźbiarza, którego dziadek też był bankowcem. Pani Rumsey od młodości „kolegowała się” z panienką Eleanor Roosevelt późniejszą prezydentową i która  dostała od Roosevelta posadę w jego pierwszej ekipie New Dealu.  Averell miał się  wkraść w łaski bratanka prezydenta Hala Roosevelta. Szwagierka jego siostry Rumsey wyszła za mąż za Charlesa Goodyera z „tych Goodyerów” , co przybyli do Ameryki z Niderlandów w 1649 r.
Ponieważ jego własne pomysły biznesowe, w tym przedsiębiorstwo transportu morskiego, nie przynosiły zysków a raczej trzeba było do nich dokładać, pozostawił zarabianie niezawodnej firmie Brown Brothers Harriman  &Co.  Warto zwrócić uwagę, że  w firmie Brown Brothers Harriman &Co posiadali  wysokie stanowiska tacy ludzie jak Prescot Bush (też udziałowiec), szczęśliwy ojciec i dziadek Prezydentów USA czy młody i zdolny statystyk Alan Greenspan.
No więc w latach 30-tych Averell Harriman  poprzez układy rodzinne  i towarzyskie wszedł do pracy „na zapleczu”  polityki Roosevelta i jego komunizującej małżonki. Początkowo były to posady w administracji gospodarczej.  Na przykład kiedy Winston Churchill zwrócił się  do USA o pomoc  w czasie Bliztu, Roosevelt  wykreował  go na „specjalnego wysłannika” , który miał wynegocjować warunki „pomocy amerykańskiej”.
W roku 1940 miał lat 49 i dwie dorosłe córki z pierwszego małżeństwa
 i był  ożeniony z panią Marie Norton z pierwszego męża Vanderbiltd Whitney. Kiedy pojawił się w Londynie, okazało się, że w tym bardzo międzynarodowym wówczas mieście najbardziej popularną w towarzystwie  jest synowa premiera Wielkiej Brytanii Winstona Churchilla pani Pamela  Churchill, córka lorda Digby, wówczas licząca sobie lat 22. Jej popularność opierała się głównie na tym, że podczas nieobecności męża, który jako korespondent wojenny rzadko bywał w Londynie – obdarzała swoją przyjaźnią różnych  panów, głównie amerykańskich generałów.   No i w okolicznościach bombardowania Averell lat 49 i Pamela lat 22 wylądowali w łóżku a miłość kwitła podczas jego „misji” w taki sposób, że sprowadził kochankę „na metę” w oficjalnym charakterze „koleżanki swojej córki”. Romans zakończył się wraz z „misją” a Pamela zajęła się amerykańskim korespondentem Robem Murrowem.
Averell Harriman, mimo zamieszania kilku firm w biznesowe relacje z firmami w Niemczech, bez kłopotu został mianowany w październiku 1943 r. na  ambasadora USA w Moskwie. To był czas pamiętny, bo w marcu 1943 r. Niemcy zdecydowali się nagłośnić sprawę Zbrodni Katyński. A kiedy w 1944 r. Sowieci wzorem Niemców zaprosili „międzynarodowych dziennikarzy” do obejrzenia miejsca zbrodni i przekonywali o winie Niemców, wśród tych dziennikarzy była córka Harrimana, która „kupiła” wszystko i przez całe lata „obstawiała wersję radziecką”. Może przekonał ją osobiście Józef Stalin, który tak był zauroczony ambasadorem Harrimanem, że odbył z nim kilka przejażdżek konnych a na koniec podarował jemu i jego córce – dwa wspaniałe konie z rosyjskich stadnin. Chociaż po 1939 to te konie mogły być polskie.
Kiedy zakończyła się wojna  Pamela nagle znalazła się na lodzie: Winston przestał być premierem, mąż pił  a co gorsza, nie miał zupełnie pieniędzy. Pamela postanowiła  nie dać się  szarzyźnie życia i pożeglowała po rozwodzie wraz z 8-letnim synem do Francji, która wówczas stała się Mekką wszystkich „pięknych i bogatych” z obu stron Atlantyku. I zajęła się tym, na czym znała się najlepiej: postanowiła upolować ważnego– ale tym razem- bogatego  męża.
Wysiłki zostały zakończone połowicznym sukcesem: w końcu lat 40-tych i w latach 50-tych Pamela Churchill stała się luksusową kurtyzaną wg najlepszych wzorców XIX w.,  co potwierdził po latach  jej drugi mąż, szczery do bólu producent teatralny i filmowy Leland Hayward.  W 1948 r. zamieszkała się w Paryżu, gdzie  niejaki Paul Louis Weiler, bogaty przemysłowiec, który miał wręcz kolekcję dzierżaw na najlepsze nieruchomości Paryża i Wersalu i obrzucał ważne kobiety – drogimi prezentami i mieszkaniami – zaoferował jej aż DWA mieszkania luksusowe, w tym jedno w Wersalu.
A jej pierwszy  sponsor Gianni Agnelli podarował jej jeszcze dwupoziomowy apartament przy Place d’Alma. Pamela miała szczery zamiar za niego wyjść za mąż, więc nawet przeszła na katolicyzm.
Ale Gianni chciał się jedynie „zdenazyfikować” a nie żenić z Pamelą. Ożenił się z jakąś włoską księżniczką. Więc przez jakiś czas została kochanką Agi Khana a następnie zaczął utrzymywać ją Elie de Rothschild , zresztą żonaty.  Wszyscy byli bardzo hojni, ale nie mieli zamiaru się żenić z Pamelą mimo że z nazwiskiem Churchill. Byli po prostu zacofani.  Czarę goryczy przelało upokorzenie,  kiedy  ambasada Wielkiej Brytanii w Paryżu – nie umieściła Pameli Churchill na liście gości w trakcie pobytu królowej Elżbiety we Francji.
Zabrała się do USA i zakręciła  koło bardzo dynamicznego producenta teatralnego i filmowego  („Dźwięki muzyki”) Lelanda Haywarda, który miał samolot i marzył o domowym cieple. Bardzo chętnie się z nią ożenił a ona była dobrą żoną w dosłownym tego słowa znaczeniu: siedziała w domu, ordynowała regularne posiłki i czekała z kapciami. Natomiast do historii przeszła jako najgorsza macocha , która podstępnie ograbiła córki zmarłego z biżuterii po matce.
Wszystkie te i inne pikantne szczegóły erotyczne, towarzyskie i polityczne z najwyższych sfer USA i Paryża  można poznać dzięki  książce amerykańskiego dziennikarza Christophera Ogdena, wydanej w Polsce pod tytułem „Życie jak bankiet” (Life of the Party), która w zamyśle miała być oficjalną biografią Pameli Churchill Harriman – ambasador USA we Francji, mianowanej przez prezydenta USA Billa Clintona. Ale autor prosił o podwyżkę a Pamela była sknera, więc z pieśnią na ustach wydał ją bez autoryzacji za to z pikantnymi szczegółami.  Do tego dołączyła się książka pasierbicy  Brooke Hayward pt. „Haywire”, w której opisywała niesamowite wprost intrygi Pameli, aby odseparować troje dzieci (dorosłych) i wnuków od Lelanda i pamiątek po nim nie mówiąc o kasie.
Kiedy została wdową w 1971 r., dawny kochanek z Londynu Averell też  został wdowcem , więc znowu zorganizowała regularne oblężenie towarzyskie , co skończyło się błyskawicznym ślubem, czym cieszyła się nawet rodzina, bo dziadek był smutny.  Miał za sobą usiłowania zostania wielkim człowiekiem polityki amerykańskiej, ale mimo gigantycznych pieniędzy i gigantycznych koneksji załapał się jedynie na stanowisko 48-go gubernatora Nowego Jorku (1955-1958). Dwukrotnie startował w prawyborach na kandydata na kandydata w wyborach prezydenckich w latach 50-tych.

Natomiast był jednym z najbardziej efektywnych ludzi DRUGIEGO PLANU polityki amerykańskiej. I jako ambasador USA w ZSRR (konferencja Jałtańska, konferencja w Poczdamie) i jako ambasador USA w Wielkiej Brytanii  ale też jako wysoki urzędnik USA ds. realizacji Planu Marshalla w Europie. Załapywał się do administracji kolejnych czterech prezydentów, w tym Harrego Trumana ( Sekretarz ds. Handlowych 1946-1948) i Johna F. Kennedy’ego.  I był słynny jako „specjalny wysłannik do spraw”.
I w ten sposób dochodzimy do jednej z wielu   podróży „specjalnego wysłannika Harrimana” oficjalnie dziennikarza -  do ZSRR. Która trwała aż 2 miesiące: maj –czerwiec 1959. O niej nie pisze nic docent wiki.  Przyjechał do Moskwy 13 maja 1959, gdzie „miał wywiad z Mikojanem”, akurat oficjalnie pełniącym rolę wicepremiera ZSRR. Potem Mikojan załatwił mu rozmowę z „ministrem rolnictwa Władimirem Matskiewitschem” i „zastępcą ministra obrony Rodionem Malinowskim”. A potem „dziennikarz Harriman” „wybrał się” w podróż po ZSRR ,podczas której odwiedził Swierdłowsk i Bratsk. Ma nawet zdjęcie z robotnicą pokazującą mu makietę hydroelektrowni czy czegoś takiego. Co naprawdę oglądał i z kim rozmawiał –tak naprawdę mógł wiedzieć ambasador USA w Moskwie a nawet on nie do końca.
Pozycję Harrimana wyznaczał fakt, iż na kolację wydaną przez ambasadora Llewelyna E. Thompsona w dniu 25 czerwca 1959 r. na cześć Harrimana – pojawił się sam I Sekretarz KPZR – Chruszczow. Rozmowy z Chruszczowem, których miało być trochę, zostały opublikowane w magazynie „Time” 13 lipca 1959 r. Panowie mieli rozmawiać m.in. o rozbrojeniu, bombie wodorowej. Towarzysz Chruszczow miał się zwierzyć, iż „idee wyrażone w wykładach George’a Kennana w BBC Reitch w roku 1957 współgrały z jego własnymi”. Tak się składa, że w tych wykładach George Kennan m.in. proponował „niezaangażowanie w Europie Centralnej”. A znowuż „..porażka szczytu w Genewie była spowodowana tym, że Dulles i Eisenhover przyjęli nierealistyczny cel aby zlikwidować Wschodnie Niemcy. Na to my nigdy nie wyrazimy zgody…”.  I Harriman chwali się, jak to  był zapraszany na daczę między Kuncewem a Rublewem, gdzie spacerował sobie z towarzyszami Mikojanem, Kozlovem i Gromyką nad rzekę Moskwę.
W grudniu 1961 r. sowiecki oficer Anatolij Golicyn , „który wybrał wolność” – oskarżył Harrimana, że ten pełniąc funkcję ambasadora USA w ZSRR – był sowieckim szpiegiem. No ale „CIA tego nie potwierdziło” i  Harriman miał prawo wchodzić do biur Sekretarza Stanu USA.
I nic się nie wydarzyło. John F. Kennedy, który został prezydentem dał mu w listopadzie 1961 r. posadę „ambasadora-at -Large”  (ambasador w misji specjalnej) a następnie posadę asystenta sekretarza ds. Dalekiego Wschodu w Departamencie Stanu i mimo rewelacji Golicyna – nie usunął go z kluczowego dla spraw bezpieczeństwa – urzędu.  Po latach Harriman już ożeniony z Pamelą jeździł sobie na zaproszenie Breżniewa oficjalnie na jakieś festiwale filmowe i to nawet chyba 2 razy. A w końcu sama Pamela pojechać miała do Moskwy i Kijowa w związku z „pierestrojką”. Ale wróćmy do prologu wojny wietnamskiej.
Latem 1963 r.  buddyści Wietnamu Południowego rozgłaszają, że są potwornie prześladowani przez „mniejszość katolicką i reżym rodziny Ngo”, w  związku z czym prezydent John F. Kennedy wysłał do Wietnamu Południowego misję dla „zbadania sytuacji” a zwłaszcza postępów armii wietnamskiej  w walce z Wiet Kongiem. W trakcie  misji doszło m.in. do tajnych rozmów z generałem Armii Wietnamu Południowego Duong Van Minhem, który  posiadał przypadkowo brata  generała Armii Północnego Wietnamu Duong Van Nhuta.
Co ciekawe John F. Kennedy miał już pewne podejrzenia że jego Doradca ds. Bezpieczeństwa Narodowego niejaki Bundy – słucha bardziej podwładnego Harrimana niż jego samego.  Podobno były jakieś „narady w sprawie obalenia Ngo Dinh Diema” u Prezydenta ale  Robert Kennedy miał  być stanowczo przeciwny i ogólnie biorąc „wiążącej decyzji nie było”.
No i nagle 1 listopada  1963 r. po podróży Harrimana do Królestwa Laosu – sprawy przyspieszyły w Wietnamie Południowym,  którym już drugą kadencję rządził prezydent ze starej dynastii wietnamskich katolików (nawróconych w XVII w.) – Ngo Dinh Diem.  Ur. 1901 polityk, który budował państwo po francuskiej eksploatacji kolonialnej, okupacji japońskiej i 8 latach wojny wyzwoleńczej prowadzonej przez Wiet Minh z Francuzami  , nagle został zaszczycony wizytą kilku generałów armii wietnamskiej w pałacu prezydenckim  z wieścią, że rząd został obalony a prezydentowi i jego bratu – oferują emigrację za rezygnację. Generałowie mieli broń a Ngo Dinh Diem zapewne różaniec. Zgodził się, Wsiadł z bratem do samochodu prowadzonego przez oficerów armii wietnamskiej i w drodze do bazy lotniczej został zastrzelony podobnie jak jego brat Nhu. Ciała zostały zakopane w nieoznaczonym grobie koło ambasady USA w Sajgonie.
W trzy tygodnie potem w Dallas zastrzelony został Prezydent John F. Kennedy, katolicki prezydent USA.
Władzę w Wietnamie przejął generał Duong Van Minh, który przeszedł do historii tym, że w ostatnich dniach obrony Wietnamu Południowego (1975), kiedy Amerykanie się zmyli a do Sajgonu podchodziły wojska komunistyczne – jako „dowódca obrony” – postanowił , że „nie warto przelewać krwi i należy się poddać bez walki”.  I zrobił to. A potem żył całkiem spokojnie „pod reżymem komunistycznym” a następnie spokojnie wyjechał za zgodą władz komunistycznych do USA, gdzie żył długo i szczęśliwie.  Po zabójstwie prezydenta i jego brata tow. I sekretarz Ho Chi Minh miał powiedzieć „na biurze politycznym” co następuje: „ Ledwie mogę uwierzyć, że Amerykanie mogą być tak głupi”.
Jeszcze trzeci brat  nie przeżył kontaktu z ambasadorem Cabot Lodge Jr. – Ngo Dinh Can, który miał „zwalczać partyzantkę Wiet Kongu w centralnym Wietnamie” – otrzymał od Departamentu Stanu ofertę azylu ale ambasador Cabot Lodge Jr. kazał swojemu człowiekowi od mokrej roboty z CIA – wydać go dobrym generałom a ci go aresztowali i rozstrzelali w 1964. Uratowali się dwaj bracia z tej masakry: jeden biskup i ambasador Wietnamu w Londynie.
Sytuacja w Wietnamie Południowym była totalnie zdestabilizowana a Prezydent Lyndon Johnson zwiększył ilość amerykańskich „doradców” do 21.ooo i wysłał generała Westmorlanda do Wietnamu a pana Harrimana zrobił „ambasadorem-at-large”.
W dniu 13 lipca 1965 w trakcie konferencji prasowej prezydent otrzymał pytanie następującej treści: „Panie Prezydencie, czy może Pan nam powiedzieć, czy podróż gubernatora Harrimana do Moskwy ma jakikolwiek związek z obecnością Rosjan w Wietnamie?”. Odpowiedź Prezydenta USA:”…Myślę,że gubernator sam najlepiej wyjaśnił tę wizytę mówiąc, iż był  na wakacjach(…) Była to wizyta osobista i ze swej natury wyjazd wakacyjny…”. Dnia 1 września 1966 r. na spotkaniu Komitetu ds. rozbrojenia Harriman miał powiedzieć o swojej podróży do Moskwy w lipcu 1965 r. NA PROŚBĘ JOHNSONA przed zwiększeniem obecności wojskowej , że w rozmowie z nim Kosygin miał powiedzieć, że „Północni Wietnamczycy nie wykluczają pokojowego rozwiązania konfliktu.”
W kiedy ostateczna klęska USA i Południowego Wietnamu była przesądzona, ambasador Cabot Lodge Jr publicznie o wszystko oskarżał generała Westmorlanda.  (The U. S. Government and the Vietnam War: Executive and Legislative Roles” autorstwa Williama Conrada Gibbonas st.r 443)
Z rodziny Ngo przeżył skutki działalności Cabot Lodge’a  siostrzeniec prezydenta, w chwili zamachu  rektor  seminarium duchownym: François-Xavier Nguyễn Văn Thuận, ur. 1928 syn siostry Ngo Dinh Thi Hiep, który został pozostawiony przy życiu. W roku 1967 został mianowany biskupem Nha Trang. Na sześć dni przed poddaniem Sajgonu przez szlachetnego generała – został podniesiony do godności arcybiskupa Sajgonu. Komuniści mieli lepsze kartoteki i za związki z rodziną Ngo – zamknęli go na 13 lat w obozie reedukacyjnym, w tym 9 lat w izolacji. W 1988 na fali pierestrojki został wypuszczony z obozu i pozostawiony w areszcie domowym w Hanoi. W 1991 r. pojechał do Rzymu a władze komunistyczne odmówiły mu prawa powrotu. Zmarł na wygnaniu w 2002 r. Proces beatyfikacyjny został rozpoczęty w 2007 r. Nawiasem jego stryjek , gubernator cesarski został przez siły Wiet Minhu zakopany żywcem w latach 40-tych.
No a Harriman, który był wśród tych, którzy samowolnie ułożyli tekst tajemniczego „telegramu nr 243”, który „zatwierdzali w sobotę telefonicznie” i wysłali do ambasadora USA w Sajgonie, a w którym wręcz zachęcali generałów do pozbycia się prezydenta –  nie był nawet przesłuchiwany przez żadną komisję. Ostatnio wydana została praca naukowa obalająca zarzuty wobec Ngo Dinh Diema o korupcję, nepotyzm, prześladowanie buddystów i budowanie  dyktatury pt. The Lost Mandate of Heaven: The American Betrayal of Ngo Dinh Diem” autorstwa dra Geoffrey’a  Shawa.

Harriman   mając lat prawie 90 i jego  Pamela  założyli nieformalny think –thank „Demokraci dla lat 80-tych” (złośliwi mówili: „demokraci w swoich latach 80-tych”) w salonach urządzonych przez Pamelę , do których zapraszali raz w miesiącu  młodych aspirujących. Spotkania miały  formę „kolacji konsolidujących” , w trakcie których goście mogli na własne oczy zobaczyć kilku znanych jedynie z telewizji politycznych celebrytów, obrazy Picassa i Matisse,a a w holu głównym „Białe róże” Van Gogha. Oraz majordomusa Kuruca, któremu Pamela nie dała pakietu emerytalnego i który potem sypał do tej „biografii”.  Po „wykładzie” kogoś w rodzaju Muskiego i  po„intelektualnej dyskusji” na pozłacanych krzesełkach – „spożywali kolację” wydawaną przez Pamelę w dekoracjach dyskretnie nawiązujących do jej „lordowskiego pochodzenia”.  I w tych okolicznościach przyrody  stare wygi przyglądały się narybkowi i selekcjonowały kandydatów na „liderów”. Tak został wyselekcjonowany Bill Clinton, John Kerry, Al Gore . W tamtych czasach Hillary była tylko „osobą towarzyszącą” w oczach Pameli, ale Bill i Al przez nią i jej otoczenie (Stuart Eisenstadt) uznani zostali za obiecujących i zaczęto ich lansować. Alowi nie poszło w 1988 ale Bill dał radę w 1992. A ponieważ „matka Partii Demokratycznej Pamela” władowała w jego kampanię 12 mln USD, które pracowicie zbierała na kolacjach dla starszych i bogatszych (wejście: 1000 USD od łebka), to szczęśliwy prezydent elekt – zaszczycił jej dom (Harriman zmarł w 1986 r.) i wzniósł za nią toast a wkrótce uczynił ja ambasadorem USA w Paryżu. Niestety pokłóciła się z Ogdenem o drobne i musiała jako ambasador czytać swoją nieautoryzowaną biografię, a nawet dwie, licząc książkę pasierbicy Brooke Hayman i padła trupem w Paryżu.
Kandydatka Hillary wyszła z takiej szkoły realizacji celów politycznych i wytwarzania elit jak widać na przykładzie „szkółki państwa Harrimanów” i „pragmatyki pana Harrimana” oraz „pijaru Pameli”.
Do dzisiaj nie wiemy, po co jeździł tak namiętnie i tyle razy gubernator Harriman do ZSRR „prawie prywatnie” i po co jeździła Pamela jeszcze w bodaj w 1988 r. Do dzisiaj ich „uczniowie” tworzą politykę USA – wewnętrzną i zewnętrzną. Dotyczy ona również nas. Czy Trump może być inny? Nie wiem. A co z Brown Brothers Harriman & Co i Alanem Greenspanem ich zdolnym pracownikiem? A dla nas Polaków tragiczna historia rodziny Ngo powinna stanowić poważną naukę o „kuchni politycznej naszych czasów”. Zwłaszcza w zakresie „roli ambasadorów do misji specjalnych”  i innych „wiosen”.